Niepokorna cz. 34

Niepokorna cz. 34„Cześć. Jest wtorek, pieprzone 17 marca. Ta kretynka przepiła już wszystko, po prostu ręce opadają. Jestem tylko ciekawa, ile teraz? Tydzień, dwa, trzy? KURWA!”





Zamknęła zeszyt i ruszyła do kuchni, zaglądając po drodze do salonu. Na stole stało już piwo, tradycyjna podkładka pod kielicha. Otworzyła lodówkę i postawiła oczy w słup – pół litra leżało na górnej półce. Aż otworzył usta ze zdziwienia, matka nigdy nie chłodziła wódki.
– Mamo, chcesz śniadanie? – zapytała oschle, stając w progu salonu.
– Jak zrobisz, to chętnie – odparła kobieta, odpalając papierosa.
– Otwórz balkon! – nakazała szorstko Klara i wróciła do kuchni, zła jak osa.
Znalazła jeszcze cztery jajka i pomidora, postanowiła więc zrobić jajecznicę. Wędlina przyda się na kanapki – pomyślała, zalała kawę i po chwili pomidor był już na patelni.
Zrobiła potrawę w okamgnieniu, dokładając do tego cztery kromki chleba z masłem i coraz bardziej podminowana perspektywą dzisiejszego zarobku, zasiadła obok matki, stukając przed nią talerzem.
– Dziękuję – zapiszczała kobieta, nic sobie nie robiąc ze wzburzenia córki.
– Z kim już się umówiłaś? – zapytała Klara, dobrze wiedziała, dlaczego ta wódka stoi w lodówce.
– Z narzeczonym – odparła radośnie matka, wkurzając dziewczynę do granic.
– Z jakim? I co, może przyjdzie tu? – warknęła dziewczyna.  
– Córuś, to fajny facet, zresztą go znasz – tłumaczyła kobieta.
– I znowu będzie libacja całą noc?
– Nie, słonko, przecież mam tylko jedną flaszkę – rzuciła irracjonalnie kobieta, zajadając jajecznicę.
– Tak, bo wy nie załatwicie więcej… – syknęła Klara.
– Nie i nie zamierzamy. I koniec dyskusji – fuknęła pani Krystyna.
Nastolatka miała dość, chwyciła więc talerz, kubek i schowała się w swoim pokoju. Zjadła dość szybko, zabrała naczynia matki i gdy już doprowadziła kuchnię do porządku, usiadła na łóżku i zaczęła mobilizować się do podróży.  
I nagle sobie przypomniała. Migiem znalazła się z powrotem w kuchni, padła na kolana i zajrzała pod szafkę. Za moment miała już w ręku widelec, którym spod mebla z trudem wydobyła dziesięć złotych. Parsknęła ironicznym półuśmieszkiem i po chwili była już w butach.
– Wychodzę. Zaraz wracam – oświadczyła, naciskając klamkę.
– Dokąd?! – odkrzyknęła matka, ale Klara była już na klatce.
Śpieszyło jej się, zeszła więc schodami. Zatrzymała się jednak przed drzwiami, dochodzące ze stojącej nieopodal ławki donośne głosy natychmiast wypompowały z niej całą odwagę. Wiedziała, że znowu będą zaczepki, wróciła więc do windy i dwie minuty później już wychodziła ostatnią klatką.
Kupiła tylko kilka jajek na sztuki i masło, na nic więcej nie wystarczyło. Była jednak zadowolona nawet z tego, szczęśliwa, że przynajmniej te marne grosze nie poszły na przelew.  
Zadowolona opuściła osiedlowy market i idąc oczywiście naokoło, już zbliżała się do klatki, kiedy nagle czarny Mercedes, obiekt jej nocnych koszmarów, wyjechał przed nos dziewczyny i z piskiem opon zatrzymał się obok. Marek szybko wysiadł, doskoczył do nastolatki i z miną opętanego psychopaty, zawisł przed dziewczyną, przecinając ją surowym spojrzeniem.
– Co ty sobie wyobrażasz?! – zapytał srogo.
Klara zdrętwiała, zupełnie nie pojmowała, dlaczego facet jest tu o dziewiątej rano. Specjalnie przyjechał i czekał?
– Odpowiadaj! – zagrzmiał mężczyzna, agresywnie ściskając ramię nastolatki.
– O co ci chodzi? – wydusiła przestraszona.
– O co? Kurwa, o co? – syczał, o mało się nie opluwając. – Czemu nie jesteś w szkole? Czekałem rano, a mam masę pracy w biurze. Specjalnie nie poszłaś, tak?
– Nie, zaspałam – skłamała wystraszona dziewczyna.
Nie zamierzała mówić mu o ich prywatnych sprawach, nie chciała, aby coś strzeliło mu do głowy i poszedł do ich mieszkania, co nieraz już robił.
– Kłamiesz! – warczał Marek.
– Puść mnie – wydusiła nastolatka, gdyż facet cały czas boleśnie ściskał jej rękę.
– Jak to puść? Zawsze byłem dla ciebie łagodny, a ty co? Robisz mnie w wała? – ciągnął, zupełnie mu odbiło. – Gadaj! – agresywnie potrząsnął dziewczyną, która była już cała mokra.
– Ale jak naprawdę zaspałam. Puść mnie, to boli – powtórzyła Klara, czując, jak mężczyzna coraz mocniej gniecie jej ramię.
– Mam numer do matki. Zadzwonię po południu i lepiej, żebyś odebrała – warknął. – Rozumiemy się? – bardziej wzmocnił uścisk.
Dziewczyna cicho jęknęła.
– Zrozu…
– Ej! – doszło nagle z boku i Marek natychmiast uwolnił nastolatkę. – Co jest, kurwa? Masz jakiś problem? – zapytał sucho chłopak, szybkim krokiem zbliżając się do mężczyzny.
Marek szybko odwrócił się na pięcie i chciał uciec do samochodu, lecz przy drzwiach kierowcy stał już kolega blondyna.
– Kurwa, co jest, pytałem?! – dresiarz agresywnie pchnął Marka do tyłu.
Klara stała jak sparaliżowana i nie miała pojęcia, co robić. Wiedziała, że jeśli Markowi coś się stanie, będzie miała problemy, lecz bała się także chłopaka i dlatego wciąż nie potrafiła podjąć jakiejkolwiek decyzji.
– Przepuść mnie, bo będziesz  miał kłopoty – warknął Marek, usiłując przedostać się do wozu.
– Co, kurwa? Kłopoty? Jebany pedale, prujesz się do małolaty?! – ryknął blondyn, popychając mężczyznę na maskę samochodu.
– Zostaw go, wszystko jest ok – wtrąciła w końcu Klara, automatycznie skupiając na sobie uwagę chłopaka. Było to jednak chwilowe, za moment bandzior już trzymał Marka za fraki.
– Coś do niej masz? Bujasz się tu jak u siebie, gajerze kruchy? – syczał.
– Puść go, proszę cię – dziewczyna zebrała się na odwagę, podeszła i chwyciła chłopaka za ramię.
Teraz puścił biznesmena.
– Czego ta pipa tu szuka? Masz z nim jakiś problem? Mogę mu przetłumaczyć – rzekł oschle dresiarz, wzrok miał zimny i groźny.
– Nie, wszystko ok, niech już jedzie – wydusiła nastolatka.
– Dobra, wypierdalaj. I ostatni raz cię tu widzę, rozumiesz, cioto niemyta? – warknął blondyn.  
Markowi nie trzeba było dwa razy powtarzać, migiem wsiadł do samochodu i przekręcił kluczyk, mierząc po drodze Klarę demonicznym spojrzeniem.
– Frajer – burknął drugi z chłopaków, kopiąc jeszcze maskę ruszającego Mercedesa i po chwili wrócił na ławkę.
– Co to za kurwa?? Czemu cię szarpał? – zapytał blondyn.
– Nic takiego – mruknęła dziewczyna.
– Jestem Krystian… lub Sosna, tak... miedzy nami – dresiarz soczyście się uśmiechnął, podając dziewczynie dłoń. – Kiedy na posiadówę? Teraz jesteś mi to winna za uratowanie dupy. Bohaterom się nie odmawia – jeszcze szerzej wyszczerzył zęby, między które zaraz wsadził papierosa.
– Nie wiem… dam znać – odparła spłoszona Klara.
Teraz, po tej całej akcji nie wiedziała już, jak się wykręcić, dlatego marzyła tylko o tym, aby jak najszybciej zniknąć chłopakowi z oczu.
– Jak masz na imię? – zapytał Krystian.
– Klara.
Chłopak parsknął śmiechem, ale zaraz spoważniał.
– Sorry… ale kumasz, nie? – zacisnął zęby, tłumiąc radość.
Dziewczyna puściła kolorki, zrobiło jej się totalnie głupio.
– Co, chcesz  już zbijać, nie?  
– Nie mam zbytnio czasu – wymamrotała.
– Dobra, suń, ale jesteśmy umówieni, tak?
– Tak.
– Dasz mi swój numer?  
– Nie mam telefonu.
– Nie masz? Oj, chyba mnie  bujasz, co? – stwierdził, nie odrywając wzroku od nastolatki.
– Nie bujam, rozbił się – tłumaczyła nieśmiało Klara.  
Nie czuła się pewnie w towarzystwie nie dość, że zdemoralizowanego, to jeszcze sporo starszego chłopaka, miała więc nadzieję, że już odpuści.
– Mogę ci załatwić dobry sprzęcik do... ośmiu dych. Będzie fajna rakietka, warto – rzekł blondyn.  
– Nie mam kasy – mruknęła dziewczyna.
– Spłacisz na raty. Jutro cię namierzę, jak będziesz cisnąć z budy, to ci pokażę. A teraz już spierdalaj, bo widzę, że panikujesz. Nara – chłopak jak małą dziewczynkę poczochrał Klarę po głowie, odwrócił się na pięcie i sobie poszedł, chichocząc pod nosem. – Aha! I jakby znowu się bujał, krzycz głośno! – zaśmiał się, wystawiając do góry rękę i po chwili zasiadł obok kolegi.
Klara odetchnęła.

300 czyt.
100%91
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 1419 słów i 8541 znaków, zaktualizowała 7 lip o 21:54.

1 komentarz

 
  • AnonimS

    AnonimS · 7 lipca

    Widzę że złapałeś wenę. Zestaw na tak