Tęsknię... Cz.58

Mike:

Minęło parę dni, odkąd zobaczyłem dziewczynę z wyjazdu. Nawet nie wiedziałem, jak ma na imię...
Postanowiłem z nią pogadać i dowiedzieć się, co tutaj robi. Specjalnie zaczepia Van, czy może to zwykły zbieg okoliczności... No w sumie skąd miałaby wiedzieć, że Vanessa to moja dziewczyna. Za dużo się chyba tym wszystkim przejmuje... Zwariować można, ale i tak muszę z nią pogadać.

Zawiozłem Vanessę pod szkołę i odjechałem kawałek, żeby mieć pewność, że mnie nie widzi. Postanowiłem zaczekać na tamtą dziewczynę. Miałem nadzieję, że w końcu się pojawi. Vanessa zniknęła za drzwiami, więc już mogłem być spokojny. Czekałem tak z 20 minut aż w końcu się pojawiła. Wyszedłem z samochodu i podszedłem do niej szybkim krokiem.

- Cześć.- powiedziałem lekko zestresowany.
- To ty!? A co ty tutaj robisz? Sądziłam, że wszystko sobie wyjaśniliśmy ostatnio. - spytała zdezorientowana. Widać było, że się mnie nie spodziewała.
- O to samo mógłbym cię zapytać.
- Chyba czegoś nie rozumiem.- powiedziała.
- Co ty tu robisz?- spytałem.
- A co się robi w szkole?- spytała chamskim głosem.
- Chodzisz tu do szkoły?
- No jak widać.- powiedziało. W sumie można było się tego spodziewać.

Na tym etapie miałem skończyć tę rozmowę, ale niestety pojawiła się Van i sprawa o wiele bardziej się skomplikowała.

Vanessa

Mike od rana bardzo dziwnie się zachowywał. Zastanawiałam się, co mogło być tego powodem.
Odwiózł mnie do szkoły i gdzieś pojechał, a nawet nie powiedział gdzie... Jestem pewna, że ostatnio powiedział, że dziś ma wolne.... Coraz mniej go rozumiałam.

- A ty co taka zamyślona? - usłyszałam nagle głos obok siebie.
- Cześć Thony.- powiedziałam z uśmiechem.  
Cieszyłam się, że go widzę. Był moim dobrym, szkolnym kolegą. Po za nim niewiele osób znałam ze szkoły.

- No siemka. Co Ty taka po chmurzona dzisiaj?
- A takie tam bzdety.- powiedziałam. W sumie nic takiego się nie działo. Jak zwykle dramatyzowałam. Nie chciałam go dręczyć moimi problemami, które wcale nie były jakieś mega poważne.
- To raczej nie są bzdety, skoro tak się zamartwiasz. Gadaj, co tam się wydarzyło.- powiedział, uprzejmie się uśmiechając.

Już miałam mu powiedzieć, co mnie męczy, ale nagle zobaczyłam znajomy samochód. Ja wiem, że wiele takich samych samochodów jeździ po ulicy, ale ten był wyjątkowy. Poznałabym go nawet po ciemku...

Czemu Mike stał obok szkoły i nawet do mnie nie napisał? Przecież jakby coś ode mnie chciał, to dałby mi znać.

- Van zaczynam się ciebie bać.- powiedział Thony.
- Tam stoi Mike, spójrz.- powiedziałam, wskazując na samochód.
- Skąd wierz, że to on?
- Po prostu wiem.
- No to nie rozumiem, w czym problem?- spytał zdezorientowany.
- Po co tam stoi?
- No przecież to twój chłopak, pewnie przyjechał do ciebie.
- To dlaczego się nie odezwał? - spytałam, nie wiedząc, o co w tym wszystkim chodzi. Postanowiłam od razu to wyjaśnić.
- Vanessa co ty wyprawiasz?
- Idę pogadać z chłopakiem.- powiedziałam zdezorientowana i rozdrażniona.
- Poczekaj, uspokój się. Nie rozumiem, o co się wściekasz.

- Mike od rana nie jest Sobą. Odwiózł mnie do szkoły, pojechał gdzieś, a teraz stoi pod szkołą, a do mnie się nie odezwał, że coś chce. Po co tam stoi? Rekreacyjnie siedzi w samochodzie? A co jeżeli na kogoś czeka?

- Dramatyzujesz- odpowiedział, ale ja już byłam prawie przy wyjściu.

Wyszłam z budynku. Dopiero gdy byłam bliżej, zauważyłam, że Mike rozmawia z Olivią. Zastanawiałam się, o co może chodzić. Ona się uśmiechała, a on był wyraźnie zdenerwowany. Nie chciałam dłużej czekać. Od razu do nich podeszłam, a gdy tylko to zrobiłam, Mike zrobił się cały blady.

- Cześć- powiedziałam niepewnie. Dziewczyny raczej nie zachwyciła moja obecność.
- Jeszcze ciebie tu brakowało.- odpowiedziała, ale miałam ją gdzieś.
- Przymknij się Olivia. Znacie się?- spytałam Mike'a.
- Co? Nie no skąd. Pytałem ją, gdzie mogę cię znaleźć. Akurat przechodziła, a wcześniej widziałem, jak rozmawiacie. Pomyślałem, że może wiedzieć, gdzie jesteś. - powiedział, ale miałam wrażenie, że nie mówi mi wszystkiego. Przecież mógł po prostu do mnie zadzwonić albo napisać wiadomość. Nie żyjemy w średniowieczu...  
- A to ciekawe. Vanessa to twoja dziewczyna?- Spytała Olivia. Nie jej zasrany interes, że tak powiem.
- Tak. - odpowiedział Mike.

Olivia tylko się uśmiechnęła tym swoim zdzirowatym uśmiechem i sobie poszła. Cała ta sytuacja była mega dziwna i nie wiedziałam, co mam o niej myśleć.

- Po co mnie szukałeś?- spytałam, ale ledwo skończyłam zdanie, a on pocałował mnie namiętnie. Kompletnie się tego nie spodziewałam. Mike dosłownie wpił się w moje usta. Straciłam równowagę, a on to wykorzystał i przyparł mnie do bocznych drzwi samochodu. Czy on nie zdaje sobie sprawy z tego, że zaraz może przejść jakaś nauczycielka!? Tak czy siak, w mgnieniu oka zapomniałam o wszystkich smutkach i zmartwieniach. Już nie obchodziła mnie żadna Olivia ani ta sytuacja. Pora nauczyć się ufać swojemu chłopakowi w każdej sytuacji nawet jak w drogę w chodzi ta szmata. Co ja poradzę, że zrobiłam się podejrzliwa po tej akcji z wyjazdem...


Mike

Było blisko. Na szczęście Olivia nic nie wygadała. Miałem cichą nadzieję, że tak zostanie. Sam wolałem o wszystkim powiedzieć Van. Boję się, że by tego nie zniosła. Naprawdę nie chce jej stracić. Nie po tym wszystkim, co razem przeszliśmy.

Vanessa

Po akcji z Olivią, poszłam na lekcje. Nie mogłam sobie pozwolić na zaległości, bo mama by mnie udusiła. Słuchałam na każdej lekcji i pilnie robiłam notatki. Problem były lekcje, na których siedziałam z Colinem. Przy nim nic nie dało się zrobić. Przeszkadzał już samą swoją obecnością.

- Przygotujecie interpretację tego wiersza. Liczę na dobre i dokładne prace.- powiedziała pani od literatury. Cudownie po prostu... Marzyłam o siedzeniu nad tym wierszem jeszcze przez kolejne dni...
- Praca nie jest samodzielna. Pracujecie w parach, tak jak siedzicie.- powiedziała, a mi się osunął grunt pod nogami...
- Przepraszam! - powiedziałam nieco głośniej, żeby zwrócić uwagę kobiety.
- Tak?
- Można zmienić parę?- spytałam z nadzieją.
- Nie. Poza tym Colinowi przyda się osoba, która zna się na rzeczy. To dla was okazja, żeby podciągnąć oceny.- powiedziała kobieta, a ja westchnęłam ze zrezygnowaniem.
- Ma pani świętą rację.- odezwał się chłopak.
- Spokojnie skarbie. Jestem pewien, że będziemy się świetnie bawić.- szepnął mi do ucha, a mnie przeszły dreszcze.
- Przestań to robić.- powiedziałam lekko zdenerwowana.
- Ale co takiego?- szepnął znowu. Dlaczego cały czas przechodziły mnie dreszcze?
- Dobrze wiesz co.
- Oj już się tak nie denerwuj.- powiedział i nagle delikatnie przejechał językiem po moim uchu. Nie sądziłam, że posunie się do takiego stopnia. Tego już było za wiele.
- Radzę ci, przestań.- powiedziałam, próbując wyglądać na groźną.
- Słodka jesteś, jak się denerwujesz.- powiedział, a mi już zabrakło argumentów. Postanowiłam po prostu go olać.

Po dzwonku szybko się spakowałam i już byłam prawie przy drzwiach, kiedy dogonił mnie Colin.

- To kiedy słońce robimy projekt? Może dziś wieczorem u mnie?
- W twoich snach „słońce" - odpowiedziałam, wyraźnie akcentując ostatnie słowo.
- Jesteś na mnie skazana.
- Jeżeli myślisz, że będziemy razem pracować, to grubo się mylisz. Ja robię pierwszą połowę wiersza, a ty drugą i po sprawie.
- Nie tak działa praca w parze.- powiedział, uśmiechając się.
- Nie interesuje mnie to.
- Poza tym, jeżeli pierwsza połowa będzie dobrze, a druga do kitu to i tak dostaniemy złą ocenę. Chyba nie chcesz tego?-spytał.  
Miał rację. Nie mogłam dostać złej oceny. Nie uczę się jakoś rewelacyjnie, dlatego każda ocena się liczy. Muszę tylko jakoś wytrzymać te parę dni...

nasiaaa

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1499 słów i 8094 znaków.

2 komentarze

 
  • cukiereczek1

    Czekam na kolejną z niecierpliwością kochana dodaj coś szybko 😁😁😍😍🥰🥰

  • nasiaaa

    @cukiereczek1 postaram się ❤️

  • Jj

    Mega krótkie :// pisz szybkoo

  • nasiaaa

    @Jj staram się naprawdę 😪