Tęsknię... Cz.39

Vanessa

Nagle Mike pojawił się tuż za nami. Całe szczęście, bo nie wiem, jak dalej potoczyłaby się ta rozmowa. Jason udawał idiotę albo po prostu nim był. Jakim cudem nie wiedział, o czym mówię? Dlaczego w tak perfidny sposób wypiera się wszystkiego, co mi zrobił? Jak można być aż tak podłym. Po tym wszystkim, co razem przeszliśmy, on nagle całą winę zrzuca na mnie. Sorry bardzo, ale to nie ja wyjechałam bez słowa tak z dnia na dzień.

- Musisz się wtrącać? Nikt cię nie pytał o zdanie kolego.- powiedział Jason. Miałam dość tego weekendu. Nie tak go sobie wyobrażałam. Mieliśmy w spokoju odpocząć, a jest całkowicie odwrotnie. Ciągłe kłótnie i stres. Nie po to tu przyjechałam, żeby dokładać sobie zmartwień.

- Tak muszę, bo moja dziewczyna prosi, żebyś dał jej spokój, a ty ciągle zawracasz jej głowę.

- Ja chcę tylko wszystko wyjaśnić. Przyjechałem tu odpocząć, a nie cały czas się kłócić.- odpowiedział o dziwo spokojnym tonem.

- On ma rację. To bez sensu. Jak tak ma być przez cały czas, to może od razu się spakujmy i wracajmy do domu. Dobrze porozmawiam z tobą, ale tylko pięć minut i ani minuty dłużej.

- Jesteś pewna?- spytał mnie Mike, a ja go przytuliłam.

- Nie mam innego wyjścia kochanie.

- Niech będzie, tylko uważaj na siebie i gdyby coś się działo, to od razu daj mi znać.

- Dobrze.- odpowiedziałam, a on mnie pocałował.

Poszliśmy z Jasonem do jednego z pokoi. Byliśmy sami, a ja zaczęłam się bać tej rozmowy. Usiadłam na łóżku i przez chwile panowała grobowa cisza.

- Nie wiem, od czego zacząć.- Powiedział, a ja na niego spojrzałam. Patrzył w podłogę, siedząc obok mnie.

- Nie byłoby tej rozmowy, gdybyś nie wyjechał.- odpowiedziałam, chcąc mieć to wszystko jak najszybciej za sobą.

- A więc tylko o to chodzi?

- Tylko!? Żartujesz sobie ze mnie?- jak on w ogóle mógł tak powiedzieć. Według niego się nic nie stało? No jasne... Przecież wszyscy tak robią... To normalne...

- Wiedziałem, że się wściekniesz, ale wszystko ci wyjaśniłem. To ty mnie olałaś.

- Co ty bredzisz? Nigdy cię nie olałam.

- To dlaczego nie odpisywałaś, nie odpowiadałaś na wiadomości ani listy?

- Może dlatego, że nie pisałeś?

- Pisałem wiele razy...

- No to chyba do kogoś innego, bo na pewno nie do mnie.- powiedziałam i się zaśmiałam.

- Do ciebie.

- Nie zamierzam dalej tego słuchać.- powiedziałam i wstałam, a on złapał mnie za rękę. Spojrzałam na niego, a on patrzył mi głęboko w oczy. Przez chwilę poczułam się tak jak kiedyś.

- Proszę cię. Wytłumaczmy sobie wszystko raz a dobrze. Nie chcę się z tobą kłócić. Z dnia na dzień rodzice powiedzieli mi, że wyjeżdżamy. Nie miałem innego wyjścia, musiałem jechać z nimi.

- Mogłeś powiedzieć.- powiedziałam, prawie płacząc.

- Nie chciałem się spotkać, bo wiedziałem, że to by było mega ciężkie. Nie chciałem widzieć twoich łez.

- Lepiej było uciec jak tchórz?!

- Przecież napisałem do ciebie list! Wytłumaczyłem ci wszystko... Moja mama miała ci go przekazać, bo akurat szła do twojej sąsiadki się pożegnać. Ja nie mogłem, bo musiałem wszystko pozałatwiać.

- Żadnego listu nie dostałam. Załatwianie spraw było ważniejsze od pożegnania ze mną...- powiedziałam zaskoczona. Nie wiedziałam, czy kłamie, czy mówi prawdę.

- Jak to nie? Powiedziała, że przekazała.

- Widocznie cię okłamała. Nie przepadała za mną. Mogłeś napisać na fb albo gdziekolwiek. Nawet sms mogłeś napisać!

- Chciałem wiele razy. Pomyślałem, że mnie znienawidziłaś, bo nie odpisałaś na list. Długo zwlekałem z napisaniem, a gdy się odważyłem, to okazało się, że mnie zablokowałaś na wszystkim, co jest tylko możliwe.

- Nie dziw mi się. Miałam powód.

- Przepraszam, że wtedy do ciebie nie przyjechałem. Byłoby prościej.

- Nie byłoby całej tej akcji.- powiedziałam i rozpłakałam się na dobre.

- Proszę cię, nie płacz. Co mogę zrobić?

- Teraz już jest za późno na cokolwiek. Czasu nie cofniemy.

- Gdybym tylko mógł. Nigdy nie dopuściłbym do tego, co się wydarzyło między nami, do tego, jak bardzo cię skrzywdziłem.- spojrzałam na niego. Obserwował mnie uważnie, a ja nie wiedziałam jak mam się zachować. Co miałabym mu powiedzieć? Że już jest wszystko okej i będziemy najlepszymi przyjaciółmi? No przepraszam bardzo, ale tak nie będzie. Za dużo się wydarzyło, a ten uraz w moim sercu nie zginie ot, tak. Jedno słowo „przepraszam” nie wystarczy, nawet jeżeli to nie z jego winy list do mnie nie dotarł. Zawsze jest jakieś wyjście. On za łatwo się poddał i to był błąd.

- Niestety nie możesz.

- Mam nadzieję, że z czasem mi to wybaczysz.

- Nie wiem, czy będę umieć.

- Van ja nigdy nie przestałem o tobie myśleć.- powiedział, a ja zamknęłam oczy. Nie chciałam tego usłyszeć.

- Przestań...

- Taka prawda... Moje uczucia nie wygasły.

- Jason... Wszystko między nami minęło w momencie, kiedy wyjechałeś. Ułożyliśmy sobie życie na nowo. Ja mam fantastycznego faceta, w którym jestem strasznie zakochana. Ty też poznałeś cudowną dziewczynę. Po prostu zapomnijmy o tym, co było i nie wracajmy do tego.

- Potrafisz?- zapytał nagle.

- Ale co?

- Zapomnieć... Tak po prostu potrafisz zapomnieć, o tym wszystkim, co nas łączyło?

- Przez tyle czasu musiałam się tego nauczyć.- odpowiedziałam, a po moim policzku spłynęła pojedyncza łza. Ku mojemu zdziwieniu Jason ją starł swoją ręką. Doskonale pamiętałam tą ciepłą, czułą dłoń. Widząc, że jestem skrępowana, zabrał ją.

- To może zaczniemy od nowa? Bez kłótni, wyrzutów sumienia i ciężkiej przeszłości...

- Można spróbować.- odpowiedziałam, bo nie miałam innego wyjścia. Utknęliśmy pod jednym dachem, więc co mi szkodzi spróbować.



Nasza rozmowa skończyła się na koleżeńskim uścisku dłoni. Można powiedzieć, że wyszliśmy stamtąd w miarę pogodzeni. Ani Mike, ani Amy o nic nie pytali. Wszyscy razem usiedliśmy do jednego stołu, żeby w spokoju zjeść kolację. Już nie było niezręcznie. Rozmawialiśmy jak normalni ludzie, a przynajmniej się staraliśmy.

- Mam pomysł.- powiedział nagle Mike, a wszystkie pary oczu zwróciły się w jego stronę.

- Jaki?

- Rozpalmy ognisko. Należy nam się jakieś piwko, upieczemy pianki, posiedzimy, pogadamy, posłuchamy muzyki. Co wy na to?

- Ja jestem za.- powiedziałam od razu.

- No w sumie to nie jest głupi pomysł.- dołączyła do nas Amy, a Jason pokiwał głową na znak, że też się zgadza. Chłopaki zajęli się szykowaniem ogniska a ja i Amy poszłyśmy się przebrać w coś cieplejszego. Poszukałyśmy sobie też kocy no i wzięliśmy wszystko, co było potrzebne na ognisko. Po pół godziny siedzieliśmy wszyscy razem przy cieple ogniska, słuchając muzyki. Gadaliśmy i śmialiśmy się, opowiadając sobie śmieszne historie z przeszłości. Oczywiście prędzej, czy później pojawił się tez alkohol. Po godzinie już każdemu było wesoło i impreza zaczęła się rozkręcać. Nawet trochę tańczyliśmy. Miałam wrażenie, że każdy był wstawiony, kiedy poszedł kolejny z wielu czteropaków. Gdybyśmy mieli coś mocniejszego, podejrzewam, że szybciej byśmy się upili, niż chłopaki rozpaliliby ognisko.

- Van a pamiętasz nasze ostatnie ognisko klasowe?- odezwał się Jason, a ja na wspomnienie, co się wtedy działo, wybuchłam śmiechem.

- Nasz kolega z klasy wtedy pierwszy raz pił wódkę i tak się upił, że narzygał do ogniska i przy okazji podpalił sobie włosy.- powiedziałam, tłumacząc sytuacje i wszyscy zaczęli się śmiać.

- A pamiętasz, jak na basenie pół roku temu, miałeś za duże kąpielówki i spadły ci, jak zjeżdżałeś na zjeżdżalni?- spytałam, śmiejąc się.

- Weź mi nawet nie przypominaj.



Mike

Świetnie się razem bawili, a ja musiałem tego wysłuchiwać. Byłem cholernie zazdrosny o tego gościa... Jak gdyby nigdy nic wspominali dawne czasy, śmiejąc się. Jeszcze dwie godziny temu mieli ochotę się pozabijać i nagle wszystko się zmieniło. Van nawet nie miała pojęcia, jak wielką przykrość mi sprawiała w tamtym momencie. Mieli tyle wspólnych wspomnień... Rozumiem, że też pewnie trochę podziałał alkohol, ale mogliby, chociaż troszkę się hamować. Amy też nie była zadowolona z tej sytuacji. Nawet nie zauważyli, kiedy zostawiliśmy ich samych. Nie wiem, czy to był dobry pomysł, czy nie ale nie mogłem tego dłużej słuchać.

- Myślisz, że nas zostawią i do siebie wrócą?- spytała zmartwiona dziewczyna.

- Co? Nie. To nie możliwe spokojnie.-powiedziałem, żeby ją uspokoić, chociaż sam nie miałem 100% pewności.



Vanessa

Nawet nie zauważyłam, kiedy zostaliśmy z Jasonem sami przy ognisku. Zaczęło się robić zimno i ogień przygasał. Jason zajął się dokładaniem do ognia, a ja poszłam szukać mojego chłopaka. Był w kuchni z Amy i pili gorące kakao.

- Ej a ja?- spytałam, robiąc smutną minę. Oni też nie wyglądali na wesołych. Nagle Amy wstała i po prostu wyszła.

Zaczęłam się zastanawiać, co takiego się stało.

- Co jest?

- Nic, a co ma być?- odpowiedział mi Mike. Był strasznie oschły.

- Przecież widzę. Pijesz kakao tylko wtedy kiedy coś cię męczy. Przede mną nic nie ukryjesz. Za dobrze cię znam.

- Chcesz wiedzieć, co mnie męczy? Ten cały, cholerny Jason mnie męczy. Najpierw się nienawidzicie i chcecie się pozabijać, a teraz nagle gruchacie jak dwa gołąbeczki razem przy ognisku. Nawet nie zauważyłaś, kiedy wyszliśmy. Nie dało się was już słuchać...

- Nie masz, o co być zazdrosny.- powiedziałam. Nie miałam pojęcia, że aż tak go uraziłam. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak bardzo mógł się źle poczuć. Faktycznie głupio wyszło.

- Nie? Macie tyle wspólnych wspomnień i historii...

- Jason należy do przeszłości. To już wszystko minęło. Teraz liczysz się dla mnie tylko ty i tylko ciebie kocham. - powiedziałam i go pocałowałam, a on wyraźnie się uspokoił.

- No niech ci będzie. Idę sprawdzić, co z ogniskiem. Kocham cię. - powiedział i dał mi szybkiego buziaka, co od razu wywołało uśmiech na mojej twarzy.

Chwile stałam sama, próbując pozbierać myśli. Muszę się ogarnąć, bo ranie mojego chłopaka. On nie może czuć się zazdrosny o Jasona. Nie mogę do tego dopuścić.

- Co tam?- usłyszałam nagle za sobą. To był Jason. Pojawił się jak na zawołanie.

- A nic.

- Widzę, że coś cię martwi.- powiedział i zbliżył się do mnie. Zaczęło się robić nie ciekawie.

- Mike jest o ciebie zazdrosny.- powiedziałam zgodnie z prawdą. Myślałam, że to dotrze do Jasona i przestanie się zachowywać, jakby czegoś ode mnie chciał.

- A ma powód?- spytał, podchodząc coraz bliżej.

- Jasne, że nie. „My” to już przeszłość.

- Nie byłbym tego taki pewny.- powiedział i nagle mnie pocałował. Byłam w szoku! Przypomniały mi się nasze wszystkie pocałunki... Nie mogłam jednak odwzajemnić pocałunku. Kocham Mike'a i nie mogłam mu tego zrobić. Dotarło do mnie, że Jason to naprawdę już tylko przeszłość.

- No to kurwa niezła „przeszłość"- usłyszałam nagle i zamarłam.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx


Dobrej nocy kochani!

nasiaaa

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 2159 słów i 11419 znaków.

2 komentarze

 
  • cukiereczek1

    Rewelacyjna część kochana czekam na kolejną z niecierpliwością dodaj coś szybko 😍😍😚😚😉😉

  • nasiaaa

    @cukiereczek1 a dziękuje dziękuje ❤️ W piątek będzie nowa 😁 pozdrawiam serdecznie

  • Iga21

    Ale się porobiło.  
    Myślę, że to przez alkohol, Jason ją pocałował. Stracił hamulce.  
    No ciekawe jak, to dalej będzie.
    Mam nadzieję, że szybciej pojawi się kolejna część 🙂

  • nasiaaa

    @Iga21 w piątek piąteczek piątunio 😁 pozdrawiam serdecznie ❤️

  • Iga21

    @nasiaaa to teraz mam nadzieje,że w najbliższy piątunio 😀
    Wzajemnie 😊

  • Iga21

    @nasiaaa no i mamy piątek 🙂
    13-ego 😀 Czy na pewno uda Ci się coś wrzucić?🤔🙂

  • nasiaaa

    @Iga21 Jasne mamy piątek. Tak jak obiecywałam, będzie dzisiaj część. Właśnie siadam do pisania

  • Iga21

    @nasiaaa ok to poczekam i mam nadzieję, że do wieczora Ci się uda napisać  🙂

  • nasiaaa

    @Iga21 Jasne ;)