Niepokorna cz. 43

Niepokorna cz. 43Co się stało w szkole? – zapytał pan Andrzej, zasypując proszki do szklanek.
– To znaczy?
– Co to za pożary? – mężczyzna się uśmiechnął.  
– Pewnie, znowu na mnie. Myślisz, że jestem aż tak pogrzana, żeby podpalać szmaty w szatni?
Ojciec jedynie wymownie spojrzał na dziewczynę.
– A twoi znajomi? To nie jest odpowiednie towarzystwo, chyba o tym wiesz – wyjechał.
Daria aż wytrzeszczyła oczy, nie miała pojęcia, o czym on mówi.
– Jacy znajomi?
– Ci z ławeczki. Daria, ja cię ostrzegam…
Dziewczynę przytkało. Widział mnie – pomyślała.
– Tato, przestań. Mieszkają tu, więc zagadali, wielka tragedia. Co, miałam ich olać i nie podejść, jak jakiś dzikus.
– Nie wpakuj się w kłopoty, dobrze wiesz, co to za typki – ciągnął ojciec.
Daria zamilkła, modląc się, żeby woda już się wyłączyła. Spojrzała na zegar – dochodziła siedemnasta. Matka właśnie postanowiła poznosić talerze do kuchni, jednak nie zaczepiała córki. Ojciec również się wyciszył, lecz po jego minie Daria widziała, że jest zły. No, już po kasie – wkurzyła się, chwyciła dwie szklanki i uciekła do salonu.
I nagle wymyśliła! Od razu uśmiechnęła się do siebie, że jest tak pomysłowa, zaraz jednak mina jej zrzedła – przecież i tak wyślą z nią Natalię. To nic, damy radę – dodała sobie otuchy i chwyciła kawę…



Przeszukała szufladę, komodę i szafki z ciuchami, lecz lufki nie znalazła. No bladź – pomyślała. Nie wiedziała, co zrobić. Przecież matka zaraz wciśnie jej Natalię, więc jak kupi fifkę? A chuj, coś wymyślę.
– Dokąd? – zapytała rodzicielka, widząc, że Daria nakłada buty.
– Idę do skateparku, za godzinę wrócę.
– Gdzie idziesz? Na zakupy nie mogłaś pojechać, tak?
– Weź się odczep, dogadałam się z ciocią, tak.
– A Natalia? Nie masz wstydu – warczała matka, lecz Daria ją wyminęła i zawisła w progu salonu.
– Idziesz ze mną? – zgadała do siostry, nie siląc się nawet na cień uśmiechu.
– Gdzie?
– Chodź, połazimy. Nudy.
Natalia wstała i po chwili była gotowa do wyjścia.
– Tato, daj mi dwie dychy, kupimy sobie coś – poprosiła Daria, wiedząc, że gdy poprosi przy ciotce, osiągnie sukces.
– Nie mam drobnych.
– Tato!
Pan Andrzej, choć niechętnie, dał dziewczynie pięćdziesiąt złotych i nastolatka, wielce szczęśliwa, ulotniła się z Natalią z domu. Wiedziała, że reszta jest już jej.
– Chcesz pojeździć? – zapytała blondynka.
Daria przewróciła oczyma.
– Nie, wzięłam deskę, żeby na niej posiedzieć – odparła złośliwie.
Natalia się wyciszyła.
– Sorry… mam zły dzień.
– Spoko.
Wyszły jak poprzednio, ostatnią klatką. Natalia bacznie obserwowała Darię, jakby coś podejrzewała. Szatynka dobrze o tym wiedziała, lecz nie zaczynała tematu.  
– Winstony czerwone poproszę – rzekła Daria, kładąc na ladzie dwa lody i dwa soki.
– Dowód poproszę.
No nie, znowu? – wściekła się nastolatka.
– Nie mam, nie wyrobiłam jeszcze. Nie musiała się jednak dłużej tłumaczyć, bo Natalia wręczyła facetowi swój dokument.
– I lufkę, jak pan ma – warknęła szatynka.
Zadowolona chwyciła zakupy, szkło schowała do kieszeni i chwilę później przekraczały bramę skateparku.
– Po co ci lufka? – blondynka nie wytrzymała.
– Do fajek. Paluchy nie śmierdzą. Daj mi pięć minut – rzekła obojętnie Daria i postawiła nogę na desce.  
– Jasne. Nie widziałam jeszcze, jak jeździsz – odparła przymilnie dziewczyna i usiadła na ławeczce.
Wcinała deser i bacznie obserwowała siostrę, która coraz szybciej pokonywała rampę.  Gnała jak szalona, w końcu przy którymś z kolei obrocie nie wylądowała dobrze i zjechała nosem w dół. Deska poleciała Bóg wie, gdzie.
– Kurwa – warknęła, niezadowolona z kolejnej porażki.
Natalia się nie odzywała, jakby bała się wyrazić opinię.
– Dawno nie byłam na rampie, deska mnie ostatnio nie słucha. Idę się odlać, tam, w krzaczory. Zaraz wracam. Jak ktoś będzie lazł, krzycz – poinformowała Daria, zostawiła deskę przy ławce i szybko uciekła.
Minutę później już się zaciągała. Nie paliła dużo, pociągnęła tylko dwa razy. Nie wiedziała, jak działa narkotyk i nie chciała za mocno się nawalić. Bała się wpadki. Marihuana – jak wywnioskowała po smaku – była bardzo ostra i Daria szybko poczuła miłe zmiany. Odpaliła papierosa i wróciła do siostry. Gęba, chcąc nie chcąc, już rozciągała się w pełnym uśmiechu, a towarzystwo blondynki wydało jej się na chwilę obecną bardzo pozytywną rzeczą.
– Co jest? – zachichotała, obejmując dziewczynę za ramię.
– Nic. Dzwoniła ciocia, pytała, o której będziemy.
– Będziemy, jak wrócimy – mruknęła wesoło szatynka.
Natalia podejrzliwie na nią spojrzała, dziwnego zachowania Darii nie dało się nie zauważyć. Daria w odpowiedzi pociągnęła dziewczynę za ramię.
– Chodź.



– Kup dwa piwa, jak tu zaczekam – poprosiła Daria, wręczając siostrze dziesięć złotych.
– Piwa? A jakie? – mruknęła Natalia, która chyba nadal nie potrafiła postawić się nastolatce.  
– Warkę czerwoną i coś sobie – wypaplała Daria, dusząc się w środku ze śmiechu.
Sylwek mówił prawdę – marihuana była tak mocna, że dziewczyna kompletnie odleciała. Czuła się wykręcona i fizycznie, i psychicznie. Lecz był i podkręcany trawą strach, bała się, żeby nie wpaść. Domyślała się, jak wyglądają jej oczy, a że nie miała telefonu, którego używała jako lusterka, nie mogła tego sprawdzić. Spojrzała w witrynę, usiłując zbadać swój stan, niczego jednak nie zobaczyła; sklepowa szyba zdecydowanie się do tego nie nadawała.
Natalia wyszła z budynku i stanęła przed Darią, jakby czekała na dalsze rozkazy. Szatynka pękła i głośno się roześmiała.
– A ty co? Wyglądasz, jakbyś wyszła nie ze sklepu, tylko z sądu, z ćwiarą na karku. Ale gdzie obstawa? Dwadzieścia pięć lat i tak samopas łazisz? No beka – rżała nastolatka, ogarnięta błogim działaniem narkotyku.
Natalia nie odpowiedziała, zrobiła tylko oślą minę.
– Spokuś, wyluzuj. Humor mi się poprawił i pierdolę głupoty. Nie fochaj – Daria przytuliła siostrę. – Szły.
Skryły się z daleka od ramp i Daria otworzyła piwa.
– Smakuje ci to? – zapytała w kwestii zakupionego przez siostrę Desperadosa.
– Tak. Nie lubię zwykłego piwa.
– Eee tam – szatynka zachichotała, czując, jak trawa kręci nią coraz mocniej.  
– Widać – rzekła nagle Natalia.
– Co? – zszokowana Daria aż otworzyła usta.  
Kurwa, ale przypał. No ładnie, mam pozamiatane – pomyślała dziewczyna, będąc pewną, że Natalia wszystko powie matce. Gadała kiedyś, wygada i teraz, przecież człowiek nie może się aż tak zmienić. A to, że trochę wyluzowała…?
– Co widać? – wydusiła.
– Widać, że paliłaś – odparła blondynka.
– Że co niby paliłam?  
– Wiesz co – rzekła spokojnie Natalia, lecz teraz ciepło się uśmiechnęła.
– No dobra, wpadłam – bąknęła spłoszona Daria. Zupełnie się pogubiła i nie wiedziała, co teraz robić, jak się zachowywać.
– Spokojnie, nie jestem sprzedawczykiem. Ale rodzice zobaczą, wyglądasz, jakbyś piła przez tydzień – zachichotała Natalia.
Daria z nerwów wypiła już całe piwo i zapragnęła kolejnego.
– Mało – podniosła do góry butelkę, chcąc zmienić temat.
– Mogę pójść, kupić jeszcze – zaproponowała Natalia. – I tak teraz do domu nie pójdziemy – dodała z kąśliwym wydźwiękiem.
O kurwa, jaka mądra nagle – syknęła w duchu Daria, mocno zaciskając zęby.
– Dobra, kup jeszcze po dwa, bo na pewno posiedzimy tu jeszcze trochę. I jakieś cuksy owocowe, choć piwa raczej nie zagryzę. A chuj, mam osiemnaście lat. Śmigaj szybko – Daria wręczyła jej pieniądze i odpaliła papierosa. Nie była zadowolona.



– A może chcesz zajarać? – zapytała szatynka, która już się rozluźniła. Wierzyła, że Natalia jej nie wyda, a nawet jeśli, to co jej zrobią? A że sobie pogadają…? Przecież to tylko trawka.
– Nie. Próbowałam raz i źle się po tym czuję – odparła blondynka.
Daria postawiła oczy w słup.
– Natali i zioło, normalnie jestem w szoku. Chyba naprawdę zjeżdżasz na właściwe tory. Maszynista się spisuje – stwierdziła wesoło szatynka, której głupawka z wolna wracała.
– Tak, on mnie poczęstował… a raczej namówił.
– Masz fotkę?
Natalia pokazała Darii zdjęcie. Ukazał jej się przystojny, ścięty za zapałkę brunet, który wcale nie wyglądał na łobuza.
– Fajny. Przywieź go kiedyś. Czemu nie kupiłaś sobie piwa?
– Nie chcę już. Ciotka będzie się burzyć, jak wypijesz trzy – stwierdziła Natalia.
– Dupa tam, nic nie będzie. Zresztą… olewam. Powiem, że ty mnie namówiłaś. Też śmierdzisz procentami, więc...?
Obie dziewczyny roześmiały się wesoło.



– Dziwne, że nie wydzwaniają? Nie ma nas prawie trzy godziny. Widać? – zapytała Daria, wystawiając nos przed twarzą siostry.
– Nie widać.
– To luz – szatynka się uśmiechnęła i wcisnęła guzik windy.
Bardzo chciała już do domu, bo mimo zjedzenia potężnego obiadu, narkotykowy głód niemalże wyrywał jej bebechy. Oby się tylko nie wpierdolić.

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 1614 słów i 9414 znaków, zaktualizowała 25 mar o 14:15.

1 komentarz

 
  • Iga21

    W idealnym momencie weszłam na lolka 🙂  
    No w końcu wena złapała widać i super, a oby tak dalej😘

  • agnes1709

    @Iga21 Szybsza od wiatru. Z tą weną polemizowałabym, aczkolwiek powoli coś się zaczyna bujać  

  • Iga21

    @agnes1709 no to niech się buja szybciej 😀
    Kiedy następny ?

  • agnes1709

    @Iga21 Nie mam pojęcia.