Niepokorna cz. 42

Niepokorna cz. 42– Ej! – doszło z oddali.
Kurwa – pomyślała niezadowolona. Była już przy samej klatce i jak na złość, musiał ją zauważyć. Spojrzała w stronę ławki – machnął ręką, aby podeszła. Siedział tam jedynie Sylwek z kolegą, lecz to wcale nie pocieszyło Darii. Bała się z nimi gadać i czuła w ich towarzystwie skrępowana. Na osiedlu się ich bali, dlatego wolała unikać spotkań, aby nie palnąć jakiejś gafy. Mimo swojego butnego charakteru nie wiedziała, jak się przy nich zachowywać.
– Hej, przymarzłaś?! – krzyknął ponownie Jojo, gdyż dziewczyna zamyśliła się głęboko.
Nie mając wyjścia, podjechała do ławeczki. Ręce zaczęły jej drżeć, choć bardzo próbowała powstrzymać ten odruch.
– No, w końcu w swoim żywiole, nie? – zagadał brunet, uśmiechając się do dziewczyny.
Znowu zrobiło jej się głupio, nie wiedziała, czy jego słowa nie miały czasem złośliwego podtekstu. Bo definitywnie tak zabrzmiały.
– Siadaj, pogadamy – poprosił łagodnie Sylwek, nieustannie szczerząc zęby.
– Nie mam czasu, starsza czeka – bąknęła Daria, choć wcale nie zamierzała tłumaczyć się matką. Wydawało jej się to zbyt dziecinne.
– Pasuje ci ta mycka… i deska – chłopak wstał, zdjął Darii czapkę i założył na swoją głowę. – Fajna, zawijam – zaśmiał się.
Dziewczyna zamilkła, nie miała odwagi zaprotestować.
– Daj pomykać – Sylwek nie odpuszczał, odebrał nastolatce deskorolkę i niepewnie postawił na niej stopę.
Fakt, udało mu się przejechać krótki odcinek, lecz wyglądał tak komicznie, machając rękoma i próbując utrzymać równowagę, że Daria nie wytrzymała i zachichotała, starając się być dyskretną.
– Ty, gringo, kłów nie powybijaj! – krzyknął wesoło kolega bruneta.
– Bez obaw, znam się na tym – odparł Sylwek, jadąc w drugą stronę.
Daria już nie wytrzymywała, niezgrabność chłopaka wyglądała przezabawnie.
– A pierdolę to, nie wiem, jak ogarniasz ten sprzęt – rzekł brunet, oddając dziewczynie deskorolkę. Wyglądał na zmieszanego. – Chcesz dorobić? – zapytał.
– Dorobić? – powtórzyła zaskoczona Daria.
– Mam niezły susz, może pogoniłabyś w szkole? Dam dwadzieścia procent od sztuki, warto.
– W szkole? Lipa, jestem ostro namierzona – odparła Daria, pomyślawszy od razu o bracie Maksa, potencjalnym kupcu.
– A tam, namierzona. Dam ci dychę i popytasz. Przyjechała gruba dostawa i chcę się tego szybko pozbyć. Jarzysz, nie? – naciskał Jojo.
– Tak, namierzona. Nie byłam zbyt grzeczna w tej budzie i teraz jestem na ostrym przypale. Wpierdolić się to nie sztuka – tłumaczyła się Daria.
W razie ewentualnej wpadki nie bała się policji, nie bała się też konsekwencji w szkole, bała się natomiast rodziców, nie chciała wpaść przy nich z prochami. I tak narobiła już niezłego bałaganu, jeszcze tylko wpadki z trawą jej brakowało.
– Jak ty w ogóle masz na imię? – zapytał chłopak.
– Daria.
– Imię odpowiednie dla dilera – zaśmiał się brunet. – Wymiękasz? Kumam, dziwi cię, że postanowiłem ci zaufać, choć nie bujamy się razem, ale wyglądasz mi na babę z jajami. No i jak trzęsiesz, to nie bierz do budy, tylko popytaj wśród znajomków. Skejci chyba aplikują – kontynuował niezrażony Sylwek. – Poza tym zioło jest tak miażdżące, że zgonisz w okamgnieniu i przyjdziesz po jeszcze. Mam psy na karku, chcę to szybko rozprowadzić. Nie wymiękaj. To jak? – nalegał chłopak.
Daria się wyciszyła, brunet  naciskał tak bardzo, że jej asertywność szybko zniknęła. Owszem, kusił ją spory procent, który chciał jej dać, lecz stojący wciąż w jej głowie obraz wściekłych rodziców napawał nastolatkę lękiem. Ale była też inna kwestia, a mianowicie – że jak zgarną ją z ziołem, będzie miała przejebane u chłopaków za stratę towaru.
– Młoda – szturchnął ją delikatnie.
– Mogę to przemyśleć? – wydusiła.
– Kiedy dasz mi znać?
– Dziś nie mam czasu, muszę z rodzinką na miasto. Jutro przed szkołą?
– I mnie wychujasz? – stwierdził Jojo.
– Spokojnie – odparła stanowczo Daria, choć pewna siebie ani trochę nie była.
– O której?  
– Matka wyłazi o siódmej, to pięć po się tu spotkamy.
– Tak? – rzekł Sylwek, przecinając dziewczynę dziwnym spojrzeniem.
– Tak.
Chłopak założył na głowę Darii jej czapkę i wcisnął w dłoń szatynki małą, srebrną kuleczkę.
– Na testową wrzutę – wyjaśnił z uśmiechem.
– Ok, dzięki. Muszę już spadać.
– Czekam pięć po – rzekł brunet, lecz Daria już nie przeciągała dyskusji, tylko wskoczyła na deskę i szybko się ulotniła.



No kurwa – wkurzała się, choć z drugiej strony bardzo ją korciło. Zarobiłaby. Czuła też dziwną dumę z faktu, że jej zaufał, przecież wcale jej nie zna. No i będzie mogła pochwalić się Krzyśkom, że ma niezły towar. Może oni wezmą? – pomyślała, wiedząc, że palą codziennie. Kurwa, dycha to kilka chwil roboty, a stówa będzie. O ile mnie nie wychuja – dumała, czekając na windę.  
Schowała trawkę w skarpetkę i wjechała na piąte. Od razu poczuła miłe zapachy, co oznaczało, że matka prawdopodobnie jest już w domu. Była bardzo głodna, miała więc nadzieję, że nie będzie długo czekać na obiad.  
– Daria, to ty?! Przyjdź do kuchni! – usłyszała, ledwie zdążywszy zamknąć za sobą drzwi.
– Za chwilę! – odkrzyknęła i umknęła do pokoju.  
Szybko ukryła kontrabandę i zdjęła podartą bluzę. Kurwa mać – wściekła się. Lubiła ten ciuch, a teraz jest do wyrzucenia. Obejrzała łokieć – krew zakrzepła, ale był mocno odrapany. Ruszyła do łazienki.
– Cześć – przywitała się po drodze z przyjezdnymi i schowała w toalecie.
– Daria – matka zapukała do drzwi, po czym weszła do środka. – No tak. A nie mówiłam? – warknęła, chwytając rękę dziewczyny, którą ta właśnie przemywała.
– Daj se spokój, dobra? – burknęła nastolatka, wyrywając kończynę.
– Co? Już bluza porwana? – zapytała kobieta, irytując córkę jeszcze bardziej.
– Mamo, odpuść, ok? Przewróciłam się, o co tyle szumu? – syknęła Daria.
– Zobacz, jak wyglądają twoje spodnie – rzekła pani Jagoda, wskazując palcem tyłek nastolatki.
Daria dotknęła materiału – poczuła niewielkie rozdarcie, którego wcześniej nie zauważyła. No ładnie, jeszcze spodnie – warknęła w ciszy.
– To temu, że moje bojówki leżą już pół roku w koszu. Nie mogłaś ich wrzucić, jak robiłaś pranie? – fuknęła szatynka.
– Przyjdź do kuchni – nakazała matka, zupełnie ignorując jej pretensje i zeszła córce z oczu.
Idź…! – pomyślała wkurzona dziewczyna.



Umyła ręce, przebrała się i ruszyła do kuchni, skuszona pięknymi aromatami.
– Pieczarkowa. Jesteś wielka – zaświergotała do matki, ogarnięta niespodziewanym przypływem dobrego humoru.
– Zanieś talerze do pokoju – poprosiła sucho kobieta.
Kurde, mogłam zapalić dwa buchy – pomyślała nagle dziewczyna, oczyma wyobraźni pochłaniając już swoją ulubioną zupę, która po narkotyku smakowałaby cudownie.
– Pomogę ci – zaproponowała Natalia, widząc, że Daria niesie cały stos naczyń.
– Jak polski? – zapytała ciotka, odrywając wzrok od laptopa.
– Spoko – odparła Daria, ustawiając talerze. – Gdzie tata?  
– Zaraz wróci, poszedł do sklepu. To co, jedziemy na zakupy? – zapytała pani Wanda.
– A możemy jutro? Bo szczerze mówiąc to dziś nie bardzo mi się chce, miałam ostrą nagonkę w szkole. I przed maturą tak nas cisną, to jakiś żart – oznajmiła nastolatka, siadając obok kobiety. – Nie wiem, jak to ogarniasz, podziwiam – pochwaliła, zaglądając na monitor, na którym figurowały jakieś tabelki i obliczenia.
– Jasne, możemy jutro. A jak twoja matematyka? – zaśmiała się ciotka.
– Na tym samym, tragicznym poziomie. Dlatego nie mogę pojąć, jak się w tym wszystkim łapiesz. Idzie targnąć się na życie – dowcipkowała Daria.
– Boś humanistka – chrzestna się zaśmiała, rozbawiona słowami dziewczyny.
Trzasnęły drzwi i po chwili ojciec dziewczyny pojawił się w salonie, dzierżąc w dłoni butelkę wina.
– Deska cała? – rzucił luźno.
– Lepiej zapytaj o ubrania i łokieć – rzekła złośliwie pani Jagoda, niosąc brązową wazę.
– Co się stało? – spytał mężczyzna.
– Oj weźcie przestańcie, co? Najechałam na jakiś śmieć i się wywróciłam, wielkie mi halo. Robisz z igły widły, jakby co najmniej ucięło mi nogi – wyjechała chamsko dziewczyna, patrząc na matkę zimnym wzrokiem.
Wkurzała się, że wprowadza ją przy ciotce w niemałe zakłopotanie.
– Dobra, zjedzmy – sprawę zakończył ojciec i usiadł na swoim miejscu.
No, w końcu – pomyślała szatynka i posadziła tyłek, tradycyjnie, przy ciotce. Była wściekła.



Wchłonięcie całego talerza zupy, a po nim olbrzymiej góry ziemniaków z dwoma mielonymi i surówką z marchewki nie sprawiło Darii zbytniego problemu, była głodna jak wilk.
– Gdzie ty to mieścisz? I chuda jak patyk – zaśmiał się ojciec, widząc wciąż wzburzoną minę nastolatki.
– Taki są uroki UPRAWIANIA SPORTU – odrzekła wymownie dziewczyna, sugestywnie gapiąc się na matkę.
Ta się nie odzywała. Daria wciąż siedziała nabuzowana, coraz bardziej kombinując, jak tu wyjść w pojedynkę z domu i spróbować marihuany. Lecz nie tylko siostra była jej problemem, nie miała żadnych kropelek, musiała więc ulotnić się z domu na dobre dwie godziny, żeby nie wpaść przez naćpane oczy. I jak to zrobić?
– Kto co pije? – zapytał ojciec, wstając.
– Kawę – walnęła natychmiast Daria.
– Chodź, pomożesz mi – poprosił mężczyzna, gdy już zebrał zamówienia.
Daria się zdenerwowała, tylko na to czekała.

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 1669 słów i 9967 znaków, zaktualizowała 24 mar 2020.

1 komentarz

 
  • Iga21

    W końcu się doczekałam 😘
    Mimio wszystko poziom utrzymany 🙂
    Daria dilerka? Hmm oby tylko nie miała przypału.  
    Jak ją posadzisz wpace, a to już chyba będzie koniec histori. A nie chciałabym, aby tak szybko się skończyło.

  • agnes1709

    @Iga21 I nawet gładko poszło  :lol2: Oj tam, w pace, każdy sposób na zarobek jest dobry. Frozi nie z tych z pierwszej łapanki :D

  • Iga21

    @agnes1709 no ja mam taką nadzieje.  
    No, a co tam u tej drugiej cichej koleżanki?
    Może następny o niej ?

  • agnes1709

    @Iga21 Będzie, ale nie wiem, czy tego chcesz  :whip:  :D

  • Iga21

    @agnes1709 CHCE 🙂

  • agnes1709

    @Iga21 Wyrzucą mnie z Lola :lol2:

  • Iga21

    @agnes1709 może nie będzie, aż tak źle 😀