Niepokorna cz. 12

Niepokorna cz. 12

– Co robimy, masz jeszcze chęć na piwo? – zapytał Maks.
– A bo ja wiem? Może i mam, ale lipa ogromna. Nie wiem, kiedy ci odstawię, jestem pusta jak bęben – odparła wprost dziewczyna.
– Wiesz co, Frozi? Czasem myślę, że ty naprawdę masz coś z głową – fuknął zmęczony jej postawą chłopak. – I patrz, nie ma taksówki, no co za shit. Czekamy, czy dzwonimy?
Wzruszyła ramionami. Znów poczuła się jak skończona idiotka, temat kradzieży powrócił. Korciło ją coraz bardziej, aby przyznać się chłopakowi, lecz nadal się nie potrafiła, nie miała odwagi. Jednak zaczęło ją to gryźć już do tego stopnia, że w duchu obiecała, poprzysięgła sobie, że co miałoby się nie dziać, powie mu jutro, że na pewno jutro to zrobi.  
Pomyślała też o Wiki. Złość nieco z niej wyparowała, lecz nadal nie nie mogła uwierzyć, co wyprawiała dziś jej przyjaciółka i że okazała się zimną, wredną suką. Nie mogła zrozumieć, jak można stać się tego stopnia zazdrosnym, żeby posunąć się do spoufalenia ze szkolnym motłochem. O Klarze również nie zapomniała, cały czas zastanawiała się, gdzie jest, co robi i czy przypadkiem nie dzieje jej się jakaś krzywda, i nie wiadomo, skąd, nagle przyszło jej do głowy, że w właśnie tym momencie pierzy się z jakimś nadzianym facetem w wypasionej chacie na zadupiu…
– Frozi! – potrząsnął nią porządnie. – Daria, do cholery, co jest z tobą? Źle się czujesz? – wpatrywał się w nią na wskroś, z niepokojem wymalowanym na twarzy.
– Nie, zamyśliłam się – mruknęła.
– Frozi, o co chodzi, o to piwo? Co się dzieje, odlatujesz już dziś któryś raz z kolei. Coś się stało? Chcesz pogadać? – naciskał.
– Nic się nie stało, czasem tak mam – tłumaczyła, zdobywając się nawet na sztuczny uśmiech.
Maks bardzo dobrze odczytał jej fałszywą mimikę, lecz nie zdążył zasypać jej kolejnymi pytaniami, ponieważ przed ich nosem właśnie zatrzymała się srebrna Toyota. Chłopak otworzył koleżance tylne drzwi i zaraz zajął miejsce obok.
– Frozi, mów, co jest grane – wznowił temat, gdy tylko kierowca wyjechał z wysepki.
– Nie, pomyślałam o tej kretynce, Wiki – odparła, starając się zabrzmieć jak najbardziej wiarygodnie.
– O kim? O Wiki? Nie umiesz kłamać – chłopak uśmiechnął się płytko.
– Nie kłamię, nadal, kur… nie mogę skumać, co w nią dziś wstąpiło – Daria twardo obstawała przy swoim.
– No co? Jest zazdrosna – skomentował nieco ironicznie kumpel.
– Zazdrosna? – dziewczyna podniosła głos, ale zerknąwszy na kierowcę, zaraz się opanowała, choć facet wcale nie zwracał na nich uwagi. – Rozumiem, że jesteśmy zżyte, ale dziś już przegięła, a to, że skumała się z tą zdzirą… tym już przegwizdała sobie na medal. Nadal nie mogę uwierzyć, że stać ją na spacery z tą rurą, no kur… nie do pomyślenia… – burczała nastolatka.  
W tej chwili zapewne najchętniej użyłaby innych, bardziej sugestywnych słów, jednak kierujący pojazdem mężczyzna sprawiał, że starała się hamować i zachowywać jak normalny człowiek. Maks cicho się zaśmiał, zauważywszy chyba świadczącą o tym, iż dziewczynie ciśnie się na usta worek przekleństw, minę Darii.
– Olej, przejdzie jej – rzekł w końcu widząc, że przyjaciółka w odpowiedzi na jego reakcję napuszyła się jak paw.
Nadal jednak chichotał, z pełną sympatią podburzając dziewczynę.
– Gdzie zamierzasz kupić browar? – zmieniła temat, wciąż grając wkurzoną, lecz usilnie próbowała powstrzymać uciekający z jej ust śmiech.
– Spokojnie, mam miejscówkę.  
Daria zamilkła, chłopak także i nieco spokojniejszej atmosferze po kilku minutach dojechali na przedmieścia, zatrzymując się pod dużym, morelowym, pokrytym ciemnobrązową dachówką, jednopiętrowym domem.  
Skryty za wielkim, masywnym, czarnym ogrodzeniem budynek był bardzo ładny, aczkolwiek dość typowy stylowo dla większość jednorodzinnych domów. Obok budynku snuły się wyłożone szarą kostką podjazd i chodniki, wszędzie wkoło rozciągał się ładny, przystrzyżony na zimę trawnik, a dzieła dopełniało umieszczone od frontu duże oczko wodne, z małą fontanną w kształcie delfina na środku.  
Maks zapłacił i szybko opuścili pojazd.
– Ale masz chatę, mogłabym urządzić tu wesele – pochwaliła dziewczyna.  
– Nie ma sprawy, powiedz tylko, kiedy – odparł wesoło chłopak. – Możesz wyjść za mnie, nie będziesz musiała płacić za wynajem – dodał zaczepnie, po czym otworzył masywną bramkę, część ogromnej całości i wpuścił koleżankę przodem.
– Nie mędrkuj, koleś, poza tym wynajem to góra dziesięć, piętnaście tysięcy, więc musiałabym głęboko się zastanowić, czy dla tak marnej kwoty warto byłoby męczyć się z tobą potem przez całe życie – odparowała dziewczyna, wielce z siebie zadowolona.
Maks się roześmiał, ale darował sobie dalsze pyskówki. – A piwo? – zapytała nieco bardziej rozluźniona, chwilowo przestały dręczyć ją nieprzyjemne kwestie.
– Zaraz załatwię – oparł chłopak.
Weszli do środka i od razu znaleźli się w idącym w głąb domu korytarzu, przecinającym położony po lewej salon i znajdujące się przy prawej ścianie schody.  
Wnętrze było całkiem inne, niż sugerował to niezbyt wyszukany wygląd budynku. Pomalowane na jasno ściany, przechodzące na przemian w nieco ciemniejszą cegłę, jasnobrązowy, także kamienny, sięgający sufitu kominek, brzoskwiniowe panele i stojąca na środku, na puchatym, czarnym dywanie ogromna, biała kanapa w kształcie litery "u” – to wszystko sprawiało, że pomieszczenie wyglądało, jakby mieszkał tu znany polityk, bogaty lekarz, prezes lub jakiś inny, nadziany typ.
Klimat był nieco surowy, jednakże w połączeniu z ciepłymi kolorami mógł jednocześnie uchodzić za przytulny, w czym bardzo pomagały porozwieszane wszędzie, umieszczone w ciemnych, drewnianych ramach, różnorakie pejzaże.
– Kurewsko tu ładnie – rzekła z uśmiechem Daria, chodząc wkoło i dotykając wszystkiego po kolei – a to chropowatego kamienia, a to jasnoszarej ściany, po której przyszedł też czas na kominek, który wymacała od góry do dołu, jakby urodziła się dziś i pierwszy raz widziała takie "dzieło”.
– Dzięki, ale szczerze mówiąc, mi się nie podoba. Zbędny szpan, ale cóż… – wymysły matki – odrzekł luźno chłopak. – Chodź do kuchni – poprosił, ściągając buty, które niechlujnie rzucił przy schodach, na sporym, wiśniowym chodniczku.
– O kurde, Maksi, przepraszam! – rzuciła nagle zawstydzona Daria, migiem na palcach wycofała się z salonu i także po chwili pozbyła się butów.  
– Spoko, zaraz będziesz sprzątać – zaśmiał się chłopak, ruszając wzdłuż schodów do znajdującej się naprzeciw wejścia kuchni.
Wykreowane na czarno-biało pomieszczenie prezentowało się równie ładne. Nie było zbyt obszerne, za to bardzo nowoczesne, co zapewniała masa nowiutkiego, błyszczącego sprzętu, drogie, otaczające całą kuchnię meble i umieszczona na środku, udekorowana szerokim, ciemnym blatem, drewniana wyspa.  
– Kurczę, Maksi, ale masz kosmiczne meble! – rozkrzyczała się z niemałym zachwytem Daria i zaraz posadziła tyłek na pierwszym z brzegu, przeźroczysto-filetowym krześle, przy zrobionym na identyczny wzór stole.
Rozpościerające się niemalże na całą szerokość kuchni okna dawały podgląd na znajdujący się na tyłach domu ogród, gdzie dziewczyna wypatrzyła niewielki basen, kilka drewnianych mebli i duży, stojący przy ogrodzeniu grill, oraz tkwiącą samotnie na samym końcu trawnika trampolinę.
– Ile zarabiają twoi starzy? – zapytała bez jakiegokolwiek skrępowania, oniemiała nieco tym przepychem.
– Nie mam pojęcia i szczerze mówiąc… nie obchodzi mnie to – odparł dość chłodno Maks, otwierając lodówkę. – Chodź no tu – poprosił nieco i dziewczyna zaraz stanęła obok, także zaglądając do wnętrza lodówki. – Nic ciekawego tu nie widzę – rzekł chłopak, gdyż faktycznie - prócz kilku wędlin, odrobiny nabiału, ogromu warzyw i masy puszek z napojami w środku nie znajdowało się nic szczególnego.
– Starzy przeważnie jedzą w mieście, bo zazwyczaj późno wracają i nie mają czasu na gotowanie, dlatego lodówka tak wygląda. No co za cyrk – warknął wkurzony nastolatek.
– Nie rozumiem, dlaczego narzekasz? Zobacz, ile masz zielska, więc masz okazję do zdrowego odżywiania. Do tego jest też jakieś drobiowe padło i kilka jogurtów, dasz radę. Tylko nie pij tych cukierkowatych napojów, bo cała praca pójdzie na marne – ironizowała Daria, widząc przezabawną, niezadowoloną minę chłopaka, przez którą wyglądał, jakby wręcz przestraszył się widoku warzyw i całej reszty.  
– Może coś zamówimy? – spojrzał na koleżankę spod byka, zamykając drzwi lodówki.
– Nie wiem, jak chcesz – odparła, ciesząc się z jego obecnej prezencji, lecz za tą radością próbowała przy okazji ukryć zawstydzenie, które znów zawładnęło dziewczyną.
Kolejny raz poczuła się głupio przez to całe stawianie, do tego ta cholerna kradzież…
– Pizza? Znam zajebistą knajpę, robią tam świetne żarcie – rzekł chłopak, któremu uśmiech powrócił na twarz.
– Ok.
Wykręcił numer i po chwili zaczął tłumaczyć, czego sobie życzy, więc Daria siedziała w milczeniu, lecz nie odrywała od niego wzroku.  
– Wziąłem Wiejską z boczkiem i podwójnym serem. Pasi? – zapytał, odkładając komórkę.
– Jasne.
– Dobra, czego się napijesz, na piwo musimy jeszcze chwilę poczekać, chyba, że… A pieprzę to, zrobię po drinku, co?
– Nie wiem, ty tu rządzisz.
Chłopak szybko odnalazł w zamrażarce zamkniętą jeszcze fabrycznie, oszronioną butelkę litrowej Finlandii i szybko otworzył.
– Nie będzie przypału? – zapytała dziewczyna.
– Wiesz, ile czasu leży tu ta wódka? Ze dwa lata, jak nie lepiej. Nie rozumiem, po co kupować, jeśli się nie używa. Moi starzy sami nie wiedzą, czego ile mają, myślisz, że z Kubasem już tu nie rządziliśmy? – zaśmiał się, do połowy zapełniając przeźroczystym płynem dwie błękitne literatki. – Ostatnio, jak miałem pustą chatę i nocował u mnie, wychlaliśmy staremu dwa Danielsy i podciągnęliśmy sześć cygar, typ do tej pory się nie skleił, choć zaglądał do barku już tysiące razy. Ale żeśmy wtedy popili, no ja pierdolę. Wcześniej siorbnęliśmy po cztery piwa i na tym miało się skończyć, ale jak się dowiedziałem, że rodzice wyjeżdżają, dorwaliśmy tą whiskey, a że mało tego dnia zjedliśmy, to powyginało nas, jak gumy. Kurwa, na drugi dzień rzygałem jak kot, dobrze zapamiętam tą lekcję – spuentował rozradowany chłopak i znów otworzył lodówkę. – Frozi, nie mam soku, może być z colą? Mam też Mirindę i tonik – oznajmił, widocznie zawiedziony.
– Zrób z tonikiem.
Chłopak dolał do pełna i postawił szklankę przed koleżanką.
– Dzięki.     
Daria nadal rozglądała się po kuchni, gdy nagle do jej uszu doszedł dziwny dźwięk, coś jakby pisk, przypominający kwilenie dziecka.
– Co to? – zapytała zaskoczona, tym bardziej, że zauważyła, iż uśmiechach chłopaka rozlał się w tym momencie na całą szerokość twarzy.
Dźwięki stawały się coraz wyraźniejsze.
– Chodź, pokażę ci coś – rzekł Maks i ruszył do wyjścia, po czym skręcił na lewo od kuchni, podszedł do pierwszych drzwi po prawej i tam się zatrzymał.
Tu dźwięki skumulowały się i zmieszały, przez co Daria zdążyła już połapać, co jest w środku.
– Tylko uważaj, żeby nie uciekły, bo potem sama będziesz ganiać je po całej chacie – ostrzegł wesoło chłopak, po czym uchylił drzwi, ale jedynie na tyle, aby mógł się przecisnąć.
– Właź i szybko zamykaj – nakazał.
Daria truchtem weszła za kolegą i natychmiast zamknęła za sobą brązowe skrzydło. Dwu-, może dwu- i półmiesięczne, maleńkie dalmatyńczyki od razu zaatakowały dziewczynę i popiskując głośno, w okamgnieniu otuliły jej nogi jak stadko wijących się węży. Otoczyły nastolatkę z każdej możliwej strony, przez co dziewczyna o mało się nie przewróciła i niewiele też brakowało, aby nadepnęła na któregoś z nich.
– O kurwa, ależ zajebiste! Skąd je masz? – krzyknęła euforycznie, zaraz przysiadła na kolanach i pochylona niemalże do samej ziem, zaczęła przygarniać do siebie jak maskotki wszystkie sześć piesków. – Zabieram je – oznajmia z żartobliwą surowością, chichocąc głośno, gdyż szczeniaki zdążyły się już dobrać się do jej włosów i zacząć przy okazji włazić jej na głowę.
Po chwili dziewczyna się wyprostowała, lecz nadal nie mogła oderwać rąk od miękkich, nieporadnych stworzeń, niestety, ku jej niezadowoleniu, za moment pieski porzuciły nastolatkę i niezgrabnie rozlazły się po pomieszczeniu, warcząc i podgryzając się nawzajem.
Daria wstała z kolan, lecz nadał pchała łapy to do jednego, to drugiego lub trzeciego szczeniaka, nie mogąc się od nich oderwać.
– Dobra, Frozi, spadamy, jak będziemy za długo tu siedzieć, potem będą piszczeć i nie dadzą nam żyć – oznajmił Maks, trzymając już dłoń na klamce.
Daria pogłaskała jeszcze wszystkie po kolei, po czym wyszła za chłopakiem tak samo, jak weszła.
– Świetne, zajebiste, skąd je masz?
– Starzy sprzedają.
– Sprzedają?
– Tak, to drugi miot.
– Ile taki kosztuje? – zapytała, opierając się i kuchenną szafkę ze szklanką w dłoni.
– Nie wiem dokładnie, ale są z rodowodem, więc około tysiaka na pewno… chyba. Nie wiem, nie mam pojęcia, nigdy o to nie pytałem, bo mnie to nie interesuje.
– A gdzie ich matka?  
– No właśnie, tego też nie wiem, powinna być w domu. Pewnie po…
Trzaśnięcie wejściowych drzwi przerwało wypowiedź.
– No właśnie, o wilku mowa – rzekł chłopak i za moment do kuchni wbiegła cętkowana suczka, która od razu dopadła do Maksa i rozpoczęła wkoło niego dzikie tańce. Potarmosił ją po głowie i gdy piesek uznał, że został już odpowiednio przywitany, doskoczył do Darii i machając ogonem i przy okazji całym tyłkiem zażądał głaskania także od niej, trącając łbem jej nogę.
Dziewczyna z miejsca zdrętwiała i natychmiast uniosła ręce, nie była pewna, czy zwierzak jej nie dziabnie.  
– Frozi, no co ty, wymiękasz? – zaśmiał się Maks. – Ona nic ci nie zrobi, przecież widzisz, jak się zachowuje.  
Nastolatka wyluzowała i także pogłaskała suczkę. Ta nie męczyła jej jednak długo, po chwili dopadła do miski z wodą i gdy już zaspokoiła pragnienie, ruszyła w stronę pomieszczenia, w którym niedawno byli z Maksem.  
Chłopak wpuścił ją do maluchów i po powrocie jednym haustem wykończył swojego drinka. Daria już chciała zadawać pytania na temat tego, kto przyszedł, lecz przyhamował ją dźwięk remixa Inna -"Hot” który rozległ się na piętrze.  
Dziewczyna od razu spojrzała na Maksa.
– Junior – oświecił ją, nalewając kolejną porcję alkoholu. – Pij, zrobię ci drugiego.
– Junior? – postawiła przed nim pustą szklankę.
– Mój brat.
– Kurwa, masz brata? – uniosła brwi w geście totalnego zaskoczenia. – Pierwsze słyszę.  Dlaczego nie mówiłeś, że masz rodzeństwo?
– A pytałaś?
– Kurde, Szczepaniuk, wkurzasz mnie, zawsze jakieś durne odzywki – naburmuszyła się jak mała dziewczynka.
– I kto to mówi... – uśmiechnął się wymownie.
Po chwili na schodach rozbrzmiał cichy dźwięk kroków i chwile później w progu pojawił się o pół głowy wyższy od Maksa, ubrany w dresy i czapkę z daszkiem chłopak. Daria momentalnie zdębiała, stawiając oczy w słup...

1 290 czyt.
94%175
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 2750 słów i 15987 znaków, zaktualizowała 20 sty 2018

Komentarze (5)

 
  • AnonimS

    AnonimS 21 sty 2018 ip:8331143

    Dobrze napisana. Ale ja o czymś innym. Czytałem Twoje komentarze pod pewnym plagiatem i ostra z Ciebie babka    Powinien był się tego domyślić czytając Twoje dzieła ale jakoś na to nie wpadłem. Pozdrawiam

  • Malawasaczka03

    Malawasaczka03 21 sty 2018

    Interesujące...

  • aKubek

    aKubek 21 sty 2018

    Hmm..trochę  takie...  hmm..

  • zabka815

    zabka815 20 sty 2018

    Hehe dobra część   Na pewno Daria zna brata Maxa Czekam na kolejną  

  • Fanka

    Fanka 19 sty 2018

    No moja Pani widzę iż coś ciekawego tutaj się szykuję Czekam do następnej