Niepokorna cz. 29

Niepokorna cz. 29

Cholernie bałam się tego rozdziału, więc jak coś zepsułam, proszę o wyrok w zawieszeniu :D  

***

– Klara, czy u was wszystko w porządku? Czy twoja mama nie ma jakichś problemów? Nie potrzebujecie pomocy? – zaczął dyrektor, gdy tylko Daria z Maksem opuścili gabinet.  
– Nie, jest chora i pewnie temu była trochę nieprzyjemna. Przepraszam.
– Klara, ale ja mam wrażenie, że ona była pijana – wywalił wprost facet.
Już po pierwszych dziś słowach pedagoga na temat matki dziewczyna dobrze wiedziała, a przynajmniej domyślała się, co się dzieje, dlatego też to przesłuchanie sprawiało, że czuła się bardzo źle.  
– Nie, to pewnie po lekach. Bierze silne tabletki – wypaplała nastolatka.
– Nie potrzebujecie pomocy? – powtórzył dyrektor i dziewczyna zaczęła już panikować, ale i irytować zarazem.
– Nie – syknęła.
– No dobrze, widzę, że nie chcesz rozmawiać. Ale to nie zmienia faktu, że chciałbym, aby mama przyszła do szkoły. Muszę się z nią koniecznie zobaczyć.
– Dobrze, przekażę. Mogę już iść?  
– Dobrze, idź. Ale jakbyś miała jakiś problem, moje drzwi są zawsze otwarte, rozumiesz? Pamiętaj o tym – facet w końcu się uśmiechnął.
– Tak… dziękuję – rzuciła Klara i czym prędzej opuściła gabinet.
Była zupełnie skołowana. Nie wiedziała, co się dzieje w domu, lecz czuła, że dzieje się źle, albo jeszcze gorzej, bała się, że po spokojnych dwóch miesiącach matka zechce sobie odbić. No i ta opryskliwość do dyrektora i że w ogóle odebrała telefon, to sprawiało, że dziewczyna była już bardzo zdenerwowana.
Szybko minęła korytarz i wyszła ze szkoły, lecz gdy tylko doszła do połowy dziedzińca, zwolniła. Nie była pewna, czy auto, które widziała rano to to samo auto, aczkolwiek fakt, że od czasu wyjścia z domu do chwili dotarcia do szkoły, widziała je już trzy razy, dawał jej dużo do myślenia.
Nie pomyliła się, Mercedes jakby na nią czekał, bo zobaczyła go w oddali chwilę później. Migiem odwróciła się na pięcie i ruszyła z powrotem do szkoły. Nie dziwiła się, że kierowca ją znalazł; miał pieniądze, więc mógł bardzo dużo. Miała nadzieję, że po półrocznej przerwie ma już to za sobą, jednak dziś jej marzenia prysnęły jak bańka mydlana.
Auto wolno przejechało w obie strony, budząc grozę. Spanikowana dziewczyna stała pod ścianą, struchlała, modląc się, aby jej nie zauważył. Minęła minuta, dwie i gdy samochód nie wracał, postanowiła wyjść. Chciała jak najszybciej być w domu, lecz bojąc się jednocześnie niefortunnego spotkania, szła bardzo wolno, ponownie rozglądając się po okolicy.
Może odpuścił? – pomyślała, gdy nadal nie wypatrzyła auta. Nogi zrobiły się jak kołki, prowadząc dziewczynę coraz wolniej, gdy jednak doszła do końca pustostanu i nadal nic się nie działo, przyśpieszyła, chcąc jak najszybciej dojść na przystanek, lub przynajmniej znaleźć się w otoczeniu przechodniów. Oglądała się za siebie, rozglądała na boki, wyglądało, że auto chyba zniknęło na dobre. Odetchnęła z ulgą, idąc niemal biegiem, gdy nagle usłyszała trzask piasku i Mercedes, który wyskoczył jak z podziemi, pojawił się obok i zatrzymał agresywnie. Chciała uciekać, ale jakby przymarzła, sparaliżowana, nie mogąc wykonać ruchu. W sekundę się jednak pozbierała i zawróciła, lecz samochód szybko cofnął iw mig zrównał się z dziewczyną, tarasując jej drogę.  
– Zatrzymaj się! – nakazał surowo kierowca przez otwartą przednią szybę.
Nadal szła w kierunku szkoły, nie patrząc na pojazd, który sunął na wstecznym.
– STÓJ, POWIEDZIAŁEM, BO POŻAŁUJESZ! – ryknął gorzko dość przystojny facet po czterdziestce.
Zatrzymała się, wystraszona i od razu cofnęła o kilka kroków.
– Młokosie, dlaczego uciekasz? Czyżbyś zapomniała, że mamy ze sobą dużo wspólnego? – zapytał szorstko koleś, nachylając się do przedniej szyby.
– Daj mi spokój – wydusiła przerażona.
– Podejdź.
– Nie.
– Kurwa, podejdź, powiedziałem! Sprawy jeszcze nie są załatwione, więc mi tu nie podskakuj.
Zrobiła tylko jeden krok przed siebie, czując, że facet ma jej coś bardzo złego do powiedzenia. Znała go dobrze, jej ojciec pracował u niego, odkąd pamięta, dlatego też widząc wyraz twarzy mężczyzny, czuła potworny lęk.
– Wsiadaj!
– Nie.
– Czy wiesz, że twój zakała, brat, wyszedł?
Osłupiała. Przecież miał siedzieć jeszcze rok. I skąd on, do cholery, o tym wie? No tak, odkąd stary zniknął, wykorzystuje wszystkie możliwości.
Spanikowała jeszcze bardziej, nie wiedząc już, czy teraz bardziej boi się Fabiańskiego, czy jej o cztery lata starszego brata, którego dwa lata temu posadzili za napad. Szef ojca od czasu, gdy zaczęła dorastać, coraz bardziej zaczynał interesować się dziewczyną, w końcu napalił się na nią do tego stopnia, że przy każdej nadarzającej się okazji odwiedzał menadżera swoich lokali w domu. Przynosił Klarze i jej matce niechciane przez nastolatkę prezenty, z biegiem czasu zaczął być coraz bardziej nachalny, namawiając na wycieczki i "niewinne” pocałunki, w końcu doszło do tego, że wciąż ignorowany i odrzucany przez dziewczynę, zaczął ją prześladować, grożąc i strasząc na wszelkie możliwe sposoby.
Miał na nie haka. Karol, ojciec dziewczyny, najpierw okradł szefa z grubych pieniędzy, a następnie zniknął w towarzystwie kochanki, której to istnienia nastolatka i jej matka już dawno się domyślały.
– Co, mamusia myślała, że ucieczka coś da? – drwił, nie wiedząc, że przeprowadzka nie była próbą ukrycia się, lecz spowodowana była problemami finansowymi. – Wsiadaj, albo wasz pierworodny dostanie anonimowo wasz adres – zagroził z chorą dumą.
Słowa mężczyzny dobiły dziewczynę i teraz, mając przed sobą perspektywę kolejnego piekła, której bohaterem od zawsze był Kamil, niepewnie wsiadła do auta, nadal nie wiedząc, czy to dobre wyjście.
Fabiański od razu ostro ruszył, nie kryjąc zadowolenia. Klara była już cała mokra, mając nadzieję, że chce tylko pogadać, że nie będzie niczego próbował.
Nie raz już namawiał ją na sprośne rzeczy, podpierając się grzechami ojca, nigdy jednak nie zrobił niczego na siłę. Tłumaczył się tym, że kocha dziewczynę i nie potrafiłby zrobić jej krzywdy, lecz ostrzegał również, że jego cierpliwość się może wreszcie skończyć i Klara gorzko pożałuje.
– Co tam, młokosie? Czego się boisz? – zagadał wesoło Marek, szczerząc zęby to do dziewczyny, to do przedniej szyby.
Nastolatka nienawidziła tego przydomku, lecz nie miała odwagi zaprotestować.
– Jesteś coraz ładniejsza, wiesz? – zaczęło się niechciane. – Masz faceta?
– Mam – wydusiła dziewczyna, głupio łudząc się, że kłamstwo tu w czymś pomoże.
– Tak? O, to gratuluję. Więc co robimy? Jesteś głodna?
– Nie.
– Rozluźnij się, nic ci nie zrobię. Stęskniłem się i chciałem tylko pogadać.
Klara milczała, bała się z nim rozmawiać.
– Co u was? – kontynuował facet, zachowując się, jakby była to luźna, przyjacielska rozmowa, nie terroryzowanie bezbronnej pasażerki.
– Dobrze – mruknęła dziewczyna, gapiąc się w boczną szybę.
– Spójrz na mnie – rozkazał sucho.
Niechętnie odwróciła głowę.
– I uśmiechnij się – roześmiał się.
Klarze nie było do śmiechu i mimo, że nie chciała go drażnić, nie potrafiła wykrzesać z siebie ani krzty nawet udawanej wesołości. W oczach stał jej Kamil i to, co może się stać, gdy nie daj Boże dowie się, gdzie mieszkają. Bała się, wiedziała, że jak przyjdzie co do czego, matka i tak go przyjmie; przecież dla niej to ukochany synek, który tylko czasem popełnia błędy. Jak była trzeźwa, trzymała rygor, a że syn bardzo ją szanował, zawsze starał się zachowywać normalnie; gdy jednak matka sobie popiła, robił co chciał, terroryzując rodzeństwo. Matka wtedy nie reagowała, co więcej – broniła syna, tłumacząc, że to tylko "niewinne, głupiutkie” żarty. Kamil zawsze potrafił wykręcić się przed nią ze swoich postępków, dlatego też kobieta nie była chyba do końca świadoma, co się dzieje.
Od czasu, kiedy pół roku temu ojciec uciekł, wpadała to w apatię, to potrafiła "bawić się” na całego, pijąc i żartując na wszelkie sposoby. Zmieniała się zupełnie nieoczekiwanie, Klara nigdy nie wiedziała, czy zastanie pijaną i zgłupiałą imprezowiczkę, czy leżącą na łóżku i gapiącą się w ścianę kukłę, czy też trzeźwą, kochająca i pełną życia matkę. Kobieta żyła na "chybił – trafił". Potrafiła pić dwa dni lub dwa tygodnie, podobnie było z trzeźwością – trwała przez miesiąc, dwa, trzy, matka egzystowała, jak jej wypadło. Tak samo też było z napadami depresji, waliły jak grom z jasnego nieba, dlatego też zagubiona w tej ciągłej niewiadomej nastolatka z dnia na dzień gasła coraz bardziej, tracąc motywację i chęć do życia.
– Klara – zareagował kierowca, widząc, że dziewczyna odleciała.
Obudziła się – stali przed jej blokiem.
– No to co? Dość już czekania i chyba czas na coś więcej… – rzekł facet, uśmiechając się złośliwie, po chwili jednak usta opadły i wyraz jego twarzy stał się cyniczny i zimny.
Dziewczyna zamarła.

709 czyt.
100%112
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 1648 słów i 9503 znaków, zaktualizowała 23 gru 2018

Komentarze (2)

 
  • angie

    angie 22 gru 2018

    Żal mi jej...

  • AnonimS

    AnonimS 17 gru 2018

    Niepotrzebnie się bałaś. Ale masz tempo pisania..można pozazdrościć. Klara ma przejebane. Nie umie nikomu zaufać a sama sobie chyba nie poradzi.