Niepokorna cz. 15

Niepokorna cz. 15Nie minęła minuta, jak zadzwonił telefon. Spojrzała, lecz kontaktu nie było w pamięci urządzenia. Nikt nigdy nie dzwonił do niej z nieznanego numeru, pomyślała więc o Maksie, ale zaraz zapytała się w duchu: "dlaczego już dzwoni?”.  
Dzwonek ucichł, aby w jego miejsce po chwili piknął sms. Przejechała po ekraniku – ten sam numer, odczytała więc. "Frozi, zawróć, zapomniałem o czymś” – brzmiała wiadomość. Drgnęło nią dziwne uczucie, nie miała pojęcia, o co mu chodzi.  
Taksówka jechała dalej, dziewczyna postanowiła nie wracać uznając, że chłopak na pewno nie ma aż tak ważnego powodu, aby widzieć się z nią zaledwie chwilę po tym, jak się rozstali.
Maks nie był jednak natarczywy, bo nie dzwonił więcej, wysłał tylko jeszcze jedną wiadomość o treści: "Mam nadzieję, że umówiona rozmowa jest aktualna”, z dołączoną na końcu, uśmiechniętą buźką. Szczerze mówiąc nie miała ochoty na wieczorne pogaduszki, czuła się wstrętnie. Była twardą dziewczyną i rzadko przejmowała się błahostkami, ale przecież niecałe dwie godziny temu pieprzyła się z facetem, z którym prócz sympatii nic ją nie łączyło i to gryzło ją w środku, wypalając w niej dziurę wstydu i wyrzutów sumienia wobec samej siebie. Tak, było dobrze, ale co z tego? Liczył się fakt, a faktem było, że zachowała się jak głupia, napalona małolata, która najpierw nie myśli, co robi, ale to robi tylko po to, żeby potem pochwalić się koleżankom, że uprawiała seks, do tego jakże wspaniały seks, co najczęściej mijało się z prawdą.


– Jesteśmy – "obudził” ją kierowca i Daria już chciała wysiadać. – Proszę poczekać, jeszcze reszta – rzekł miło.  
Nie sprzeciwiała się, tylko wzięła od niego dwadzieścia trzy złote, podziękowała i szybko ulotniła się z samochodu. Cholernie chciało jej się palić, postanowiła więc dołożyć z pieniędzy kolegi dwa złote i kupić fajki, usprawiedliwiając się, że jutro jakoś mu to wytłumaczy.  
Przecież to tylko dwa złote, ale i aż dwa złote – pomyślała, głupio się czując, jednak chęć na papierosa przeważyła i dziewczyna postanowiła na razie odsunąć zbędne obiekcje na bok.
Doszła do małej, osiedlowej budki, ale była zamknięta.
– Kurwa – warknęła, mając wrażenie, że płuca przykleiły jej się do już pleców, przy czym złość nakręcał tylko fakt, że następny sklep był dobre dwieście metrów dalej, czyli w tym momencie o sto dziewięćdziesiąt dziewięć za daleko.
Szła, prawie biegnąc, szybko pokonała więc trasę i jak burza wpadła do marketu.  
– Rotmansy czerwone poproszę – wysapała zniecierpliwiona, podając babce za ladą dwanaście złotych.  
– Proszę dowód – wyjechała kobieta, w okamgnieniu depcząc zadowolenie Darii.
– Nie mam, nie wyrobiłam jeszcze. Ale przecież mnie pani zna, skończyłam już osiemnaście – przekonywała dziewczyna, choć już przeczuwała, że nic z tego.  
Dobrze znała babę, która w naturze miała chyba złośliwość, przez co też nieraz nastolatka miała okazję powiedzieć jej co nieco. Wiedziała także, że nawet, gdyby kobieta miała pewność, że dziewczyna jest pełnoletnia, nie sprzedałaby jej bez dokumentu, gdyż uprzykrzanie ludziom życia było chyba jej hobby.
– Nie sprzedam ci bez dowodu – ciągnęła gruba sprzedawczyni, napinając szatynce i tak naciągniętą już brakiem nikotyny żyłkę.
– No kurczę, przecież zna mnie pani, dlaczego robi pani problemy? – Daria nie ustępowała.
– Przykro mi – mruknęła baba, widocznie z siebie dumna.
– To spierdalaj! – warknęła w końcu wkurwiona dziewczyna i szybko odeszła do wyjścia.
Chwyciła za klamkę i odwróciła się jeszcze przed drzwiami, obcinając kobietę morderczym spojrzeniem.  
– I nie przypominam sobie, żebyśmy kiedykolwiek przechodziły na "ty” – fuknęła oschle i dopiero wtedy opuściła sklep, mocno łomotnąwszy drzwiami.  
No co za suka, jebana szmata – warczała w duchu, gdyż chęć na papierosa rozrywała ją już na kawałki. Właśnie gorzko pożałowała, że nauczyła się palić.
Nie traciła jednak nadziei, tylko ruszyła do kolejnych sklepów, których w niewielkim, osiedlowym kompleksie było jeszcze dwa, lecz i tam nic nie uzyskała, jakby wszyscy akurat dziś umówili się na weryfikowanie jej daty urodzin.
Była już wściekła i bliska płaczu, do tego chęć na dymka tak już nią zawładnęła, że przez chwilę gotowa była nawet podnieść niedopałek i zapalić go gdzieś za winklem. Ruszyła w stronę swojego wieżowca i choć nigdy nie potrafiła podnieść peta niewiadomego pochodzenia, to teraz mimowolnie rozglądała się za jakimś. Miała w dupie, kto go palił i czy nie nabawi się po nim jakiegoś syfu, teraz chciała tylko i wyłącznie zaleczyć nikotynowy głód.  
– Mała! – usłyszała nagle nieco chrapliwy, podpity głos i od razu uśmiechnęła się pod nosem, a po jej ciele spłynęła nieopisana ulga.
Zbyszek – czterdziestokilkuletni, osiedlowy pijaczek szedł w jej stronę, szczerząc się od ucha do ucha. Rozradowała się, bardzo lubiła przesympatycznego faceta, który mimo, że potrafił pić za pięciu, nigdy nie miał z nikim zatargów i był lubiany w okolicy. Zawsze był też schudnie i czysto ubrany i gdyby nie fakt, że niemal codziennie chwiejnym krokiem spacerował sobie pomiędzy blokami, gadając to z tym, to z tamtym, nikt by nawet nie pomyślał, że ma jakikolwiek problem i Zbyszek mógłby uchodzić za zwykłego faceta, mającego standardową rodzinę i najzwyklejszą w świecie, średnio płatną pracę.
Prawda była jednak inna. Mężczyzna nigdy nie miał żony i dzieci, jedynie przygodne partnerki, mieszkał sam, a pracował jedynie dorywczo, jeśli udało mu się akurat jakąś pracę zdobyć. Daria bardzo dobrze znała faceta, dwa razy też miała okazję u nieco przenocować, kiedy zaciągnął ją do swojego domu, bo wracała z imprezy już tak pijana, że przewracała się na środku chodnika. Nigdy jednak nie zrobił krzywdy dziewczynie i zawsze na drugi dzień, gdy wstawała totalnie skacowana i wymiętolona fizycznie, czekało na nią dobre śniadanie, ciepła herbata lub piwo, gdy tylko miała ochotę.


– Kurwa, Zbyniu, z nieba mi spadasz! – zaświergotała i natychmiast uściskała mężczyznę, nic siebie nie robiąc z tego, że przytula znanego na całe osiedle alkoholika na środku ulicy
– Do domu? – zapytał.
– Kup mi szlugi, dziwka nie chce sprzedać – poprosiła, dając mu pieniądze. – Masz zapalić?
Dał jej domowej roboty skręta, którego wniebowzięta dziewczyna natychmiast odpaliła, strzelając w faceta pełnym wdzięczności spojrzeniem. Zbyszek poszedł po fajki, więc zadowolona Daria przysiadła na metalowej barierce, z gracją rozkoszując się głaszczącym jej płuca dymem. Papieros był dość słaby i niezbyt smaczny, dlatego też po skończeniu używki Daria nadal nie czuła się usatysfakcjonowana. Spojrzała na szklane drzwi marketu – w ciągu zaledwie kilku minut zrobiła się chyba z sześcioosobowa kolejka i dziewczyna zaczynała się niecierpliwić. Widziała załadowane koszyki klientów i drażnił ją bardzo ten fakt.
Zbyszek wyszedł po upływie żmudnych pięciu minut i Daria odetchnęła.
– Dzięki – uśmiechnęła się, bezzwłocznie otwierając niebieską paczkę. – Czerstwe są te twoje skręty, dasz radę napalić się tym gównem? – oświeciła znajomego, częstując go papierosem.
– Dostałem za frajer, więc palę – odparł facet. – Gdzie twoja koleżanka? – zapytał, gdyż bardzo często widywał ją z Wiki.
– Nie wiem i nie interesuje mnie to – rzekła, ruszając z mężczyzną w głąb osiedla.
– Dopiero ze szkoły? – ponowił pytanie.
– Nie, ale w domu nic nie zgubiłam.
– Powinęli Grubego, słyszałaś?

Gruby – znany i budzący postrach na osiedlu bandyta, jeden z tych, z którymi Daria widziała Bartka.

– Za co? – wywaliła oczy, od zawsze po całej okolicy chodziły słuchy, że rzekomo nikogo się nie boi i jest nietykalny, co, notabene, jak do tej pory sprawdzało się w praktyce.
– Nie wiem, pobili kogoś, czy coś. Psy od rana tu krążyły i pytały, ale gdzieś się zaszył. Zwinęli go godzinę temu, do tego przyjechało sześciu i jednemu jeszcze zdążył przyjebać, zanim zapakowali go do samochodu. No idiota, nie dość, że w biały dzień skopał jakiegoś przypadkowego gościa, to jeszcze teraz za psa sobie nagrabił. Debil – tłumaczył Zbyszek tonem sugerującym, że chyba lubił chłopaka. – Chcesz kielicha? – pokazał jej litrową, ledwie co zaczętą flaszkę, gdy usiadł na ławce.
– Jasne – odparła ekspresowo dziewczyna. – Ale tu? Przypał – rozejrzała się, wypatrując radiowozów, które choć nieczęsto zapuszczały się na jej niebezpieczne osiedle, to jednak się zapuszczały.
– Byli kwadrans temu, więc do wieczora na pewno się nie pojawią – zaśmiał się Zbyszek i podał Darii wypełniony po brzegi kieliszek, a raczej kielich.
– Żartujesz? Ja mam to wypić? – wzburzyła się z pełną sympatią dziewczyna, wystawiając szkło przed nos faceta.
– No kto, jak kto, ale ty powinnaś poradzić sobie śpiewająco – odparł zaczepnie, definitywnie nawiązując do wcześniejszych stanów, w jakich ją widział.
– Zbyniu, to pięćdziesiątka, nie wypiję tyle, poza tym masz zapojkę?
– Mam tylko to – podał jej półlitrową butelkę niezaczętej jeszcze, gazowanej wody.
– No i super – ucieszyła się Daria i przechyliła kieliszek, wypijając tylko pół.
Natychmiast zrobiła wielkie oczy, najszybciej, jak mogła, zaczerpnęła wody, po czym zakaszlała się dość głośno, ciężko nabierając powietrza.
– Kurwa, chcesz mnie zabić?! – zagrzmiała – bimber miał chyba z osiemdziesiąt procent, a przynajmniej tak jej się w tej chwili wydawało.
Mężczyzna śmiechem skomentował jej niezadowolenie. Daria po chwili także się roześmiała i dokończyła wódkę, teraz już na spokojnie, przygotowana na to, co ją czeka.  
Usiadła obok Zbyszka i zapaliła z nim kolejnego papierosa.  
– Gdzie twoja deskorolka? Jest ciepło – zapytał z zaskoczenia.
– Ty też? Co wy macie z tą deską? – fuknęła Daria.
Złość była jednak tylko i wyłącznie na pokaz, dziewczyna dobrze pamiętała, jak swego czasu Zbyszek i jego koledzy namiętnie chwalili ją, że tak profesjonalnie – jak to określili – radzi sobie z jazdą, tym bardziej, że jest dziewczyną.
– No jak to co? Przecież ty częściej na desce, niż na nogach – odparł znajomy, polewając następną działkę.
– Jeszcze za wcześnie – skwitowała grzecznie i bez ociągania się wypiła cały samogon, tym razem za jednym podejściem. – Kurwa, smakuje jak paliwo rakietowe, a nie ma zapachu – podsumowała trunek. – Czemu nie śmierdzi samojebą?
– Dobry towar nie powinien śmierdzieć – odparł Zbyszek.
– To nic, ale to samodział, powinien – upierała się Daria, czując, jak błogi szumek pieści jej czaszkę.
Maks na razie zniknął z jej głowy, towarzystwo Zbyszka sprawiło, że poczuła się kompletnie wyluzowana i na chwilę zapomniała o troskach.


Przesiedziała ze znajomym prawie dwie godziny, wypijając całą flaszkę, która zaczęła zrobiła już zamęt w jej głowie. Dziewczyna nie była nawalona, ale dość mocno podpita i owszem, bo gdy tylko wstała, żeby pójść do mieszkania Zbyszka za potrzebą, machnęło nią nieznacznie.
– Nie upadnij – zaśmiał się mężczyzna.  
– Milcz! – warknęła przyjaźnie i minutę później siedziała już w niezbyt ładnej łazience faceta.
Zrobiła, co trzeba, umyła ręce i nagle przypomniała sobie, że ma przecież jeszcze skręta. Pod wpływem alkoholu trawa kusiła jeszcze bardziej, lecz gdy po krótkim przemyśleniu sprawy rozumiała, że jak teraz zapali, to nawali się na amen i pewnie znów nie dojdzie do domu, zrezygnowała.  
– Kurde, Zbyniu, zawsze masz takie ładne mydło! – zawyła na całe osiedle, gdy tylko wyszła z klatki.
– Już mi to mówiłaś… zawsze to mówisz – zaśmiał się.
– No kurwa, czemu ja takiego nie mam?! – cieszyła się jak głupia, z wolna tracąc po alkoholu wszelkie zahamowania.
– Mała, ciszej, zaraz bladź z drugiego zadzwoni – zganił ją Zbyszek, spoglądając w górę.
– Nie mamy już wódki, lipa straszna – stwierdziła dziewczyna, choć miała świadomość, że już jej dość.
Zdrowy rozsądek przegrywał jednak walkę z procentami co spowodowało, że Daria po wypaleniu kolejnego papierosa, który tylko podbił alkoholową fazę, rzekła do Zbyszka, szczerząc się od ucha do ucha:
– Mam dwie dychy, możemy jeszcze coś wypić.
Wzmożona odwaga i zatarte morale sprawiały, że obecnie w dupie miała, co będzie jutro i jak się wytłumaczy. Lubiła starszego kolegę, bawiła się wyśmienicie, dlatego też nie chciało jej się wracać, szczególnie wiedząc, że czeka ją walka z upierdliwą matką.
– Nie, młoda, wystarczy – odparł Zbyszek.
– No jak to? Ale zamulasz, jestem pełnoletnia, nie?
– Daria, ale jutro do budy, poza tym jesteś za młoda, żeby już przeginać z piciem.
Dziewczyną targnęła złość.
– Kurwa, sam zacząłeś. Nie rozumiem. Ty, osiedlowy smakosz nie chcesz wypić?
– Wystarczy.
– A idź w dupę, nie odzywaj się do mnie! To kup mi chociaż piwo – warknęła, lecz uspokoiła już ton głosu.
– Jedno piwo – uśmiechnął się, zupełnie niezrażony oburzeniem małolaty.
– Dobra, ale jakieś mocne – nakazała Daria, robiąc oślą minę, gdy już ruszyli w stronę sklepów.
– A co na to matka? – zapytał mężczyzna.
– Przestań, co z tobą? Co matka? Nie chlam przecież codziennie, nie? – broniła się Daria, wkurzona jego nadopiekuńczością.
– Ale dziś to pewnie ci da, jesteś już nieźle zawiana – parsknął śmiechem.
– Pierdolę ją!


Po kilku minutach Daria już miała w kieszeni jeansów swoje piwo i kierowała się w stronę jednego z czterech wieżowców, do bloku oznaczonego numerem "1”. Zbyszek się ulotnił, co Daria odebrała jako ewidentną ucieczkę od jej możliwych, kolejnych próśb, za co w tej chwili miała do niego nieopisane pretensje, uspokajała jednak sama siebie tłumacząc, że nie ma co się wściekać, że lepiej dla niej i jej jutrzejszego samopoczucia.  
Spojrzała na telefon – za pięć dziewiąta, a następnie w swoje okno – szyby miały niebieski kolor, więc brak światła oznaczał, że ojciec jednak nie przyjechał i prawdopodobnie będzie jutro.
Mężczyzna pracował w Niemczech i przyjeżdżał co dwa tygodnie, lecz często dzień lub dwa później, niż deklarował, dlatego też nie zdziwiło dziewczyny że znów nie dotrzymał słowa.
Skręciła za stary, odrapany murek i usiadła w zupełnych ciemnościach, natychmiast przyklejając usta do wyczekiwanego, zimnego trunku. Skręt wiercił jej dziurę w brzuchu, hamowała się jednak wiedząc, że nie jest to dobry pomysł, no i nie chciała też palić, żeby potem siedzieć sama i nie mieć do kogo gęby otworzyć.
Piwo zniknęło bardzo szybko i teraz Daria poczuła się już konkretnie odurzona, do tego dość mocno zgłodniała.
Kurwa, ale będzie dym – uśmiechnęła się pod nosem, idąc szlaczkiem w kierunku domu, choć nie można było powiedzieć, żeby na chwilę obecną zbytnio przejęła się matką.
Zapaliła jeszcze przed klatką, co tylko nakręciło karuzelę w jej głowie i nie zastanawiając się, co będzie i czy długo będzie, na plączących się nogach weszła do budynku i moment później jechała już windą na piąte piętro, chowając w międzyczasie skręta w skarpetkę.

1 865 czyt.
94%175
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 2729 słów i 15856 znaków, zaktualizowała 12 lut 2018.

5 komentarzy

 
  • zabka815

    zabka815 · 13 lut 2018

    dobre tylko jak zwykle przeciągasz  

  • Fajaa

    Fajaa · 12 lut 2018 · 193202090

    Fajne opowiadanie, historia prawie taka sama jaką przeżyłem z dziewczyną z randka.eroseks. pl

  • Black

    Black · 12 lut 2018

    I znowu dzień się nie skończył

  • AnonimS

    AnonimS · 12 lut 2018

    Literówka nie przegięcia tylko przegięła

  • AnonimS

    AnonimS · 12 lut 2018

    Ostro   młoda przegięcia....  Jak zwykle bardzo dobre