Tęsknię...Cz.45

Vanessa
Jeszcze przez długi czas nie mogłam się uspokoić. W głowie miałam tylko jedno pytanie... Jak ja sobie poradzę z tym wszystkim...
Nie wiedziałam co robić ani jak o ciąży powiedzieć Mikeowi czy chociażby mamie. Bałam się, że zostanę sama. Wiedziałam jednak, że muszę wziąć się w garść i przestać płakać. Musiałam się uspokoić, jednak to wcale nie było takie proste.
- Van jestem pewna, że wszystko jakoś się ułoży.- powiedziała moja przyjaciółka. Byłam jej wdzięczna, że siedziała ze mną i wysłuchiwała tych wszystkich jęków i pretensji.
- Wiesz, co jest śmieszne?- spytałam przez łzy.
- No nie za bardzo.- odpowiedziała zdezorientowana.
- Że właśnie tego bała się moja mama, jak jej się zapytałam, czy mogę się przeprowadzić. Bała się, że to przez ciąże chce wyjechać na stałe. Wtedy się zaśmiałam... Jak mam jej teraz powiedzieć, że za 9 miesięcy będzie babcią? Pomyśli, że ją oszukałem...
- Na pewno cię zrozumie. Skąd miałaś wiedzieć... To nie twoja wina... Takie rzeczy się zdarzają.- Bianka po części miała racje. Nie miałam pojęcia o ciąży, a nawet przez głowę mi to nie przeszło. W jednym tylko się myliła... Mogłam bardziej uważać na to, co robię, więc to moja wina.
- Co zamierzasz?- spytała, obejmując mnie.
- Sama nie wiem. Muszę to wszystko przemyśleć.

Bianka niestety musiała wracać do domu. Jak zwykle długo się żegnałyśmy. Zapewnię nie zobaczymy się już przed moim wyjazdem. Mieliśmy jechać jutro, wiec powoli zaczęłam się pakować. Zaczęłam od swojego pokoju, bo tam miałam najwięcej rzeczy.
W domu byłam tylko ja i Dylan. Mama pojechała jak zwykle do babci, więc pewnie wróci wieczorem.
Wyczyściłam swój pokój do zera. Zostało w nim tylko kilka drobiazgów. Zajęło mi to prawie pół dnia, a po wszystkim byłam tak zmęczona, że postanowiłam położyć się spać.

Xxx

Byłam sama w ciemnym pomieszczeniu. Nie wiedziałam, gdzie jestem. Rozejrzałam się dookoła, ale ciężko było mi cokolwiek zauważyć. Stałam na środku jakiegoś pokoju, kiedy nagle usłyszałam dziecięcy płacz. Odwróciłam się za siebie i zauważyłam łóżeczko. Podeszłam bliżej. W łóżeczku leżała mała dziewczynka. Na mój widok uśmiechnęła się i wyciągnęła rączki.
- Piękna prawda? Po mamie.- usłyszałam za sobą. Nie zdarzyłam się odwrócić, bo poczułam pocałunek na szyi.
- Wszystko dobrze?- usłyszałam znowu, więc się odwróciłam. To był Mike, ale jakby parę lat starszy.
- Gdzie jestem?- spytałam zdezorientowana.
- Jak to gdzie? W naszym domu kochanie.- odpowiedział jak gdyby nigdy nic.
- Co to za dziecko?- spytałam. Byłam przerażona.
- Van żartujesz sobie prawda? Przecież to nasza mała córeczka.
Spojrzałam jeszcze raz na dziewczynkę. Faktycznie była bardzo podobna do mnie.
Wzięłam ją na ręce. Uśmiechnęła się do mnie i spojrzała na mnie swoimi maleńkimi oczkami. Nagle usłyszałam za sobą głos Mike’a.
- Będzie dobrze.
Po tych słowach wszystko zniknęło. Znowu byłam sama w ciemnym pomieszczeniu. Znowu byłam przerażona.

Obudziłam się cała zalana potem. Nie wiedziała co mam myśleć o tym śnie. To teraz tak to będzie wyglądać? Będą mi się śnić dzieci i jakaś wymyślona przyszłość? Cholernie się bałam tego wszystkiego. Czułam takie samo przerażenie jak w tym śnie. Bałam się, że nie tak to będzie wyglądać, że wcale nie będzie tak kolorowo.

xxx

Wstałam dopiero koło południa. Powoli musiałam się zbierać. Mama została w domu, żeby nas pożegnać. Wszystko było już spakowane do samochodu. Zjedliśmy jeszcze tylko wspólne śniadanie.

- Macie mnie odwiedzać i dzwonić. Rozumiemy się?- powiedziała poważnym głosem. Nawet zauważyłam maleńką łezkę w jej oku.
- Oczywiście mamo.
- Poradzisz sobie?- spytała, na co ją przytuliłam.
- Postaram się mamo.- powiedziałam i westchnęłam.
- Czuje się, jakbym się wyprowadzał drugi raz.- powiedział nagle Dylan, na co cała trójka się zaśmiała.
- Jedźcie ostrożnie i uważajcie na siebie.- powiedziała, a my wsiedliśmy do samochodu. Pomachaliśmy jej na pożegnanie i ruszyliśmy w drogę. Czas mijał strasznie wolno. Z radia leciała muzyka, a żadne z nas nic nie mówiło. Zamyślona patrzyłam na zmieniający się krajobraz za szybą. Powinnam teraz skakać z radości, że na stałe zamieszkam z mężczyzną mojego życia. Tymczasem ja myślałam o czymś zupełnie innym.
- Van wszystko okej?- usłyszałam magle głos brata, który wyrwał mnie z rozmyśleń.
- Co?- spytałam zdezorientowana.
- Jesteś jakaś dziwna. Masz wątpliwości?- spytał z troską.
- No coś ty! Bardzo się cieszę z wyprowadzki.- odpowiedziałam od razu.
- Tak właśnie widzę tę radość.
- Jestem po prostu niewyspana.- powiedziałam, licząc na to, że uwierzy.
- Nic nowego u ciebie.- powiedział, śmiejąc się.

O dziwo po drodze nie staliśmy w żadnym korku, więc w miarę szybko byliśmy na miejscu. Podjechaliśmy pod dom, a tam przywitał mnie Mike z bukietem róż. Był taki kochany!
- Nie musiałeś.- powiedziałam, przytulając go. Miałam łzy w oczach.
- Moja kobieta po tylu dniach wróciła do domu. Stęskniłem się po prostu. Nie podobają się?- spytał, na co ja go pocałowałam.
- Jest piękny, dziękuje.
- Teraz już cię nigdzie nie wypuszczę.- powiedział z uśmiechem i zaniósł mnie na rękach do domu.
Wieczór spędziliśmy wszyscy razem oglądając filmy. Oni siedzieli do późna, jednak ja stwierdziłam, że położę się wcześniej. Następnego dnia czekało mnie rozpakowywanie wszystkich gratów więc wolałam być wypoczęta. Dobrze, że wzięłam jeden dodatkowy dzień wolnego.

O dziwo spało mi się bardzo dobrze. Wstałam naprawdę wypoczęta i wyspana, a ostatnio nie zdarza się to często. Byłam w bardzo dobrym humorze. Mike’a już nie było, gdy się obudziłam. Zapewne poszedł do pracy i nie chciał mnie budzić.
Trochę się ogarnęłam i postanowiłam zjeść jakieś śniadanie. W kuchni był Dylan i robił herbatę.
- No proszę. Nasza królewna wstała. Chyba w końcu się wyspała.- zaśmiał się.
- Ha ha ha bardzo śmieszne braciszku. Masz szczęście, że mam dobry humor.
- No proszę, a to też coś nowego.- powiedział, śmiejąc się, a ja tylko przewróciłam oczami.
Na śniadanie zrobiłam sobie placki z jabłkiem i szejka owocowego. Apetyt miałam jak nigdy. W końcu dobrze się czułam.
Wszyscy byli zdziwieni moim dobrym samopoczuciem. Nie ukrywam, że ja też byłam w lekkim szoku.
Po śniadaniu poszłam się przejść. Na dworze była ładna pogoda i postanowiłam dobrze to wykorzystać.
Poszłam na miasto na małe zakupy, a przy okazji zadzwoniłam do Bianki.
- Hejka! Już się stęskniłaś?- spytała od razu.
- No pewnie.
- Jak się czujesz? Powiedziałaś mu?- spytała, na co trochę zrzędła mi mina.
- Nie, jeszcze nie. Muszę się zastanowić jak to rozegrać.
- Musisz to zrobić.
- Tak wiem i zrobię to, ale najpierw sama muszę się z tym oswoić.
- Na pewno się ucieszy, trzymam kciuki.
- Przyda się.- powiedziałam.
Pogadałyśmy jeszcze trochę o głupotach, a potem zrobiłam małe zakupy. Znaczy się miały być małe, a skończyło się ma dwóch torbach jedzenia.
Z zakupami ledwo zmieściłam się w drzwiach.
- Było powiedzieć, to bym po ciebie wyszedł.- powiedział Dylan i wziął ode mnie torby.
- A ty nie w pracy?
- Wziąłem dzień wolnego. A ty nie miałaś iść na spacer?
- Zakupy wyszły przypadkiem. Poza tym, gdyby nie ja to wszyscy by tu z głodu pozdychali.- powiedziałam, a on wypiął mi język. Czasem się zastawiam czy on serio ma swoje lata... Jego niektóre zachowania na to nie wskazują.
Dylan wziął się za rozpakowywanie zakupów, a ja postanowiłam się czegoś napić. Nalałam sobie mojego ulubionego soku pomarańczowego.
- Widzę, że ciąża ci służy.- powiedział nagle, a ja aż się zakrztusiłam. Skąd on o tym wiedział!?
- Co ty bredzisz?- spytałam, udając, że nie wiem, o czym mówi.
- Już nie udawaj dobrze? Czemu mi nie powiedziałaś- spytał, a mi aż się słabo zrobiło z nerwów.
- Jak się dowiedziałeś?
- Poszedłem do twojego pokoju. Szukałem koszulki, pomyślałem, że może przypadkiem ją spakowałaś. Oprócz koszulki znalazłem test. Nie trzeba być geniuszem, żeby wiedzieć co oznaczają dwie kreski. Od kiedy wiesz?- spytał, a ja westchnęłam. Nie tak miał się dowiedzieć. Mogłam od razu go schować albo wyrzucić.
- Wczoraj go zrobiłam. Wie tylko Bianka. - odpowiedziałam, a on do mnie podszedł.
- Mike?
- Nie wie. Nie wiem, jak mam mu to powiedzieć.
- Zatłukę debila!- powiedział trochę zdenerwowany.
- Oj daj spokój. Obydwoje mogliśmy uważać.
- Nie daruje mu tego.
- Tylko proszę nie mów nikomu, a już napewno nie jemu. Sama muszę mu to powiedzieć.
- Dobrze niech ci będzie, ale potem urwę mu jaja!- sama nie wiem, dlaczego się zaśmiałam, ale trochę to rozładowało całą sytuację. Teraz skoro Dylan wie, będzie mi o wiele łatwiej. Wiem, że zawsze mnie wesprze, nawet jak wpakowałam się w tak beznadziejną sytuację. To nie jest tak, że ja nie chce mieć dzieci. Uwielbiam je! Tylko że moje plany były troszkę inne... Teraz wszystko się zmieni. Na pewno nie będę miała łatwo, ale muszę się postarać.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

nasiaaa

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1804 słów i 9423 znaków.

3 komentarze

 
  • anika56

    Kobieto dawaj szybko kolejną część bo zaraz oszaleję!

  • nasiaaa

    @anika56 jutro coś dodam 😊

  • olgu9

    Trzyma w napięciu🙊🙈 nie mogę się doczekać kolejnych części

  • nasiaaa

    @olgu9 dziękuje 😊

  • cukiereczek1

    Czekam kochana na kolejną z niecierpliwością może jakiś maratonik 😁😁😘😘

  • nasiaaa

    @cukiereczek1 dziękuje 😁 pracuje nad tym 😁

  • cukiereczek1

    @nasiaaa To czekam z niecierpliwością 😁😁