Niepokorna cz. 31

Niepokorna cz. 31

– Kurwa! – zaklęła soczyście, zrzucając plecak i chwyciwszy w ścierkę spalony garnek z nieznaną zawartością, szybko wrzuciła go do zlewu.
Rozszedł się towarzyszący tumanowi śmierdzącej pary, głośny syk.  
– Kurwa, spal mieszkanie – burczała pod nosem.  
– Klarcia, to ty?! – usłyszała z salonu wesoły głos.
– Nie, dzielnicowy – fuknęła cicho dziewczyna, nie mogąc uwierzyć, że to się dzieje.
W kuchni panował istny sajgon, który od razu rzucił się w oczy nastolatce. Nie miała jednak czasu na dogłębne zapoznanie się z burdelem, musiała sprawdzić, co z matką.
Garnek był do wyrzucenia, zostawiła go więc w takim stanie, w jakim był, otworzyła okna i ruszyła do pokoju. Było tak, jak przewidywała – pani Krystyna siedziała na kanapie, przed włączonym telewizorem i popijała piwo. Gdy zobaczyła córkę, od razu szeroko wyszczerzyła zęby. Klara ją zignorowała i natychmiast okrążyła mebel w poszukiwaniu kontrabandy. Matka widocznie dziś nie zadbała o jej ukrycie, bo dziewczyna od razu zobaczyła leżącą za kanapą reklamówkę.  
Różnie to bywało, kobieta raz chowała alkohol, raz nie, choć Klara nigdy jej go nie zabierała. Wiedziała, że kiedy to zrobi, może być jeszcze gorzej, że matka nie daj Boże wyjdzie po następny i narobi sobie przy okazji problemów, a powstrzymanie ją przed wycieczką w stanie niedopicia mogło się skończyć równie nieciekawie.
– Mamo! – nastolatka przecięła kobietę nieprzychylnym, zrezygnowanym spojrzeniem. – Ile wydałaś? – zapytała, otwierając szafkę, z której wydobyła ukrytą pod ubraniami, białą kopertę.
Sprawdziła – dwadzieścia złotych.  
– Kurwa, mamo! Wydałaś prawie stówę? Na co? – dopytywała wkurzona dziewczyna, machając przed sobą kopertą.  
Matka od niedawna dzięki zaprzyjaźnionemu lekarzowi zaczęła otrzymywać rentę na, jak to orzeczono: depresję nawracającą, w wysokości niecałych ośmiuset złotych. Była to śmieszna kwota, dlatego też po opłaceniu rachunków zostawało im jedynie około dwustu na przeżycie, nie dziw więc, że dziewczyna, widząc spore braki, bardzo się zdenerwowała. Lecz w całym tym pechu cieszyła się przynajmniej z jednego – że Kamil wciąż jest daleko, tak już pewnie nie byłoby nic, a należności nie zostałyby opłacone.
– Dzwonił do mnie twój dyrektor – zapiszczała kobieta, nic sobie nie robiąc ze skierowanych do niej pretensji. – Strasznie mdły typ. I jeszcze mnie tu poucza. Dupek jakiś. Narozrabiałaś?
– Mamo, co ty wyprawiasz? Chcesz spalić mieszkanie?! Jesteś już tak znieczulona, że nie czujesz smrodu?! – wydarła się Klara, wskazując palcem kuchnię.
– O cholera, zapomniałam! – matka nagle zerwała się z miejsca i ruszyła w tamtą stronę.
Dziewczyna nie reagowała, pomachała jedynie z niedowierzaniem głową i wsadziła nos do reklamówki. Zobaczyła niezaczętą, półlitrową wódkę, cztery piwa i dwie paczki najtańszych papierosów.
– Kurwa, chciałam ci zrobić bigos z grzybkami, taki, jak lubisz, i widzisz? Przez tego chuja, twego ojca, nie pamiętam nawet o garnku na gazie – oznajmiła kobieta, wracając do pokoju; zachowywała się, jakby absolutnie nic się nie stało.
Klara już wiedziała, że najbliższe dni nie będą sielanką. Przekleństwa, papierosy, które matka pali tylko, gdy pije i bluzganie na ojca, który na trzeźwo wcale chujem nie jest, a jedynie chamem, to wszystko świadczyło, że kobieta na pewno się do jutra nie opamięta. No i wydane pieniądze, dziewczyna nie miała pojęcia, gdzie jest reszta, skoro kontrabanda kosztowała nie więcej, jak pięćdziesiąt pięć złotych.
Ruszyła do korytarza, gdzie niechlujnie na szafce na buty leżała jeasnowa bluza matki, ale tam również brakującej kwoty nie znalazła. Zgubiła? – kalkulowała dziewczyna. Ale nawalona jeszcze ostro nie jest, więc...?  
– Córuś, trzeba by coś ugotować, zepsułam twój obiad – rzekła radośnie kobieta, stając obok dziewczyny i obejmując ją w pasie.
– Mamo, wydałaś ostatnie pieniądze, jak zamierzasz teraz przeżyć jeszcze pół miesiąca? – zapytała blondynka, starając się nie podnosić głosu.
Klara, mimo szaleństw matki, rzadko kiedy rzucała się do kobiety, agresji nie miała w naturze.
– Dziecko, przecież to nic takiego. Musiałam odreagować, zwłaszcza po tym durnym telefonie – tłumaczyła się bezsensownie kobieta.
– Po telefonie? Przecież ty już byłaś pijana, jak on dzwonił, myślisz, że nie poznał? Poza tym jak długo tym razem zamierzasz balować, co? Dyro chce cię widzieć w szkole – oznajmiła Klara, która ruszyła do kuchni i otworzyła lodówkę.
– Po co?
– Nie wiem. Wyszła jakaś afera, ktoś podpalił ciuch w szatni. Ale ja nie miałam z tym nic wspólnego. I pewnie dałby spokój, ale jak usłyszał, że jesteś pod wpływem, zareagował, ja zareagował. I wcale mu się nie dziwię. I wiesz, co? To tylko fart, że dwa miesiące temu skończyłam osiemnaście lat, pomyślałaś, co by było, gdybym była niepełnoletnia, a ty rozrabiasz? Mamo… – tłumaczyła wykończona dziewczyna, której niewiele brakowało już do wybuchu płaczu.
– On gówno wie i gówno może – pyskowała kobieta.
– Gówno może? – Klara zamknęła chłodziarkę. – Mamo, a jeśli on to zgłosi? Czy ty nic nie rozumiesz? Oni nie będą patrzeć na twoją depresję, tylko po prostu wpakują cię na odwyk lub na jakiś inny odział i finito? I co wtedy ze mną, pomyślałaś?
– Córuś, wszystko będzie ok, przecież wiesz, że zawsze jest.
– Ok? Ale wiesz co? A zresztą… już nic. Idę do sklepu – westchnęła ciężko nastolatka i chwyciła białą bluzę.
– Do sklepu? Po co? Przecież jest jeszcze coś w lodówce – zdziwiła się kobieta, łażąc za córką krok w krok.
– Po co? A po wódkę, a co? Też się najebię, wiesz? Co, nie mogę?
– Ja mam wódkę, możemy wypić razem. Jesteś pełnoletnia, więc kielicha mogę ci polać – zachichotała pani Wilk, niezmiennie wyginając usta w durnowatym uśmiechu.
Klara już nie dyskutowała, tylko wróciła do kuchni, zakręciła dopływ gazu i chwyciła z szuflady klucze matki.
– Zaraz wracam – oznajmiła ozięble i szybko wyszła z lokalu.
Miała wszystkiego serdecznie powyżej uszu. Nie dość, że Marek ją znalazł, nie dość, że zna numer do Kamila i teraz będzie ją terroryzował, to jeszcze matka, która zawsze, gdy pije, irytująco lekko podchodzi do wszystkiego, strojąc sobie durne żarty i nie patrząc na możliwe konsekwencje. Gryzły ją też fundusze z koperty i Klara powoli zaczęła się zastanawiać, czy matka aby nie zadzwoniła po taksówkę i tam nie zamówiła alkoholu, co wyjaśniałby fakt, że klucze cały czas były na swoim miejscu. Kobieta szalejąc, nigdy nie dbała o porządek, więc w innym przypadku na pewno leżałyby one rzucone byle gdzie, albo nawet zgubione, co nie raz się już zdarzyło.
I dopiero sobie przypomniała! Weszła do windy i wydobyła spod bielizny pieniądze, które dał jej Marek. Poczuła się podle, jak zawodowa prostytutka, przecież nawet nie zaprotestowała, nie oddała mu banknotu, czyli dała mu jakoby przyzwolenie na dalsze działania. Dodawała sobie jednak fałszywej otuchy – że teraz, kiedy matka roztrwoniła resztki, będzie przynajmniej miała, nawet, jeśli nie na długo, na jakiekolwiek namiastkę jedzenia. Przypomniała sobie również o rozbitym telefonie i ogarnął ją niepokój. Matka czasem, gdy poczuła się gorzej i miała ochotę się napić, a nie chciała, dzwoniła do dziewczyny, która od razu wracała do domu i jakoś obie zaradzały sytuacji, a teraz? Przez chwilę pomyślała, żeby może schować "dumę" do kieszeni i skorzystać z propozycji Maksa, zaraz jednak uśmiechnęła się głupio do siebie, wiedząc, że przecież tego nie zrobi.



Doszła do sklepu i zawisła przed półkami, nie mając pojęcia, co kupić. W lodówce prócz mielonki, ogórka, resztki masła i trzech jajek, nie było nic, a że pieniędzy miała, ile miała, musiała nieźle kombinować. Ponad piętnaście dni do "wypłaty”, a one mają siedemdziesiąt złotych, Klara już wiedziała, że znowu będzie musiała działać.
Nienawidziła tego. Owszem, zrobiła to już trzy, może cztery razy, za każdym razem jednak, gdy o tym pomyślała, robiło jej się słabo. Od zawsze bała się, że ktoś z rodziny lub znajomych ją rozpozna, a co gorsza – nie daj Boże jakaś osoba ze szkoły, wtedy na pewno nie miałaby już życia.
Ktoś szturchnął dziewczynę w ramię, wyrywając ją z rozmyślań.
– Sorry – mruknął niski koleś i ruszył w swoją stronę.
– Spoko – mruknęła dziewczyna bardziej do siebie, niż do niego, chwyciła chleb z przeceny i wyszła spomiędzy półek.
Na stoisku mięsnym nabyła po kilka plasterków najtańszych wędlin, mleko oraz kawę – też nie najlepszej jakości – i płacąc niecałe piętnaście złotych, opuściła sklep. Wiedziała, że wydatek na kofeinę nie jest pomocny dla ich funduszy, dziewczyna jednak rano zawsze musiała wypić kawę, inaczej czuła się źle.
Spojrzała na resztę i poczuła dziwną ulgę, pieniądze Marka, teraz w innej postaci, były już jakby… nie od niego. Zaśmiała się cicho, drwiąc w myślach z siebie i swego nieracjonalnego myślenia; nagle ironiczny humor zdał się być dobrą ucieczką od tego całego życiowego syfu.
Co innego jej przecież pozostało?

1 943 czyt.
100%258
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 1700 słów i 9560 znaków, zaktualizowała 5 sty o 10:36

Komentarze (8)

 
  • Lilu

    Lilu 11 godz. temu ip:188146225

    Super kiedy następna część 😄 wszystkie twoje opowiadania mam w zakładkach a tu żadnych nowości 😣 smuteczek

  • Iga

    Iga 6 dni temu ip:5173128

    Hej no jak tam ? Nie spi

  • Iga

    Iga 7 kwi 11:32 ip:5173128

    Hej i jak tam z czasem? I wena ?

  • Iga

    Iga 24 marca ip:5173129

    Hej to opowiadanie też jest bardzo dobre Czy wena wróciła i będzie kontynulacja ?

  • Iga

    Iga 1 marca ip:94254224

    No ale cos nie widać następnych części. Czyżbyś zakoniczyla pisanie ?

  • Gruszka

    Gruszka 22 lutego ip:8923828

    Kiedy następna część?

  • Iga

    Iga 15 lutego ip:94254232

    Hej kiedy następny rozdział ?

  • AnonimS

    AnonimS 5 stycznia

    No wreszcie przebrana. Klara ma nieciekawe życie i podejmuje trudne decyzje.   Pozdrawiam