Niepokorna cz. 41

Niepokorna cz. 41– Przepraszam, czy mogłabym odzyskać deskę? – zapytała ponuro, uchyliwszy drzwi gabinetu.
Dyrektor w milczeniu wskazał głową deskorolkę, przecinając przy okazji nastolatkę nieprzychylnym spojrzeniem. Daria w mig zabrała sprzęt.
– Nie jeździmy po korytarzu! – rzekł surowo pedagog.  
Pogadaj sobie – pomyślała dziewczyna i szybko ulotniła się z pomieszczenia. Założyła czapeczkę i postawiła nogę na deskorolce. Hol był prawie pusty, nie przejmowała się więc nakazami faceta.  
Jechała wolno, zwinnie wymijając nielicznych, pozostałych w szkole uczniów. Nie musiała się zbytnio wysilać, gdyż ci, mimo wszystko, odruchowo starali się schodzić jej z drogi, oglądając się za nastolatką, jakby widzieli to zjawisko pierwszy raz.  
– Wiesz, jak na mnie spojrzał? – zagadała do czekającej przy wyjściu Klary, chwytając deskorolkę w dłoń. – Pewnie nie moczył dłuższy czas, temu taki napięty – zaśmiała się.
Klarze jednak dobry humor już przeszedł, znów wyglądała na wystraszoną.
– Co jest? – zapytała Daria, choć domyślała się, o co chodzi.
– Nic.  
– Idziemy?
– Tak.



Bacznie obserwowała koleżankę, jadąc przy niej wolno. Dziewczyna znowu rozglądała się na boki, nieudolnie próbując to ukryć, w końcu szatynka nie wytrzymała.
– Piękna, co się dzieje. To ten samochód, tak? – wyjechała bez ogródek.
– Samochód? – bąknęła Klara, twardo udając zdziwienie.
– Tak, samochód, czarny wypasiony merc – rzuciła oschle Daria.
Klara zamilkła.
– Co to za facet? – nastolatka nie odpuszczała.
– Nieważne.
Daria zeskoczyła z deskorolki i zagrodziła koleżance drogę.
– Nieważne? – syknęła. – Przecież ty już prawie robisz pod siebie, myślisz, że ktoś jest głupi? Kurwa, Klara, pogadaj ze mną, czego się boisz? Czy on cię prześladuje? – dopytywała, przecinając dziewczynę zimnym spojrzeniem.
– Co? – Klara zaśmiała się nieudolnie. – Nieee, to mój były pracodawca. Pilnowałam u niego dzieciaków, ale musiałam zrezygnować, i teraz jeździ za mną i jęczy, żebym wróciła. Ale nie mam jak, zaraz matura i trzeba pozakuwać – chichotała Klara, robiąc zupełnie nieudane przedstawianie.
– Pracodawca? Kurwa, pracodawca przyjeżdża pod szkołę i cię terroryzuje? Co mi tu wciskasz? – Daria się zdenerwowała. – Widziałam twoje zachowanie przy tym samochodzie. Kurwa, wszystko z Maksem widzieliśmy, rozumiesz? – przyznała w końcu, warcząc na biedną Klarę.
Ta aż otworzyła usta, patrząc na Darię dużymi oczyma. Znów zamilkła, stojąc jak posąg przed koleżanką; wyglądała, jakby nagle zamieniła się w głaz.  
Daria tkwiła przed dziewczyną i cierpliwie czekała.
– Muszę iść do domu – Klara się w końcu obudziła i chciała wyminąć szatynkę, ta jednak jej nie przepuszczała.
– Klara – zagadała błagalnie, mając nadzieję, że może łagodność w czymś pomoże.
– Daj mi już spokój, dobra? – wydusiła płaczliwie blondynka, nie patrząc na koleżankę.
Daria się pogubiła, nagle zdała sobie sprawę, że swoją nachalnością i niepotrzebnymi emocjami wszystko zepsuła. Zamiast namówić dziewczynę do zwierzeń, żeby móc jej jakoś pomóc, wywołała w niej jeszcze większy strach. Klara nie czekała, tylko korzystając z chwilowej zadumy szatynki, szybko ją wyminęła i ruszyła w stronę przystanku. Kurwa, kretynka – Daria zganiła się szorstko i wskoczyła na deskę…



Jechała w ciszy, raz po raz zerkając na spłoszoną koleżankę, lecz już się nie odzywała. Przez głowę przebiegało jej tysiące myśli, a najbardziej jedna – „koleś zmusza ją do seksu”.
– Jedziesz autobusem? – zapytała w końcu, gdyż właśnie dotarły do przystanku.
Klara skinęła głową.
– A może jednak pójdziemy do mnie? Na chwilę.
– Dziś nie mogę.
– Odprowadzić cię do domu? – zaproponowała Daria, widząc coraz bardziej osobliwą minę koleżanki.
– Nie – Klara niemal krzyknęła, jakby słowa nowej znajomej wywołały u niej zgrozę.
Darię aż język świerzbił, aby zapytać o osiedle, na którym mieszka dziewczyna, odpuściła jednak, uznając, że wystarczająco dała już ciała.
– Dasz mi swój numer? Masz już komórę – poprosiła.
– Nie znam na pamięć – odparła Klara; wydawała się być szczera.
– A jutro?
Klara niemrawo przytaknęła.
– Poczekam z tobą na puchę – rzekła Daria, chcąc się przynajmniej dowiedzieć, jakim numerem pojedzie. Kombinowała, jak mogła.
Stały w milczeniu bardzo krótko, zaraz przyjechał autobus, i Klara z cichym „cześć”, szybko do niego wsiadła. Dwunastka? – pomyślała Daria, snując już niczym nieuzasadnione domysły. Nie, no kurwa, to raczej byłoby śmieszne, gdyby jechała do mnie – zaśmiała się w duchu.
Autobus ruszył, a Daria za nim. Jechała najszybciej, jak się dało, starając się go nie zgubić, jednak po dwóch przystankach pojazd jej uciekł; deskorolka była stanowczo za wolnym środkiem lokomocji, aby dotrzymać mu kroku. Do tego dochodziły zbliżające się godziny szczytu i masa ludzi powychodziła już z pracy, idąc sobie, jak zwykle, ścieżką rowerową. Kurwa, jakby chodnika było im za mało – warczała dziewczyna, wkurzona, że musi ich omijać, bo nawet nie raczą zejść na bok.
Zwolniła – nie śpieszyło jej się do domu. I nagle coś przyszło jej do głowy. Nie poczekał? – pomyślała o Maksie. No cyrk, naprawdę zajebał focha – zachichotała podświadomie, wyobrażając sobie kolegę, robiącego nadętą minę, coś na wzór naburmuszonej kilkulatki.
Rozradowana dojechała na osiedle, lecz nie skręciła na swoją ulicę, tylko przejechała przez sklepowy pasaż i po chwili minęła ogrodzenie niewielkiego osiedlowego skateparku. Zobaczmy – zrzuciła plecak i podjechała pod jedną z mniejszych ramp. Jeden obrót deski w miejscu, drugi, i już uśmiech zagościł na twarzy dziewczyny. Może nie będzie tak źle – pomyślała, weszła na górę, nachyliła się i chwyciła deskę w dłoń…
Kilkukrotne przemierzenie rampy nie stanowiło zbytniego problemu, szczęśliwa więc z faktu, że jeszcze potrafi, zjechała w dół i złapała plecak. Nakręcona sukcesem nie odpuszczała jednak i szybko namierzyła długą, metalową barierkę. Było to dziecinnie proste zadanie, rozpędziła się więc i zręcznie wskoczyła na poręcz, lecz deskorolka momentalnie wyśliznęła się jej spod nóg i dziewczyna jak długa wyrżnęła na ziemię, mocno uderzając plecami o beton.  
– Kurwa – syknęła, łapiąc się za bolący łokieć. – No ja pierdolę – spojrzała na podarty rękaw, spod którego sączyła się strużka krwi.
Niezgrabnie wstała i podeszła do balustrady. Przejechała dłonią – wszystko zdawało się być w porządku. Zabrała leżącą nieopodal deskę i zadumała się przez chwilę. Nie, nie dziś...



No kurwa – burczała w myślach, jadąc bardzo wolno i walcząc z dokuczliwym bólem pleców. Nie miała pojęcia, dlaczego się wywróciła, jeździła przecież po tej barierce setki razy. To matka rzuciła urok, bo nie pojechałam autobusem – drwiła gorzko, wściekła niepowodzeniem, które nie powinno mieć miejsca. Zaraz będzie gadana – stwierdziła. Wiedziała, że podarte ubranie i obtarty łokieć będą dobrym pretekstem do wywalenia przez kobietę swoich racji. "A nie mówiłam?" – takie słowa rodzicielki spodziewała się usłyszeć, a po niej całą resztę kazania, że: „to ona jak zwykle ma rację". A pierdolę to, moja bluza i mój łokieć – pyskowała, nie mogąc darować sobie tej niefortunnej wywrotki.
I jeszcze te cholerne zakupy.

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 1333 słów i 7770 znaków, zaktualizowała 27 lut o 21:23.

4 komentarze

 
  • Marrtt

    Super opowiadanie 😍 czekam z niecierpliwością na kolejną część ♥️

  • agnes1709

    @Marrtt Dzięki, cieszy mnie to;)

  • Marrtt

    A wiadomo kiedy będzie kolejna część ? 🤭♥️♥️

  • Fanka566

    Przeczytałam całą serię jednym tchem. Niezwykle wciągające. Od razu polubiłam Frozi. Nie moge sie doczekac nastepnej części.

  • agnes1709

    @Fanka566 Dzięki

  • Black Crowe

    Napisz "coś", żeby się przyczepić.... Eee tam!  :danss:

  • agnes1709

    @Black Crowe Może kiedyś :D

  • Iga21

    No w końcu ☺
    Daria zrozumiała swój błąd w postępowaniu z Klarą, a teraz musi się zastanowić jak go naprawić.

  • agnes1709

    @Iga21 Tak, w końcu, ale ile mnie to kosztowało :lol2:

  • Iga21

    @agnes1709 ale w końcu się udało i mam nadzieję, że nie jesteś nie zadowolona ze swojej pracy ☺

  • agnes1709

    @Iga21 nie jestem