Niepokorna – prolog

Niepokorna – prologUwaga! Opowiadanie zawiera wulgaryzmy!

***

Wstała w nocy, nie wiedząc gdzie się znajduje. Powoli otworzyła oczy i nagle zdała sobie sprawę – przecież jestem w domu! Zdecydowanie wolno kojarzyła, do tego męczył ją okropny ból głowy i pytanie: – Jak ja, do cholery, tu dotarłam? No tak, znowu urwał mi się film...   Pić – przeszło jej przez myśl, zakończona zaledwie dwie godziny temu impreza z dobrej zabawy sprowadziła się do suchości i złego samopoczucia. Stojąca na biurku butelka coli była w tej chwili na wagę złota.  
      Ciekawe, jaki wykład tym razem? – uśmiechnęła się kąśliwie, przełykając płyn, perspektywa wysłuchania ciepłych, matczynych nauk napawała ją nie lada humorem. Bardzo ciekawe. Kolejna próba wysłania na terapię, szlaban, czy znowu zabierze kasę i telefon, który oczywiście odda wieczorem? Dlaczego, po co to robi, jeśli i tak nie jest konsekwentna? Po to, żeby kolejny raz wkurwić i wywołać niepotrzebny szum? Do cholery, mam osiemnaście lat, coś mi się chyba od życia należy, nie? – odstawiła napój. Ale co tam, sama się nie bawiła, więc ja też nie muszę, bo i po co? Lepiej zakuwać całymi dniami, aby potem móc wybrać się na jej ukochane studia medyczne, a następnie…?! No właśnie, co dalej? Wiadomo. Krojenie i wybebeszanie ludzi, jakby obchodziło mnie, co jeden z drugim mają w środku, godziny spędzone w szpitalu, wśród narzekania i ton rad niezadowolonych pacjentów, zero snu, a czasem nawet zgon na stole operacyjnym i tłumnie wznoszone pretensje rodziny: "dlaczego go nie ratowaliście?”. Po prostu zajebista perspektywa, już nie mogę się doczekać! – drwiła bezgłośnie, przechodząc ze stanu "hahaha", do postawy "no ja pierdolę!".   A rano do budy, na kaca, nie wiem, jak to się skończy. Pewnie jak zwykle przedrzemaniem połowy zajęć, lub w najlepszym przypadku intensywna terapia. Dobrze, że Wiki też będzie miała kaca, to już coś…    
      Zasnęła.

      Budzik roztrajkotał się o siódmej i z miejsca został potraktowany mocnym uderzeniem w guzik wyłączający. Głowa przestała dokuczać, lecz pragnienie ani trochę. Nękało jeszcze okrutniej niż w nocy, miała wrażenie, że wszystkie znajdujące się w jej wnętrzu organy przykleiły się do siebie, a w gardle cierniem stała szczypiąca suchość.
      Dokończyła colę i ciężko zwlekła się z łóżka, myśl o morderczych siedmiu godzinach, które trzeba będzie spędzić dziś w szkole sprawiała, że już widziała sznurek na swojej szyi.   Kurwa, za co? – warknęła w myślach i po chwili była już w łazience, otulona jej przyjemnym chłodem.    
      – Daria, robię jajecznicę, zrobić też tobie?! – w drzwi toalety zapukała matka dziewczyny.   Pytanie było bardzo na miejscu, nastolatka niezbyt często jadała poranne posiłki.    
      Dziwne. Czyżby nie miała focha? – pomyślała dziewczyna, głos rodzicielki nie brzmiał, jakby była zła, choć, jak to często bywało, mogła być to cisza przed burzą.
      – Nie! – wydarła się, odkręciła wodę i przekręciła zamek.
      Po szybkim prysznicu, umyciu zębów i doprowadzeniu do ładu swoich jasnobrązowych, wpadających w odcień cappuccino włosów wskoczyła w wytarte jeansy, białą koszulkę opuściła toaletę. Zegar ścienny wskazywał 07:12, miała więc jeszcze sporo czasu. Jej blok od ogólniaka numer jedenaście dzieliło zaledwie pięć przystanków autobusowych, dlatego też podróż nigdy nie trwała dłużej, niż dziesięć minut.
      Szybki, niemal niewidoczny makijaż i już była gotowa na wypicie pierwszej kawy. Nie nastawiała się zbyt optymistycznie, domyślała się, że poranek zapewne umili jej słodkie trajkotanie kobiety, jednakże musiała wlać w siebie kofeinę, inaczej była bez życia.
      – Co to jest? – zapytała natychmiast matka, gdy tylko Daria pojawiła się w kuchni i wystawiła jej przed nos zmiętolone banknoty, sto i dwadzieścia złotych.  
      Dziewczyna postawiła oczy w słup, nie miała pojęcia, skąd wzięły się te pieniądze. I nagle ją olśniło!  
      – Grzebałaś w moich kieszeniach?! – wściekła się nastolatka, lecz i spłoszyła zarazem. – Znalazłam wczoraj, jak wracałam od Elizki – wyjaśniła.   Lecz prawda była zupełnie inna. Teraz przypomniała sobie portfel Maksa, który przed północą znalazła za kanapą, dziwiąc się przy okazji, że nikt inny nie zwrócił na niego uwagi.    

      Maks – dość zamożny i całkiem przystojny, lecz bardzo spokojny kumpel z jej klasy także zjawił się na tej imprezie. Chłopak był całkowicie inny od większości facetów ze szkoły, aczkolwiek mimo swojego bardzo ułożonego charakteru od samego rozpoczęcia liceum stał się obiektem westchnień niejednej uczennicy. Również i Darii nie mogły umknąć jego walory fizyczne, nie robiła jednak nic w tym kierunku. Ona – zbuntowana, zupełnie nieokrzesana, a czasem nawet wredna i zimna suka, on – stateczny i poukładany, wiedziała, że to nie jej bajka.   Bardzo jednak lubiła chłopaka, który od zawsze był miły i uczciwy w stosunku do innych, nie przeszkadzało jej to jednak, aby wziąć pieniądze i odłożyć portfel na miejsce.    

      – Kłamiesz! – kontynuowała pani Jagoda, czterdziestodwuletnia matka dziewczyny.
      – Mamo, nie kłamię! To co mam ci powiedzieć? Oddaj, znalezione, nie kradzione! – rzekła chłodno Daria i już chciała zabrać kobiecie banknoty, ta jednak umknęła z ręką.
      – Ukradłaś je – stwierdziła z miejsca rodzicielka.
      – Chyba cię poj…! – warknęła nastolatka, lecz w porę ugryzła się w język.
      – Porozmawiamy jutro, jak wróci ojciec – zagroziła matka i wyszła z kuchni.
      Spierdalaj – pomyślała dziewczyna, parsknąwszy pod nosem. Zaczynała targać nią złość i, co dziwne... wyrzuty sumienia. Wytrzeźwiała i zaczęła żałować, że nie oddała mu tej kasy, chłopak był naprawdę w porządku.   Zaproszę go dziś na piwo – szybko wykombinowała. Poza tym mam kaca, a sam na sam na piwku z nim jeszcze nie byłam, więc…? To może być niezła jazda – uśmiechnęła się szelmowsko. Jaki jest, taki jest, ale co mi szkodzi? W końcu przeciwieństwa się przyciągają, prawda?...

4 695 czyt.
95%192
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 1100 słów i 6231 znaków, zaktualizowała 5 sie 2018.

2 komentarze

 
  • kaszmir

    kaszmir · 22 września

    Dzień dobry
    Zaczynam czytać i muszę przyznać, że bardzo mnie zaintrygował ten tekst. Zbuntowana nastolatka, trochę szalona, ale lubię takie stanowcze charaktery. Jeśli do tego dodać zdrowy rozsądek i myślenie, może z Darii być całkiem fajna kobieta. Widać też konflikt między pokoleniowy; matka i córka. Nie popieram kradzieży, ale mam nadzieję że dziewczyna to wyjaśni. A tak po za współczuję jej siedem godzin bólu istnienia w szkole.

    Zaciekawiło mnie...   Bardzo starannie napisane i ukłony dla Autorki

  • Somebody

    Somebody · 19 lip 2017

    Bardzo fajnie. Btw, twoja bezbłędność oraz perfekcja w posługiwaniu się polszczyzną, wzbudzają we mnie zazdrość