Niepokorna cz. 1

Niepokorna cz. 1Nasypała granulatu, zalała i po upiciu odrobiny, zajrzała do lodówki. Stała w uchylonych drzwiach, gapiąc się na jej zawartość i jak co dzień, rozpoczęła się walka z niezdecydowaniem: wziąć kanapkę, czy nie? I tak pewnie nie zjem, nanoszę się tylko – stwierdziła po chwili i dała chłodziarce spokój. Zegarek – 07:25. Wiedząc, że matka nie wtargnie już do kuchni, tym bardziej, że wybiera się do pracy, na spokojnie już zasiadła przy kawie i zaczęła obmyślać plan dzisiejszej "randki”.  A jeśli nie będzie chciał pójść? – dotknęły ją wątpliwości. On chyba nie pije, chociaż…? Wczoraj, zdaje mi się, pił browar, choć pewna nie jestem. A z resztą, wyjdzie w praniu! Kurde, ale o czym z nim gadać? Uczę się z nim trzeci rok, a nie mam pojęcia. Jak to możliwe? No i Kuba, jak oni się rozstaną? Kurwa, papużki – nierozłączki – złośliwie wygięła usta. A może oni…? – to w owej sekundzie wydało się bardzo prawdopodobne. Nieee – po chwili jednak pomachała przecząco głową rozbawiona faktem, że jak w ogóle mogła tak pomyśleć.    
      – Daria, spóźnisz się do szkoły! – wystraszyła ją matka, stając w progu z gniewną miną.
       Znów sprawdziła godzinę – 07:29.
      – Dobra, już idę – mruknęła, dopiła płyn i zdecydowanym ruchem podniosła tyłek. Wkroczyła do sypialni i tu dopadł ją kolejny dylemat – biała, szara czy czarna bluza? Nie miała już jednak czasu na marudzenie, narzuciła więc szarą, poprawiła sterczący niesfornie kaptur i zarzuciła na ramię czarny plecak. Na szybkiego sprawdziła szufladę, choć sama nie wiedziała, po co, ostatnie pieniądze wydała przecież wczoraj. Zajrzała jeszcze do dwóch par leżących w szafie spodni i ku jej wielkiemu zadowoleniu, znalazła w nich powalającą sumę trzech złotych i czterdziestu ośmiu groszy. Dobre i to – pomyślała. Kurwa, sto dwadzieścia złotych, byłoby na kilka dni – wściekła się, chowając bilon do kieszeni; postanowienie dotyczące zwrotu pieniędzy odeszło w zapomnienie. Żal ze straty dość sporej sumy zagłuszyła w tym momencie wszelkie morale. Poza tym jak miałaby oddać, co miałaby powiedzieć? "Sorry, wyjęłam z twojego portfela, ale oddaję, bo mi głupio?" Przecież to jakieś jaja!  
      – DARIA! – ponaglała kobieta, czekając na nią w przedpokoju.
      – Już idę! Poprawiła plecak i po chwili obie wyszły z bloku. Od razu pożałowała, że nałożyła bluzę, było dość ciepło. Początek marca, a tu chyba ze dwadzieścia pięć stopni, co to ma być? – zdziwiła się, wkurzona. Na powrót do domu nie było już czasu, zdjęła więc ciuch, przewiązała w pasie i ruszyła za kobietą, której wóz stał zaparkowany kilka metrów dalej.  
      – Mamo, oddaj mi kasę – postanowiła walczyć.
      – Jak to oddaj? Kradzione pieniądze? – zniesmaczyła się rodzicielka.
      – Mamo, no jak to kradzione? Myślisz, że gdybym je ukradła, trzymałabym na żywca w spodniach? A nawet, jakbym ukradła, to komu oddasz? Na pewno bym się przyznała do kradzieży, dołączając do tego wszystkie dane osobowy frajera, którego oskubałam, prawda? – fuknęła podminowana dziewczyna.
      – Idź już, spóźnisz się – kobieta kompletnie zignorowała córkę, co jeszcze bardziej ją wkurzyło.
      – Mamo, daj mi jakiś pieniądze – poprosiła, zniżając ton.
      – Po co ci? Na piwo?
      – Nie, muszę oddać. Pożyczyłam.
      – Więc jak umiesz pożyczyć to znajdź sposób, aby oddać.
      – Mamo!
      Kobieta westchnęła ciężko, lecz dała córce dziesięć złotych.
      – Dzięki – mruknęła gnuśnie dziewczyna i po chwili zła jak osa klapnęła na ławeczce nowiutkiego przystanku, który już zdążył zostać "ochrzczony” czarnym markerem. Komórka – 07:42. Kurwa, spóźnię się i znowu będą jęki. I jeszcze wychowawcza! – skrzywiła się, do cna przepełniona pozytywnym nastawieniem do wszystkiego i wszystkich. Ponownie sprawdziła godzinę, a po niej rozkład – transport dopiero za pięć minut. Zawsze jeździła tym o 07:40, lecz dziś przecież przeszkodziła jej matka.  
      A pieprzę to!  

      W autobusie humor poprawił jej się jeszcze bardziej. Masa ludzi, ścisk i duchota jak w piekle, gdyż malutkie okienka nie przepuszczały ani krzty powietrza, poza tym połowa z nich była zamknięta. Kac zebrał na sile, do tego zaczęła pobolewać ją głowa. Wkurzyła się, po przebudzeniu pamiętała jeszcze, aby w razie czego wziąć ze sobą tabletkę, zapomniała jednak. I to oczywiście także wina matki, która zawróciła jej dupę od samego rana.  I jeszcze kupuje bilet? – pomyślała o bezsensownych, jej zdaniem, poczynaniach kobiety. Osiem dych, i za co? Ale przetłumaczysz? – warczała w myślach, próbując jakoś przetrwać panujący w tej metalowej puszcze zaduch.  
      Do znajdującego się dokładnie naprzeciw szkoły przystanku dojechała dokładnie za dwanaście ósma, kierowca choć raz nie spał za kierownicą. Nad wyraz szczęśliwa wysiadła, oddychając z ulgą i od razu usłyszała:
      – Frooozi!
      "Frozi” – pseudonim pochodzący od nazwiska, nadany dziewczynie przez kolegę z klasy przyjął się w trybie natychmiastowym i tak samo też szybko spodobał się Darii.
      Odwróciła się – dostrzegła Wiktorię, kumpelę z ławki i jakiegoś wysokiego, nieznajomego bruneta. Po chwili stali już obok siebie.
      – Cześć. Jak się czujesz? – zapytała natychmiast nieco wyższa od Darii, ciemnowłosa dziewczyna. Także nie wyglądała dziś zbyt kwitnąco.
      – Źle! – warknęła szatynka, lecz szybko się poprawiła, prezentując uśmiech od ucha do ucha. – Masz fajki? Szlag mnie zaraz trafi!
      Dostała niebieskiego L’M-a, którego bezzwłocznie odpaliła.
      – Zbychu, mój braciszek – brunetka wskazała chłopaka. – Koniecznie chciał zobaczyć naszą budę, czego kompletnie nie rozumiem.
      – Daria – dziewczyna uścisnęła mu dłoń, szczerząc się jak najęta, widok przyjaciółki wyraźnie poprawił jej humor.  Spojrzała na telefon – 07:51.  – Dobra, spadamy, już za dziesięć – rzekła i ruszyła w stronę budynku. – W tej szkole nie ma nic ciekawego do zwiedzania – uświadomiła idącego obok nieznajomego.    
      – Nie zamierzałem zwiedzać, odprowadziłem ją tylko – chłopak wskazał Wiktorię.
      Zatrzymali się przed bramą.
      – To jak już będziesz wolna, zadzwoń – Zbyszek zwrócił się do siostry. – Miło było poznać – posłał Darii szeroki uśmiech i znienacka biegiem ruszył przed siebie, aby po chwili zrównał się z nim jadący autobus. – PRZYJEDŹCIE RAZEM! – krzyknął jeszcze, po czym wskoczył na schodki i zniknął gdzieś we wnętrzu pojazdu.
      – To twój brat? – zapytała szatynka. – Pierwszy raz go widzę.
      – Przyjechał z ciotką z Krakowa. Jutro spadają. Która godzina?  
      – Za siedem.
      – Dobra, ruchy, choć Cybulska pewnie jak zwykle się spóźni – rzekła Wiki i obie jak jeden mąż przyśpieszyły kroku.
      – No tak, poniedziałek – skrzywiła się Daria, widząc pod klasą nie dwadzieścia pięć, a piętnaście osób i nie zauważając wśród nich Maksa. Rozejrzała się wkoło, lecz chłopaka nigdzie nie było. – A to co? – targnięta zawodem wskazała głową stojącą pod salą ławeczkę. Siedziała na niej ładna, szczupła, niska blondynka, dziewczyna nieznana przyjaciółkom. Ewidentnie nie była uczennicą tegoż liceum.  
       – Ona do nas? Pod koniec roku? – kontynuowała zdziwiona nastolatka, lecz Wiki tylko rozłożyła ręce. – Maks dziś nie przyjdzie? – zapytała obojętnie Daria, lecz rozczarowanie było bardzo słyszalne.
      – Nie wiem. A po co ci Maks?
      – Idę z nim na piwo?
      – Cooo?! – kumpela rozdziawiła gębę.
      – To, co słyszysz! – burknęła szatynka. Czuła się coraz gorzej, dochodząc w tej chwili do wniosku, że chyba niepotrzebnie wypiła tą kawę.
      – Ty jednak nie możesz chlać, bo masz na kaca bardzo dziwne objawy – podsumowała Wiki. – Masz! – dodała, usłyszawszy nagle dochodzący zza rogu głośny śmiech. Odgłosy były coraz wyraźniejsze, aby po chwili ich właściciele mogli pojawić się w zasięgu wzroku dziewczyn i stanąć obok reszty uczniów. Widać było, że kumple są dziś zdrowi. Maks nie pił dużo, Kuby natomiast nie było na tej imprezie.
      I nagle Daria głośno zarechotała, gdyż za plecami chłopaków pojawiła się postać Niny i jej sobowtóra, Luizy, dopieszczonych z każdej możliwej strony, zarozumiałych klasowych "modelek”. Daria nienawidziła obu, ich często zbyt przesadne stroje i makijaż powodowały, że koleżanki wyglądały wręcz jak lalki ze sklepu, które właśnie ożyły i postanowiły powłóczyć się po mieście, robiąc z siebie pośmiewisko.  Zdaniem Darii wyglądały komicznie, były jednak zbyt ślepe, aby zwrócić uwagę na fakt, że w mniemaniu niektórych uczniów uchodzą za idiotki. Kręciło się przy nich sporo facetów, dlatego też prawdopodobnie wychodziły z założenia, że tak jest dobrze.    
      – Patrz. Kukły spierdoliły z półek i do szkoły im się zachciało – rżała coraz intensywniej Daria, opierając się o ścianę. Ten przykry dla niej widok sprawiał, że za nic w świecie nie mogła powstrzymać radości. – Nie ciężko jej nosić tyle tapety? Nadwyręży sobie i tak krzywą już gębę – ironizowała z pełną sympatią, strzelając w Ninę pełnym uroku spojrzeniem. W tej chwili spokojnie mogłaby pozować na psychopatę, bohatera krwawego filmu.  Po chwili się jednak uspokoiła i ponownie zerknęła na nieznajomą – dziewczyna siedziała wyraźnie zestresowana, nerwowo bawiąc się rączką od plecaka. Wydawała się być nieco dziwna. Ubrana niezbyt wyszukanie, w ciemnogranatowe jeansy i czarny, tani, lecz bardzo ładny, przewiewny sweter nastolatka nie patrzyła na nikogo, jej wzrok utkwił gdzieś między jej dłońmi, a podłogą. Zniszczona, gubiąca gdzieniegdzie nitki torba i będące w podobnym stanie, czarne, rynkowe adidasy wyraźnie wskazywały, że dziewczyna nie ma lekko. Lecz dano jej życiową rekompensatę, jej piękna, gładka twarz i bezsprzecznie przykuwające wzrok, krystalicznie czyste, błękitne oczy natychmiast odwracały uwagę od stroju.  
      – Dzień dobry. Zapraszam do klasy – obserwację przerwała wysoka jak sosna i chuda jak patyk wychowawczyni klasy Joanna Cybulska, nauczycielka języka polskiego.
      Daria widząc, że Nina jak zwykle pchnie się jak pierwsza, odpychając tym samym chamsko biedną, przestraszona "nową”, niemalże skoczyła w stronę drzwi i zablokowała jej przejście.
      – Przesuń się – warknęła wyższa od niej prawie o głowę, farbowana blond lala.
      – Spierdalaj – uśmiechnęła się nastolatka i iście wolnym, złośliwym krokiem spokojnie weszła do środka.
      – Co za plebs – fuknęła Nina, lecz po Darii spłynęło to, jak po kaczce.
      Gdy uczniowie kręcili się jeszcze po klasie, załatwiając ostatnie "sprawy” i przymierzając się do zajęcia miejsc, Daria podeszła do Maksa i oparła dłonie o ławkę.
      – Cześć – szeroki uśmiech wypłynął na jej twarz. – Jak po melanżu?
      – Cześć. Luz.
      – Co robisz po lekcjach? – wyjechała bez zbędnych ogródek.
      – Nie wiem. W jakim celu to pytanie?
      – Może skoczymy na browar? – wyszczerzyła zęby, nachylając się nisko i niemal stykając z twarzą ciemnego blondyna.
        Mina, jaką zrobił w tej chwili siedzący obok Kuba była dość oryginalna.
      – Na piwo? – zdziwił się chłopak, nie spodziewając się zupełnie takiej propozycji, zwłaszcza od niej.
      – Tak, na piwo. To taki napój zawierający zazwyczaj około pięciu lub sześciu procent alkoholu i rozlewany najczęściej do brązowych butelek – uśmiech się poszerzył.
      – Ja bym nie ryzykował – szturchnął kumpla Jakub, śmiejąc się.
      W jego słowach nie było jednak ani grama złośliwości, raczej rozbawienie i przejaw nie okazywanej nigdy publicznie sympatii do dziewczyny.
      – Daria, usiądź proszę! – wtrąciła głośno nauczycielka.
      – Już… – odparła szatynka, nie spojrzawszy nawet na kobietę.
      – Nie wiem. Na razie czekam na telefon od kumpla, ale dam ci znać później, ok ? – odpowiedział chłopak, odwzajemniając uśmiech.
      – To świetnie…
      – Daria, czy możesz już usiąść?! – zagrzmiała zniecierpliwiona Cybulska, patrząc spod byka na rozradowaną dziewczynę.
      – Już, pani profesor, przepraszam – nastolatka się wyprostowała. – Nie zawiedź mnie, koleś – rzuciła jeszcze wesoło do Maksa, po czym ruszyła w stronę stojącej przy oknie, ostatniej ławki. Już chciała siadać.  
      – Daria! – zatrzymała ją nagle nauczycielka. – Usiądź tam – wskazała uczennicy puste miejsce w środkowym rzędzie, na samym końcu.
       – Dlaczego? – skwasiła się dziewczyna, tym bardziej, że ławkę przed nią siedziała jej najlepsza kumpela Nina i jej podróbka.
      – Bo ja tak mówię. Usiądź już, proszę cię! – ponaglała rozgniewana już kobieta.
      Daria spojrzała na Wiki, lecz ta tylko wzruszyła ramionami. Dziewczyna powiesiła bluzę, klapnęła na krześle i spojrzała na stojącą obok Cybulskiej, nową dziewczynę. Ta wydawała się być jeszcze bardziej zdenerwowana, zwłaszcza, że Daria właśnie położyła plecak obok jej torby.
      – To jest Klara Wilk i zostanie z nami do końca roku. Mam nadzieję, że przyjmiecie ją ciepło! – oznajmiła kobieta z palącym wręcz w ucho ostrzeżeniem w wypowiadanej kwestii.
      Nina natychmiast się roześmiała, próbując stłumić odgłos, co wywołało jeszcze większe zażenowanie i strach na twarzy zagubionej nieznajomej. Daria natychmiast mocno kopnęła w krzesło, wykrzywiając usta w grymasie zniesmaczenia.  
      – Spieprzaj! – syknęła blond cizia, nie odwracając się.
      – Nina! – zagrzmiała Cybulska. Nie musiała nic więcej dodawać.
      – Możesz usiąść – nauczycielka uśmiechnęła się do Klary, która wolnym krokiem skierowała się do ławki i niepewnie usiadła obok szatynki, chwytając natychmiast swój plecak.

3 168 czyt.
93%143
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 2394 słów i 14116 znaków, zaktualizowała 5 sie 2018.

3 komentarze

 
  • kaszmir

    kaszmir · 16 godz. temu

    Panuje jakieś głupie przyzwyczajenie i to w każdym obszarze, że ktoś nowy jest intruzem i nie ma prawa tutaj bytować. Pewne grupy tworzą zamkniętą konserwę i potrafią być zbyt brutalni na kogoś z zewnątrz. Czy w tym wypadku tak będzie?  

    Ciekawie malujesz życie szkoły, moja była inna ale problemy też w ten deseń. Inne czasy i inne marzenia.
    Bardzo fajne dialogi i porządne pauzy dialogowe. Przejrzystość i dobry warsztat.  
      
    Miłego dnia

  • Malawasaczka03

    Malawasaczka03 · 20 lip 2017

    Zapowiada się zajebiście!

  • Majla

    Majla · 20 lip 2017

    No ciekawie, ciekawie!