Niepokorna cz. 62

Niepokorna cz. 62Natalia poszła do salonu, lecz Daria nie mając ochoty siedzieć z rodziną, postanowiła coś napisać. Włączyła muzykę, otworzyła Worda i oparła brodę na dłoni. Miała pewien pomysł, lecz nie dała rady zacząć. Dotąd pisała jedynie krótkie, dość smutne wątki, teraz jednak postanowiła stworzyć coś dłuższego i może wrzucić do internetu. Otworzyła pocztę i oniemiała.

      Szanowna Pani Dario.
      Bardzo poruszyło nas Pani opowiadanie pod tytułem: „Krok do serca”, który wysłała nam Pani miesiąc temu i chcielibyśmy opublikować je w następnym numerze. Licząc i ufając, że historia jest prawdziwa, nagradzamy Panią kwotą stu pięćdziesięciu złotych. Proszę podać numer konta bankowego lub w przypadku nieposiadania takowego, napisać nam imię i nazwisko oraz dokładny adres korespondencyjny, wtedy pieniądze wyślemy pocztą

      Dziękujemy i pozdrawiamy serdecznie.
      Redakcja „Ścieżek Życia”.



      Ale jaja! – Zakrzyknęła w duchu dziewczyna, nie wierząc, że to się dzieje. Nie sądziła, że opowieść o pewnej Katarzynie i bezdomnym mężczyźnie, który w rzeczywistości okazał się bogaczem, sprzeda się. Rzecz polegała na tym, że facet przesiadujący pod blokiem kobiety nie był tylko bezdomnym i milionerem, ale również cichym wielbicielem, wysyłającym jej kwiaty i różne drobiazgi. Katarzyna, gdy spotykała go siedzącego brudnego i smutnego na ławeczce, w przeciwieństwie do większości przechodniów zawsze mówiła mu dobre słowo, dawała parę groszy, a nawet pozwalała mu się u siebie wykąpać i zjeść. Mężczyzna tak polubił Katarzynę za jej dobroć, że postanowił zbliżyć się do kobiety. Chciał zostać jej przyjacielem, a w przyszłości może nawet kimś więcej. Koleżanki nie pochwalały jej zachowania, twierdząc, że to niebezpieczne, kobieta się jednak tym nie przejmowała. Gdy prawda wyszła w końcu na jaw, Grzegorz wynagrodził Katarzynę za jej ciepłe serce kwotą dziesięciu tysięcy złotych i niedługo potem zostali małżeństwem. Kobieta nie była jedyną osobą obdarowaną przez mężczyznę, byli też inni ludzie, którzy wyciągnęli rękę do biedaka i którzy również otrzymali okrągłą sumkę. Grzegorz wyjaśnił Katarzynie, dlaczego tak postąpił. Kiedyś także był bezdomny, lecz los się do niego uśmiechnął i rozkręcił interes, który do dziś przynosi mu ogromne zyski. Wiedząc, jak traktuje się ludzi spoza granic społecznych i jak ciężki jest ich los, postanowił zrobić mały eksperyment i sprawdzić, ilu jest ludzi dobrej woli. Nie wydał dużo, osób otwartych i chętnych do pomocy nie było zbyt wielu.
Daria nie mogła uwierzyć, że redakcja dała się nabrać na te bzdury i że dostanie kasę. Dziwne rzeczy dzieją się na świecie. – Pomyślała, ciesząc się jak dziecko.

      Poniedziałek. Ulice Chicago – zatłoczone, głośne, niebezpieczne. Patrick jak co dzień przemierzał Michigan Avenue, wypatrując ofiary. Wypełnione o tej godzinie chodniki i autobusy idealnie nadawały się na zarobienie paru groszy. Drobny, żyjący z dnia na dzień kieszonkowiec nie wiedział, że dzisiejsza kradzież zmieni wszystko…
      Jak zawsze wsiadł do najbardziej zatłoczonego pojazdu.  
      – O, przepraszam – zwrócił się do pasażera, na którego wpadł, gdy autobus agresywnie zahamował tuż przed kolejnym przystankiem.
      – Nie szkodzi – burknął elegancik w garniturze.
      Patrick czym prędzej czmychnął z pojazdu i schował się za budynkiem.
      – Cholera – syknął, wyciągając z brązowego portfela dwadzieścia dwa dolary i kilka drobniaków.  
      Nieźle, koleś, nie popisałeś się. Pewnie ten garniturek to też dobrze skrojona podróbka – pomyślał niezadowolony. Widząc wystrojonego jegomościa, liczył na większy zarobek.

      ***

      Dobra, czas do domu. – Stwierdził, sprawdzając któryś już dziś z kolei portfel. Drobne, numer ubezpieczenia, wizytówka weterynarza, papierek po cukierku – Patrick się uśmiechnął – i jakieś śmieci. Zajrzał w drugą przegródkę – była pusta, w trzeciej jednak znalazł zdjęcie. Zobaczył uśmiechniętą brunetkę pozującą w objęciu z inną, nieco młodszą dziewczyną. Patrząc na twarz nieznajomej nagle poczuł się bardzo nieswojo. Uroda dziewczyny miała w sobie coś tak dziwnego i przyciągającego, że Patrick nie potrafił oderwać od niej wzroku. Stał i gapił się na fotografię, a im dłużej to robił, tym bardziej zaczęły dopadać go wyrzuty sumienia. Nie rozumiał, co się dzieje, nigdy wcześniej mu się to nie przydarzyło.


      Boże, co za gniot. – Pomyślała skwaszona Daria i skasowała wszystko. Fabuła niby się zgadzała, nie tak jednak wyobrażała sobie efekt końcowy. Zamknęła komputer i z sercem na ramieniu zaczęła nakładać buty. Bardzo chciała zapalić.  
      – A ty dokąd? – Zawisła nad nią matka.
      – Do sklepu.
      – Tak? A masz pieniądze?
      – Mam.
      – Taaak? Ciekawe, skąd? Masz nigdzie nie iść – fuknęła kobieta.
      – Zaraz wracam, nie? Natalia, chodź ze mną! – krzyknęła Daria, mając nadzieję, że to pomoże.
      Blondynka pojawiła się po chwili i zdezorientowana, również nałożyła adidasy.
      – Jeśli wyjdziesz, możesz nie wracać – warknęła matka i sobie poszła. Widocznie nie miała ochoty i cierpliwości na kłótnie.
      Spierdalaj.


      – Grabisz sobie, tak raczej nie wywalczysz wyjścia na imprę – rzekła Natalia, gdy już opuściły mieszkanie.
      – Dobra, weź… – burknęła szatynka, starając się trzymać nerwy na wodzy.
      Zapaliła na szybkiego i wróciła z siostrą domu. Rodzice się nie odzywali, co było jej bardzo na rękę. Zamknęła się w pokoju i walnęła na wznak na łóżku. Postanowiła ponownie zadzwonić do Klary, lecz dziewczyna nie odbierała. Daria zaczęła poważnie martwić się o koleżankę, mając nadzieję, że jej milczenie spowodowane jest natrętnymi telefonami, nie kłopotami w domu.
      Z nudów przysnęła. Spała tak mocno, że ledwie usłyszała dźwięk telefonu. Nie miała ochoty odbierać, lecz upór dzwoniącego by tak denerwujący, że w końcu chwyciła komórkę w dłoń.
      Siema. Śpisz tam? I co, dodzwoniłaś się? – zapytał Maks.
      – Tak, śpię. I nie, nie dodzwoniłam się. Obudziłeś mnie – fuknęła cierpko Daria.
      Przeżyjesz. Też dzwoniłem, ale nie odbiera. Szkoda, chciałem zaprosić ją na jutro – poinformował kumpel.
      – I tak by nie przyszła.
      Przyszłaby, już ja bym zagadał. I co, pytałaś starych?
      – Jeszcze nie, ale ciotka ma zagadać. Powiem ci jutro albo napiszę na fejsie. Szkoda mi konta z telefonu. – Daria wyszczerzyła zęby. – Czarno widzę, ale jak coś, to ucieknę. Damy radę.
    Dobra, to ja kończę. I jak skontaktujesz się z Klarą, bierz ją ze sobą. A jak będzie się stawiać, zadzwonisz do mnie i dasz mi ją do telefonu. Nara.
      Rozmowa się urwała. Rozbudzona dziewczyna zgłodniała, poszła więc do kuchni po coś na ząb. W mieszkaniu było cicho, Daria nie usłyszała, kiedy rodzina wyszła z domu. I dobrze. – Pomyślała, dziwiąc się jednocześnie, dlaczego jej nie obudzili. Kurwa, wycieczka w niepełnym składzie, to dopiero foch. – Zaśmiała się w duchu z zachowania matki. Bo to na pewno ona grała tu pierwsze skrzypce.
      Zjadła w spokoju, zapaliła i włączyła telewizor. Dochodziła dziewiąta wieczorem, a rodziny nie widać. Wiedziała, że są na zakupach, dlatego nie zawracała sobie tym głowy. Miała dwieście złotych i było jej z tym całkiem dobrze.


      Nie ma mowy! – usłyszała z salonu. Chwyciła telefon – pięć po dziesiątej rano. Zdziwiła się, nigdy nie spała tak długo.
      Ciotka nadal przekonywała matkę, lecz ta była nieustępliwa. Daria wiedziała, że tak będzie i teraz pozostało jej już tylko kombinować, jak uciec przed siedemnastą.
      Daria, wstawaj, śniadanie! – Doszedł ją wkurzony głos rodzicielki.
      Umyła się naprędce i naburmuszona, wtargnęła do salonu. Mina ciotki poświadczyła niepowodzenie, co jeszcze bardziej rozdrażniło dziewczynę. Nie miała apetytu, nalała więc tylko kawy.
      – Chyba nie myślałaś, że ciocia pomoże ci wyjść na imprezę – wyjechała pani Jagoda.
      Wal się. – Odparła bezgłośnie nastolatka.
      – Ogólnie masz zakaz wyjścia, dopóki nie poprawisz ocen – dodała matka.
      Daria miała już na końcu języka wybuch agresji werbalnej, powstrzymała się jednak. Wiedziała, że kobieta zdania nie zmieni, ale przecież cuda się zdarzają.
      – Pojedziemy na zakupy? – zapytała chrzestna.
      – O której? – bąknęła szatynka; przecież impreza o szóstej.
      – Nie wiem, możemy po śniadaniu.
      – Wszystko mi jedno.
      W nosie miała zakupy, teraz liczył się tylko Neptun i zabawa do rana. Ciotka nie ustępowała, dlatego też godzinę później już przemierzały sklepowe półki. Na nic zdały się tłumaczenia kobiety, że próbowała przekonać matkę, Daria czuła się jak zbity pies. Kupiła białą bluzę, ciemne bojówki moro i białe adidasy; ciotka nie żałowała pieniędzy. To nie poprawiło dziewczynie nastroju, im bliżej momentu ucieczki było, tym bardziej się stresowała. Dzwoniła też w międzyczasie do Klary, lecz wciąż nie osiągnęła sukcesu. Głowa znowu zaczęła ją boleć od myślenia i kombinowania, i tym razem dziewczyna wzięła tabletkę. Gdy dochodziła czwarta po południu, Daria chwyciła nowe ciuchy i schowała się w łazience. Błyskawicznie wykonała toaletę i z miną boksera gotowego do walki, wtargnęła do salonu.
      – Jeszcze nie ubrana? – zapytała jak gdyby nigdy nic, gapiąc się na Natalię.
      – Nie rozumiem? – miauknęła blondynka.
      – Gdzie się wybierasz? – Matka w mig stanęła przed Darią.
      – Wychodzę. I nie próbuj mnie zatrzymać – odparła nastolatka, czując, jak serce przemieszcza jej się do żołądka.
      – Jagoda, puść ją ten jeden raz. Przecież i tak ucieknie, a to raczej nie ma sensu… chyba, że ją zamkniesz. Ona poprawi oceny, już ja o to zadbam. A szlaban dostanie od jutra – wtrąciła ciotka, uśmiechając się sugestywnie.
      – Ciociu, to osiemnastka, stan wyjątkowy – poparła prośbę Natalia.
       – A róbcie sobie, co chcecie. Ale wiedzcie, że ja zdania nie zmieniam – rzuciła surowo matka i wyszła.
      – Dzięki! – Daria rzuciła się ciotce na szyję.
      Natalia oczywiście zaczęła się buntować w kwestii towarzyszenia siostrze, aczkolwiek po namowach ubrała się w końcu i zaraz była gotowa do wyjścia.
      – O dwunastej masz być w domu! – poinformowała zza drzwi sypialni pani Jagoda, lecz Daria miała ją w głębokim poważaniu.
      

      Było jeszcze wcześnie, dlatego Daria – gdy już ofukała Natalię za prowokowanie podejrzeń –  ruszyła na przystanek po drugiej stronie osiedla. Gdy mijały blok Klary, dziewczyna zadzwoniła jeszcze raz. Niemal nie upadła, kiedy usłyszała ciche „halo”.
     – Klara, ty dupku, dlaczego nie odbierasz? – Wesoło rzuciła w słuchawkę, chcąc, aby Klara się nie denerwowała.
      Nie mogłam  
      – Jestem pod twoim blokiem, wyjdź – poprosiła szatynka.
      Po co? – Klara wpadła w popłoch.
      – Zejdź, na chwilę, na pięć minut – nalegała Daria.
      Dobra, poczekaj.
      – Namawiaj ją, ja sama nie dam rady. Ona jest trochę… nieśmiała. – Daria spojrzała na Natalię.  
      – Do czego?  
      – Żeby z nami pojechała.
      Klara pojawiła się po chwili, sądząc po jej minie – pełna obaw.  
      – Ogarnij się trochę i jedziesz z nami na urodziny Maksa. Albo co tam, ładnie wyglądasz, więc możemy już iść na autobus – rzuciła na jednym tchu szatynka, biorąc Klarę pod ramię.
      – Co? – Blondynka się wyszarpnęła. – Jakie urodziny?
      – No chodź, Maks cię zaprasza. Wczoraj nie odbierałaś, w szkole cię nie było, więc nie miał jak  
osobiście.
      – Ale ja nigdzie nie jadę – syknęła Klara.
      – Poczekaj, dobra? – poprosiła Daria i wybrała numer chłopaka.  
      – Trzymaj. – Podała Klarze telefon.
      – Nie chcę. – Dziewczyna zrobiła kilka kroków w tył.
      – Gadaj, mówię, mam mało na koncie! – nakazała groźnie Daria.
      Klara, pchnięta tonem koleżanki, niepewnie wzięła komórkę.
      – Ale ja nie mogę – bąknęła po chwili.
      Maks mówił coś przez dłuższy czas, nie dając Klarze dojść do słowa. Dziewczyna usilnie próbowała cokolwiek wtrącić, lecz chłopak był bardzo zawzięty.
      – Ale… sama nie wiem. Raczej nie, dziś naprawdę nie mogę, poza tym nie wypada przychodzić z pustymi rękami – mruknęła Klara.  
      Daria szeroko się uśmiechnęła, wiedziała już, jak zakończy się ta rozmowa. Maks powiedział coś jeszcze i szatynka otrzymała telefon.
      Dobra, załatwione. To czekam.
      Daria była bardzo zadowolona z tego, jak to wszystko rozegrała. Widziała lęk i miliony pytań w oczach Klary, lecz wiedziała, że z czasem się to zmieni i koleżanka będzie się dobrze bawić. A przynajmniej miała taką nadzieję.
      – Co ci powiedział? – zapytała.
      – Nic takiego, tylko żebym przyszła, bo będzie mu przykro – odparła Klara.
      – Tak? Tyle czasu nawijał i tylko tyle powiedział? Ale to nic, ja i tak się dowiem. – Zachichotała szatynka. – To co, jedziemy?
      – Ale ja muszę iść się przebrać – oznajmiła Klara.  
      – A wrócisz?  
      – Tak, dajcie mi pięć minut.
      – Na pewno?  
      –  Tak.
      –  Dobra, leć. Ale pamiętaj! jak mnie wystawisz… – zagroziła uśmiechnięta Daria, wystawiając palec.
      – Nie wystawię, zaraz wracam – zadeklarowała dziewczyna i zniknęła w budynku.
      Daria miała wrażenie, że koleżanka coś kombinuje, ale postanowiła jej zaufać i nie pchać się z nią na klatkę. To nie byłoby fair, no i mogło sprawić, że Klara zmieni zdanie.


      – Wyglądasz, jakbyś szła do sądu na sprawę za głowę. Wyluzuj, oni nie gryzą. – Daria objęła koleżankę, gdy zbliżały się do lokalu. – Maks będzie fazował, jak cię zobaczy. Założę się, że myślał, że jednak nie przyjdziesz, a tu proszę. Rozluźnij zwieracze, pożremy dobrych rzeczy, najebiemy się w trupa i będziemy hasać, pląsać i rozrabiać. Zobaczysz, maleńka, wypijesz pół litra to obudzi się w tobie demon melanżu. Popatrz no tylko na Nati. Zero skrupułów – czysta żywa chodząca impreza – dowcipkowała szatynka, szturchając siostrę w ramię.
      Klara niemrawo się uśmiechnęła.  
      – Jesteśmy za wcześnie – stwierdziła.  
      – To nic. Tylko pół godziny, a muza, jak słyszysz, już bębni. Nie kombinuj, już tu jesteś – rzekła Daria i aby dodać dziewczynie otuchy, chwyciła ją za rękę.
      Lokal był pusty, przy barze siedział tylko Maks z bratem i jakimś kolegą.
      – No, są laski! – wrzasnął, podnosząc tyłek. – Jesteście za wcześnie, do osiemnastej proszę poczekać przed wejściem! – Zaśmiał się.  – Dobra, siadajcie i napicie się czegoś, a ja chwilę pogadam z Frozi.  
      – Potem. – Sprzeciwiła się szatynka, dyskretnie wskazując głową Klarę. – Daj mi coś mocnego, głowa mnie boli.
      Po kilku minutach zaopatrzeni w morze alkoholu i przekąski zmienili miejsce pobytu z baru na stolik. Ludzie zaczęli się schodzić i Maks co chwila znikał. Daria widząc, że Natalia zaczęła dogadywać się z Klarą i dziewczyna powoli się otwiera, postanowiła pogadać z chłopakiem.
      – Proszę bardzo. Sam sobie coś kupisz, ja nie jestem dobra w prezentach – rzekła Daria, wręczając kumplowi sto złotych.
      – Zatrzymaj. Krucho u ciebie z kasą, a mi nie zależy na prezentach, tylko na twojej obecności – odparł Maks.
      – Nie denerwuj, dobra? – warknęła Daria i wcisnęła banknot w kieszeń przyjaciela.
      – Ok, ok, nie bij. – Zaśmiał się chłopak. – Dzięki, dołożę do nowego modelu. Jak Klara?
      – Napięta jak guma w przyciasnych gaciach. Ale to się zmieni, daj mi tylko trochę czasu. Co jej powiedziałeś? Ona należy raczej do tych upartych, co to nawet kijem nie zagonisz – ironizowała Daria.
      – Wszystko byś chciała wiedzieć.
      – Gadaj!
      – No co? Żeby przyszła, że fajni ludzie i takie tam, że Kuba prosi i inne takie pierdoły. Że będzie Ulka, która też liczy na jej obecność, i to ją prawdopodobnie przekonało. Chyba się polubiły.
      – No, kochana Urszulka, lek na wszystko. – Zachichotała Daria. – Brawo ty, choć nadal nie wierzę, że się udało.
      – Ma się ten urok i wdzięk. I styl! – Maks szeroko wyszczerzył zęby. – Wracajmy.  


      Dochodziła dziesiąta wieczorem i impreza nabrała rozmachu. Ula usiadła z nimi, aby pić bez umiaru i paplać z Klarą bez opamiętania. Blondynka po kilku drinkach również się rozluźniła, Darii udało się nawet zaciągnąć ją na parkiet. Im więcej piły, tym bardziej chciało się im tańczyć, szaleństwu nie było końca.
      – Nie poznaję pani, proszę pani, ale bardzo mi się to podoba! Alkohol to świetny wynalazek, prawda?! – wydarła się ze śmiechem szatynka, ciągając Klarę za ręce to w lewo, to w prawo. Dziewczyny rozkręciły się na amen, w końcu jednak postanowiły odpocząć i wróciły do stolika. Nie posiedziały długo, po kilku chwilach Daria z głośnym: moja piosenka! ponownie zerwała się miejsca. Wbiegła na parkiet, lecz nagle przystanęła i mocno zacisnęła powieki, przyciskając palce do skroni. Ból pojawił się niespodziewanie, dziewczyna miała wrażenie, że jej głowa zaraz wybuchnie. Prawie po omacku przebrnęła przez tańczących i oparła się o ścianę, widząc, jak wszystko kręci się dookoła.
      Daria, co ci jest? – Obok natychmiast pojawiła się Klara.
      – Nic, chyba za szybko wstałam. Pójdę się przewietrzyć – wypaplała nastolatka i postawiła krok…


      Frozi. – Usłyszała niewyraźne echo.
      Zobaczyła rozmazaną sylwetkę, aby po chwili dojrzeć twarz Maksa.  
      – Napij się. – Chłopak podał jej wodę, pomagając dziewczynie usiąść.  
      – Zemdlałam? – wycharczała Daria, nadal czując w głowie dziwny ciężar.
      – Jadłaś dziś coś – zapytał Maks.
      Przytaknęła w milczeniu.  
      – Nieprawda, zjadła dopiero tutaj – oznajmiła Natalia.  
      – Pytał cię ktoś? – warknęła Daria, powoli dochodząc do siebie.
      – Oj, Frozi, chlasz na głodnego… Brak mi słów na ciebie – zbeształ sucho Maks. – Chodź, przewietrzysz się i zaraz zjesz coś na ciepło.
      Chłopak pomógł koleżance wstać i wyprowadził ją z lokalu. Daria od razu wsadziła papierosa w usta.
      – Miałaś się wietrzyć – stwierdził wesoło Maks.
      – Odbąbluj się, co? – syknęła Daria. Czuła się już prawie dobrze i nie miała ochoty na umoralnianie.
      – Odbąbluj się? Chyba jednak jeszcze nie czujesz się dobrze – dowcipkował chłopak.
      – Czuję się bardzo dobrze. Spalę i idziemy, wódka się grzeje.
      Maks tylko westchnął.

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 3228 słów i 18843 znaków, zaktualizowała 13 gru 2021.

1 komentarz

 
  • Gaba

    I nareszcie!
    Ale nudne... Tylko dobrze i dobrze.  
    A poważnie? Pięknie budujesz swoje opowiadania!  
    Gratuluję 🌹

  • agnes1709

    @Gaba Dzięki. A babol nie wychodzi, ni groma. Nie wiem, co jest, nie dam rady napisać wierszyka :sad: Przysiadałam trzy razy i nic z tego, chyba mam jakąś blokadę. A może babol nierymowany? Taki w stylu tfurcuf? Już kiedyś był, ale usunęłam, głupia :D