Niepokorna cz. 23

Niepokorna cz. 23

Siedziała w milczeniu. Czuła się jak wrak człowieka, poza tym nie chciała się odzywać, aby nie wywoływać zwącego się "wczorajszy dzień” wilka z lasu. Była pewna, że Maks ponownie zahaczy o ten temat, aczkolwiek miała nadzieję, że nie będzie bezczelny, a na tyle wyrozumiały, że nie zacznie go dziś, teraz, kiedy widzi, że jest jej gorzej niż strasznie. Obecnie w dupie miała to, co wczoraj między nimi zaszło, ból głowy i podłe samopoczucie wypychało wszystko inne, marzyła tylko o jednym – aby poczuć się lepiej.    
Siedziała i gapiąc się w szybę przysięgała, że już więcej nie wypije, albo przynajmniej nie tak szybko lub nie tak dużo, prosząc sił wyższych, aby już jej przeszło. Nie była szczególnie zadowolona towarzystwem chłopaka, wiedziała, że wypadałoby go zaprosić, a jedyne, co chciała, to od razu po przekroczeniu progu napić się czegoś zimnego i położyć do łóżka. Wiedziała, że jak nie zdrzemnie się teraz, potem szanse będą nikłe. Przecież będą mieli gości i matka na pewno nie da jej spokoju, każąc siedzieć na dupie, bo inaczej nie wypada. Gdy wyobraziła sobie siebie męczącą się z bólem czaszki i słuchającej świergotu Natalii, od razu odechciewało jej się żyć.
Spojrzała na kumpla – siedział z nosem w telefonie i wyglądał na wkurzonego jej ignorancją względem niego. Zrobiło jej się odrobinę głupio, ale zaraz się usprawiedliwiła, że przecież wie, że źle się czuje i nie powinien się napuszać. Zerknęła na licznik – wybiło jedenaście złotych. Poczuła się lżej, wiedziała, że przekabaci matkę, aby ta oddała za taksówkę, choć z drugiej strony miała wątpliwości, kobieta mogła przecież orzec, że na jeżdżenie taksówką, bo ma się kaca, nie daje.
Wjechali miedzy pierwsze bloki na osiedlu Wojska Polskiego i dziewczyna się wyprostowała, sugerując kierowcy, w którą uliczkę skręcić. Suma za kurs wyniosła trzynaście pięćdziesiąt, więc Maks dał mężczyźnie piętnaście złotych i bez słowa wysiadł z auta, podobnie Daria, która wolałaby, aby chłopak wrócił tym samym transportem.
– Oddam ci za tą taksówkę – odezwała się w końcu stwierdziwszy, że wypadałby wreszcie otworzyć buzię.
– Spoko – mruknął chłopak. – Wiem, że chciałabyś, abym już się zmył, ale nie tak łatwo, odprowadzę cię do drzwi i wtedy zbijam – oznajmił.
Nie odniosła się do tego oświadczenia, tylko ruszyła w stronę klatki.
– A może piwo? Masz dziś chyba kaca za wszystkich naszych znajomków, dwa piwka powinny pomóc – podburzał ją Maks.
– Nie chcę.
– Frozi nie chce piwa na kaca? Oj, chyba naprawdę coś ci dolega – zachichotał.
– A weź się w końcu odwal, dobra? Powiedziałam ci, że jeśli zamierzasz mi dopierdalać, to jedź do domu. Źle się czuję, a ty mnie jeszcze denerwujesz, po stokroć dzięki, ZIOMUŚ – fuknęła, akcentując odpowiednio.
Na chłopaku nie zrobiło to większego wrażenia, nadal szczerzył zęby, idąc krok w krok za nastolatką. Daria chcąc pokazać swoje wzburzenie wściekłym ruchem wcisnęła guzik windy i wsadziła ręce w kieszenie, robiąc wybitnie zgryźliwą minę. To jeszcze bardziej rozbawiło Maksa, który starał się już nie rozdrażniać dziewczyny, lecz mimo to nie wytrzymał i parsknął dyskretnie. Starała się nie zwracać na niego uwagi, wiedziała, że robi to specjalnie. Nie mogła mieć jednak do niego pretensji, nie miał przecież pojęcia, co się stało w szatni i jak tak naprawdę się czuje, niemniej jednak była na niego zła, że stroi sobie żarty.


W chłodnej klatce zrobiło jej się odrobinę lżej, lecz tylko na chwilę, gdy tylko weszli do windy i ta ruszyła, Darię ogarnął jakiś dziwny, niewytłumaczalny lęk. Ruch maszyny wywołał bardzo nieprzyjemne, nieznane jej dotąd uczucie i nastolatka nie wiedząc, co się dzieje, okropnie się wystraszyła. Winda stanęła i dziewczyna już chciała wysiadać, ale gdy tylko się ruszyła, zamigotały jej srebrno-czarne, latające plamki, a oddech stał się płytki i ciężki. Odruchowo oparła się o ścianę dźwigu, była pewna, że zaraz się przewróci.
– Frozi, co ci? – zareagował natychmiast Maks. Dowcipkowanie w okamgnieniu mu przeszło, teraz wydawał się być poważnie zaniepokojony.
– Nic, słabo mi – odparła szczerze.
– Dobra, postójmy tu chwilę – zadecydował, nogą blokując drzwi windy.
– Już ok – rzekła po chwili Daria.
Chłopak nie pytał jej o zdanie, tylko chwycił pod rękę i poprowadził do drzwi z numerem szesnaście.
– Nie przesadzasz? To kilka kroków – mruknęła.
– Nie.
Daria sięgnęła do kieszeni, lecz gdy chciała otworzyć mieszkanie okazało się, że ręce ze strachu zaczęły latać jej na wszystkie strony.
– Daj, otworzę – zaproponował chłopak i zaraz otrzymał klucze. – Możesz się pruć, ale wchodzę – oznajmił bezkompromisowo, uchylając przed nią brązowe skrzydło.
– Mam bałagan – wyjaśniła, choć w tej chwili nie miała nic przeciwko, aby wszedł, widząc, co się dzieje, bała się zostać sama.
Wtargnęli do znajdującej się od razu na prawo sypialni nastolatki i Daria ciężko usiadła na łóżku szczęśliwa, że jest już w domu. Strach jednak nie minął i nadal łapała resztki powietrza, trzęsąc się w środku. Obawiała się, że podobny napad może znów ją nawiedzić i bała się tego, jak ognia.
– W lodówce jest chyba coś do picia, zobaczysz? Przynieś cokolwiek – poprosiła, więc Maks wstał i przyniósł butelkę jabłkowego soku.
– Dzięki – wymamlała, momentalnie przysysając się do napoju. – Sorry, świnia ze mnie – ogarnęła się po chwili, podając sok przyjacielowi.
– Przeżyję – uśmiechnął się. – Frozi, co ci jest, o mało nie zemdlałaś. Może pojedziemy do lekarza? – wyjechał.
– Nie, mam tylko za wysokie ciśnienie… jak to na kaca – wytłumaczyła szybko.
– Więc po co piłaś? Jadłaś coś?
– Nie chcę.
– Frozi, masz tu krew? – zapytał nagle osłupiały chłopak i szybko rozchylił włosy nastolatki.
Zamarła, nie spodziewała się, że się wyda. Przecież przemyła ranę wodą i ta się zasklepiła, więc jakim cudem zauważył?
– Zostaw! – wyszarpnęła się.
– Frozi, skąd to masz? Pokaż – Maks nie ustępował.
– Piznęłam się wczoraj, najebana – zaśmiała się sztucznie, aczkolwiek dla świętego spokoju pozwoliła mu się obejrzeć.  
– Piznęłaś się? To kurwa, nieźle się piznęłaś, skoro masz rozciętą głowę. Ładnie rąbnęłaś i może przez to to złe samopoczucie – chłopak nie dawał zrobić z siebie durnia.
– Nic mi nie jest, nie przesadzaj, dobrze? Prześpię się i będzie lepiej, a słabo mi, bo powtarzam: ciśnienie mi skacze. Agata je mierzyła i jest ostre – zaśmiała się Daria, udając, jak tylko potrafi.
– Nie rozumiem cię, Frozi, czemu zawsze musisz postawić na swoim? Nie zależy ci na zdrowiu? To tylko niewielkie rozcięcie, ale się uderzyłaś, to nie są żarty – chłopak się zdenerwował.
– Wyluzuj, dobra? Nic mi nie jest. A tak w ogóle to chciałabym już się przespać – rzuciła dziewczyna, która marzyła tylko o zwinięciu się w kłębek i odpłynięciu.
– O co się do ciebie przyczepił ten koleś? – zapytał Maks, w dupie mając jej życzenia.
– Co? – Daria osłupiała.
– No ten od laluni.
– O to, że mam oddać jej dwie stówy – Daria parsknęła szyderczym śmiechem, lecz imitacja się nie udała, bo Maks zaraz dodał:
– A może to on cię tak załatwił, co?
– Co? Chyba sobie żartujesz.
– Ani trochę – chłopak się uśmiechnął.
– Kurwa, jesteś jakimś detektywem, czy jak? – oburzyła się, była wściekła, że wszędzie wściubia swój nos.
– Tak, jestem, widziałem, jaka była zadowolona. Ona boi się ciebie jak ognia, a tu nagle zrobiła się taka pewna siebie? I ten uśmieszek. Frozi, to jakaś tajemnica? Wiem, że jesteś na mnie zła, choć nie wiem, za co, ale lubię cię i martwię się, nie kumasz? – wkurzył się chłopak.
– To się nie martw, bo nie masz powodu. On mi nic nie zrobił, szczekał tylko, że mam oddać jej za tą szmatę – Daria na wspomnienie "pożaru” szczerze zachichotała.
Maks nie odpowiedział, gapił się tylko na dziewczynę.
– No co? – roześmiała się na dobre, miał przedziwną minę.
– Nic, spadam – mruknął i wstał. – Ale Frozi, jakby co, dzwoń – nakazał.
– Przecież nie mam nic na koncie.
– To ci doładuję.
– Co? W życiu – natychmiast wzniosła protest, aczkolwiek miło jej się zrobiło, że tak się o nią martwi.  
– Kurwa, Frozi, jak doładuję ci za dychę, nie zbiednieję – nalegał.
– Nie.
– Dobra, jak chcesz. Jak dojdę stąd na przystanek?
– Prosto i za trzecim blokiem w prawo. To niedaleko. Ale…
– Co?
– Wolałabym, żebyś nie szedł sam, tu można nieźle wyłapać w kły.
– W kły? Frozi, jest dwunasta po południu – zaśmiał się chłopak.
– I co z tego? Nie wiesz, że to Chicago? Zostaniesz bez kłów, bez telefonu i bez kasy.
– Chicago? – Maks uniósł brwi.
– No tak, tak mówią na naszą dzielnicę, bo same ćpuny, pijaki i przestępcy – wyjaśniła, wydawałoby się z dumą dziewczyna.
– A ty do której grupy się zaliczasz? – zapytał Maks, wyzywająco wyginając usta.
– Do wszystkich – odparowała. – Maks, ale ja nie żartuję, uważaj i rozglądaj się dookoła – Daria spoważniała.
– A już tam – chłopak beztrosko machnął ręką, szczerząc się od ucha do ucha. – To jak mówią na moją? Śpiąca dolinka – zarechotał.
– Nie, gniazdo snobów – wywaliła złośliwie Daria.
– Ok, niech i tak będzie – Maks ani trochę nie wzruszył się jej głupim poczuciem humoru. – Dobra, Frozi, teraz już spadam, bo nigdy nie wylazę.
– Dobrze, ale napisz, że żywy doszedłeś na przystanek.
– Spoko.
Daria przekręciła klucz i mimo, że chciała już być w łóżku, to jednak stanęła w oknie, aby upewnić się, że chłopak bezpiecznie przebył okolice jej trzech wieżowców, najgorszego rejonu na Wojska Polskiego. Maks chyba wyczuł jej "obecność", bo odwrócił się i spojrzał w jej okno. Natychmiast się roześmiał.
– Miałaś spać! – krzyknął, idąc tyłem.
– I potem miałabym cię na sumieniu?! – odkrzyknęła wesoło.
– Na razie! – chłopak się odwrócił i dwie minuty później zniknął za ostatnim blokiem.
Spokojniejsza o jego losy Daria wzięła z lodówki mleko i w końcu zajęła wyczekiwaną pozycję leżącą w ukochanym łóżku. Zasnęła w okamgnieniu.

1 781 czyt.
95%212
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 1867 słów i 10721 znaków, zaktualizowała 26 wrz 2018

Komentarze (2)

 
  • Iga

    Iga 25 wrz 2018 ip:94254229

    Siema czemu się tak ociagasz pisz dalej 🙂🙂

  • Black

    Black 15 sie 2018

    Maks tak pięknie opiekuje się Frozi... Ale czemu ona tyle chleje? Agnes sprowadzasz bohaterkę na złą drogę, pomyśl nad tym, żeby trochę ją uspokoić