Tęsknię... Cz.48

Vanessa

Minęło kilka dni, odkąd Mike dowiedział się o ciąży. Od tej pory nie odstępuje mnie na krok i każe ciągle leżeć. Troszkę mnie to bawi, bo zachowuje się jak kompletnie inna osoba. Fakt jest to bardzo urocze, no i nie muszę nic robić, ale jednak nudzi mnie ciągłe leżenie na kanapie.

Chłopaki nauczyli się sami sprzątać, co było dla mnie ogromnym szokiem. Chyba pierwszy raz widziałam Dylana z mopem w ręku.

A skoro mowa o ciąży, to w sumie jeszcze nic nie jest na 100% pewne. Ja tylko zrobiłam test, ale to lekarz sprawdzi, czy naprawdę noszę w sobie małe dzieciątko.
W sumie to nie wiem, co bym wolała. Przeraziłam się na samym początku, jak to każdy, ale zdarzyłam się do tego przyzwyczaić i widzę w tym same plusy jak na razie. Mike też promieniuje radością. Sama nie wiem, jakbym zareagowała, gdyby się jednak okazało, że test się pomylił. Nie wiem też, co jest bardziej prawdopodobne. No cóż, wszystko się okaże za trzy dni, kiedy udam się do lekarza, u którego jestem zapisana na pierwszą wizytę. Trochę o nim czytałam. To naprawdę świetny ginekolog i ma wieloletnie doświadczenie. Jestem pewna, że nie mam się czego obawiać.

Siedziałam na kanapie tak sobie rozmyślając i czekałam, aż Mike wróci z pracy.

W domu byłam sama i nie wiedziałam, co robić. Zostało dosłownie kilka dni wakacji i powoli trzeba było zacząć myśleć o szkole.
Wszystkie dokumenty już złożyłam przez internet.

Wpadłam na pomysł zrobienia zakupów do szkoły. Zawsze lubiłam to robić. Te wszystkie śliczne zeszyty i notesy zawsze były moją słabością.
Pamiętam, jak byłam mała i zawsze z mamą jeździłam na takie zakupy. Ciekawe jak wiele razy miała mnie dość. Na pewno byłam nieznośna.

Po tym, jak już się zdecydowałam pójść, poszłam do pokoju trochę się ogarnąć i przebrać w coś bardziej wyjściowego niż piżama. Odkąd siedzę w domu, bo mamy remont w restauracji, całe dnie chodzę w piżamie albo dresach.
Przebrałam się w krótkie, czarne spodenki z wysokim stanem oraz błękitną hiszpankę w kwiatowy wzór. Na nogi założyłam zwykłe białe trampki. Włosy rozczesałam i zrobiłam delikatny makijaż.

Zadowolona ze swojego wyglądu, spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy do torebki i wyszłam z domu, zamykając drzwi na klucz. Postanowiłam iść na pieszo, bo pogoda była naprawdę ładna. W sumie jest dopiero koniec sierpnia.

Do galerii dotarłam mniej więcej po czterdziestu minutach. Chodziłam od sklepu do sklepu w poszukiwaniu najpotrzebniejszych rzeczy.

W pewnym momencie zauważyłam, że ktoś ciągle za mną chodzi i mnie obserwuję. No nie powiem, trochę się przestraszyłam.
Próbowałam go jakoś zgubić, ale chłopak nie dawał za wygraną.
W końcu podszedł bardzo blisko, a ja mega się przestraszyłam. Czy ja mam wypisane na twarzy „napadnij na mnie i zgwałć"? To już drugi nieznajomy, który mnie śledzi i czegoś chce. Wcześniej mi się to nie zdarzało. Masakra co za okolica...

- No część. - powiedział nagle nieznajomy, a ja się rozejrzałam, czy to na pewno było do mnie.
- Tak, do ciebie mówiłem.- powiedział i lekko się uśmiechnął.
- Sorki, ale nie gadam z nieznajomymi.-odpowiedziałam i już chciałam go wyminąć, ale mi to uniemożliwił.
-O proszę jaka grzeczna. Zawsze taka jesteś, czy pogrzeszyć też lubisz aniołku.- rany co za typ! I to jeszcze w samym środku sklepu i przy ludziach. Wcale to nie wygląda dziwnie.
- Spadaj z łaski swojej dobrze?
- Widzę, że pazurki też ktoś ma.- powiedział, a ja mega się zdenerwowałam. W sumie to nie bałam się go, bo przecież dookoła była masa ludzi i byliśmy w sklepie. Nie mógł mnie przecież zacząć szarpać albo coś, bo zaczęłabym krzyczeć i na pewno ktoś by zareagował.
Chłopak był upierdliwy i nie dawał mi spokoju. Ciągle za mną łaził i gadał jakieś beznadziejne, tanie teksty. Nie miałam jak się go pozbyć, a stawał się coraz bardziej nachalny. Zaczął mnie łapać za tyłek albo w niego klepać.

Gdy już byłam u kresu wytrzymałości i zaczęłam na niego wrzeszczeć, usłyszałam znajomy głos.
- Jakiś problem?- powiedział nagle chłopak. W tamtej chwili bardzo się ucieszyłam, że go spotkałam. Był to chłopak, który napadł na mnie parę dni temu, jak był naćpany.
- A ty to, kto niby?
- Jej chłopak. Wszystko w porządku kochanie? - spytał czule jak gdyby nigdy nic i objął mnie ramieniem. Nie opierałam się, bo widziałam, że tylko taka szopka może pomóc, w pozbyciu się tamtego pajaca.  
- Ten kretyn ciągle za mną łazi i dobierał się do mnie. - powiedziałam zgodnie z prawdą. Nieznajomemu zniknął uśmieszek z twarzy.
- Oj tam od razu dobierał, a poza tym nie wiedziałem, że jest zajęta. Już sobie idę.- powiedział tylko.
- Tak też myślałem.- odpowiedział mu mój bohater, gdy tamten odchodził.
Chłopak wypuścił mnie ze swoich objęć i delikatnie się uśmiechnął.
- Bardzo Ci dziękuję. Nie wiem, co by się stało, gdybyś się nie zjawił.- powiedziałam całkowicie szczerze i posłałam chłopakowi delikatny uśmiech.
- Nie ma za co. Chociaż tyle mogę zrobić, po tym, jak cię potraktowałem.
- Daj spokój, nie gniewam się. Może powiesz mi swoje imię i dasz się zaprosić na kawę w ramach podziękowań? Uratowałeś mnie, a ja nawet nie znam twojego imienia.
- Thony.-powiedział chłopak, podając mi rękę.

Poszliśmy do najbliższej kawiarni i zamówiliśmy dwa latte i po kawałku ciasta cytrynowego.
Rozmawialiśmy naprawdę długo. Thony okazał się być naprawdę fajnym i sympatycznym chłopakiem. Zupełnie nie przypominał osoby sprzed paru dni.
Okazało się też, że będziemy chodzić do tej samej szkoły, co nawet mnie ucieszyło. Zawsze lepiej mieć kogoś znajomego w obcym miejscu.

Po kawie postanowiłam wrócić do domu. Jak na jeden dzień miałam za dużo wrażeń.
- Ja już się będę zbierać.- powiedziałam do chłopaka.
- W sumie też już muszę iść. Może odwieźć cię do domu? Nie chciałbym, żeby znowu ktoś cię zaczepił.
- Nie chcę robić problemu.- powiedziałam, ale faktycznie nie podobał mi się pomysł wracania samej.
- Oj daj spokój, jaki problem.
- No dobrze, skoro tak mówisz, to chodźmy.

Droga minęła nam w przyjemnej ciszy. Nie rozmawialiśmy, ale za to słuchaliśmy całkiem fajnych piosenek w radiu. Co chwilę tylko wymienialiśmy uśmiechy albo wskazywałam mu drogę.
Gdy byliśmy pod domem, uprzejmie podziękowałam chłopakowi, a on tylko mi pomachał i odjechał.

Miałam cichą nadzieję, że Mike jeszcze nie wrócił. Raczej nie byłby zadowolony z widoku Thoniego. Wcale mu się nie dziwię, ale z drugiej strony on naprawdę dobrze się zachował, że mnie przeprosił. Naprawdę po nim widziałam, że dotarło do niego, że źle się zachował.

Otworzyłam drzwi i przywitał mnie nieprzyjemny wyraz twarzy mojego chłopaka. Na pewno widział, kto mnie odwiózł.

-Powiedz, że mi się przewidziało. Co on tu robił? - spytał zdenerwowany Mike.
- Podwiózł mnie do domu tylko.
- Żartujesz sobie ze mnie? - powiedział naprawdę zły. Odłożyłam zakupy na stół i podeszłam do chłopaka.
- Nie masz się czym martwić, naprawdę.- powiedziałam, żeby choć trochę go uspokoić.
- Jeszcze parę dni temu się go bałaś, chciał ci zrobić krzywdę, a dziś tak po prostu odwozi cię do domu!?
- Mike nie znasz go...
- Ty też nie! To, że cię przeprosił, nie oznacza, że nie spróbuje skrzywdzić cię znowu! Jest dla ciebie kompletnie obcy.
- To naprawdę sympatyczny chłopak.
- Ach tak? A skąd taka pewność?- spytał, a ja nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Koniec końców postanowiłam powiedzieć samą prawdę.
- Po prostu trochę porozmawialiśmy przy kawie i...
- Nie no ja nie wierzę.- odpowiedział, wchodząc mi w słowo. Nawet nie dał mi dokończyć!
- Mike, ale to nie tak.
- Wiesz co? Rób, co chcesz. Spotykaj się, z kim chcesz, gadaj, z kim chcesz. Mam to w dupie. - powiedział, a mnie cholernie to zabolało. A więc taka jestem dla niego obojętna... Fajnie wiedzieć. Po policzku spłynęła mi łza i już nic nie powiedziałam. Poszłam po prostu do sypialni, zostawiając chłopaka samego i zamknęłam za sobą drzwi. Potrzebowałam pobyć teraz sama.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
Hejcia! Miłej nocki wszystkim no i udanego weekendu!

nasiaaa

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1557 słów i 8422 znaków.

1 komentarz

 
  • cukiereczek1

    Noo no ale się porobiło czekam na kolejną z niecierpliwością kochana dodaj coś szybciutko może maratonik jakiś 😁😁😘😘

  • nasiaaa

    @cukiereczek1 dziękuję kochana 😊