Tęsknię... Cz.68

Vanessa

Siedziałam zamknięta w pokoju. Nie miałam na nic siły. Miałam położyć się spać, ale nagle zza drzwi usłyszałam znajomy głos. Podniosłam się lekko i zaczęłam nasłuchiwać.

- Proszę, porozmawiaj z nią, ze mną nie chce. Siedzi całe dnie, zamknięta w czterech ścianach. Nic nie je ani nie pije.- moja mama dramatyzowała, aż tak źle ze mną nie było.
- Zrobię co w mojej mocy.- usłyszałam nagle głos Bianki. Tak dawno jej nie słyszałam... Nasz kontakt praktycznie zanikł...

Nagle klamka lekko opadła, a drzwi od mojego pokoju się otworzyły. W progu stanęła moja najlepsza przyjaciółka we własnej osobie. Tak bardzo za nią tęskniłam, że aż się popłakałam ze szczęścia. Dziewczyna od razu się na mnie rzuciła, a ja przytuliłam ją z całej siły.

- Zatłukę frajera.- szepnęła mi do ucha, a ja mimowolnie się uśmiechnęłam.

W pokoju zostałyśmy same. Oczywiście wszystko jej opowiedziałam. Ku mojemu zdziwieniu, ona też miała dla mnie niespodziankę. Powiedziała mi, że Dylan ostatnio do niej pisał. Byłam w szoku. Tego to się nie spodziewałam.

- No mówię ci, jak to zobaczyłam to, aż sok wyplułam! Cała kuchnia była pomarańczowa! - opowiadała, a ja śmiałam się z każdą chwilą coraz bardziej. Tego było mi trzeba.
- Ale co tak właściwie chciał?- spytałam zaciekawiona jak nigdy.
- No właśnie nic szczególnego. Myślałam, że chodzi o ciebie, ale zaczął się mnie pytać, jak się mam, co u mnie itp.
- Dziwne.
- Oj bardzo. Przyznam się, że troszkę popisaliśmy, ale już jakiś czas się nie odzywa.
- No to się porobiło.- odpowiedziałam i zapadła cisza.
- A ty co zamierzasz?- spytała po dłuższej chwili. I tu był właśnie problem. Nie miałam pojęcia.



Dylan


Od kiedy Van się wyprowadziła, sporo się zmieniło. W domu było cholernie cicho. Znaczy do czasu... Po paru dniach wrócił Mike, twierdząc, że jednak chce tu mieszkać. Oczywiście nie mogłem mu zabronić. To mój kumpel, a teraz przechodzi chyba najgorszy okres w swoim życiu. Chłopak zmienił się nie do poznania. Z każdym dniem robi się coraz gorzej. Nie mam pojęcia, jak mu pomóc...

Siedziałem, oglądając telewizję w salonie. Był późny wieczór. Nagle Mike wszedł do domu, trzymając w talii jakąś laskę. Tego było już za wiele. Nie zamierzałem wysłuchiwać w nocy, nie wiadomo czego.

- Co to ma być?!- spytałem wściekły.
- Koleżanka.- odpowiedział schlany. Głos miał kompletnie inny. Ledwo trzymał się na nogach. Gdyby nie silikon w cyckach tej laski, już dawno leżałby na ziemi.
- Wyproś ją, a my musimy pogadać.
- Nie ma takiej opcji. Ona widzi we mnie puszczalskiego, to dam jej ku temu powody.- wiedziałem, o kim mówi. Nawet nie musiałem pytać. 
- Na pewno tak nie myśli.
- To dlaczego jej tu nie ma hm?
- A widzisz siebie? Chcesz się jej tak pokazać?!
- Daj mi spokój.- powiedział tylko i ruszyli w stronę sypialni, która kiedyś należała do Van. O nie, tego było już za wiele.
- Albo ją wyprosisz, albo sam ją wygonie.- powiedziałem ostro, ale dziewczyna i tak już była mocno wystraszona. Nie żegnając się nawet z chłopakiem, po prostu wyszła.
- Co narobiłeś?
- Ja? Zobacz, co ze sobą robisz. Codziennie jest to samo. Codziennie tylko pijesz i imprezujesz. Kto wie, czy czegoś nie wciągasz przy okazji. Dla twojej informacji przez ostatnie dni, każdego wieczora dzwoniła do mnie Van. Zawsze pytała, co u ciebie! Co mam jej mówić? Że kompletnie się stoczyłeś?! Kto wie, czy nie chce wrócić! Ma do kogo?!- mówiłem wkurzony na maksa. Byłem ostry i bezpośredni, bo wiedziałem, że tylko to podziała, o ile w ogóle coś podziała.

- Mówisz tak, żebym się ogarnął. Ona nie chce wrócić. Już by to zrobiła.- odpowiedział cicho.
- Może, zamiast czekać, aż sama wróci, sam zrób coś, żeby tak się stało. Wina leży po twojej stronie Mike. Van kiepsko zrobiła, że się wyprowadziła i zerwała, ale ja jej się nie dziwię. Sam pewnie też bym tak zrobił.

Na tym nasza rozmowa się skończyła. On poszedł spać, a ja postanowiłem wziąć zimny prysznic na zabicie wkurzenia.



Vanessa

Jak co wieczór, postanowiłam, chociaż na chwilę zadzwonić do brata. Tęskniłam za nim.

- Siema brat.- powiedziałam nieco inaczej niż zwykle. Byłam w lepszym humorze. To dzięki najlepszej babie na świecie! Tylko ona potrafi działać takie cuda.
- Ktoś tu brzmi lepiej niż przez ostatni tydzień.- Tydzień? Zleciało tak szybko....
- Bianka u mnie była.
- A no i wszystko jasne.

Nagle w słuchawce usłyszałam nie tylko mojego brata. W tle było słychać Mike'a jak mówił coś o praniu.
Potem chyba skumał, że Dylan rozmawia ze mną, bo zrobiła się straszna cisza.

- Chcesz z nim pogadać?- spytał mój brat, a ja pokiwałam przecząco głową. Po chwili jednak dotarło do mnie, że on i tak tego nie zobaczył...
- Nie.
- Nie zapytasz, co u niego? Nie robiłaś tego już parę dni.- spytał cicho.
- Starałam się o nim nie myśleć.
- I tak to już teraz będzie? Będziesz siedzieć sama w pokoju, wieczorami będziesz do mnie dzwonić, a jak tylko go usłyszysz, to będzie cisza? Nie możesz tak przez całe życie. Nie będę Ci mówić, co masz robić, ale widzę, co się dzieje. Mimo tego, co się wydarzyło, kochasz go i mimowolnie o nim myślisz. Pora przestać się oszukiwać.- Dylan skończył mówić, a ja po prostu się rozłączyłam. Miał rację. Jak zawsze do cholery mój głupi braciszek miał rację. Tak się nie da żyć!

Przepełniona jakąś dziwną energią, zaczęłam się pakować. Spakowałam małą walizkę najpotrzebniejszych rzeczy. Nie wiedziałam, jak sprawy się potoczą. W ekstremalnym tempie zbiegłam na dół.

- Muszę się z tym zmierzyć.- powiedziałam do rodziców, jedzących kolacje.
- O tej porze? Jest późno...
- Jeżeli teraz tego nie zrobię, to już wcale tego nie zrobię.
- Ale czym pojedziesz?- spytała zmartwiona mama. 
- Autobusem.
- To kawał drogi.- odpowiedział cicho tata, ale wiedział, że mnie nie przekona. 

Ubrałam się ciepło i wyszłam z domu w stronę dworca. Było ciemno i zimno. Bałam się, że coś mi się stanie, ale nie mogłam się wycofać. Teraz już nie było odwrotu.

Na moje nieszczęście oczywiście uciekł mi autobus. Na kolejny musiałam czekać dwie godziny... Myślałam, że zasnę na tym przystanku, ale poratowałam się gorącą kawą ze stacji benzynowej niedaleko. Siedziałam tak i myślałam. Co ja mu powiem? A jeżeli on nie będzie chciał rozmawiać? A może już jest za późno? 
Jeszcze trochę bym tak siedziała, to pewnie umarłabym z nerwów. Na szczęście autobus przyjechał na czas.

Usiadłam na samym końcu i puściłam ulubioną muzykę. Czekała mnie naprawdę długa droga, ale nie chciało mi się spać. Patrzyłam za szybę, chociaż nic nie było widać. W autobusie było parę osób, ale wszyscy spali. Już dawno nie jeździłam po nocy. Zapomniałam jakie to uspokajające. Wszystko jest takie ciche i spokojne jakby czas zwolnił... Miałam wrażenie, że właśnie tak się stało.
Nie docierało do mnie, jak bardzo spontaniczną decyzję podjęłam z tym wyjazdem, ale nie żałowałam. Już dawno powinnam była to zrobić.

Na miejsce dojechałam około 4 nad ranem. Droga z przystanku do domu brata minęła bardzo szybko. Miałam tylko nadzieję, że ktoś mi otworzy. Nogi mi się trzęsły, jak szłam podjazdem prosto pod drzwi. Z lekkim zawahaniem się zapukałam do drzwi. Potem jeszcze drugi i trzeci raz, ale odpowiedziała mi cisza. Na pewno spali... Czego ja się spodziewałam? Już miałam się zawrócić, nie wiedząc gdzie iść kiedy nagle usłyszałam głos.

- Jak raz od wielu dni jestem trzeźwy i chce się wyspać to ktoś nakurwia w drzwi po nocy... - usłyszałam tuż za drzwiami głos Mike'a. Serce mi stanęło. Dobrze, że stałam tyłem... Drzwi się otworzyły i nastała cisza. Stałam bez ruchu, czekając na rozwój wydarzeń.

- Vanessa? - usłyszałam zaspany i zdziwiony głos chłopaka. Powoli się odwróciłam. Patrzył na mnie, nie wiedząc, co powiedzieć. Staliśmy tak chwilę w ciszy. Serce mi łomotało. Jego wzrok palił moją skórę. W końcu nie wytrzymałam...

Zostawiłam walizkę na ziemi i rzuciłam mu się na szyję. Pocałowałam go namiętnie, a on odpowiedział mi  delikatnie, jakby nie wierzył, w to co się dzieje. Dla mnie to też był szok, ale tak bardzo mi go brakowało! Mike podrzucił mnie lekko, a ja oplotłam go nogami, ciągle całując. Byłam go tak bardzo spragniona, taka stęskniona...
Mike zamknął za nami drzwi i od razu w ciemności skierował się do naszej sypialni. Sam fakt, że był w samych bokserkach, doprowadzał mnie do szaleństwa. Położył mnie delikatnie na łóżku i zaczął rozbierać, całując każdy skrawek mojego ciała. Kawałek po kawałku schodził coraz niżej, a swoimi ciepłymi dłońmi badał moje zmarznięte ciało. Obchodził się ze mną jak z porcelanową figurką, o którą boi się, że się zbije. Był taki delikatny i subtelny a z drugiej strony władczy i bardzo napalony. Podniecał mnie, jak nigdy wcześniej.
To był najlepszy seks w moim życiu. Dawno się tak nie czułam. Było zupełnie inaczej niż wcześniej. Obydwoje trochę się zmieniliśmy i poznawaliśmy się na nowo. Długa rozłąka zdobyła swojego jedynego plusa. 
xxx xxx xxx xxx xxx xxx xxx xxx xxx xxx x

nasiaaa

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1828 słów i 9449 znaków.

3 komentarze

 
  • Smerfetka16

    Kiedy kolejna część? Czekam może jakiś maratonik?

  • Iga21

    Raz na rok nawet dobra kłótnia (oby nie chodziło o zdradę itp) i odpoczybek od siebie na tydzień czy 2 jest w kazdym związku dobry.
    A potem dobry seks na zgodę i dalej już dobrze :)

  • nasiaaa

    @Iga21 haha no dokładnie 😁

  • cukiereczek1

    Rewelacyjna część czekam na kolejną z niecierpliwością 😘😘😍😍

  • nasiaaa

    @cukiereczek1 dziękuję kochana ❤️