Niepokorna cz. 7

Niepokorna cz. 7

Szli bardzo wolno, wręcz wolniusieńko, z daleka obserwując, czy pilnująca szatni baba jest już w swojej kanciapie, czy też nie. Znali jej wredny, nadgorliwy charakter i wiedzieli, że gdyby ich tu zastała, mieliby niemałe kłopoty. Poruszali się jak koty, nie wydając nawet najmniejszego szmeru, co tłumaczyłoby, dlaczego Klara ich nie usłyszała.
– Frozi, niech nic głupiego nie przyjdzie ci do głowy! – ostrzegł nagle niemal szeptem Maks, wciąż bacznie przyglądając się oryginalnej minie kumpeli, którą Klara też już dawno zauważyła.
Szatynka milczała, spoglądała tylko co chwila na koleżankę, która dreptała, wystraszona, modląc się prawdopodobnie, aby znowu nie zaczęli wypytywać.  
– Frozi! – naciskał chłopak, bardzo dobrze znając kumpelę i jej ostrzegawcze wyrazy twarzy, a ten zdecydowanie nie wróżył nic dobrego.
Daria nie odpowiedziała, tylko zatrzymała się przy boksie swojej klasy i jak żuraw wyciągnęła szyję, próbując dostrzec, czy magazynek szatniarki nadal jest zamknięty.
– Ile do dzwonka? – zapytała.
– Osiem minut. Frozi…?! – dopytywał zaniepokojony się Maks widząc, że nachyliła się do zamka i ogląda go z dziwnym zainteresowaniem.
– Idź, stań przy wejściu, będziesz słyszał, czy złazi z góry – poprosiła, grzebiąc się sumiennie po kieszeniach i zupełnie ignorując jego obawy. – Kurwa! – zaklęła soczyście, nadal przetrzepując kieszenie, po czym demonicznym wzrokiem spojrzała na Klarę. Tą z miejsca wygięło, takiej miny u koleżanki jeszcze nie widziała. Nie wyrażała ona gniewu, czy smutku, tylko jakąś dziwną, niewytłumaczalną determinację, a tak w sumie to nie wiadomo, co.
– Masz pilniczek? – zapytała blondynkę ze stoickim spokojem. – I jakiś dezodorant – dodała, wsadzając palec w zamek, co wyglądało nieco głupio. Pozostali zupełnie nie rozumieli, po co to robi, przecież w żadnym stopniu się on tam nie mieścił.
– Kurwa, Frozi, co ty kombinujesz?! Idziemy na górę! – Maks się zdenerwował, o czym świadczyło nieskazitelne przekleństwo, których chłopak zazwyczaj nie używał.
Klara nie miała odwagi dyskutować, więc wedle "rozkazu” otworzyła plecak i zaczęła w nim szperać.
– Nic jej nie dawaj – rzekł chłopak, spoglądając na zegarek. – Poza tym sześć minut do dzwonka.
Blondynka wstrzymała poszukiwania, patrząc płochliwie na Darię i jej reakcję. Pogubiła się, nie wiedziała już, co robić i kogo słuchać.
– Nie mam dezodorantu – wydusiła ciężko, domyślając się, że Daria chce zrobić coś złego.  
Nie chciała, aby mieli kłopoty, więc tylko to przyszło jej na myśl w kwestii powstrzymania dziewczyny, no i być może też w przeciągnięciu jej planów do dzwonka. Poza tym przez to, co ją spotkało, okropnie bała się zemsty
– Masz, widziałam, jak grzebałaś w plecaku. No dawaj, kurwa, nie ma czasu! – warknęła szatynka. – A ty idź pod te cholerne schody! – spojrzała na Maksa z psychopatyczną miną.
– Nie – odparł nastolatek.
– To, kurwa, bez łaski! Dawaj ten pilniczek, do cholery! – fuknęła do Klary.
Natychmiast go otrzymała, wsadziła w zamek i po zaledwie kilku sekundach zatrzask puścił.
Chłopak z Klarą do spółki aż otworzyli usta w geście zdziwienia, widząc, jak osiemnastoletnia dziewczyna otwiera drzwi jak rasowy włamywacz, do tego bez krzty wysiłku, jakby robiła to od urodzenia.
– Dawaj dezodorant, idź do wyjścia i patrz, czy nie lezie – rozkazała Klarze wiedząc, że ta się raczej jej nie sprzeciwi.
Natychmiast otrzymała kosmetyk, a biedna, spłoszona dziewczyna posłusznie poszła i stanęła w wejściu do szatni, oglądając się jeszcze po drodze.
Daria migiem weszła do boksu i jeszcze szybciej odnalazła jasną, dość nową, bialutką jak śnieg kurtkę Niny. Krzywo uśmiechnęła się pod nosem, zdejmując ją z wieszaka, a perfidną radość szatynki wzmógł tylko fakt, że taki ciuch kosztuje od stu pięćdziesięciu, do dwustu złotych.  
– Ile? – ponowiła pytanie.
– Cztery – rzekł niezadowolony Maks, który był jednocześnie bardzo ciekaw, na jaką głupotę tym razem wpadła kumpela.
A widział już niejedno. A to pomalowanie tablicy olejną farbą, w celu uniknięcia sprawdzianu, który mimo jej starań i tak się odbył; a to wylanie oleju na schodach, przez co nauczycielka złamała nogę i Daria cudem uniknęła zawieszenia, dostała tylko naganę; a najlepsze ze wszystkiego było złapanie w ubikacji wrednej, nielubianej, dziewczyny i przy pomocy Wiktorii obcięcie jej sięgających do piersi włosów do długości nie większej, niż osiem – dziesięć centymetrów. To im się jednak upiekło, dziewczyna nie miała odwagi się poskarżyć.


Już jej nie powstrzymywał, gdyż znając upartość dziewczyny doszedł chyba do wniosku, że i tak zrobi swoje, jak nie teraz, to później, bez jego obecności.
Klara stała przy schodach i nerwowo patrzyła to w górę, między poręcze, to na nowych znajomych, kręcąc się niespokojnie w miejscu. Daria była już poza boksem i zaczęła spryskiwać dezodorantem kurtkę koleżanki, lecz było to na tyle dziwne, że po co wykorzystywać do tego celu całą zawartość puszki?
– Kurwa, Frozi, co ty kombinujesz? – zapytał w końcu Maks, który już nie wiedział, o co jej, do cholery, chodzi. – Nie wiem, co tym razem kretyńskiego wymyśliłaś, ale ci mówię, że to nie jest dobry pomysł. Ja nie chcę mieć z tym nic wspólnego – dodał, widząc, że przecież nie jest normalne, aby wypryskać cały kosmetyk na jeden ciuch.
Ja ci pokażę, ty pusta dziwko! – pomyślała zadowolona dziewczyna.
– Pośmierdzi trochę – zaśmiała się do kumpla. – Ile?
– Trzy.
Po chwili dezodorant zaczął się wyczerpywać, o czym poinformował syk, który zaczął cichnąć, aby w końcu zniknąć całkowicie. Daria sięgnęła do kieszeni, w ekspresowym tempie wyjęła zapalniczkę i migiem podpaliła kurtkę, która nasączona do cna alkoholem zajęła się w okamgnieniu. Zrobiła to tak szybko, że Maks, zanim się połapał, co wyprawia dziewczyna, nie zdążył już zareagować.
– Dobra, spierdalamy! – rozkazała Daria, odrzuciwszy kurtkę jak najdalej od siebie i ruszyła w stronę schodów, zamykając po drodze zatrzaskowe drzwi boksu.  
– Kurwa, Frozi! – krzyknął Maks, który nie ruszył jednak za dziewczyną, tylko podbiegł do "pożaru” i zaczął zadeptywać płomień, z którego już od czasu odpalenia zaczął ulatniać się czarny, śmierdzący dym.
– No chodź, zostaw to! – natychmiast zjawiła się koło niego Daria i mocno szarpnęła go za rękę, chichocząc.
Widząc, że płomień jest oporny i zdając sobie sprawę, że nie ma już ani chwili, usłuchał i pobiegł za dziewczyną. Ugasił tylko trochę, palące się na odzieży procenty nie dały się tak łatwo poskromić, a nawet, jakby to zrobił, to przecież kurtka i tak byłaby przypalona i czarna jak smoła, więc na pewno już nie do odratowania.
Wbiegli na półpiętro i tu, ku swojemu wielkiemu pechowi, zderzyli się z szatniarką.  
– Czemu tak biegacie? Co wy w ogóle tu robicie i co tak śmierdzi? – zapytała od razu, zaniepokojona i wzburzona, lecz nastolatkowie mieli w tej chwili chyba więcej szczęścia, niż rozumu, bo właśnie na całą szkołę rozległ się alarm przeciwpożarowy.
– Uciekajcie przed szkołę – nakazała kobieta i szybkim, zdenerwowanym krokiem ruszyła do szatni.
Daria już nie chichotała, a rżała, wlekąc się w półskłonie za znajomymi.
– I czego rżysz? Aleś narobiła, zobaczysz, będzie lipa! – wkurzył się Maks.
Szatynka spojrzała na Klarę – była przerażona, a na taką przynajmniej w tej chwili wyglądała.
– Wyluzuj – rozradowana Daria objęła koleżankę, gdy już przekroczyli próg budynku.  
Klara nie odezwała się słowem. Była wyraźnie zszokowana tym, co zrobiła znajoma, do tego też bardzo zdziwiona, że miała odwagę. Teraz już wiedziała, że Daria nie należy do grzecznych, potulnych dziewczynek i poczuła się nieco bezpieczniej wiedząc, że chyba ją lubi, mimo to nadal bała się zemsty, przecież nie będzie jej przy niej cały czas.
Daria dzielnie kroczyła i wciąż obejmowała dziewczynę, chcąc dodać jej chyba otuchy, i dopiero, gdy po drodze wywaliła pusty pojemnik po Nivea do kosza i gdy już stanęły na placu przed wejściem, uwolniła koleżankę.
– Frozi, kurwa, no nie mogę ci darować – wyszeptał Maks. – Ja wszystko zrozumiem, ale zjaranie łacha w środku szkoły to już przegięcie, nie uważasz? Do tego zrobionego z jakiegoś gówna, bo taki dym i smród nie ulatnia się z porządnego materiału – delikatnie się uśmiechnął.
– A skąd ja mogłam wiedzieć, że pustak ubiera się w tablicę Mendelejewa? Przecież to wielka pani. Robi z siebie modnisię, katana za niemałą kasę, więc skąd, kurwa, mogłam wiedzieć, że będzie jarać się jak stara opona – cieszyła się szatynka, a na samą myśl, jak poczuje się Nina, gdy się o tym dowie, czuła się ogromnie uszczęśliwiona i usatysfakcjonowana.
Klara zachichotała, wypowiedź Darii była dość zabawna.

Na placu z wolna zaczął gromadzić się tłum i po chwili nastolatkowie zobaczyli swoją klasę, a wśród nich oczywiście Wiki, idącą razem z Niną. Daria, gapiąc się demonicznie na "przyjaciółeczki", pociągnęła palcem po szyi i w tej chwili, sądząc po wyrazie ich twarzy, wezbrała w nich olbrzymia złość, dziewczyny odebrały to pewnie jako fakt, że szatynka już wszystko wie. Natychmiast, jak jeden mąż obcięły Klarę tak nieprzychylnym spojrzeniem, że gdyby mogły, zamroziłyby nim pewnie połowę piekła.  
Daria dobrze wiedziała, co robi, celowo je podpuściła, aby zobaczyć, jak się zachowają i jak zachowa się Klara, czy się wystraszy. Z miejsca spojrzała na "nową”, chcąc zobaczyć jej reakcję, i się nie pomyliła. Uśmiech w okamgnieniu zniknął z jej twarzy, aby jego miejsce mogły pojawić się strach i niepewność, które to szatynka natychmiast prawidłowo zinterpretowała.
– Nic się nie stało, tak? Nic ci nie zrobiły? – znów zaatakowała koleżankę, wystawiając przed nią twarz i patrząc prościutko w jej niebieskie, błyszczące już w tej chwili oczy.
– Nie – mruknęła Klara.
– Dobra, zobaczymy! – fuknęła Daria, lecz musiała zamilknąć, gdyż zauważyła, że w ich stronę podąża właśnie Grzegorz Mielec, wysoki i dobrze zbudowany nauczyciel geografii.
Natychmiast zaczęła szukać racjonalnej wymówki, robiąc to dopóty, dopóki facet nie zatrzymał się naprzeciwko.
– Dzień dobry. Czy mógłbym wiedzieć, gdzie państwo byli, jak państwa nie było? – zapytał z dezaprobatą, lecz jak zawsze humorystycznie i z uśmiechem.
Mężczyzna był przemiłym i bardzo lubianym nauczycielem.
– Przepraszamy, musieliśmy coś załatwić. To moja wina, dziewczyny nie miały z tym nic wspólnego, tylko mi pomogły – wyskoczył niespodziewanie Maks i Daria od razu się wkurzyła, chciała sama  pogadać z mężczyzną.
Zdziwił ją również wyskok chłopaka, w życiu nie spodziewałaby się, że weźmie to wszystko na siebie. W okamgnieniu przypomniała sobie sto dwadzieścia złotych i poczuła się jak kompletna idiotka, było jej cholernie głupio.
– Maks, czy ty zaczynasz schodzić na złą drogę? – kontynuował nauczyciel, przelotnie patrząc to na Darię, to znowu na nastolatka, Klarze się upiekło.
– W życiu, panie profesorze, po prostu miałem sprawę i potrzebowałem rady kobiet. Ja się nie znam na takich sprawach, rozumie pan… – odparł luźno chłopak, który wyszczerzył się tak szeroko, że wyglądał w tej chwili jak internetowy emotikon.  
– I to nie mogło poczekać do końca lekcji, tak? Przykro mi, ale musiałem wstawić wam nieobecność.
– Ale panie profesorze, przecież jeszcze nie było dzwonka, a jak pan widzi, jesteśmy obecni – wtrąciła Daria, strzelając w faceta podobnym do kumpla uśmiechem, musiała przecież wsadzić tu swoje pięć groszy,  
Nauczyciel nie zdążył odnieść się do jej mądrości, bo właśnie rozległa się syrena straży.  
– Nigdzie nie odchodźcie – nakazał i oddalił się od uczniów, aby po chwili stanąć na schodkach szkoły, obok osoby "modnisia”.
Straż już przybyła, z wozu wysiadło trzech mężczyzn, którzy szybko przemknęli przez tłum i za moment schowali się w budynku, w towarzystwie dyrektora.
– O kurwa, jestem bardzo ciekawa, co powiedzą?! – roześmiała się ponownie Daria. – Ciekawe, czy mają maski? Przecież tam pewnie ostro wali paloną gumą, do tego zmieszaną z zapachem tej suki, który pod wpływem ciepła na pewno dał piorunujący efekt. Pękną im oczy! – rżała jak wariatka i znów objęła Klarę, perfidnie patrząc w oczy Wiktorii i nie myśląc o tym, że może narobić blondynce tylko i wyłącznie jeszcze większych problemów.
Mina Wiki była w tej chwili bezcenna.
– Klara, wyluzuj już – Daria ponownie zwróciła się do zagubionej dziewczyny. – Czego byś nie mówiła, jak i tak wiem, jaki był powód waszej nieobecności, rozumiesz? I przestań się zawieszać, nic ci się nie stanie, obiecuję – nawijała, wzmacniając uścisk.
Nie rozkręciła się, niestety, w rozmowie, bo właśnie w tej chwili otworzyły się drzwi szkoły i wyszedł z nich strażak, niosąc na jakimś śmiesznym badylu zjaraną prawie na popiół kurtkę Niny. Daria zawyła tak dziko, zgiąwszy się w pół, że wszyscy uczniowie, jak jeden mąż, natychmiast skierowali na nią wzrok.
Stała i rechotała, jak nienormalna, nijak nie mogąc się opanować, w końcu jednak, nadal stojąc w półzgięciu spojrzała wprost na Ninę – jej mina była przerażająca. Wyglądała, jakby miała zaraz wybuchnąć, a w oczach pojawiły się widoczne jak na dłoni łzy. Była wściekła.

1 493 czyt.
91%111
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 2419 słów i 14026 znaków, zaktualizowała 27 lis 2017

Komentarze (1)

 
  • Fanka

    Fanka 27 lis 2017

    Widzę,że dopisuję wena   
    Ładnie napisane wszystko   
    Świetne!  
    Tylko jedno pytanie : Czemu tak długo musiałam czekać ?