Tęsknię... Cz.38

Vanessa

Jason i ja kiedyś byliśmy parą.- powiedziałam cicho, bo zauważyłam, że chciał, żebym ja to powiedziała.

Wszystkim opadła szczęka i zapanowała niezręczna cisza. Musiałam z tamtąd wyjść. Czułam się przytłoczona i coraz ciężej mi się oddychało.
Nie mówiąc ani słowa po prostu wyszłam na zewnątrz. Potrzebowałam złapać świeżego powietrza.

Nie długo byłam sama. Po chwili dołączył do mnie Mike.
- Jak się czujesz?- spytał obejmując mnie.
- Dziwnie. Nie spodziewałam się go tu. Ja go tu nie chce.- odpowiedziałam i wtuliłam się w chłopaka.
- Może się przejdziemy i wszystko mi opowiesz co? Będzie ci lżej.
- Chętnie- odpowiedziałam i tylko napisałam przyjaciółce, że idziemy na spacer. Teraz każdy po tej sytuacji potrzebował rozmowy.

Długo szliśmy w ciszy, rozglądając się po prostu po okolicy. Było bardzo cicho i spokojnie. Nie minęliśmy żadnego przechodnia. Szliśmy jakąś leśną dróżką. Idealne miejsce na przemyślenia i rozmowy. Po za tym udało mi się trochę uspokoić i zrelaksować dzięki przyjemnemu powietrzu i cichym śpiewie ptaków.

- Czym takim sobie przechlapał, że tak wyszłaś?- spytał nagle Mike, a ja wiedziałam, że prędzej czy później nadejdzie ten czas kiedy trzeba będzie porozmawiać. W końcu po to wybraliśmy się na ten spacer.
- Jason i ja byliśmy parą już jakiś czas temu. Na samym początku się przyjaźniliśmy i sama nawet nie wiem jak to się stało, że poczuliśmy coś więcej. Świetnie się dogadywaliśmy i zawsze robiliśmy coś ciekawego. Ufałam mu bezgranicznie i byłam bardzo szczeliwa.
- To co takiego się stało?- spytał i wiedziałam, że poczuł zazdrość chociaż nie miał ku temu powodu.
- Jak zaczęliśmy być parą, coś się między nami zepsuło. Już nie było tak kolorowo. Z każdym dniem było coraz gorzej. Sprzeczki o byle gówno, zazdrość z byle powodu, wieczne niezrozumienie i nieporozumienia. Jakoś to znosiłam, bo zależało mi na nim, a i on też się starał żeby było dobrze, chociaż czasem nie wychodziło. Pewnego dnia po prostu wyjechał bez słowa. Nie dostałam żadnej wiadomości. Wyjechał z rodziną i już nie wrócił. Po jakimś czasie dowiedziałam się, że jest na drugim końcu kraju i świetnie sobie ułożył życie na nowo. Nie powiedział ani słowa.
- Żartujesz!?
- Chciałabym. Było mi okropnie ciężko. Momentami nie dawałam już sobie rady ze stratą. Był mi najbliższy i pierwszy raz coś takiego czułam do drugiej osoby. Po długim czasie udało mi się przestać o nim myśleć. Usunęłam ze swojego życia wszystko, co go przypominało, a gdy znowu znalazłam ogromne szczęście i najlepszego faceta na świecie... on się pojawia.
- Czyżby ten najlepszy facet na świecie to ja?- spytał Mike uśmiechając się zadziornie czym bardzo poprawił mi humor. Nie wiem jak on to robi, że wystarczy maleńki gest i już mój humor się zmienia o 180 stopni. Za to go kocham. Nie ważne w jak wielkim dołku bym była, on zawsze bez problemu potrafi mnie z niego wyciągnąć.
- Jasne, że ty bo niby kto inny?- odpowiedziałam i nawet udało mi się uśmiechnąć.
- Wiem, że będzie ci ciężko, ale staraj się nie zwracać na niego uwagi. Ja będę twoim rycerzem i będę cię przed nim bronił.
- Kochany jesteś, ale będziemy żyli wszyscy pod jednym dachem. Będzie ciężko go unikać i ignorować jak będę go widzieć na każdym kroku.
- Myślisz, że będzie chciał porozmawiać?
- Pewnie tak dlatego nie możesz mu na to pozwolić. Nie chce słuchać żadnych śmiesznych wyjaśnień i tłumaczeń. Dla mnie nie ma wytłumaczenia na to, co mi zrobił.
- Oczywiście myszko.- powiedział i pocałował mnie w czoło.
- Kocham cię Mike.- powiedziałam całkowicie szczerze, patrząc mu w oczy.
- Ja ciebie też. Wracajmy już. Żaden Jason nie zepsuje nam weekendu.- powiedział i zgodnie wróciliśmy do domku.
Czekała mnie jeszcze jedna rozmowa. Tą razą z moją przyjaciółką. Nie mam pojęcia czy on jej coś mówił, ale pewnie będzie chciała usłyszeć moją wersję. Postanowiłam to załatwić jeszcze przed obiadem. Chciałam mieć to jak najszybciej z głowy.

Wystarczy, że na nią spojrzałam, a ona już wiedziała, co mam na myśli.
Poszłyśmy do jednej z sypialni. Usiadłyśmy na łóżku i przez chwile żadna nic nie mówiła. Po raz drugi dzisiaj miałam problem z zebraniem myśli.
Nienawidzę trudnych rozmów...

- Rozmawiałaś z nim?- spytałam chcąc się dowiedzieć, co wie.
- Nie. Odkąd wyszliście, ani słowem się do mnie nie odezwał. Niewiem czego się spodziewać.
- Niczego strasznego. No przynajmniej tak mi się wydaje.

Wytłumaczyłam jej całą sytuacje, a przynajmniej moją wersję.

Amy była zdziwiona, ale jakoś to przyjęła. Wróciliśmy do salonu gdzie nasi faceci oglądali coś w telewizji.

Bez słowa usiadłam obok Mike’a i wtuliłam się w niego.
- Co myszko?- szepnął mi do ucha, a ja zauważyłam, że jesteśmy obserwowani.
- Po prostu mnie pocałuj.- odpowiedziałam, a on namiętnie mnie pocałował. Sama nie wiem dlaczego wtedy czułam się dziwnie.

xxx
Jason

Widziałem ją w ramionach innego... Wiem, że minęło dużo czasu i że wiele rzeczy do tej pory się zmieniło, ale ja nigdy nie przestałem o niej myśleć. Nie wiem dlaczego mnie tak po prostu olała... Bardzo zabolało... Teraz całuje innego faceta, a ja mimo, że mam dziewczynę, którą kocham, to coś mnie kłuje na ten widok.
Muszę z nią porozmawiać i wyjaśnić wszystko... Dlaczego się tak zachowała? Dlaczego jest na mnie obrażona, mimo, że ja nie zrobiłem nic złego.

W całym domu panowała dziwna, niezręczna atmosfera. Chyba pora wszystko dokładnie wyjaśnić i rozładować to napięcie. Niby wszyscy oglądaliśmy film w salonie, ale to był tylko pretekst żeby nie musieć ze sobą rozmawiać... Tak przecież nie może być cały weekend.

Poczekałem na moment w którym Vanessa będzie sama i będę mógł ją zagadać.

W pewnym momencie wyszła do kuchni więc pod pretekstem pójścia do toalety, wyszedłem za nią.

- Van?- zagadałem, a ona się speszyła. Powoli odwróciła się w moją stronę.
- Powiesz mi o co ci chodzi?- spytałem.
- Żartujesz tak? Nie będę z tobą rozmawiać...- odpowiedziała zła.
- Nie uważasz, że musimy sobie wszystko wyjaśnić?
- Nie. Nic nie będziemy sobie wyjaśniać. Postąpiłeś jak kretyn, a ja nie zamierzam słuchać żadnych twoich wyjaśnień.
- Ja źle postąpiłem!?
- A co może ja?- spytała i już chciała wyjść. Zawsze tak robiła, kiedy była wściekła. Nie dało jej się nic wytłumaczyć.
- Wyjechałeś bez słowa... Zostawiłeś mnie samą po tylu latach znajomości i związku.
- Nie zostawiłem cię.
- Daruj sobie i mnie puść.- odpowiedziała. Miała łzy w oczach.
- Najpierw porozmawiajmy.
- Puść mnie!- krzyknęła bo nadal trzymałem jej rękę.
- Jak mówi, że masz ją puścić, to zrób to bo inaczej ci w tym pomogę.- usłyszałem za sobą. Odezwał się rycerz na białym koniu.

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

100%10
nasiaaa

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1372 słów i 7100 znaków.

3 komentarze

 
  • Iga21

    Hej wrzucisz następna część ?

  • nasiaaa

    @Iga21 właśnie się za to biorę bo w końcu mam wolny wieczór

  • papcio

    nasiaaa pospiesz sie mam coraz mniej czasu. 50 mi 3 dni temu stuknello

  • cukiereczek1

    Czekam na kolejna z niecierpliwością dodaj coś szybko

  • nasiaaa

    @cukiereczek1 dziękuje kochana