Niepokorna cz. 56

Niepokorna cz. 56Szła dookoła, bała się, że wpadnie na Darię. Następny przystanek był zaledwie kilkaset metrów dalej, więc taka opcja wydała jej się bardzo prawdopodobna. No i z jej szczęściem…?
      – Klara! – doszło z oddali.
      No nie – pomyślała, przypominając sobie natychmiast o wczorajszym podarunku.
      – Nie uciekaj. – Sosna pojawił się obok chwilę później.
      – Dzięki za zakupy, ale… nie musiałeś – wydukała zawstydzona dziewczyna.
      – Jakie zakupy? – Krystian zrobił głupią minę, uśmiechając się pod nosem.
       Nastolatka zamilkła, nie miała pomysłu na odpowiedź.
       – Chodź na piwo – zaproponował chłopak.
      – Nie mam czasu, muszę jeszcze wrócić do szkoły – skłamała Klara.
      – Na pewno?
      – Tak.
      – Dobra, zmykaj. I jak coś, pamiętasz o numerze telefonu? – zapytał wymownie Krystian.
      Przytaknęła głową.


      Otworzyła skrzynkę – elektrownia. Od razu przeszedł ją zimny dreszcz, gdyż nie wiedziała, co się dzieje; na rachunek było przecież zdecydowanie za wcześnie. Szybko otworzyła kopertę – ponaglenie z datą piętnastego marca aż parzyło w palce. No ładnie, nie zapłaciła za prąd – pomyślała wściekła dziewczyna, nie rozumiejąc jednocześnie, dlaczego nie zapłaciła. Przecież wtedy jeszcze nie piła. Do tego dochodził czynsz, który w tym miesiącu także został jeszcze nieopłacony, oraz żywność, Klara nie miała pojęcia, jak na to wszystko nazbiera. I znowu – pomyślała. Wiedziała, że nie ma wyjścia, tym razem jednak panicznie bała się policji. Przez chwilę przeszło jej nawet przez myśl, żeby zacisnąć zęby i zarobić u Marka, za moment jednak zaśmiała się sama do siebie, wiedziała, że się nie przełamie. Westchnęła ciężko i ruszyła do windy.  
      Niezamknięte na klucz drzwi świadczyły o tym, że znowu jest impreza. Weszła do domu – cisza jak makiem zasiał. Matka spała w salonie, lecz na stole znowu stała masa butelek i puszek. Sprawdziła lodówkę – z zakupów zostały jakieś marne resztki. Zrobiła kanapkę, ale po kilku minutach ją odstawiła, jedzenie zupełnie jej nie szło. Zajrzała jeszcze do matki i zamknęła się w swoim pokoju. Tym razem nie zamierzała sprzątać po pijakach, miała to wszystko w dupie.  

      Przyszło upomnienie za za prąd, 180 zeta. Co ona zrobiła z kasą? Do tego pierdolony czynsz, zupełnie o nim zapomniałam. Jestem kretynką, mogłam zapłacić od razu, nie odkładać na później. W szkole coraz gorzej, ta szmata, Wiki, chyba się we mnie zakochała. Lubi się popisywać, to pewne, tylko czemu zawsze z koleżankami? No tak – nie ma widowni, zbędne przedstawienie.  
Daria dała dziś maksymalny popis i wyleciała ze szkoły. Czuję się winna, mnie przecież broniła. No i żeby było lepiej, nie umiałam utrzymać języka za zębami i tylko zaogniłam atmosferę. Matka znowu najebana i ma nowe koleżanki. Jedna lepsza od drugiej, do tego wyżarły nam jedzenie. Nie mam już sił, bo znowu muszę iść, robić lipę. Ale czy warto? Potrzeba prawie sześć stów, a ile dadzą? Dwie dychy? Kurwa, tylko się pochlastać. Trudno, muszę. I oby tylko nie policja, bo jeszcze tylko tego brakowało.  
Marka nie widać, to jedyna dobra wiadomość w tym całym syfie, ale to pewnie do czasu. Na pewno ma interesy i jak skończy, znów się do mnie przypierdoli. Krystian był wczoraj u nas i zobaczył ten cały chlew i naprutą matkę. CO ZA MASAKRA!!!
Nara.

                                                                                                                       Czwartek 19 marca, 2011r.



      Schowała zeszyt, spakowała rzeczy i wzięła się za sprzątanie. Było jeszcze wcześnie, posprzątała więc porządnie, nie widząc w tym jednocześnie sensu. Przecież jutro znów będzie bajzel, wystarczy, że wyjdzie do szkoły.
      Dochodziła szesnasta, postanowiła więc już wyruszyć, z nadzieją, iż wczesna pora sprawi, że nazbiera więcej. Nadzieja jednak mieszała się ze wstydem i strachem, przez co wyjście z domu znacznie się przeciągało. A pierdolę to, co będzie to będzie – pomyślała i opuściła mieszkanie.  
      Zmiana miejsca nie pomogła, nadal słyszała drwiny i śmiechy ludzi w różnym wieku. Nie wiedziała, kogo boi się bardziej i przed kim jest jej bardziej wstyd – przed małolatami, którzy robili sobie z niej chamskie żarty, czy dorosłych, którzy z pogardą komentowali sposób jej zarabiania. „Trzeba w końcu zawiadomić policję” rzekła jakaś starsza kobieta, stojąc przed biedną, wystraszoną Klarą; w mniemaniu dziewczyny była ona teraz niczym diabeł, który wylazł z piekła i zaraz ją tam ze sobą zabierze. A może tak byłoby lepiej?
       Migiem spakowała atrybuty i zasiadła w parku. „Patrz, nie ma na bombę”, „Ej, brudzie, czemu nie siedzisz w budzie?”, „”Ciekawe, czy Polka?” – te i tym podobne komentarze padały z ust młodzieży.  
      – Hej, dziadu.–Nagle poczuła tyknięcie nogą w ramię. –Weź stąd spierdalaj i nie rób tu smrodu. –Usłyszała nad głową. Ani drgnęła, sparaliżowało ją całkowicie. – Kurwa, wypierdalaj, powiedziałem?! –warknął nieznajomy, mocno kopiąc dziewczynę w obojczyk. Przewróciła się na ziemię, lecz nadal chowała twarz.  
      –Ej, odejdź od niej! – z oddali usłyszała dorosłego mężczyznę. – Wypad stąd
      Nastała chwila ciszy.
      – Radzę zmienić miejscówę –rzekł po chwili wybawca, włożył coś do kubka dziewczyny i sobie poszedł.
      Spojrzała dyskretnie – dwadzieścia złotych. Szybko schowała banknot, tabliczkę, kubek, i szybkim krokiem opuściła park. Bała się powrotu agresora. I co teraz? – pomyślała i nie mając już pomysłu, wróciła na stare miejsce, czyli na obrzeża miejskiego deptaka.
       Zapadł zmrok i głosy przechodniów zaczęły cichnąć. Ucieszyło to nastolatkę, bo mimo że zmalała liczba osób, które mogłyby ją poratować, to ciemność sprawiała, że czuła się nieco bezpieczniej i już nie tak głupio. Siedziała jeszcze ponad dwa kwadranse, w końcu była już tak zmęczona, że postanowiła wracać do domu. Ludzie nie byli chętni do pomocy, nie widziała więc sensu dalszego siedzenia i męczenia obolałych kości. Ręka również dokuczała, chłopak kopnął dziewczynę dość mocno.
      Powoli wstała, próbując rozruszać zastygłe ciało, schowała pieniądze i zaczęła zbierać swoje rzeczy.
      – Klara?! – usłyszała znienacka za plecami i serce podeszło jej do gardła. W okamgnieniu poznała ten głos.
      Odwróciła się instynktownie, gubiąc kubek i tabliczkę. Daria stała jak kołek, operując niepojęta miną, co sprawiło, że Klara momentalnie oblała się zimnym potem. Wiedziała, że teraz już nie uniknie kłopotów, poza tym czuła wstyd tak potworny, jak nigdy wcześniej. Bo przecież nie dość, że to jej koleżanka z klasy, to na dodatek koleżanka, która jej tego na pewno nie daruje. W tej chwili wolałaby już chyba trafić na Wiki lub Ninę.        
      – Kurwa, Klara, co tu się dzieje, co ty, do chuja, odpierdalasz?! – huknęła po chwili szatynka, depcząc psychikę Klary jeszcze bardziej. Dziewczyna nie wiedziała, co robić. Powietrze utknęło jej w gardle i teraz najchętniej zapadłaby się pod ziemię. Kiedy Daria podniosła tabliczkę i przeczytała informację, strach i konsternacja blondynki sięgnęły zenitu. Nic gorszego nie mogło już jej chyba w życiu spotkać.
      – Klara – rzekła nieco łagodniej Daria, odkładając tekturkę, wtedy Klara nie wiedząc, co innego zrobić, nerwowo zaczęła zbierać rzeczy. Postanowiła za wszelką cenę uciec, wiedząc jednocześnie, że nic z tego. Nie przy Darii.
       Drżącymi rękoma ekspresowo pochowała atrybuty.
      – Muszę iść – mruknęła cicho, zapinając plecak i modląc się, aby koleżanka pozwoliła jej odejść.  
      Modlitwy nie pomogły, Daria natychmiast zatrzymała dziewczynę, mocno łapiąc ją za ubranie.
      – Gdzie iść? Nigdzie, kurwa, nie pójdziesz – warknęła. – Do cholery, dziewczyno, co ty tu robisz, żebrzesz tu? – dopytywała wyraźnie zdenerwowana, a raczej wkurzona.
      – Puść mnie – wyjąkała Klara, myśląc jednocześnie „ona nie odpuści”.
      Nie patrzyła na koleżankę, nie potrafiła.
      – Chodź, pogadamy – nakazała cierpko Daria, mocno trzymając koleżankę.
      – Nie chcę, puść mnie – wydusiła Klara, chcąc za wszelką cenę zniknąć.
      – Kurwa, kobieto, nie denerwuj mnie i chodź! I bez dyskusji, rozumiesz?! – wrzasnęła demonicznie Daria, mocno potrząsając dziewczyną. Była wściekła.
      – Puszczaj, do cholery! – krzyknęła w końcu Klara i w tym momencie poczuła mocny policzek.
      – Opanuj się, mówię, bo nakopię ci do dupy! – zagrzmiała Daria.
      Teraz Klara wystraszyła się już nie na żarty. Wiedziała, że skoro koleżanka jest już tak rozgniewana, że potrafiła ją uderzyć, to jeśli zacznie się stawiać, będzie jeszcze gorzej.      
      – Chodź i nie rób scen, ludzie się na nas gapią. Chcesz tu zaraz pał? – zapytała szorstko szatynka.
      No tak, zaraz podejdą, zwłaszcza, że jest awantura – pomyślała Klara, lecz nadal nie potrafiła ruszyć się z miejsca. Lęk przed rozmową z Darią i strach przed policją znajdowały się w tej chwili na takim samym poziomie.  
      – Chodź, odprowadzę cię do domu. Prowadź – zaproponowała Daria, głos jej złagodniał.  
      Klara, nie widząc innej opcji, z duszą na ramieniu ustąpiła i ruszyła w stronę centrum.

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 1652 słów i 9408 znaków, zaktualizowała 10 lip o 12:11.

2 komentarze

 
  • Iga21

    Dawaj kolejne  ;)

  • agnes1709

    @Iga21 Teraz nie mam jak, musisz poczekać  :kiss:

  • Iga21

    @agnes1709 poczekam  ale na kolejne część, a nie na poprawione wesje  :kiss:

  • agnes1709

    @Iga21 To perspektywa Klary, nie poprawiona wersja. Foch!:p

  • Iga21

    @agnes1709  ok ok.  :kiss:

  • Iga21

    Następne poproszę :)

  • agnes1709

    @Iga21 Jutro,jest tak gorąco,że nic się nie chce.

  • Iga21

    @agnes1709 zimne  :cheers:  :drinking:  dla ochłody i jedziesz mała :) Byle nie za dużo bo litrki się będą rozmazywać  :rotfl:

  • agnes1709

    @Iga21 Po piwko trzeba by do sklepu, a to też jest dziś niewykonalne :D