Tęsknię... Cz.60

Vanessa

Wstałam rano po kiepskiej nocy. Nie mogłam spać przez to, co się wydarzyło wczoraj. Dlaczego on to zrobił? Dlaczego ja tak zareagowałam? Dawno czegoś takiego nie czułam, a przecież on mnie tylko dotknął. Niby nic takiego, ale gdy jego dłoń dotknęła mojej skóry, przeszły mnie niewyobrażalne dreszcze. Dalej mam w głowie, jak mimowolnie zamknęłam oczy i uśmiechnęłam się. To było bardzo przyjemne, ale przecież nie powinno takie być. Nie powinno mi się to podobać... Przecież mam chłopaka i tylko Mike'a dotyk powinien sprawiać mi przyjemność... Czułam się źle, że do tego doprowadziłam. To nigdy nie powinno było się wydarzyć. Teraz będzie mnie to dręczyć... Czy powinnam przyznać się chłopakowi do tego, co się stało? W sumie nie zdradziłam go ani nic z tych rzeczy... Może nie potrzebnie komplikować sytuację. Między nami po dłuższym czasie, w końcu zrobiło się dobrze... Nie chciałam tego psuć takim drobiazgiem.

Niechętnie wstałam z łóżka. Mike już dawno pojechał do pracy, a mnie czekał kolejny dzień w szkole. Na samą myśl, że miałam tam spotkać Colina, robiło mi się nie dobrze.

Pierwsze kroki skierowałam do łazienki. Musiałam się ogarnąć, zanim pokaże swoją niewyspaną twarz ludziom. Kiepski sen dał się we znaki. W lustrze zobaczyłam bladą dziewczynę z podkrążonymi, czerwonymi oczami. Włosy były rozczochrane jak co rano, a resztki wczorajszego makijażu, które o dziwo się nie domyły, teraz były kompletnie rozmazane. Najgorsze było to, że miałam cholernie mało czasu, żeby to wszystko zatuszować.

Po skończeniu stwierdziłam, że i tak lepiej nie będzie i poszłam się ubrać. Zdecydowałam się na czarne rurki i biały koronkowy top. Całość dopełniła skórzana kurtka i sandałki. Dziękowałam wszystkim tam na górze, że w tej szkole nie przywiązywali aż tak wielkiej uwagi do wyglądu uczniów. W innej szkole zapewne byłaby nagana za taki ubiór.
Chociaż miałam wielką ochotę na założenie czegoś wygodnego, to postanowiłam, że nie mogę tam iść, wyglądając jak jakiś menel.

Gdy zeszłam na dół na śniadanie, jak zwykle nikogo tam nie spotkałam. Samej nie chciało mi się siedzieć w pustej kuchni, więc wzięłam na szybko sok i banana ze stołu i wyszłam z budynku. Postanowiłam iść na pieszo, bo pogoda nie była tragiczna. Jedynym minusem było to, że w nocy trochę popadało i wszędzie były kałuże. W duchu się modliłam, żeby nikt nie przejeżdżał samochodem w błyskawicznym tempie, bo mój ubiór skończyłby cały brudny i mokry, a tego nie chciałam. Od razu odrzuciłam od siebie te myśli i założyłam słuchawki. Odpaliłam swoją ulubioną składankę i nie spiesząc się zbytnio, ruszyłam w stronę szkoły.

Pech chciał, że gdy już byłam prawie na miejscu, jakiś debil postanowił się powygłupiać na ulicy i tylko światła samochodu mrugnęły mi przed oczami. Cała woda z kałuży obok poleciała prosto na mnie. Zaczęłam się wydzierać i wyklinać kierowcę, który i tak mnie nie usłyszał. Gdy odjeżdżał, tylko zatrąbił klaksonem, a ja pokazałam mu środkowy palec, mając nadzieję, że zobaczy to w lusterku. Byłam wściekła. Jak zwykle wykrakałam sobie nieszczęście. Mój biały top zrobił się brązowy. Cała byłam brudna, mokra i w dodatku śmierdziałam. Już widziałam rozbawiony wzrok tych wszystkich uczniów. Zaczęłam żałować, że akurat tego dnia nie miałam wf. Tak to przynajmniej miałabym coś na przebranie. Do domu nie mogłam zawrócić, bo bym nie zdążyła na lekcje, a mieliśmy sprawdzian, który musiałam napisać.
Wyjście było jedno... Pogodzić się z tragicznym losem i iść do szkoły.

Wszyscy ludzie na ulicy gapili się na mnie i podśmiewali. Nic nie mówiłam, ale w duchu życzyłam im wszystkim tego samego, co spotkało mnie.

Pod szkołą już prawie nikogo nie było, co oznaczało, że już było po dzwonku.
- Oj widzę, nasze biedactwo postanowiło pobawić się w błotku przed szkołą. Jak tam świnko? - usłyszałam gdzieś obok siebie. Oczywiście wiedziałam, do kogo należał ten głos. Mogłam się spodziewać, że to ta suka siedziała za kółkiem.
- Zaraz szmato wydrapie ci oczy.- powiedziałam całkowicie poważnie.
- Oj już się boję.
- Masz rację, jeszcze nie znasz moich możliwości.- powiedziałam do Olivii i weszłam do budynku. W środku wszyscy się ze mnie śmiali, jakby to było jakieś mega śmieszne. Nie wiedziałam, co zrobić. Byłam na ustach wszystkich w budynku i cholernie mi się to nie podobało. Niestety byłam bezbronna.

- Jeju Van, co się stało? - usłyszałam nagle Colina za mną. Czy ten poranek może być jeszcze gorszy?
- Co? Też będziesz się śmiał? Takie to zabawne? - spytałam wściekła.
- Wcale nie zamierzam się śmiać. Chodź, dam ci coś na przebranie.- w tym momencie miałam ochotę od razu przyjąć pomoc, ale to był jednak Colin. Denerwował mnie na każdym kroku i komplikował mi życie. Nie mogłam tak po prostu wziąć od niego ubrań. Musiałam mieć swój honor.
- Nie chce, daj mi spokój.- powiedziałam. Była dopiero ósma rano, a ja już miałam serdecznie dosyć tego dnia.
- To ty daj spokój. Nie możesz tak chodzić po szkole. W szafce mam koszulkę, mogę Ci pożyczyć.
- Nie musisz naprawdę.
- Ale chcę.- powiedział i wziął mnie za rękę. Wręcz zaciągnął mnie do męskiej przebieralni na wf. Na szczęście nikogo tam nie było. Colin zaczął szukać w szafce swojej koszulki. Po chwili wyjął jakiś czarny zwinięty materiał.
- Dziękuję. Teraz musisz się odwrócić. Muszę się przebrać.- powiedziałam i już wiedziałam, że nie będzie to łatwe.
- Oj nie krępuj się.- powiedział z uśmiechem.
- Colin dupku proszę cię. Zaraz będę miała nieobecność na lekcji z resztą ty też.
- Jakoś mało mnie to interesuje.- powiedział i podszedł bliżej. Spojrzałam na niego groźnie, a on tylko westchnął głęboko. Bez słowa odwrócił się do mnie plecami i ja zrobiłam to samo.  

Zdjęłam z siebie top, upewniając się wcześniej, czy nie podgląda. Zostałam w samym staniku i nagle poczułam ciepłe dłonie oplatające mnie w talii. Nie wiedzieć czemu, nie mogłam się odsunąć. Ten dotyk ponownie mnie sparaliżował.
- Jesteś piękna.- usłyszałam szept prosto do mojego ucha i znów poczułam te przeklęte dreszcze. No rusz się idiotko! Zrób coś! Krzyczałam na siebie w myślach, ale moje ciało było mi kompletnie nieposłuszne.
Dłonie Colina przesuwały się wzdłuż talii i po brzuchu, jednak gdy zaczęły wędrować nieco wyżej, od razu się opamiętałam. W błyskawicznym tempie odsunęłam się od chłopaka.
- O co ci chodzi co?! - krzyknęłam, zarzucając na siebie jego koszulkę.
- Van przepraszam, nie wiem, co mnie napadło.- tłumaczył się chłopak, jednak ja wzięłam wszystkie swoje rzeczy i wyszłam z pomieszczenia.  
Cała drżałam i nie wiedziałam, co robić. Co on sobie w ogóle wyobraża...

Po drodze do sali minęłam Olivię. Jej miną mówiła wszystko. Była wściekła. Mogłam sobie wyobrazić, co pomyślała, widząc mnie w koszulce swojego chłopaka i to wychodzącą z przebieralni. To było dla mnie bezcenne. Laska sama się o to prosiła, gdy oblała mnie wodą. Co prawda chciałam inaczej utrzeć jej nosa, ale wyszło jeszcze lepiej, niż się spodziewałam. Z wielką satysfakcją wyminęłam dziewczynę i poszłam przed siebie. Niestety już mi się nie opłacało iść na pierwszą lekcję, więc sobie odpuściłam i poszłam do kawiarenki po kawę. Jej było mi najbardziej potrzeba po beznadziejnym poranku.

Zamówiłam gorący napój i usiadłam do jednego ze stolików. Ten, kto wymyślił kawiarenkę w szkole to jakiś geniusz. Nie wiem, co bym bez tego zrobiła. Najbliższa kawiarnia albo chociażby stacja benzynowa jest dosyć daleko, więc nie byłoby szans na kawę. Mimo wszystko cieszyłam się z tego, że to właśnie do tej szkoły trafiłam. Oczywiście, tylko że względu na kawę. Nie widzę tutaj więcej pozytywów.

W kawiarence siedziałam aż do zaczęcia się następnej lekcji. Na nią już niestety musiałam iść. Po dzwonku weszłam do sali. Wszyscy jakoś dziwnie na mnie patrzyli. Niektórzy coś szeptali, a inni podśmiewali się po cichu. Nie wiedziałam, o co chodzi. To przez tę wpadkę z kałużą? Mam wrażenie, że niektórzy jeszcze nie dorośli do swojego wieku.

Usiadłam do swojej ławki na samym końcu, tak jak zawsze. Nagle usłyszałam obok siebie złośliwe teksty.
- Jak tam koleżanko? Może jakiś numerek w szatni?- Nie miałam pojęcia, o co mu chodzi i skąd mu się to wzięło. Jaki znowu numerek w szatni?!
- A tobie, o co chodzi?
- Nie mówiłaś, że dorabiasz jako dziwka.- Jego tekst mnie bardzo zabolał i jednocześnie wkurwił.
- Powaliło cię? Nie jestem dziwką.- powiedziałam i nagle do klasy wszedł Colin. Bez słowa wziął mnie za rękę i wyprowadził na korytarz.
- Van możesz mi powiedzieć, o co tu chodzi? Czemu każdy mówi, że z tobą spałem?- spytał nagle chłopak.
- Nie wiem.- tylko tyle byłam w stanie powiedzieć.
- Jak to nie wiesz? Pożyczyłem Ci koszulkę, byłem miły dla ciebie, a ty rozsiałaś plotkę, że się bzyknęliśmy i zdradziłem dziewczynę. Nie musiałaś być aż tak wredna. Wystarczyło powiedzieć, żebym się odsunął.  
- Słucham?! Ciebie chyba do reszty powaliło?! Nic takiego nie powiedziałam. Jakbyś nie wiedział, to ze mnie wszyscy się śmieją, że jestem dziwką. Każdy chce się umówić na numerek!
- Van przepraszam, nie wiedziałem.
- A skąd mogłeś wiedzieć, jak od razu zacząłeś się na mnie wydzierać i bezpodstawnie oskarżać!
- Uspokój się, trzeba to jakoś wyjaśnić.
- Jak tam gołąbeczki?- usłyszałam nagle z oddali korytarza.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

nasiaaa

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1888 słów i 9915 znaków.

3 komentarze

 
  • Smerfetka16

    Co z tą częścia? Miała być w weekend

  • cukiereczek1

    Rewelacyjna czesc czekam na kolejną z niecierpliwością kochana😉😉😍😍🥰🥰😘😘

  • nasiaaa

    @cukiereczek1 dziękuję kochana ❤️

  • Smerfetka16

    Może jakiś maratonik weekendowy?

  • nasiaaa

    @Smerfetka16 w ten weekend nie jestem na niego przygotowana, bo części pisze na bieżąco, ale postaram się coś dodać w weekend i na następny przygotuję maraton. Będzie rekompensata za to że mnie tyle nie było.