Tęsknię... Cz.30

~Vanessa~

Od rana biłam się z myślami, czy wyznaliśmy sobie z Mike'em uczucia, czy nie. Byłam strasznie skołowana. Z jednej strony byłam pewna, że tak właśnie było, a z drugiej strony zastanawiałam się, dlaczego on o tym nie wspomniał. Może sama powinnam go zapytać jak było? Ciekawe co by mi odpowiedział... Chyba najlepiej będzie, jak z nim szczerze pogadam. Nie chcę, żeby było między nami niezręcznie, jak już przyznałam się sama przed sobą, że Mike mi się podoba. Teraz tylko pozostaje kwestia czy on to odwzajemnia, czy to był tylko głupi sen.

Ubrałam się w zwykłe czarne rurki i bordową koszulkę. Nie zamierzałam się stroić, bo nie byłam w nastroju do tego. Umalowałam się tylko delikatnie, żeby zasłonić mój zły stan. Pewnie wyglądałam okropnie. Pomysł z piciem był okropny. I tak nic mi to nie pomogło, a wręcz pogorszyło sytuację.

Poszłam do kuchni, a tam spotkałam chłopaka, o którym myślałam od rana. Stał do mnie tyłem i chyba zmywał naczynia. Idealna chwila, żeby porozmawiać o uczuciach...

- Hej.- powiedziałam, żeby zwrócić na siebie uwagę. Od razu się odwrócił i miałam wrażenie, że lekko go przestraszyłam.

- Cześć. Przepraszam, zamyślony byłem.

- Nad czym tak myślałeś?- spytałam i podeszłam do niego. Chciałam mu pomóc, ale już kończył.

- A nad niczym takim. Jak się czujesz?- spytał i na mnie spojrzał.

- Lepiej, chociaż głowa trochę boli.

- No nic dziwnego. Tyle alkoholu wypić?- powiedział i zaczął się śmiać. Nigdy wcześniej nie dostrzegałam tego, jak ładnie się śmieje. Aż mi się miło zrobiło i też się uśmiechnęłam.

- Skoro już mówimy o wczorajszym dniu... Chciałabym z tobą porozmawiać.- powiedziałam, a Mike zrobił poważną minę.

- Stało się coś?

- Tak mi się wydaje, ale nie mam pewności.- odpowiedziałam, wahając się jeszcze czy go zapytać, czy może odpuścić. No bo przecież skoro o tym nie wspomniał rano, to może zmienił zdanie i tak naprawdę nic do mnie nie czuje.

- Co ci leży na serduszku?- powiedział chyba najbardziej czułym głosem, jaki u niego słyszałam.

- No bo wczoraj była taka jedna sytuacja...

- Oj, ale jaka, bo sporo ich było jak na jeden wieczór.- powiedział, uśmiechając się.

- No zaczęłam cię całować. Przepraszam.- powiedziałam, wzdychając. Jestem głupia! Stchórzyłam... Zwyczajnie nie dałam rady.

- Oj daj spokój. Nic takiego się nie stało, chociaż muszę przyznać, że było bardzo przyjemnie.- odpowiedział i puścił do mnie oczko.

- Bardzo mi głupio.- kontynuowałam, żeby się nie domyślił, o co tak naprawdę chodzi.

- Nie przejmuj się. Było, minęło.- tak... Było, minęło. Jestem zwykłą kretynką.

- Ciesze się, że sobie wszystko wyjaśniliśmy.- powiedziałam, mocno akcentując słowo "Wyjaśniliśmy". Pewnie ma mnie za jakąś wariatkę.

- Ja również. Muszę lecieć do pracy. Widzimy się później?- spytał, na co kiwnęłam głową. Mike wyszedł z kuchni, a ja westchnęłam. Dlaczego nie mogłam tak po prostu wydusić tego z siebie? Przecież to nie takie trudne...

~Mike~

Myślałem, że chce porozmawiać o czymś innym... Miałem nadzieje, że poruszy ten temat, który ja chciałem, ale cholernie się boję. Co, jeżeli mnie wyśmieje? A może tylko mi się przesłyszało, że mi odpowiedziała. Jasne, że najlepiej by było szczerze ze sobą porozmawiać, ale chyba żadne z nas nie ma na to odwagi.

Wziąłem swoje rzeczy i poszedłem do pracy. Musiałem odreagować całą tę sytuację.

Po dotarciu na miejsce od razu poszedłem do szatni się przebrać. Nie zajęło mi to dużo czasu, bo już po paru minutach biegałem na bieżni. Starałem się skupić na tym, co robię i nie myśleć o Vanessie. Problem w tym, że to nie było takie łatwe. Nie mogłem wyrzucić jej z głowy.

Nawet nie zauważyłem, kiedy obok mnie pojawiła się jakaś blondynka. No nie powiem, że nie była śliczna. Szczupła, długie włosy, delikatnie wysportowana, długie nogi i duży biust. Czego chcieć więcej? Jakby jeszcze tego było mało, to miała na sobie bardzo krótkie spodenki i tylko sportowy stanik. Patrzyła na mnie zalotnym wzrokiem i delikatnie się uśmiechała. Dziewczyny takie jak ona przychodzą na siłownie tylko dla zdjęć i wyrywania facetów. Raczej mało mają wspólnego ze sportem.

Nagle przestała biegać i ustała przed moją bieżnią tak, że miałem idealny widok na jej piersi. Starałem się jednak tam nie patrzeć.

- Hejka. Chyba często tu jesteś co? Takie mięśnie nie robią się przed telewizorem.- powiedziała, dotykając mojego wyrzeźbionego brzucha. Odważna dziewczyna.

- Jestem tu codziennie. Pracuję tu.- po co ja jej to mówię? Pewnie i tak jej to nie interesuję. Mogę się założyć, że chodzi jej tylko o szybki numerek, na co ja się nie piszę. Popatrzeć mogę, ale za bardzo mi zależy na Van, żeby coś działać.

- Widzę, że mam do czynienia z trenerem. Super! Może pokazałbyś mi kilka ćwiczeń?- powiedziała i przesunęła swoją rękę na moje podbrzusze.

- A byłaś zapisana na trening?- spytałem, chociaż byłem pewien, że nie.

- Nie, ale i tak teraz nic nie robisz, to możemy potrenować razem, co ty na to?

- Raczej wątpię. Jestem zajęty.- odpowiedziałem. Zaczęła mnie powoli wkurzać i chciałem jak najszybciej się jej pozbyć.

- Oj no nie daj się prosić. Wiem, że tego chcesz.- powiedziała i złapała mnie za krocze.

- Słuchaj! Albo grzecznie się odpierdolisz, albo ci pomogę. Tak trudno zrozumieć, że nie jestem zainteresowany? Nie zadaję się z pustymi panienkami.

- Mi się nie odmawia. Zapamiętaj to sobie. Jeszcze pożałujesz tego, jak mnie potraktowałeś.- powiedziała i sobie poszła. Przynajmniej miałem ją z głowy, a jej groźby jakoś specjalnie na mnie nie podziałały.

Pobiegałem jeszcze parę minut i nagle przyszedł szef. Wiedziałem, że coś musiało się stać i nawet domyślałem się co. Szef ot, tak tutaj nie przychodzi. Gościu ma swoją własną siłownię, a zamiast coś sobą reprezentować, to on już niedługo nie będzie widział swoich stóp przez brzuch.

- Do mojego gabinetu. Już.- powiedział groźnym tonem i wyszedł a ja zaraz za nim. Po dotarciu do gabinetu zamknąłem za sobą drzwi i usiadłem na fotelu.

- Zwariowałeś!?

- Co się stało?

- Nie rób ze mnie idioty dobrze? Przed chwilą była u mnie jakaś dziewczyna i twierdziła, że ją obmacywałeś.- powiedział, a ja się zaśmiałem.

- Bawi cię to?- spytał szef, a ja spoważniałem.

- Uwierzył jej pan?- spytałem teraz już wkurzony. Przez tę szmatę mogę stracić pracę.

- A niby czemu miałbym jej nie wierzyć? Wiele razy widziałem, jak flirtujesz z dziewczynami na siłowni.

- Ale już przestałem. Widział pan, jak ona wyglądała? Jak dziwka.

- Opamiętaj się. Wracaj na sale. Jak zobaczę nagranie z monitoringu, okaże się co dalej z tobą. Do wyjaśnienia tej sprawy odwołuję wszystkie twoje umówione treningi.

Już nic nie mówiąc, po prostu wyszedłem z gabinetu. Poszedłem na sale, bo tylko to mi zostało.

Ta sytuacja dała mi do myślenia. Odmówiłem napalonej lasce, którą pewnie normalnie zaciągnąłbym do szatni. Tylko dlatego, że zależy mi na Vanessie. Jest dla mnie ważna i przestały się dla mnie liczyć inne panienki. Muszę jej to powiedzieć i to jak najszybciej. Postanowiłem nie czekać i od razu do niej napisać.

Ja: Hej Vanessa. Mam ci coś ważnego do powiedzenia. Spotkajmy się w kawiarni tej niedaleko siłowni za godzinę. To pilne.

Vanessa: Aż się boję no ale dobrze ;)

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx


Hejka kochani! Wyczekujcie kolejnej części. Będzie jeszcze dzisiaj :)

nasiaaa

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1464 słów i 7809 znaków.

1 komentarz

 
  • cukiereczek1

    :* :* niech on jej to powie :)

  • nasiaaa

    @cukiereczek1  :kiss: