Tęsknię... Cz.47

Vanessa
- Będziemy mieli dziecko.- powiedziałam, czekając na jego reakcję. Tak jak się spodziewałam, zamurowało go. Przez chwilę panowała taka cisza, że tylko było słychać tykanie zegara. Bardzo bałam się tego, co nastąpi.
- Proszę, powiedz coś.- powiedziałam po dłuższej chwili. Chciałam dać mu czas na poukładanie tego wszystkiego w głowie, ale też chciałam wiedzieć, co o tym sądzi.
- Sam nie wiem co. Kompletnie się tego nie spodziewałem. Kiedy...- zaczął, ale wiedziałam, do czego zmierza.
- Wtedy na wypadzie na weekend. Potem zaczęłam się kiepsko czuć.
- Stąd twoje zmęczenie.- powiedział, na co tylko kiwnęłam głową. Miałam łzy w oczach.
- Kiedy się dowiedziałaś?
- Jak byłam u mamy. Zrobiłam test z przyjaciółką, ona mi to doradziła.- odpowiedziałam, a pojedyncza łza, spłynęła mi po policzku. Mike na mnie nie patrzył. Wzrok miał wbity w podłogę i widać było po nim, że nie wie, co ma zrobić.
- Mama wie?- spytał nagle.
- Nie.- powiedziałam, a kolejne łzy leciały mi z oczu. Nie chciałam płakać, chciałam być silna, ale niestety nie dałam rady. Skuliłam się w mały kłębek, a głowę schowałam w kolanach.
- Nie płacz, jakoś damy radę.- powiedział i delikatnie mnie objął. Chyba sam nie wierzył w swoje słowa. Uścisk też był jakiś bez przekonania. Jakby tylko chciał, żebym się uspokoiła.
Spojrzałam na niego, oczy miał zamknięte. Na twarzy malował mu się smutek połączony ze zdenerwowaniem.
Położyliśmy się, ale żadne z nas się nie odezwało. Mike patrzył w sufit, rozmyślając, a ja zamknęłam oczy i nawet nie wiem, kiedy zasnęłam.
xxx

Przebudziłam się w nocy, bo chciało mi się pić. Mike'a nie było obok mnie. Zaczęłam się obawiać. Wstałam z łóżka i poszłam do kuchni. Obeszłam cały dom, ale nigdzie go nie było. Uciekł ode mnie? Poszedł sobie tak bez słowa?
Nalałam sobie wody do szklanki i usiadłam do stołu. Byłam zmęczona i śpiąca, ale postanowiłam posiedzieć jeszcze trochę. Może zaraz wróci... Może tylko poszedł się przewietrzyć...

Nagle poczułam, że ktoś szturcha mnie w ramię. Przebudziłam się, nawet nie wiem, kiedy zasnęłam.
Z nadzieją, że to Mike, odwróciłam się za siebie. Niestety to nie był on. To był Dylan, który ze zmartwieniem w oczach, usiadł obok mnie.
- Co ty tu robisz?- spytał, łapiąc mnie za rękę.
- Mike uciekł.- powiedziałam, znowu płacząc.
- Jak to? Dlaczego!?- spytał zdenerwowany.
- Powiedziałam mu o dziecku. Nie ucieszył się. Obudziłam się, a jego już nie było. Nie zostawił żadnej wiadomości, nie mam pojęcia, gdzie jest.- powiedziałam, a on mnie przytulił.
- Wróci. On nie jest taki. Nie zostawiłby cię w takiej sytuacji.- brzmiało to naprawdę prawdziwie, jednak cholernie się bałam. Strach z ludźmi robi różne rzeczy.
- A co jeżeli to nie prawda? Nie widziałeś go wtedy, był przerażony.
- Pewnie tak jak ty, gdy się dowiedziałaś, ale potem wszystko przemyślałaś i się ogarnęłaś.
- To co innego. Ja musiałam się z tym oswoić. Ja będę to maleństwo nosić pod sercem. Mike wyglądał, jakby nie chciał mieć tym nic wspólnego, pocieszał mnie, ale to nie było to. Wtedy pierwszy raz poczułam, że zostałam sama.- powiedziałam całkowicie szczerze.
- Na pewno nie wygląda to, aż tak strasznie. Po prostu musi się z tym oswoić. Jestem pewien, że wróci, a jak nie to go znajdę i zabiję. Przysięgam.- powiedział. Nieco poprawił mi tym humor. On zawsze potrafił mnie pocieszyć.
- Idź się połóż. Potrzebujesz teraz dbać o swoje samopoczucie.- powiedział i tak też zrobiłam.
Niemal od razu zasnęłam. Obudziłam się dopiero rano. Mike'a dalej nie było. Trochę się ogarnęłam i poszłam do kuchni coś zjeść.
W kuchni był mój brat i robił śniadanie.
- Wcześnie wstałaś. Głodna?- spytał.
- Trochę tak. Wrócił?- spytałam z nadzieją, a on tylko przecząco pokiwał głową.
Nalałam sobie herbaty do kubka i poczekałam, aż Dylan skończy robić śniadanie.
W międzyczasie sprawdziłam wszystkie portale społecznościowe i próbowałam się dodzwonić do Mike'a, ale nie odbierał. W sumie właśnie tego się spodziewałam. Nie ma go w domu, a nagle miałby odebrać?
Jedliśmy z Dylanem śniadanie, kiedy nagle otworzyły się drzwi. Do środka wszedł Mike.
- Patrzcie, kto raczył wrócić.- powiedział mój brat. Był wkurzony.
Mike się nie odezwał. Zdjął kurtkę i buty i chwiejnym krokiem zaczął iść w moją stronę.
- Kochanie przepraszam.- powiedział, poczym padł na podłogę i chyba zasnął. Byłam w szoku. Jak można doprowadzić się do takiego stanu?
Byłam szczęśliwa, że wrócił, ale jednocześnie wkurwiona za to, co zrobił.
Dylan pomógł mi przenieść go do sypialni.
- Niech no tylko idiota się obudzi.- powiedział, jak położyliśmy go na łóżku.
Dylan poszedł do pracy, a ja w salonie oglądałam telewizję. Nic mi się nie chciało i nie byłam w nastroju do niczego. Oglądałam film za filmem, aż w końcu zasnęłam. Ostatnio dużo śpię.
xxx
Mike
Wstałem z okropnym bólem głowy. Jak zwykle dopadł mnie mega kac. Zanim dotarło do mnie, co zrobiłem, minęło trochę czasu.
W głowie ciągle mi szumiało, że zostanę ojcem. Byłem przerażony, kompletnie tego nie planowałem. Musiałem jednak się ogarnąć. Tego oczekiwała ode mnie Van. Jak ja mogłem jej to zrobić? Pewnie pomyślałam o mnie same najgorsze rzeczy. Najzwyczajniej w świecie stchórzyłem. Zachowałem się jak ostatni kretyn.
Postanowiłem jej to wszystko wynagrodzić. Zrobiłem jedno z jej ulubionych dań, czyli makaron w sosie serowo-brokułowym, dodatkowo dodałem jeszcze trochę kurczaka. Nie wiedziałem, czy kobiety w ciąży mogą jeść takie rzeczy, ale na nic innego nie miałem pomysłu. Kompletnie się na tym wszystkim nie znałem. Miałem tylko nadzieję, że jej posmakuje. Wszystko ładnie położyłem na tacy, nalałem jeszcze jej ulubionego soku, a w mały wazonik włożyłem wcześniej kupione kwiaty. No nie powiem, napracowałem się, oby tylko to wszystko nie poszło na marne.
Z tacą pełną jedzenia poszedłem do salonu, gdzie spała moja ukochana. Biedna, musiała spać na jakiejś beznadziejnej kanapie, bo ja kompletnie schlany, rozwaliłem się na całym łóżku. A może zwyczajnie nie chciała ze mną spać. Próbowałem sobie wyobrazić, jak bardzo musiała być na mnie zła. Miałem nadzieję, że dobre jedzenie jakoś załagodzi złość.
Van przebudziła się, gdy postawiłem jedzenie obok na stole. Delikatnie przetarła ręką oczy. Wyglądała uroczo, gdy była zaspana.
- Cześć kochanie- powiedziałem skruszonym głosem. Van nie kryła zdziwienia.
- Hej.- powiedziała cicho i niepewnie. Lekko się podniosła i otuliła kocem.
- Muszę cię przeprosić.- powiedziałem nie do końca wiedząc, jak to rozegrać. Czasem to, co ma się w głowie, ciężko przekazać. Zawsze czegoś zapomnę dodać.
- Martwiłam się.- powiedziała cicho.
- Zachowałem się beznadziejnie.- powiedziałem, siadając obok niej.
- Tu masz rację. Jeżeli nie chcesz tego dziecka to...- zaczęłam.
- Chce. Po prostu spanikowałem. Teraz przemyślałem troszkę to wszystko i wziąłem się w garść. Sądzę, że damy sobie radę.- powiedział i mnie przytulił, a ja byłam mega szczęśliwa. Cieszyłam się, że znów mam w nim wsparcie.
- W ramach przeprosin zrobiłem ci obiad. Niestety nie wiem, czy teraz możesz jeść takie rzeczy. Tak naprawdę to w ogóle nic nie wiem.- powiedziałem, a ona zaczęła się śmiać.
- Spokojnie wszystkiego się nauczymy. - powiedziała, śmiejąc się.
Spokojnie zjedliśmy obiad, a Van dokończyła jakieś romansidło, co oglądała, zanim zasnęła. Potem wybraliśmy się na spacer, żeby trochę się przewietrzyć i uspokoić emocje.
Byłem w szoku, gdy zauważyłem tego samego chłopaka, który, ostatnio zaatakował moją ukochaną. Miałem ochotę go udusić. Van jak go zobaczyła, wyraźnie się przestraszyła, a ja wcale jej się nie dziwiłem.
Chłopak podszedł do nas. Van lekko schowała się za mną.
- Stary ty to masz tupet. Chyba życie ci niemiłe.- powiedziałem do chłopaka. Był o dziwo spokojny. Nie wiedziałem, czego mam się spodziewać. Co prawda byłem od niego wyższy i trochę lepiej zbudowany, ale nigdy nic nie wiadomo.
- Wyluzuj, przeprosić chciałem.
- Nawet nie myśl, że zbliżysz się do mojej kobiety.- powiedziałem ostro, ale mi nie odpowiedział. Van lekko się wysunęła, zaciekawiona zachowaniem nieznajomego.
- Słuchaj, głupio wyszło, nie wiem, co mnie wtedy napadło. To nie było do mnie podobne. Wcale taki nie jestem. Wtedy trochę popaliłem i mnie poniosło.- powiedział, na co się zaśmiałem.
- Fajna bajka.- odpowiedziałem.
- Mike.- uciszyła mnie Van. Byłem w szoku! Dlaczego go broniła? Przecież on ją napadł! Do cholery jasnej, gdybym się tam nie pojawił, ten koleś by ją zgwałcił i nie wiadomo co jeszcze.
- Ty chyba żartujesz.- powiedziałem zły.
- Po prostu daj mu powiedzieć.
- A co cię obchodzi to, co on ma do powiedzenia?- spytałem, powoli nie wytrzymując.
- Widać, że żałuje.- powiedziała. Dlaczego ona musi być dla każdego tak miła? Nie rozumiem tego...
- Spokojnie, chciałem tylko przeprosić i więcej mnie nie zobaczycie. Miałem wyrzuty sumienia, sądziłem, że może gdzieś będziecie się tu kręcić, więc postanowiłem przyjść. Nie mam złych zamiarów i problemów też nie chce.
- Każdy ma czasem zły dzień.- powiedziała Vanessa, a chłopak lekko się uśmiechnął. Myślałem, że nie wytrzymam.
Nieznajomy sobie poszedł i obiecał, że więcej nie będzie się narzucał. Ja jednak dalej byłem trochę zły na Van, że tak po prostu go broniła. Co to znaczy „Każdy ma czasem zły dzień". To nie powód, żeby napadać na kogokolwiek, a już szczególnie kobietę. Nigdy nie zrozumiem takich typów.
- Czy ty jesteś na mnie zły?- spytała tym swoim uroczym głosem. Przytuliła się do mojej ręki i spojrzała w oczy. Jak ja mam się na nią gniewać?
- Po prostu nie mogę tego zrozumieć.
- Ale czego?- spytała zdezorientowana.
- Tego, że tak po prostu mu wybaczyłaś.
- Nie powiedziałam, że mu wybaczam. Po prostu widziałam, że żałuje tego, co zrobił. Wtedy jak mnie napadł, wydawało mi się to trochę dziwne, bo z początku nie wyglądał na takiego, co tylko czeka na jakąś samotną kobietę w nocy na ulicy.
- Czy ty w każdym musisz widzieć jakieś dobre cechy? Ja bym tak nie umiał po prostu.- powiedziałem i tylko pocałowałem ją w czoło.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

nasiaaa

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 2016 słów i 10698 znaków.

1 komentarz

 
  • cukiereczek1

    Noo i czekam na kolejną z niecierpliwością kochana dodaj coś szybciutko 😁😁😚😚❤️❤️

  • nasiaaa

    @cukiereczek1 dziękuję 🥰