Niepokorna cz. 4

Niepokorna cz. 4– Panno Mróz, miała pani nie opuszczać terenu szkoły – usłyszała gniewny głos. Odwróciła się – stał przed nią dyrektor, operując surową miną. Marihuana mocniej dała o sobie znać, ten facet był ostatnią osobą, którą chciałaby w tej chwili spotkać. Miała tylko nadzieję, że nie zacznie przesłuchania, a co najważniejsze – nie zorientuje się, że paliła.
– Nie opuszczałam, byłam przed wejściem – mruknęła, usiłując stłumić narkotyczny śmiech, który mimo lęku przed wpadką, złośliwie próbował wydostać się z jej ust.
– Gdzie twoja koleżanka?
– Nie wiem, chyba w toalecie – bąkała przez zęby, siląc się na powagę i unikając jego wzroku, nie była pewna, czy kropelki już działają.
– Zaraz dzwonek, wracaj pod klasę – nakazał mężczyzna, lecz tym razem już nie tak ciepło, wręcz przeciwnie – był zimny, jak głaz.
– Wedle rozkazu, panie dyrektorze – odparła Daria, której potrzeba pokazania: "co to nie ja” znacznie przewyższała autorytet przecinającego ją surowym spojrzeniem pedagoga. Facet westchnął głośno i zostawił nastolatkę w korytarzu. Dziewczyna poczekała, aż zniknie i udała się do łazienki.
– Klara – od progu wywołała "nową”, lecz nikt nie odpowiedział.
W środku znajdowało się pięć kabin, ale tylko jedna z nich była zamknięta, więc to do niej po chwili zapukała dziewczyna.
– Piękna, wyłaź! – nakazała sucho.
– Idź stąd, zaraz wyjdę – usłyszała niepewny głos koleżanki.
– Co się stało? Co tam robisz? – drążyła Daria, absolutnie nie zamierzając opuścić toalety.
– A co mogę robić? Nie wiesz, co się robi w kiblu?! – warknęła blondynka.  
Zaskoczona szorstkością "nowej” Daria szeroko wygięła usta, choć ani trochę nie uwierzyła w jej słowa. Widząc jednak, że dziewczyna chce zostać sama, uszanowała jej decyzję i powiadamiając, że będzie na pierwszym piętrze, pod siódemką, sprawdziła jeszcze w lustrze stan swoich oczu i opuściła pomieszczenie.  
Kamień spadł jej z serca – lek działał, jak powinien, więc z lekką jak piórko duszą ruszyła do punktu docelowego, czyli sali matematycznej, rozglądając się na boki. Nie chciała znowu wpaść na dyrektora, lub któregoś nauczycieli, oni na pewno zepsuliby ten jakże miły stan, w którym obecnie się znajduje.
Gdy doszła do schodów, akurat rozległ się dzwonek i tłum zniecierpliwionych nastolatków wylał się na korytarz, w dużym pośpiechu rozłażąc się na wszystkie strony. Daria nie czekała na swoją grupę, tylko ruszyła na górę. Nie doszła jednak daleko, gdyż nagle na schodach pojawił się zbiegający jak wariat z góry chłopak, wpadł na nią i mocno ją odepchnąwszy, powalił się z nią na ziemię.
– Kur… uważaj, dobrze?! – wrzasnęła, wkurzona, łapiąc się za bolące ramię, którym nieźle przywaliła w poręcz.
– Sorry, śpieszę się, nie zauważyłem cię – odparł bez cienia skruchy i podając rękę dziewczynie, silnym szarpnięciem podniósł ją do pionu.
– Człowieku, masz coś z głową?! Chcesz mi połamać drugą rękę?! – zagrzmiała.
– Wybacz, czasem nie mam wyczucia. Masz u mnie piwko – rzucił z wesołą arogancją i szybko zbiegł na dół.
– Kretyn… – warknęła niezbyt dyskretnie dziewczyna, podążając wzrokiem za nierozgarniętym biegaczem.
– Słyszałem! – krzyknął radośnie chłopak, lecz zanim Daria zdążyła posłać za nim kolejną wiązankę niemiłych określeń, koleś przebiegł przez korytarz i zniknął za drzwiami szkoły.
Westchnęła, przewróciwszy z rezygnacją oczami i uważając już na to, co ma przed sobą, wolnym krokiem weszła na piętro. Z oddali dojrzała przepychających się na przeciwległych schodach uczniów, zachowujących się niczym walczący w metrze tłum: "kto pierwszy, ten lepszy”. Szczerze nie rozumiała takiego zachowania, czyżby tak bardzo śpieszyło im się na lekcje? Po chwili pojawiła się także i jej dobra koleżanka, wywołując niesmak u nastolatki. "Królewna”, jak to zwykle ona, kroczyła z gracją samym środkiem, Daria do tej pory nie mogła zrozumieć, jakim cudem nie znalazł się jeszcze ktoś, kto w końcu zepchnąłby z tych schodów jej plastikowe, panoszące się cielsko. Nagle wyobraziła sobie, jak osobiście popycha Ninę, która traci równowagę i z hukiem stacza się w dół, po czym wstaje i przepełniona zażenowaniem posyła w kierunku dziewczyny różnorakie przekleństwa i groźby, pałając gniewem.
Uśmiechnęła się pod nosem, rzuciła plecak pod oznaczonymi numerem "7” drzwiami i klapnęła przy ścianie, krzyżując przed sobą wyprostowane nogi. Wkoło przewijało się dość sporo osób, które z wyraźnym niezadowoleniem omijały wyciągnięte kończyny dziewczyny, lecz nikt się nie odezwał. Siedziała i zerkając w kierunku, z którego przyszła, cierpliwie czekała na Klarę i jej zeznania, w końcu usłyszała nad głową:
– Możesz się tak nie rozkładać?!  
Głos był kąśliwy i bardzo pewny siebie. Spojrzała w górę – stała przed nią Dominika, wyższa o pół głowy, ciemnowłosa dziewczyna z równoległej klasy, równie nieokrzesana, jak ona sama. Świadczył o tym także jej ubiór – czarna skóra i ciężkie buty – strój ewidentnie nadający się do paradowania po szkole.
– Nie mogę – odparła Daria, wykazując zupełną obojętność.
Brunetka nie prosiła dłużej, tylko poirytowana sprzeciwem, lekko kopnęła kostkę szatynki, wyraźnie dając jej do zrozumienia, że ma zabrać nogi.  
– Zrób to jeszcze raz! – fuknęła Daria.
– Święta prawda – totalny plebs – burknęła Dominika i ponownie szturchając butem osiemnastolatkę, ruszyła w stronę schodów.  
Tym razem zaczepka poskutkowała. Daria zerwała się na równe nogi i migiem podskoczyła do dziewczyny.
– Kurwa, szukasz wrażeń?! – zagrzmiała, agresywnie popychając brunetkę, która nieznacznie podbiegła do przodu, o mało się przy tym nie przewracając.
Zirytowana Dominika odwróciła zamaszyście się i bez chwili zastanowienia trzasnęła Darię z pięści. Machnęło nią w bok i od razu złapała się za twarz. Po chwili spojrzała na dłoń –  
pojawiła się na niej czerwień. Rozejrzała się wkoło i z miejsca ogarnęło ją zażenowanie – pół szkoły stało i gapiło się na nią i jej rozwalony nos. Targnięta irytacją i wściekłością natychmiast rzuciła się na rywalkę i chwytając ją za włosy, wykręciła w dół jej głowę. Dominika jednak nie zamierzała się poddać i wywinąwszy się w jakiś niewytłumaczalny sposób, złapała Darię w podobnym uchwycie, dzięki czemu obie stały teraz w półskłonie, oddychając głośno. Uczniowie zaczęli głośno wiwatować.
– Kurwa, puszczaj mnie, szmato! – zagrzmiała szatynka, która mimo odczuwanego bólu, nie zamierzała ustąpić.  
– Pierdol się – fuknęła Dominika, również niezbyt skora do kapitulacji.  
Daria złapała nadgarstki przeciwniczki, próbując się wyswobodzić, podobnie Dominika i za chwilę, opętane dziką zawziętością, zaczęły się szarpać i miotać, robiąc z siebie nie lada widowisko. Z tworzącego duże koło tłumu gapiów zaczął dobiegać coraz głośniejszy doping, lecz w dalszym ciągu żadna z dziewczyn nie potrafiła pokonać tej drugiej, szamotały się więc bezsensownie na wszystkie strony, wyglądając tym samym przekomicznie.
– Dziewczyny, przestańcie! – usłyszały nagle stanowczy, męski głos i jego właściciel za moment wtargnął między walczące, zmuszając je do rozdzielenia się. – Laski, odbiło wam? – zaśmiał się Kuba, patrząc na przemian na obie nastolatki i na ich zeszklone od łez oczy.
– Popamiętasz mnie, plebsie! – zagroziła Dominika, wystawiając palec i odwróciwszy się na pięcie, ruszyła w swoją stronę.
Daria ponownie chciała ją zaatakować, lecz stojący bardzo blisko Jakub w okamgnieniu jej to uniemożliwił, łapiąc ją za ramiona.
– Zostaw, mało ci kłopotów? – uspokajał koleżankę.
– To po jakiego chuja mnie zaczepia?! – fuknęła wyprowadzona z równowagi nastolatka, wycierając sączącą się nieznacznie z nosa krew.
– Idź z tym do pielęgniarki – rzekł Maks, które nie wiadomo skąd, nagle pojawił się obok.  
– Nic mi nie będzie, daj mi lepiej chusteczkę – mruknęła.  
– No nie mogę! – ożywił się nagle chłopak. – Frozi dostała baty, a mnie przy tym nie było. No kurde, jak ja mogłem to przegapić?! – dodał, śmiejąc się zaczepnie.
– Spieprzaj, zaskoczyła mnie – burknęła speszona Daria, wzięła od niego jednorazówkę i przyłożyła do nosa, lekko odchylając głowę.
Tłum się rozszedł. Osiemnastolatka ponownie się rozejrzała i w końcu dostrzegła Klarę, a przy niej Wiktorię i ku jej ogromnemu zdziwieniu – Ninę. Kompletnie zaskoczona szatynka postawiła oczy w słup, gapiąc się z niedowierzaniem na ten niewiarygodny obrazek. Obie mówiły coś do "nowej”, wisząc nad jej głową z agresją wymalowaną na twarzach, a biedna Klara stała wystraszona, wyraźnie poszukując wzrokiem Darii. Ta widząc jej nieciekawą sytuację nie zastanawiała się dłużej, tylko szybko ruszyła w ich stronę, lecz gdy tylko nastolatki zorientowały się, że Daria się do nich zbliża, natychmiast odeszły od blondynki.
– Co jest? – zapytała bezzwłocznie szatynka, zatrzymując się naprzeciwko Klary.
– Nic – wymruczała dziewczyna.  
Daria spojrzała na stojącą w dalszym ciągu w towarzystwie modnisi przyjaciółkę, nie mogąc uwierzyć i zrozumieć tego, co się w tej chwili dzieje. Chcąc natychmiastowego wyjaśnienia tego cyrku wykręciła się na pięcie i podeszła do Wiktorii.
– A ty co, zmieniasz towarzystwo? – zapytała, zniesmaczona.
– Ja zmieniam? – odparła pretensjonalnie brunetka.
– Kurwa, kobieto, co się z tobą dzieje?  
– A z tobą?
– Znalazła w końcu towarzystwo na swoim poziomie – wtrąciła Nina, ciesząc się kretyńsko.
Daria dobrze wiedziała, dlaczego jest taka odważna, słynny "plebs” wyraźnie dał jej do zrozumienia, iż Dominika ma coś wspólnego z lalunią i być może przez to właśnie próbuje nastąpić jej na odcisk.
– Chodź tu! – fuknęła Daria i szarpnąwszy przyjaciółkę za ramię, odciągnęła ją od Niny.
Spojrzała na Klarę – ta wciąż stała jak rzeźba, nie wiedząc chyba, co ze sobą zrobić. Po chwili jednak podszedł do niej Maks w towarzystwie Kuby i zaczęli ją zagadywać. Daria podziękowała im w duchu, wiedziała, dlaczego to zrobili.
– Wiki, co jest z tobą? Naprawdę jesteś aż tak zazdrosna, że stać cię na to, żeby spoufalać się z tą szmatą?! – furczała na koleżankę, robiąc to nieprzyzwoicie głośno. – I jeszcze popierasz jej głupotę, czepiając się z nią do Klary?! Kobieto, masz osiemnaście lat, czy osiem?! Opanuj się, do ciężkiej cholery, co ci zrobiła ta dziewczyna?! – nastolatka zdenerwowała się jeszcze bardziej.
– Nieważne, odwal się! – burknęła zaskoczona Wiktoria, która zapewne spodziewała się pretensji, ale tylko pretensji, nie tak ostrego ataku.
Pogubiła się, wściekłość strumieniem wylewała się z każdego wypowiedzianego przez szatynkę słowa.
– Wiki…! – naciskała Daria.
Rozległ się dźwięk ogłaszający koniec przerwy.
– A odpierdol się – warknęła brunetka, korzystając z dzwonka i nie czekając na kolejny wyskok przyjaciółki, odwróciła się i bezczelnie ją ignorując, szybko uciekła.
Daria stała w kompletnym szoku, nie mogąc dojść, o co chodzi i co się stało? Wiedziała, że Wiki bardzo zależy na ich przyjaźni, podobnie, jak i jej, lecz takiej akcji nie mogła się spodziewać. Nawet w najśmielszych wyobrażeniach nie dopuściłaby do siebie perspektywy, że dziewczyna skuma się z tą kretynką i obróci przeciwko niej.
Postanowiła jednak na razie nie zastanawiać się, co z tym, zrobić, gdyż przypomniała sobie, że ma większy powód do zmartwień – sprawdzian z matmy i zapewne kolejna pała. Nie uśmiechało jej się powtarzać ostatniej klasy, co czego droga była bardzo krótka. Wiedziała, że nauczyciele zazwyczaj nie zostawiają w klasie maturalnej, aczkolwiek Barańska – "Ruda” – była pierwszą, która byłaby do tego zdolna. Obsadziła już niejednego, na dodatek nie przepadała za Darią ze względu na jej wyniki i często aż nadto bezczelne zachowanie, spowodowane tymi właśnie, otrzymywanymi ocenami. I tu kółko się zamyka.  
– Dzień dobry – rzekła profesorka, która wyłoniła się jak z podziemi i otworzyła drzwi klasy, przez które po chwili bardzo niechętnie przepłynęli rozleniwieni uczniowie.
Daria weszła do klasy i od razu spojrzała na Wiki – ta nie patrzyła w jej stronę, starając się pokazać, że nie interesuje ją, czy dziewczyna usiądzie obok, czy też nie, jednakże Daria dobrze odczytała jej minę, a ta mówiła wyraźnie, że wcale nie jest jej wszystko jedno.  
Zastanowiła się chwilę, lecz nadal rozczarowana i rozzłoszczona zachowaniem koleżanki postanowiła dać jej nauczkę i po raz trzeci dziś położyła plecak obok torby Klary. Jej samej nie było przy ławce, stała przy nauczycielce i o czymś rozmawiały.  
Krew przestała lecieć, więc nastolatka wywaliła chusteczkę i klapnęła na krześle, po czym bez zbędnego zaproszenia wyrwała kartkę z zeszytu, zawczasu przygotowując się psychicznie do kolejnej porażki. Ponownie zerknęła na Wiki – nadymała się jak paw, wzburzona, wyglądając w tej chwili, jakby miała zaraz wybuchnąć. Daria olała sprawę, skupiając uwagę na depczące resztki jej optymizmu, zamknięte skrzydła tablicy, pod którymi krył się cyferkowy gwóźdź do jej trumny.
Klara zajęła miejsce, zdziwiona nieco ponowną obecnością Darii, ale nie odezwała się słowem. Również wyrwała kartkę i rzuciła plecak pod ławkę. Daria przypatrywała się koleżance, która nie wydawała się być zdenerwowana, wręcz przeciwnie – wyglądała na kompletnie wyluzowaną. Wkurzyło ją to nieco, lecz nie zdążyła zapytać, gdyż "Ruda właśnie postanowiła zabrać głos.
– Sprawdzian będzie bardzo krótki, więc się nie denerwujcie – rozpoczęła jakże podbudowujący Darię monolog, otwierając złowrogie czeluści tablicy, na której ukazały się demoniczne napisy: "Rząd I, Rząd II”, a poniżej masa kosmicznych, mniejszych i większych cyferek i liter.  
Nauczycielka krótko przeleciała wzrokiem po wypisanych zadaniach i wznowiła temat:
– Wybrałam prosty materiał i jedne z najłatwiejszych zadań, aby dać szansę słabszym uczniom – oznajmiła tonem, jakby była z siebie bardzo dumna. – Lepsi z was poradzą sobie w okamgnieniu, słabsi natomiast będą mieli szansę na podciągniecie oceny – uśmiechnęła się z udawaną sympatią i wymownie spojrzała na Darię, wkurzając dziewczynę swoją bezczelną hipokryzją. – Kierowałam się także tym, iż podobne treści mogą pojawić się na egzaminie maturalnym. Wyjątkowo daję wam nie kwadrans, a czas do końca lekcji. Powodzenia.
Na tym skończyła wkurwianie szatynki i z miną, którą dziewczyna zinterpretowała jako:" Nie liczę na to, że i to napiszesz”, spokojnie posadziła tyłek na krześle.
Test nie był obszerny, nakazywał jedynie napisanie definicji ciągu, zawierał trzy króciutkie zadania z wielomianów, oraz kazał wypisać wzór na funkcję homograficzną i narysować wykres do jednej z trzech wypisanych na tablicy, do wyboru.
Daria migiem przepisała zadania i zerknęła na Klarę – ta jeszcze nie skończyła. Nie chcąc jej nie przeszkadzać, kompletnie załamana zawisła nad kartką, opierając brodę na dłoni. Gapiła się na te czarodziejskie, będące dla niej czarną magią znaczki i ze złości powoli zaczynało zbierać jej się na płacz. Wiedziała, że nie napisze. Nie raz już próbowała się uczyć, brała nawet korepetycje, lecz niestety – nigdy nie potrafiła przyswoić matematyki i reszty przedmiotów ścisłych, jakby miała do nich wrodzoną blokadę.
Spojrzała na zegar ścienny – do dzwonka zostało niecałe trzydzieści pięć minut. Oparła policzek o rękę i ponownie wgapiła się w hieroglify, zrezygnowana. Siedziała jak manekin kilka chwil, usiłując przypomnieć sobie chociażby tą cholerną definicję, lecz jedyne, co miała w głowie, to wielka dziura niewiedzy. Wkurwiała się coraz bardziej, oczami wyobraźni widząc już, jak po wakacjach znowu idzie do tej przeklętej szkoły, z zamyślenia wyrwał ją jednak niespodziewany kuksaniec w lewe ramię.
– Daj to – szepnęła cichutko Klara, dyskretnie wskazując głową kartkę Darii.
– Co? – pochłonięta dołowaniem się szatynka nie załapała.
– Daj mi kartkę.
Daria spojrzała na nauczycielkę, lecz ta zajęta była sprawdzaniem prac innej klasy. Wprowadziło to dziewczynę w niemałe zdumienie, nigdy się jeszcze nie zdarzyło, aby "Ruda” odpuściła sobie inwigilowanie klasy podczas kartkówki.
Usłuchała sąsiadki i nie odrywając wzroku od profesorki, niezauważalnie przesunęła swoją pracę w jej stronę, otrzymując po chwili jej. Widniało na niej jedynie pół rozwiązanego zadania. Widząc to, jeszcze bardziej zdziwiła się decyzją blondynki, aczkolwiek bardzo podniosła ją ona na duchu. Klara nie czekała, tylko szybko zabrała się do pracy. Daria nachyliła się nad ławką, udając, że jednak coś pisze, lecz jedyne, co robiła, to z wielkim zainteresowaniem obserwowała, co wyprawia siedząca obok koleżanka. Nie zapomniała jednak o pilnowaniu nauczycielki, nie chciała zmarnować jedynej okazji na oddanie napisanego sprawdzianu, w czym, jak już zdążyła wywnioskować, Klara jej pomoże.  
Ta działała jak w transie, pisała tak szybko, jakby ktoś dyktował jej te nieszczęsne rozwiązania i Daria dostała właśnie odpowiedź, dlaczego Klara był taka spokojna.  
"Nowa” także raz po raz spoglądała na Barańską, lecz nie przeszkadzało jej to w pracy. Pisała coraz szybciej, co definitywnie wskazywało na to, iż ma matmę w małym palcu. Daria była w szoku, w jej mniemaniu zrozumienie tego chaosu było dla zwykłego śmiertelnika rzeczą niewykonalną.
Przyglądała się koleżance i nie wiedziała, co ma robić. Nagle poczuła się odrobinę głupio pomyślawszy, że dziewczyna pomagając jej, nie zdąży napisać sobie. Zaskoczyła ją także postawa jej samej, dziwiła się, że stać ją jeszcze na jakiekolwiek wyrzuty sumienia, zwłaszcza, że dzięki Klarze mogła dużo zyskać. Nie miała w zwyczaju przejmować się innymi, aczkolwiek do "nowej” od razu poczuła jakąś niewytłumaczalną sympatię, dlatego też nie chciała, aby zawaliła przez nią tą pieprzoną kartkówkę, nawet, jeśli dzięki temu miałaby dostać dobrą ocenę.

Po upływie niecałych piętnastu minut Klara podsunęła pod nos sąsiadki jej kartkę.  
– Definicji nie pamiętam – mruknęła, zabierając swój sprawdzian.
– I tak ratujesz mi dupę, dzięki – szepnęła Daria, będąc koleżance bezgranicznie wdzięczną.
Spojrzała na arkusz i wywaliła oczy – dziewczyna rozwiązała wszystkie zadania i narysowała wykres, do tego zrobiła to wszystko w kwadrans. Widniało na nim kilka skreśleń, a raczej grubych krech, informujących o niepoprawności wpisu, aczkolwiek zadania zostały rozwiązane i to było najważniejsze.  
Po nastolatce spłynęła nieopisana ulga, nie uspokoiła się jednak do końca, nie wiedząc, jak zareaguje profesorka, dostając (jak mniemała) dobrze napisaną kartkówkę. Bała się, że zaczną się pytania, albo, nie daj Boże, wezwie ją do tablicy. Przecież ona w życiu nie napisała (do tego poprawnie) całego sprawdzianu, to na pewno będzie powód, aby zweryfikowaćć jej obecną wiedzę.
A chuj tam, co będzie, to będzie… – pomyślała dziewczyna, lecz w głębi duszy kombinowała, jak tu przyjąć postawę obronną, wymyślając racjonalne wytłumaczenie. Kolejny raz odruchowo spojrzała na Wiki – mazała coś na kartce, nie wyglądając jednak aby była przekonana co do poprawności swoich odpowiedzi. Zerknęła na Maksa, który już nic nie pisał. Po chwili wstał, oddał kartkę nauczycielce i wyszedł z klasy. Daria zdziwiła się faktem, że zajęło mu to tak dużo czasu, zazwyczaj rozwiązywał zadania w dwadzieścia minut. Był bardzo dobry z owego przedmiotu, też nie raz osobiście próbował pomóc jej w nauce, lecz dla Darii w tej kwestii nie było już chyba ratunku.
Dziewczyna pomyślała, że chętnie wyszłaby razem z chłopakiem, nie mogła niestety wcześniej oddać kartki, to byłby już totalny przypał.

Mijały kolejne sekundy i szatynka zaczynała się powoli nudzić. Dyskretnie rozglądała się po klasie, skupiając uwagę na słabszych uczniach i mimo, że na swojej kartce w kwestii odpowiedzi nie napisała ani jednej cyferki, poczuła dumę, że ma rozwiązania, kiedy inni męczą się i pocą.
Przychodziły takie chwile, że nienawidziła się za to, że czasami potrafi być tak perfidną suką, lecz ostatecznie nie przejmowała się tym za bardzo, olewała ludzi, którzy nic dla niej nie znaczyli.
Zadzwonił upragniony dzwonek i Barańska głośno nakazała oddanie prac. Klara się podniosła, i stojąc, dopisywała coś jeszcze, słysząc jednak złowieszcze ponaglanie nauczycielki, odłożyła długopis.
– Już? – zapytała Daria.
– Tak.
– Daj, zaniosę – zaproponowała i bez oczekiwania na zgodę zabrała dziewczynie kartkę, zaniosła obie na biurko profesorki i już wykręcała się na pięcie...
– Daria, zaczekaj chwilę – poprosiła kobieta, nastolatka zmuszona więc była się zatrzymać. – Jak ci poszło? – zapytała.
Daria osłupiała, zaskoczona pytaniem, zwłaszcza od niej.
– Nie wiem, pani profesor. Uczyłam się, na ile dałam radę, a co z tego wyszło…? – odparła, starając się jak może zabrzmieć wiarygodnie.
Barańska odnalazła jej pracę i spojrzała przelotnie, po czym skierowała wzrok na uczennicę. Tą ciarki przeszły od stóp, do głów, szykowała się już na atak ze strony nauczycielki.
– Wygląda nieźle, ale okaże się po sprawdzeniu. Możesz iść – rzekła "Ruda”, lecz w jej słowach było coś, co z miejsca zaniepokoiło nastolatkę, która w tej chwili była niemalże pewna, że kant tak łatwo nie przejdzie.
– Dziękuję, pani profesor – mruknęła i wyszła z klasy.
Na korytarzu tradycyjnie zebrał się tłum i uczniowie znowu zaczęli przepychać się jeden przez drugiego, zmotywowani faktem, iż była to długa przerwa i każdy chciał uszczknąć z niej jak najwięcej. Dziewczynie bardzo chciało się zapalić, lecz nie zamierzając prosić o fajkę Wiktorii, ruszyła w poszukiwaniu Klary, która gdzieś znikneła. Rozejrzała się, zamierzając szybko ją znaleźć, podziękować jej jeszcze raz i w dopiero wtedy, w jej towarzystwie ruszyć na poszukiwanie nikotyny.
Sprawdziła zazwyczaj otwartą na przerwie salę geograficzną, w której miała odbyć się kolejna lekcja, lecz gdy nie znalazła w niej dziewczyny, ruszyła w głąb szkoły. Obskoczyła wszystkie korytarze i łazienki, po czym skierowała się do szatni. Tu także nie odniosła sukcesu, dochodząc więc do wniosku, że dziewczyna prawdopodobnie opuściła budynek, co byłoby w jej przypadku dość dziwne, wyszła na zewnątrz. Od razu skierowała się za boczną ścianę szkoły, gdzie zgromadzali się palacze i tam wyłudziła papierosa od jakiegoś młodszego ucznia. Tak jej smakował, że jarała go niemalże rytualnie, zastanawiając się przy okazji, gdzie zniknęła blondynka.
Spaliła całego, lecz nie poczuła się usatysfakcjonowana.
– Młody, daj jeszcze jednego – poprosiła chudziutkiego jak patyk, wątle wyglądającego chłopczyka.
– Nie mam, sam ma dwa – odparł.
– No to będziesz miał jednego – warknęła Daria, niezadowolona z faktu, że kot się stawia.
Koleś uznając chyba, że nie warto zadzierać ze starszymi, dał dziewczynie papierosa, po czym w okamgnieniu się ulotnił.
Daria paliła spokojnie, siedząc na murku i rozmyślając o matmie i pomocy Klary. I nagle ją tknęło! Uświadomiła sobie, że przecież w czasie dzwonka dziewczyna jeszcze pisała, przez co Daria zaczęła dochodzić do wniosku, że chyba jednak nie udało jej się skończyć.
Zagrzmiał dzwonek – nastolatka nawet nie połapała, kiedy minęło piętnaście minut. Spokojnie dopaliła LM’a i ruszyła w stronę szkoły. Nie śpieszyła się, wiedziała, że facet pewnie jak zawsze spóźni się ze dwie lub trzy minuty. Wolnym krokiem przeszła przez parter i po chwili była już pod salą numer "10”. Weszła do środka i od razu skierowała wzrok na ostatnią ławkę, lecz ku jej zdziwieniu, Klara nadal się nie pojawiła. I nagle zbaraniała, stanąwszy w miejscu jak wryta – Niny i Wiki także nie było...

2 149 czyt.
94%164
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 4380 słów i 25145 znaków, zaktualizowała 3 sie 2017.

4 komentarze

 
  • kaszmir

    kaszmir · 5 godz. temu

    Bójka pomiędzy dziewczynami zaostrza konflikt coraz bardziej. Wiki też zaczyna gierki. Czy Daria potrafi opanować całość. Do tego wszystkiego okazuje się, że Klara jest dobra z matematyki i pomogła Darii. Czy nauczycielka nie połapie się? Szczególnie chodzi o pismo. Chyba, że Klara jest bystra. Martwi mnie ciągota Darii do dżojtów.  
    Świetnie się czyta    


    Pozdrawiam

  • Bonny

    Bonny · 2 sie 2017 · 201034926

    Skończyłam to, Zakręty losu, Szare istnienie...dziewczyno nie wiem co w sobie masz ale aż za przyjemnie się to czyta. Może powinnaś zastanowić się nad napisaniem jakiejś książki?

  • Prunella

    Prunella · 31 lip 2017

    Dalej dalej nooo!

  • Somebody

    Somebody · 30 lip 2017

    jak zawsze zresztą.