Tęsknię... Cz.43

Vanessa


- Cześć mamo.- powiedziałam, a szczęśliwa kobieta, uściskała mnie i Dylana. Miałam wrażenie, że nawet łezka w oku jej się zakręciła. Bardzo się ucieszyłam, że mogłam znowu ją zobaczyć. Bardzo się stęskniłam. Dawno nie rozmawiałyśmy, przez to, że cały czas coś się u mnie działo. Żałuję, że nie miałam dla niej czasu.

- W końcu się doczekałam tego, że moje dzieci mnie odwiedziły.- powiedziała uradowana.

- Tęskniłam.- powiedziałam, a ona dała mi buziaka w policzek.


- Chodźcie, wejdziemy do środka.- powiedziała z uśmiechem i po chwili wszyscy już siedzieliśmy w salonie.

- Co chcecie do picia?- spytała jak zawsze z troską w głosie. Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak bardzo mi było tego trzeba.

- Mamo ty siedź, a ja zrobię.- odezwał się nagle Dylan. Doskonale wiedziałam, dlaczego to zrobił. Chciał, żebym została z mamą sam na sam. Nie wiedziałam, jak zacząć rozmowę z nią. Bardzo chciałam, żeby zgodziła się na tę przeprowadzkę.

- Wszystko fajnie, ale już możesz powiedzieć, co takiego się stało? Zostało jeszcze trochę wakacji, sądziłam, że zobaczymy się dopiero za dwa tygodnie.

- No właśnie... Zostało jeszcze dwa tygodnie.- powiedziałam, nie wiedząc, jak zacząć. Zaczęłam się bać, że się nie zgodzi.

- Co jest aż tak straszne, że nie chcesz powiedzieć?- spytała. Jak ona mnie dobrze zna...

- Chodzi o to, że kogoś poznałam.

- O mój Boże... Nie mów, że jesteś w ciąży!- powiedziała. Kompletnie nie takiej reakcji się spodziewałam.

- Co?! Nie! Nie jestem i nie zamierzam teraz.- powiedziałam i zaczęłam się śmiać, a mama odetchnęła z ulgą.

- Nie strasz mnie tak dziecko.- odpowiedziała i też się uśmiechnęła.

- Mamo... Jest mi naprawdę dobrze w Los Angeles. Nie chce stamtąd wyjeżdżać.- powiedziałam i czekałam na jej reakcję.

- Do czego zmierzasz?- spytała zdezorientowana.

- Rozmawiałam z Dylanem... Powiedział, że nie miałby nic przeciwko, gdybym się do niego przeprowadziła na stałe.

- Co?! Nie ma mowy!- krzyknęła. Spodziewałam się tego. Nie będzie łatwo ją przekonać.

- Mamo...

- Żadne „mamo"- odpowiedziała, a ja westchnęłam.

- Jesteś jeszcze taka młoda. Nawet nie skończyłaś szkoły.

- Mogłaby ją skończyć u mnie. Przypilnowałbym jej.- powiedział nagle Dylan, który przyszedł z herbatą. Postawił kubki na stole i usiadł obok nas. Byłam mu wdzięczna, że się za mną wstawił.

- A egzaminy? Jesteś w ostatniej klasie...To nierozsądne.

- W LA też są. Zdam je, obiecuję.- powiedziałam, patrząc na nią błagalnie.

- A spróbuj tylko nie zdać!

- To znaczy, że się zgadzasz?- spytałam niedowierzająco.

- Chyba nie mam innego wyjścia.- powiedziała, a ja zaczęłam piszczeć z radości. Mocno ją uściskałam. Nie mogłam uwierzyć, że się udało.

Rozmawialiśmy we troje do późnego wieczora. Tyle się działo, że było, o czym rozmawiać. Mama dowiedziała się między innymi o Vicki.
Następną razą mamy przyjechać całą czwórką. To dopiero będzie ciekawe spotkanie. Nawet nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić.
Po pogaduszkach poszłam do swojego pokoju. Nie miałam na nic siły. Szybko się przebrałam w coś luźnego i położyłam do łóżka. Postanowiłam zadzwonić do Mikea na kamerce.

- Hej! Myślałem, że już się nie odezwiesz.

- Chciałam trochę pobyć z mamą.

- A no właśnie… Zgodziła się? Co mówiła?- spytał, a ja postanowiłam wykorzystać sytuację i trochę się z nim podroczyć.

- No właśnie... Mamy mały problem...- powiedziałam, udając mega smutną.

- Tylko mi nie mów, że...- chyba się nabrał, bo był przerażony.

- Nie zgodziła się.

- Żartujesz sobie?!- spytał, a mi bardzo ciężko było się powstrzymać, żeby nie wybuchnąć śmiechem.

- Może mi się uda ją przekonać. Czemu się nie udało?

- Szkoła no i też boi się, że sobie nie poradzę.

- Jak się postarasz, to przecież i tutaj uda ci się skończyć szkołę, a poradzisz sobie napewno. Przecież byłaś tu całe wakacje i dałaś radę. Mieszkać masz gdzie, pracę też masz no i nie jesteś sama. Masz mnie i poradzisz sobie.- powiedział, a ja już nie wytrzymałam.

- Muszę, bo inaczej moja mama zabije i mnie i ciebie albo będzie kazała wrócić do domu.

- Zaraz, czekaj... Co?!- spytał zdezorientowany, prawie krzyknął.

- Zgodziła się!- powiedziałam, śmiejąc się.

- Nie ładnie tak oszukiwać.

Z Mikeem nie gadaliśmy długo. Byłam padnięta, więc postanowiłam położyć się spać.  
Strasznie trudno było mi zasnąć. Mimo zmęczenia nie mogłam zmrużyć oka.
Krzątałam się po domu prawie do czwartej nad ranem. Potem nawet nie wiem, kiedy zasnęłam.

Rano obudziłam się kompletnie nie wyspana, a w dodatku cholernie bolał mnie brzuch.
Mimo wszystko postanowiłam zwlec się z łóżka i zejść na dół. Gdy tylko wstałam z łóżka, zaczęło mi się kręcić w głowie. Cudem udało mi się dojść do kuchni.
Reszta domowników siedziała w kuchni przy śniadaniu. Nie byłam głodna, ale postanowiłam się dosiąść. Mama jak zwykle przygotowała bogate śniadanie. Na tym stole było dosłownie wszystko.

- Ktoś tutaj miał chyba ciężką noc.- powiedziała, gdy mnie zobaczyła.

- Źle się czuję.- odpowiedziałam.

- Co ci jest? Jesteś strasznie blada.- spytała zmartwiona.

- Boli mnie brzuch i nie spałam w nocy. Nie mogłam zasnąć.

- Może zjedz coś.- powiedział Dylan.

- Nie jestem pewna, czy to dobry pomysł.- powiedziałam z obawą, że jak tylko coś zjem, to zaraz to zwrócę.  

- Dylan ma rację, może poczujesz się lepiej.- powiedziała mama, a ja nie miałam innego wyjścia.

Zjadłam tylko jogurt grecki z odrobiną dżemu i pół banana. Minęły tylko zawroty głowy, brzuch dalej mnie bolał i to coraz mocniej.
Po śniadaniu postanowiłam pójść się położyć i trochę odpocząć. Chciałam pogadać z Mikeem, ale nie odbierał. Pewnie był w pracy i nie miał czasu.
Około południa lepiej się poczułam, więc postanowiłam, że pozałatwiam sprawy ze szkołą.
Dylan mnie podwiózł, żeby było szybciej. Poszłam pod sekretariat, a tam spotkałam koleżankę z klasy.

- Siema! Wróciłaś? Myślałam, że wyjechałaś na wakacje.- już miałam coś powiedzieć, ale nagle usłyszałam krzyk z korytarza.

- Van idiotko!-poznałam ten głos od razu. Był mi bardzo dobrze znany. Tak dawno go nie słyszałam…

Zanim się obejrzałam, przyjaciółka już wisiała mi na szyi i piszczała z radości.

- Tęskniłam wariatko.- powiedziałam do przyjaciółki.

- Co się nie pochwaliłaś, że przyjeżdżasz? Myślałam, że zobaczymy się dopiero po wakacjach.

- A to miała być taka mała niespodzianka.- powiedziałam, ale od razu zauważyłam, że nie uwierzyła.

- Dobra ściema, ale mnie nie nabierzesz. Nie odzywałaś się całe lato! Jak tak można?- powiedziała Bianka, a ja wiedziałam, że ma rację. Tyle się działo u mnie w ostatnim czasie, że kontakt nam się urwał. Jest mi bardzo przykro, bo to tylko moja wina. Jak ja mogłam w ogóle do tego dopuścić?

- No dobra. Plany mi się trochę pozmieniały.- powiedziałam. Nie miałam serca powiedzieć jej prawdy, że wyjeżdżam na stałe.

- A co wy tu robicie w ogóle?- dodałam po chwili, chcąc zmienić temat. Wiedziałam, że prędzej, czy później, będę musiała jej wszystko powiedzieć, ale jeszcze nie byłam na to gotowa.

- A przyszłyśmy oceniać pierwszaków. Powiem ci, że całkiem niezłe dupeczki się tu kręcą.- powiedziała Bianka i wszystkie wybuchłyśmy śmiechem.

- A od kiedy ty gustujesz w młodszych?- spytałam. Przypomniało mi się, jak szalała za moim bratem. Wtedy mówiła, że nigdy by nie spojrzała na młodszego, a tu proszę.

- Od kiedy są o wiele przystojniejsi od naszego rocznika.- odpowiedziała. Typowa Bianka, nic się nie zmieniła.

- Ty lepiej powiedz, co ty tutaj robisz. Nie uwierzę, że przyszłaś tu rekreacyjnie.

- Nie. Mam do załatwienia pewną sprawę.- powiedziałam, ale wiedziałam, że nie odpuści.

- Co ty taka tajemnicza?- spytała, a ja posmutniałam. Teraz już nie mam innego wyjścia… Nie chciałam, żeby dowiedziała się w tak beznadziejny sposób.

- To może ja was zostawię na chwilę same. Pewnie chcecie pogadać na osobności.- powiedziała jej towarzyszka i po chwili już jej nie było.

- Stara muszę ci coś powiedzieć.- zaczęłam i usiadłyśmy obok na ławce.

- Weź, bo zaczynam się bać. – odpowiedziała i się zaśmiała. Zawsze tak robiła, gdy się stresowała albo czegoś obawiała.

- Przyszłam tu załatwić dokumenty związane z moim przeniesieniem.- powiedziałam na jednym wdechu. Biankę zamurowało. Wcale się nie dziwię. Nie wiem, jakbym się zachowała będąc na jej miejscu.

- Jak to „przeniesieniem”?

- Przeprowadzam się na stałe do LA.

- Jaja sobie robisz?- spytała i zauważyłam łezkę w jej oku. Od razu ją przytuliłam. Ja też miałam ochotę płakać.

- Niestety nie, ale nie chcę o tym tutaj rozmawiać. Co powiesz na nocowanie dzisiaj u mnie?

- Będę punktualnie o 20:00 i masz mi wszystko powiedzieć!- powiedziała, a ja się zgodziłam.



Xxx



Po rozmowie z Bianką miałam kiepski humor. Załatwiłam jak najszybciej wszystkie dokumenty i wróciliśmy z Dylanem do domu. Nie miałam ochoty wychodzić, ale mama wymyśliła, że pojedziemy do babci na obiad. Nie miałam innego wyjścia.
Babcia chciała się wszystkiego dowiedzieć, co się u nas działo. Przy okazji powiedziałam jej o mojej przeprowadzce. Ucieszyła się, że mi się układa.
Jak zwykle przygotowała cały stół jedzenia. Babcia gotuje niesamowicie i jej jedzenie zawsze mi smakowało, ale tą razą nie miałam apetytu. Nie wiem, co się ze mną ostatnio dzieje, ale przestaje mi się to podobać. Chociaż to pewnie zwykły wirus, który minie za parę dni i wszystko wróci do normy.

- Nie smakuje ci?- spytała babcia i aż było mi głupio, że niczego nie spróbowałam.

- Trochę źle się czuję.- powiedziałam zgodnie z prawdą.

- Idź do lekarza.- odpowiedziała zatroskana. Teraz wszyscy będą mnie wysyłać do lekarza…

- Babciu to nic takiego.- powiedziałam, chcąc ją uspokoić.  

- Jak nic takiego? Od rana się tak czujesz.- wtrąciła się mama.

- Oj pewnie zjadłam coś nieświeżego i tyle. Nie ma się czym przejmować, przejdzie mi.- powiedziałam i temat trochę ucichł.

Wróciliśmy do domu chwilę przed przyjściem Bianki. Zdążyłam się tylko przebrać w coś wygodniejszego i uporządkować trochę pokój.
Chwilę później usłyszałam dzwonek do drzwi. Jak zawsze była bardzo punktualna…
Xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
Troszkę dłużej nie było części, ale przez to zamieszanie z wirusem, nie miałam czasu. Teraz sytuacja u mnie troszkę się rozjaśniła, więc wracam i będę pisać.
Miłego dnia kochani i trzymajcie się ciepło.

nasiaaa

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 2088 słów i 10983 znaków.

3 komentarze

 
  • zaczarowanaK

    Jak zwykle super  :kiss:  A kiedy nowa część?

  • nasiaaa

    @zaczarowanaK dziekuję bardzo, nowa część będzie dzisiaj ;)

  • Lal

    Czyżby ciąża? :D

  • nasiaaa

    @Lal ja tam nic nie wiem ;)

  • cukiereczek1

    Czekam na kolejną z niecierpliwością kochana dodaj coś szybciutko 😘😘😉😉

  • nasiaaa

    @cukiereczek1 postaram się kochana 😊