Tęsknię... Cz.27

Vanessa~
Rano wstawało mi się okropnie. Byłam zmęczona i nie wyspana, bo miałam za sobą nieprzespaną noc. Płakałam prawie cały czas. Nie miałam siły wstać z łóżka, ale w końcu musiałam to zrobić, bo musiałam iść do pracy.
Poszłam do łazienki trochę się ogarnąć, ale to, co zobaczyłam w lustrze, mnie przeraziło.
Miałam całą czerwoną twarz, opuchnięte oczy i wory pod oczami... Wyglądałam jak jedno wielkie nieszczęście. W sumie miałam to gdzieś. Nie miałam ochoty wychodzić z domu i byłam skora zadzwonić do cioci i wziąć wolne. To nie był taki zły pomysł, biorąc pod uwagę to, że mogłam tam spotkać Jake'a. Coś czuję, że nie byłoby to miłe spotkanie.
Postanowiłam wziąć szybki prysznic i potem zadzwonić do cioci. Tak też zrobiłam. Ciocia bez problemu pozwoliła mi nie przyjść, jak jej powiedziałam, że źle się czuję. Owinięta szlafrokiem poszłam do kuchni zrobić sobie coś do jedzenia.
W kuchni byłam sama, ale do czasu. Po chwili pojawił się tam też Mike.
- Hej.- powiedział.
- Hejka.- odpowiedziałam, nalewając sobie soku do szklanki.
- Jak się czujesz?- spytał cicho i niepewnie a ja nie miałam pojęcia co mu odpowiedzieć. Znowu chciało mi się płakać.
- Może być.- odpowiedziałam tylko, bo wiedziałam, że jak będę ciągnąć ten temat to prędzej czy później się popłaczę.
- Jesteś pewna?- po co on drąży temat?
- Mike proszę cię... Nie jest dobrze i czuję się okropnie! To chciałeś usłyszeć!? Jake ze mną zerwał, bo popełniłam błąd i go zdradziłam!- wykrzyczałam, a chłopak był wyraźnie zakłopotany. Sama bym była na jego miejscu. Wydarłam się na niego, a przecież on tylko spytał, jak się czuję. No niestety emocje wygrały i puściły mi nerwy... Poryczałam się jak małe dziecko, a on bez słowa do mnie podszedł i mnie przytulił.
- Przepraszam.- powiedział, a ja nie wiedziałam, o co mu chodzi.
- Za co?- spytałam, dalej szlochając.
- Za to, że tak wypytuję. Po prostu martwię się o ciebie bardzo. Nie chcę, żeby było ci źle, bo na to nie zasługujesz. Jake zachował się jak skończony dupek.
- Nie chcę o nim rozmawiać.- powiedziałam cicho i odsunęłam się od chłopaka.
- Dobrze w takim razie będziemy rozmawiać o czymś innym. Co chcesz na śniadanie?
- Straciłam apetyt.- odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Eee błąd...
- Mówię serio Mike. Nie chcę jeść.- odpowiedziałam, siadając przy stole.
- Czyli naleśniki z twarogiem i owoce! Super! Już robię.- skąd w tym człowieku jest tyle entuzjazmu?
- Jesteś niemożliwy.- odpowiedziałam i nawet udało mi się lekko uśmiechnąć.
- Uśmiechasz się, a to dobry znak!
- Wariat.- powiedziałam, przewracając oczami.
- Ale mnie lubisz.
- A no może.
Mike zrobił pyszne naleśniki. Razem je zjedliśmy, rozmawiając przy okazji. Ten chłopak sprawił, że zrobiło mi się trochę lepiej. Na chwilę zapomniałam o tym, co się stało.
Sielanka nie trwała długo. Przyjemne śniadanie przerwał dźwięk otwierających się drzwi. Do domu wszedł mój brat w towarzystwie Vicki.
- To ja idę do siebie.- powiedziałam, od razu wstając. Jeszcze jej tu brakowało. Czy oni wszyscy chcą mnie dzisiaj dobić?
- Van zaczekaj. Tak dłużej nie może być. Ja i Vicki chcielibyśmy ci coś powiedzieć.
- A ja bym chciała, żebyście dali mi spokój.- powiedziałam oschle, spodziewając się najgorszego.
- Jesteśmy parą.- no debil no... Serio dał się aż tak omotać?
- Naprawdę jesteś tak naiwny?- spytałam. W sumie nie wiem, co wtedy czułam. Czy złość, czy żal? Szkoda mi go było, a jednocześnie byłam wściekła, że mnie nie posłuchał.
- Van chciałbym, żebyście się pogodziły.
- Żartujesz sobie ze mnie człowieku?
- A wyglądam, jakbym żartował? Zachowujesz się jak małe rozwydrzone dziecko.
- Przegiąłeś a dla twojej wiadomości Vicki, Jake ze mną zerwał.- powiedziałam, wiedząc, że właśnie o to jej chodziło. Wściekła poszłam do swojego pokoju i zamknęłam za sobą drzwi. Miałam dość tego dnia, więc postanowiłam położyć się spać.

XXX
3 dni później
XXX

~Vanessa~
Cholernie mi się nie chciało, ale musiałam iść do pracy. Ile czasu można udawać, że się źle czuje?
Na szybko się ogarnęłam i poszłam do kuchni coś zjeść.
Już mi było trochę lepiej, ale bez rewelacji. Dalej było mi źle, ale nie już tak bardzo. Starałam się o nim nie myśleć. Tak naprawdę to starałam się w ogóle o niczym nie myśleć.
Robiłam sobie śniadanie, kiedy do kuchni wszedł mój brat. No nie powiem, żebym była jakoś szczególnie zachwycona po naszej ostatniej rozmowie. Coś jednak było nie tak. Był przybity i chodził dookoła. - Co jest?- spytałam, widząc, jak się denerwuje. Bądź co bądź to dalej mój brat i się o niego martwię.
- Miałaś rację.- odpowiedział nagle.
- Ale w jakiej sprawie?- spytałam, chociaż domyślałam się, co zaraz powie.
- Vicki to zwykła zakłamana zdzira.- powiedział. Doskonale wiedziałam, że prędzej czy później coś takiego usłyszę. Szkoda mi go było, bo widać, że serio coś do niej czuje.
- Ostrzegałam cię przed nią, ale nie chciałeś mnie słuchać.
- To był błąd, przepraszam. Zawsze chciałaś dla mnie dobrze, a ja cię tak okropnie traktowałem przez dziewczynę, która i tak miała mnie w dupie przez cały czas.
- Co dokładnie się stało?
- Powiedziała, że nigdy mnie nie kochała. Myślała, że może coś poczuje.
- Z tym też cię oszukała. Vicki ze mną pracuje i doskonale ją już poznałam. Ma obsesje na punkcie Jake'a i psuje każdy jego związek. Jak się dowiedziała, że ze sobą chodzimy, robiła wszystko, żeby to zepsuć.
- A wytłumacz mi, co ja mam do cholery z tym wspólnego?
- Jesteś moim bratem. Może myślała, że zerwę z nim a wtedy ona da ci spokój i nie będzie się tobą bawić.
- I tak zrobiłaś?- spytał, a ja zamknęłam oczy, żeby nie poleciały mi łzy.
- Nie. To on zerwał ze mną.- Dylan był wyraźnie zaskoczony. No tak... Gdyby bardziej się mną interesował, to by o wszystkim wiedział... No może, pomijając sprawę z Mike'em.
- Dlaczego?
- To nasza osobista sprawa.- powiedziałam, chcąc się jakoś wymigać. Nie mogłam mu powiedzieć, że pocałowałam jego najlepszego przyjaciela. Sam mnie przed nim ostrzegł.
- Od kiedy ty masz jakieś "osobiste sprawy", o których ja nic nie wiem?- spytał, a ja w końcu zauważyłam delikatny uśmiech na jego twarzy. To jest dobry znak.
- Od zawsze braciszku.- powiedziałam i w końcu skończyłam robić śniadanie. Nie chciało mi się wymyślać niczego specjalnego, więc po prostu zrobiłam kanapki.
- Dla mnie też zrobiłaś?
- A ty jak zwykłe żerujesz na innych.- powiedziałam, śmiejąc się. Oczywiście podzieliłam się z nim i razem zjedliśmy.
Potem wzięłam wszystkie swoje rzeczy i poszłam do pracy.
Droga mi się strasznie dłużyła. Pogoda była średnia i było zimno, czyli coś, czego nienawidzę. Zdecydowanie wolę jak jest gorąco.
Po niecałej godzinie udało mi się dotrzeć na miejsce. Na wejściu od razu spotkałam dziewczyny, które rzuciły się na mnie, jak tylko weszłam do środka.
- Jezu dziewczyno! Martwiłyśmy się! Nie dawałaś w ogóle znaków życia.
- Chora byłam.- odpowiedziałam, nie chcąc im opowiadać całej historii na sali pełnej ludzi.
- Tę bajkę już słyszałyśmy od szefowej- powiedziała Amy i już wiedziałam, że nie wywinę się od wyjaśnień.
- Nie tutaj. Potem wam wszystko powiem.- powiedziałam a mój dotychczas w miarę dobry humor, zepsuł się.
- Trzymam za słowo, a teraz idź się przebrać.- odpowiedziała mi przyjaciółka i tak też zrobiłam.
Zastanawiałam się, czy go spotkam a jak tak, to, jak się zachowam. Z jednej strony nie chciałam tego spotkania, bo wiedziałam, że będzie bardzo bolesne i na pewno się popłaczę. Z drugiej jednak strony, bardzo chciałam go zobaczyć. Może to cholernie dziwne i nienormalne po tym, jak mnie wyzywał, ale brakowało mi go.
To wszystko nie tak miało się skończyć. W sumie to wcale miało się nie skończyć.
Nie chcąc dłużej rozmyślać, szybko się przebrałam i poszłam na salę, żeby się czymś zająć.
Plan był super! Zająć się robotą, znaleźć sobie zajęcie i nie myśleć o Jake'u. Był jednak pewien problem.
Wszystko mi o nim przypominało.... Wszędzie go widziałam...
Mimo tak krótkiego czasu już zdążyły się wyrobić pewne wspomnienia.
Było mi cholernie ciężko, a w głowie miałam tylko pytanie, kiedy go spotkam.
- Wszystko okej?- spytała Amy.
- Nie wiem. Raczej nie.- powiedziałam, ledwo dając sobie radę. Ciekawe jak om to wszystko znosi. Czy jemu też jest tak ciężko? A może wcale o mnie nie myśli...
- Chodź, zrobimy sobie przerwe, bo słabo wyglądasz.- powiedziała i wyszłyśmy na zaplecze.
- Co jest?- spytała, przytulając mnie.
- Jake ze mną zerwał, przy okazji wyzywając mnie od najgorszych.- powiedziałam, zamykając oczy.
- Żartujesz!?
- No niestety nie.- odpowiedziałam, wzdychając.
- Co za dupek...- odpowiedziała mi i jeszcze mocniej mnie przytuliła.
Potrzebowałam tego.... Wsparcia przyjaciółki. Dobrze wiedziałam, że samej będzie mi ciężko sobie z tym wszystkim poradzić. Dobrze, że mogłam na nią liczyć.
- Tak mi przykro. Widać Vicki dopięła swego, ale nie możesz dać jej satysfakcji. Musisz pokazać, że nie załamało cię to i się trzymasz. Jak będziesz chodzić po restauracji i się załamywać, ona będzie się jeszcze bardziej cieszyć. Poza tym musi dostać za swoje. Zemścimy się! Jeszcze nie wiem jak, ale laska pożałuje tego, co zrobiła.
- Oj uważaj, bo się przestraszę.- usłyszałam nagle i obydwie się odwróciłyśmy. Za nami stała Vicki. Super po prostu.
- Za kogo ty się dziewczyno masz co? Bawi cię to wszystko?- naskoczyła na nią Amy.
- A żebyś wiedziała. Wszyscy jesteście tacy naiwni. Jak tam Van po rozstaniu?- spytała chamskim głosem, a ja myślałam, że ją uduszę.
- Przymknij się. - odpowiedziała jej Amy.
- A Ty co? Adwokat?- spytała i odeszła.
Jeszcze chwilę dochodziłam do siebie i próbowałam się uspokoić. Potem już tylko skupiłam się na pracy.

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Na dobry początek weekendu łapcie część. Miałam spore problemy ze zdrowiem, dlatego tak długo nie było części, mimo że obiecywałam. Mam nadzieję, że mi wybaczycie.

701 czyt.
100%92
nasiaaa

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 2032 słów i 10497 znaków, zaktualizowała 28 wrz o 11:04.

2 komentarze

 
  • Iga21

    Iga21 · 29 września

    Dobra problemy zdrowotne Cię  usprawiedliwiają Dobrze już wszystko dobrze   Rozdział super Czekam na następne

  • cukiereczek1

    cukiereczek1 · 28 września

    Rewelacyjna czesc czekam na kolejną z niecierpliwością kochana dodaj coś szybko