Niepokorna cz. 13

Niepokorna cz. 13

– Cześć. Bartek – przybysz powitał Darię, podając jej dłoń.
Uścisnęła ją, próbując za uśmiechem ukryć swój niemały szok. Wciąż dyskretnie przyglądała się chłopakowi, weryfikując, czy jest absolutnie pewna co do słuszności swoich spostrzeżeń i po chwili doszła do wniosku, że tak – była pewna. Zdziwiła się, że koleś zachowuje się zupełnie naturalnie, wnioskowała więc, że albo jej nie poznał, albo tylko dobrze gra. Z drugiej strony jednak widziała go zaledwie dwa, może trzy razy, stojącego przy bloku z osiedlową recydywą, gdy sama w tym czasie siedziała ze znajomymi na ławce, kilkadziesiąt metrów dalej, dlatego też dopuściła do siebie możliwość, że mógł jej nie skojarzyć.
Maks był niesamowicie podobny do brata, więc już za pierwszym razem, gdy tylko zobaczyła Bartka pod swoim blokiem, natychmiast zwrócił on jej uwagę. Pierwsze skojarzenie było jednoznaczne – dziewczyna miała wrażenie, że widzi starszą wersję kolegi, tylko że w zupełnie innym wydaniu. Nieznajomy był całkowitym przeciwieństwem brata, co ewidentnie pokazał, dzielnie wtórując osiedlowym gangsterom w drwieniu i obrażaniu przechodniów, śmieceniu, głośnemu przeklinaniu i jawnym piciem wódki i paleniem trawy, ogólnie… zachowywał się bardzo nieprzyzwoicie.
Absolutnie nie zainteresowały jej popisy chłopaka, gdyż w tym kręgu to standard, a tylko i wyłącznie jego uroda. Jak tylko go dostrzegła, z miejsca zaczęła zadawać sobie pytanie, czy to możliwe, aby był spokrewniony z jej kumplem, która to kwestia natychmiast wywoływała całkiem sprzeczne ze sobą ewentualności. Obserwując chłopaka coraz bardziej wahała się między "tak” i "nie”, tłumacząc sobie, że to pewnie tylko dziwny zbieg okoliczności, choć im dłużej się zastanawiała, tym bardziej skłaniała się uznać swoje przypuszczenia za prawdę.
Lecz nie tylko to zastanowiło wtedy Darię, postawiła sobie również drugie pytanie, a mianowicie: że jeśli faktycznie, jeśli był bratem Maksa, to jakim cudem, do cholery, trafił on do go grona znanych na całą okolicę chuliganów. On, chłopak z bogatego, dobrego domu i banda zdemoralizowanych oprychów – przecież to zupełna przepaść w statusach społecznych i co powinno za tym iść – charakterach i sposobie bycia. Oczywiście sama również znała ową grupkę, raz nawet miała "zaszczyt” kupić od nich amfetaminę (do tej pory nie wierząc, jak jej się to udało), gdy usilnie próbowała nauczyć się tej nieszczęsnej matematyki, ale nawet ona, mimo swojego butnego charakteru nie miałaby raczej odwagi, aby zbratać się z nimi na dłuższą metę. Doskonale wiedziała, jakie numery odstawiają i co potrafią, dlatego była w pełni świadoma, że można być z nimi w jak najlepszych stosunkach, ale i tak, w razie pojawienia jakichkolwiek nieporozumień, nieźle wyłapać.

– Junior, skoczysz po piwo? – zapytał Maks, wyciągając portfel z tylnej kieszeni.
– Jasne. Ile chcesz?
– A bo ja wiem? Frozi? – spojrzał na dziewczynę, chwilowo odrywając ją od gapienia się na Bartka i snucia wszelkich domysłów.
Podziękowała mu w duchu za wyrwanie z tej myślowej otchłani, uznając, że nie jest to dobry moment na rozpracowywanie brata przyjaciela, przecież, jeżeli tylko zechce, będzie miała na to mnóstwo czasu.  
– Co, "Frozi” – uśmiechnęła się. – Dlaczego zawsze mnie pytasz?
– A kogo mam pytać? Jesteś moim gościem.
– Ok, więc myślę, że wypiję… dziesięć! – zadrwiła, rozweselona.
Bartek parsknął wesoło i wyciągnął w kierunku nastolatki paczkę LM-ów. Poczęstowała się, rozżarzyła i od razu poczuła się lepiej, w końcu nie paliła już dość długo.
– Ok – odrzekł spokojnie Maks, wręczając bratu sto złotych. – Kup dwadzieścia, chcę zobaczyć, jak bohaterka zalicza dychę – uśmiechnął się.
– Ja żartowałam – zachichotała Daria.
– A ja nie.
– Diana! – krzyknął Bartek i po chwili wyszedł w towarzystwie psa, śmiejąc się pod nosem.
– Frozi, chodź na zewnątrz, jak stara wyczuje fajki, zaraz będzie stękać i przypieprzać się do Juniora, że jara w chacie – poprosił Maks, otwierając drzwi i już na powietrzu także zapalił papierosa. – Coś się tak na niego zapatrzyła? Podoba ci się – stwierdził, szczerząc się od ucha do ucha.
– Żarty – warknęła Daria.  
Zdążyło już przejść jej przez myśl, czy nie uświadomić Maksa, że może nie ma pojęcia, lecz po krótkiej, wewnętrznej walce doszła do wniosku, że chyba jednak nie powinna się wtrącać, że jak coś, to może ewentualnie kiedyś...
– Zrobić jeszcze? – zapytał Maks, który ekspresowo wypalił papierosa.
– A bo ja wiem? Zaraz namieszam i będzie komedia, po wczorajszym do tej pory mam kaca... Albo zrób – zadecydowała w końcu, wrzuciła peta do stojącej na patio popielniczki i weszła za chłopakiem do domu. – Maksi, te meble są naprawdę są odjechane, podjebałeś je z planu filmu science-fiction? Scenograf nie będzie zadowolony – zaczepiała chłopaka, luźno siadając na swoim krześle.
Maks serdecznym śmiechem skomentował jej odpowiedź, zapełniając szklanki.
– Podoba ci się – powtórzył, nie patrząc na koleżankę.
– Spadaj. Owszem, jest przystojny, ale tylko przystojny, nie ma tego wkurzającego czegoś, co masz ty – odparowała kąśliwie, lecz szczerze Daria.  
Fakt, Bratek był facetem, na którym na pewno niejedna zawiesiłaby oko, lecz nie miał czegoś, co miał Maks, a mianowicie tego ciepłego i charyzmatycznego, wzbudzającego bezgraniczne zaufanie i sympatię uśmiechu, do którego Daria od zawsze miała sentyment i przez który to tak szybko polubiła chłopaka.  
– Frozi, a możesz mi powiedzieć, dlaczego my nadal tu siedzimy? Czemu mnie nie opierdalasz? – drwił wesoło chłopak. – Idziemy do mnie – wymownie spojrzał na dziewczynę, zapraszając ją do pójścia za nim.
Ruszyli tą samą trasą, którą szło się do piesków i kilka sekund później Maks otworzył jedyne, znajdujące się na końcu korytarza po lewej drzwi.
Pomalowany na blady, jasnopomarańczowy kolor pokój nie wyróżniał się niczym szczególnym, poza jednym – nie było w nim ani krzty luksusu, wyglądał naj najzwyklejszy azyl najzwyklejszego nastolatka. W środku było dość sporo przestrzeni, gdyż z lewej stało jedynie biurko i niewielki, biały regalik; na wprost wejścia oparte o przeciwległą, sąsiadującą z oknem ścianę łóżko, nad którym wisiała podłużna półka z książkami, a po prawej swoje miejsce znalazła mała, czarna szafka z telewizorem, wieżą i dvd.
– Fajny kolor, pomarańczowy. Mało kto ma odwagę pomalować na taki, więc szacun, koleś. Bardzo ładnie wygląda – pochwaliła Daria i nagle jej wzrok przykuło coś innego, a mianowicie ogromny, sięgający niemal metra, plastikowy model Queen Mery, wdzięcznie stojący na niewielkiej komodzie, w szczelinie między łóżkiem a prawą ścianą.
Od razu dopadła do statku, oglądając go i dotykając z niemałym błyskiem w oku.
– Świetny. Sam go zrobiłeś? – zapytała, gdyż po wejściu do sypialni zauważyła też porozwalane na biurku, różnorodne elementy innego modelu i kawałek sklejonego już auta.
– Lubię to – odparł chłopak.
– A czy to nie jest trochę… dziecinne? – zapytała, lecz zaraz połapała, jak głupio palnęła.  
– Dziecinne? – wzburzył się Maks. – Kupię ci taki najłatwiejszy, w sklepie z zabawkami, ok? Zobaczymy, jak sobie poradzisz i czy wtedy stwierdzisz dziecinność tego zajęcia.
– Dobra, dobra, nie histeryzuj – zachichotała nastolatka, rozbawiona obruszeniem kolegi. – A to? – zaciekawiona dziewczyna szybko zmieniła miejsce pobytu z okolic łóżka na biurko.
Zawisła nad meblem i zaczęła przebierać między mniejszymi i większymi, srebrnymi elementami.
– Kurwa, Frozi, pogub mi części, to złoję ci tyłek – warknął Maks, wydając się być bardzo przejętym.
– Wyluzuj, nie zjem ich – Daria głośno się zaśmiała, jego oburzenie robiło się coraz zabawniejsze.  
Definitywny strach chłopaka wywołał u dziewczyny nie lada wesołość, tym bardziej, że zachowywał się w tej chwili, jakby leżała tam sterta złota, a nie banalne kawałki zwykłego plastiku.
– W porządku, śmiej się, ale zgub choć jeden, zobaczymy, jak wtedy będzie ci do śmiechu – warczał wkurzony blondyn.
– Dobra, mały, nie spinaj się. Już… idę… Zadowolony? – fuknęła Daria, którą już rozdrażnił fakt, że chłopak traktuje ją jak mającą dwie lewe ręce, nierozgarniętą małolatę.
Odeszła od biurka i zła, usiadła na łóżku, popijając swojego drinka.
– Frozi, no wybacz, ale taki model nie kosztuje dziesięciu złotych, a elementy naprawdę łatwo pogubić. Kiedyś już Diana jeden mi zjadła. Wydałem ponad stówę, a ten pacan, Junior, zostawił otwarte drzwi i jak wróciłem z budy, wszystko wyglądało jak przeżuta i wypluta guma. Szczerze się wtedy wkurwiłem – wyjaśnił Maks, któremu zrobiło się trochę głupio, że tak potraktował koleżankę, do tego speszyła go jej dość chłodna wypowiedź.
Rozległo się pukanie.
– Właź.
Pierwsza wbiegła suczka, dopadając do nastolatki, a za nią Bartek z plecakiem i dużym pudełkiem.
– Nie wiem, bracie, czy jaja sobie robiłeś, ale wziąłem dwadzieścia – rzekł wesoło, z ukosa przyglądając się Darii. – Zapłaciłem – dodał, stawiając na biurku kwadratowe opakowanie, z którego zaraz wyjął dwa kawałki. – Chodź na chwilę, pogadamy.
– Frozi, wcinaj – rzekł Maks i ruszył z bratem do wyjścia.
– Miłej zabawy – Bartek na odchodne uśmiechnął do dziewczyny, po czym wyjął z plecaka puszkowego Lecha i obaj panowie zniknęli za drzwiami.
Daria chwyciła kawałek pizzy, podeszła do wieży i włączyła radio. Rozbrzmiało RMF, za którym dziewczyna nie przepadała, zaczęła więc klikać, szukając Voxa, lecz nie było go w pamięci urządzenia. Zupełnie nie przejmując się, że nie jest u siebie, szybko wyłapała stację i zapisała pod numerem sześć. Leciało akurat disco polo, więc dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem domyślając się, jaka będzie reakcja przyjaciela, gdy wróci do pokoju.
Nagle drzwi lekko się uchyliły i Maks wsadził głowę w szczelinę.
– Frozi, chcesz zajarać? – zapytał, szeroko wygiąwszy usta.
Spojrzała na niego, zdumiona, lecz po chwili wyszła z sypialni, przeżuwając ostatni kęs. Już po przestąpieniu progu uderzył w nią potężny zapach trawy, a przed nosem pojawiła się trzymająca skręta ręka Bartka.
– Tak tu? – zadziwiła się. – Wali na cały korytarz.
– Luz. Póki starsi wrócą, dziesięć razy jeszcze zapykam i wywietrzę – odparł starszy z chłopaków.
Daria bez skrupułów wzięła trawę, pociągnęła cztery razy i podała Maksowi, w tym czasie Bartek już zdążył ulotnić się na górę.
– Nie chcę, nie przepadam – oświadczył Maks.
– Kurde, masz zapalić! – nakazała bezkompromisowo Daria. – Trzeba było powiedzieć, zanim zajarałam – wkurzyła się.
– Przygaś, będziesz miała na potem, zapalisz sobie wieczorkiem – chłopak zareagował bardzo spokojnie.
– Oooo nie, mój panie, nie będę fazować sama! Masz zapalić, chociaż dwie chmury! – nie ustępowała, zabawnie marszcząc brwi.
Maks wziął jointa i zaciągnął się trzy razy, lecz zrobił to chyba tylko dla świętego spokoju.
– Nooo, to rozumiem – na twarz Darii w okamgnieniu powrócił szeroki jak banan uśmiech.
– Dobra, piękna, to co? Piwo, czy dalej wódkę? – zapytał blondyn, któremu już zaczęły wyginać się usta, specyfik, jak na zwykłą marihuanę, działał zadziwiająco szybko. – Kur… włączyłaś disco polo?! – dopiero załapał, przystawiając ucho do drzwi.
Nastolatka zarżała jak głupia, jej także powoli zaczęła udzielać się radość.  
– Frozi, pytałem o coś – szturchnął ją, zaciskając usta i usilnie próbując zachować powagę.
– Piwo – wychichotała.
Skręt sam przygasł w dłoni nastolatki.
– Gdzie mogę go położyć? – zapytała, gdy wrócili do pokoju.  
– Obojętnie – usłyszała, położyła więc peta obok telewizora i zaraz otrzymała zimną puszkę.
Chłopak ruszył w kierunku wieży, lecz szybko go zatrzymała, rozkładając na boki obie ręce.
– Nie wyłączaj, Vox jest ok.
– Kurwa, disco polo! – protestował chłopak, patrząc na kumpelę błyszczącymi radością oczyma.
– Nieprawda, leci w nim różna muza, do tego sporo starych kawałków. Nie wyłączaj – prosiła, otwierając browar.
Ustąpił i usiadł na łóżku, ale nie posiedział długo, ponieważ, Daria usłyszawszy w radiu kolejny, bardzo skoczny utwór disco polo, wzięła szybkiego łyka, odstawiła puszkę, dopadła do chłopaka i pociągnęła go za rękę.
– Zatańczmy! – krzyknęła entuzjastycznie i zaraz wyciągnęła go na środek pokoju.
Natychmiast objęła go za plecy, chwytając jego drugą rękę i przyjąwszy taneczną pozę, zaczęła kręcić się wkoło, zmuszając przyjaciela do wtórowania jej w tych dziwacznych ruchach.
– No co jest?! Ruszasz się jak stary dziad. Takie fajne ziółko, a ty zamulasz – drwiła rozanielona, machając ręką chłopaka w górę i w dół, i wyginając się przy tym na wszystkie strony. – No dawaj! – wysoko uniosła dłoń kolegi i zaczęła kręcić się pod nią wokół własnej osi.  
Maks śmiał się na całego, lecz nadal nie wykazywał zbytniego zainteresowania tą szopką, w końcu Daria się zdenerwowała.
– A idź w dupę, nie umiesz się bawić! Sama będę tańczyć! – warknęła oburzona, odepchnęła chłopaka i zaczęła wirować po całym pokoju, obracając się dookoła.
Sunęła tak od ściany do ściany, po czym przystanęła, łyknąwszy prawie pół puszki piwa i za chwilę wznowiła swoje wariacje. Teraz przyszedł czas na balet, złożyła więc ręce nad głową i na paluszkach zaczęła przemieszczać się po pomieszczeniu, kręcąc się wkoło, chodząc w przód, w tył, oraz bokiem. Pochłonięta do cna zabawą wykonywała także piruety, pochylała się, prostując w tył nogę i rozkładając ręce; biegała w kółko, delikatnie unosząc kolana; imitowała rozkładanie skrzydeł, zataczała rękoma ogromne koła i wykonywała masę innych, komicznych figur, wyglądając w tej chwili bardzo zjawiskowo.  
Maks już pokładał się ze śmiechu, stojąc oparty o regał. Dziewczyna powyginała się jeszcze chwilę, w końcu się zatrzymała i pochyliwszy się do przodu, także uderzyła głośnym śmiechem, rozradowana swoimi wyczynami.  
– Nieźle cię wygięło – spostrzegł rozbawiony chłopak.  
Dziewczyna po chwili się wyprostowała i oparła szafkę, oddychając ciężko. Włosy kompletnie jej się roztrzepały, a twarz zrobiła się cała czerwona, co jeszcze bardziej rozweseliło chłopaka. Ponownie sięgnęła po puszkę i w mig osuszyła jej zawartość, wywołując niemałe zaskoczenie u Maksa.
– Szybka jesteś – oświadczył.
– Suszy po zielsku, no i tańczyłam, nie to, co ty, zamulaku. – pyskowała.  
– Tańczyłam… – zadrwił zaczepnie chłopak, uśmiechając się wymownie.  
– Gówno wiesz – zripostowała, uniosła rękę, wykonując kolejny obrót, po czym znienacka podbiegła do chłopaka i z głośnym: "orientuj się” wskoczyła na niego, zaplatając na nim ręce i nogi.
Złapał ją, przytrzymując za pośladki, zupełnie zaskoczony. Po chwili jednak puścił dziewczynę, lecz ona nadal wisiała na nim jak koala.
– Kurde, Frozi, pogrzało cię? – fuknął. – A gdybym nie zdążył? Leżałabyś jak długa na ziemi – burczał, lecz uśmiech już wrócił na jego oblicze.
– Musiałam sprawdzić, czy jesteś prawdziwym mężczyzną i czy masz refleks, bo w tańcu nie wykazujesz zbytniego zaangażowania – dowcipkowała, uwolniając przyjaciela. – Pusto – podniosła puszkę.
Maks zajrzał do plecaka, ale piwa w nim nie było.
– Zaniósł do lodówki, albo do piwnicy. Zaraz przyniosę – oznajmił i wyszedł.
Zasapana jeszcze odrobinę Daria chwyciła kolejny kawałek pizzy i usiadła na kanapie, aby trochę ochłonąć. Trawa targała nią już na wszystkie strony, wywołując nieopanowaną chęć zrobienia z siebie jeszcze większej idiotki i niesamowicie poprawiając jej humor.
– Wziąłem cztery. Po ziółku raczej szybko wypijemy, więc nie powinno się nagrzać – rzekł Maks, podając puszkę przyjaciółce, po czym także wziął porcję placka i usiadł obok. – Frozi, pomożesz mi napisać to pojebane wypracowanie? – zapytał, przeżuwając. – Ja w życiu tego nie zrobię.
Spojrzała na niego, zaskoczona, nadal szczerząc zęby, za nic nie mogła w tej chwili okiełznać niesfornie wyginających się ust.  
– Pomóc ci nie pomogę, no bo jak? Będę dyktować ci zdania? Ale mogę ci napisać, jeśli chcesz.
– Bosko! – Maks głośno klasnął w dłonie, jego też narkotyk już mocno chwycił w swoje szpony.  
– Ale nie zatańczyłeś ze mną, więc nie wiem, czy zasłużyłeś – Daria znowu wstała, za nic nie mogąc usiedzieć w miejscu.
– Zatańczymy na mojej osiemnastce. Aaaa, no właśnie, impreza! – chłopak jakby się obudził i także zaraz wstał. – Urodziny mam w przyszły wtorek i nie wiem, czy w tą sobotę, czy w następną – pytająco spojrzał na dziewczynę.
– W tą – odparła Daria, w duchu szykując się już na melanż.  
– Też tak myślałem, w końcu coraz bliżej do matury, trzeba by chyba trochę pozakuwać.
– Tak, kurwa, pozakuwać – warknęła Daria. – Ja na pewno wykuję matmę, to bardziej, niż pewne! Setka na egzaminie, jak nic, będą pokazywać mój arkusz w wiadomościach! – ironizowała, do głębi zbolała swoją obecną wiedzą na temat owego przedmiotu.
– Spoko, pomogę ci.  
– Tak? Tu sam papież nie pomoże, człowieku. Wierzysz w cuda, czy masz jakiś nadprzyrodzony dar, który pozwoli ci wbić tą farsę do mojego tępego pustaka?  
– Damy radę. Będę cię kotłował do tej pory, aż zrozumiesz.
– Ale Maks, jak się tego nigdy nie nauczę, rozumiesz? Brałam już korki, i to u trzech różnych lasek, mój braciszek cioteczny, który studiuje matmę też próbował, brałam nawet amfę, bo myślałam, że mi pomoże, i co? I lipa, mam blokadę i koniec. Chuj, będę miała średnie bez matury… o ile wcześniej nie nakopię komuś do dumy i nie wywalą mnie ze szkoły.
– Nie mów hop – rzekł spokojnie Maks. – Zjedzmy, bo i tak już ostygła – wziął całe pudło, które postawił na łóżku i zaraz wsadził do buzi prawie pół porcji, zapychając nią całe usta. Zachowywał się nie lepiej, niż przed chwilą Daria, której głodnej, jak wilk, nie trzeba było dwa razy powtarzać, żeby szybko poszła w ślady kumpla…

1 417 czyt.
94%183
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 3278 słów i 19031 znaków, zaktualizowała 22 sty 2018

Komentarze (3)

 
  • aKubek

    aKubek 26 sty 2018

    Się rozpędziłaś  widzę

  • zabka815

    zabka815 23 sty 2018

    Hehehe dobra część   Czekam na kolejną  

  • AnonimS

    AnonimS 23 sty 2018

    Dalej trzymasz klimat i poziom. Poza tym potrafisz przedstawić tzw. trudną młodzież w taki sposób że się lubi tych Twoich głównych bohaterów mimo że nie są to aniołki . Taka Daria socjologicznie to  element nadający się do "poprawczaka"  a mimo to budzi sympatię.