Niepokorna cz. 21

Niepokorna cz. 21

Był wściekły. Znał zaczepne i często też nazbyt chamskie zachowanie brata, ale obecną akcję potraktował jako mocne przegięcie. Lubił Darię, szanował, do tego to, co robił w pokoju z dziewczyną było tylko i wyłącznie jego sprawą, wkurzył go więc fakt, że Bartek stał i bezczelnie ich podsłuchiwał. Bo jak inaczej mógł to wytłumaczyć? Przecież jego sypialnia jest na górze.
Rozległo się kolejne pukanie i nie czekając na zaproszenie Junior ponownie pojawił się w pokoju.
– Sorry, bracie, sporo zapykałem i pierdolę – rzucił, wydawałoby się, ze szczerą skruchą.
Maks się nie odzywał, siedział i usiłował skleić nieposłuszny fragment czarnego Audi TT. Dzisiejszy dzień dał mu się nieźle we znaki, Daria również, więc nie miał ochoty na pogaduszki, tym bardziej z typem, który tylko złośliwie podnosił mu ciśnienie.
– Co się stało? – Bartek usiadł obok. – Tak poważnie pytam.
– Nie wiem – mruknął Maks, nożykiem do papieru próbując obciąć maciupeńki nadmiar plastiku.
– No jak to nie wiesz? Chwilę temu z tego, co słyszałem, wszystko było ok, więc czemu się tak zerwała? Kurwa, młody, pogadaj ze mną, wypompujesz się trochę – nalegał Bartek, który w końcu spoważniał.
– Dlaczego nas podsłuchiwałeś? Masz coś z głową? – syknął Maks, nie patrząc na brata.
– Stary, nie podsłuchiwałem, tylko poszedłem zanieść psom wodę, więc chyba nie dziwne, że usłyszałem, nie? – warknął Junior. – Poza tym ona nie zachowywała się zbyt cicho – dodał klarownie.
Maks się uśmiechnął, te słowa świadczyły tylko o jednym.
– Uczysz się z nią od początku? – zapytał Bartek.
– Yhym.
– Ale nie zapraszałeś jej chyba do nas wcześniej, co? A tak w ogóle to się nie wkurwiaj za to, co gadam, bo sam nie uważasz, że to trochę dziwne, przyjść do chłopa i od razu się bzyknąć? – stwierdził Junior.  
– Znowu zaczynasz? – fuknął Maks.
– Kurwa, niczego nie zaczynam, tylko nie chcę, aby mi się brat wpierdolił na jakąś minę, kumasz? Skąd wiesz czy tak samo nie ciąga się z innymi?
– Kurwa, czyli uważasz, że się ze mną pociągnęła, tak? – Maks ze złością odłożył rzeczy na biurko.
– Nie, ja tylko stwierdzam fakty – odparł niezrażony Bartek.
– Fakty? Ale chyba nie słyszysz, jak to zabrzmiało. Czyli ja jestem pierwszym lepszym, a ona się puszcza, tak?! – ryknął wściekły chłopak. – Rozmowę uważam za zakończoną.
– Dobra, przepraszam, może głupio się wyraziłem, ale jeszcze jedno pytanie: gdzie ona mieszka?
– Nie mam pojęcia.
– Co? Nie wiesz, gdzie mieszkają twoi ziomale z klasy?
– Nie wiem, chyba na Wojska Polskiego, ale pewny nie jestem.
– Poważnie? To może ją widziałem – rzekł entuzjastycznie Bartek.
Maks spojrzał pytająco, nigdy nie słyszał, aby brat zapuszczał się w tamte rejony, tym bardziej, że osiedle znajdowało się po drugiej stronie miasta.
– A co cię tam zagoniło? – zapytał.
– Mam tam kilku kumpli. A ulica? – ciągnął niestrudzenie Bartek, brzmiał tak, jakby od tej informacji zależało jego życie, co coraz bardziej zaczynało drażnić blondyna.
– Kurde, Bartek nie wiem, skąd mam wiedzieć?
– To się dowiedz i mi powiesz – Junior szeroko wyszczerzył zęby.
– Dobra, zapytam, a teraz możesz się już zmyć? – burknął Maks.
– Chce ci się z tym pierdolić? – Junior wskazał głową model, zupełnie nic sobie nie robiąc ze słów brata.
– Tak, wolę pierdolić się z tym, niż słuchać twojego pierdolenia – odparł Maks.
Był już zmęczony jego paplaniną, nie lubił, gdy Bartek po paleniu zawsze zawraca mu głowę, nawijając trzy po trzy to, co mu ślina na język przyniesie.
– Powaga, chcesz zostać sam? Dopiero wpół do siódmej, starzy wrócą na pewno około dziewiątej, to może jeszcze zapalimy? – Junior podstawił pod nos brata nabitą lufkę.
– Nie chcę.
– No dawaj, nie zamulaj.
– Kurwa, nie chcę, nie rozumiesz? No dobra, jak już się tak uparłeś, to możemy najwyżej wypić po kielichu. No i masz rację… to znaczy nie masz, ale dziś nie mam głowy do klejenia tego gówna – odparł Maks i odjechał na krześle od biurka.
– No, młody, to mi się podoba! – Bartek poklepał brata po ramieniu i obaj ruszyli do kuchni.


– Wypuszczę pokraki, niech połażą po powietrzu. Idź zorganizuj kieliszki i jakiś napój – rzekł Maks i po chwili otworzył drzwi chroniące dostępu do szczeniaków.  
Diana była już w gotowości i gdy tylko zobaczyła chłopaka, skoczyła na niego, o mało go nie przewracając.
– Diana, uspokój się – zaśmiał się i szerzej otworzył drzwi.  
Nie musiał długo czekać, żeby pieski wypełzły w ślad za matką i wydając komiczne dźwięki, rozlazły się po całym korytarzu.
– Diana, do ogrodu! – nakazał suczce i ta posłusznie udała się na zewnątrz, ciągnąc za sobą sznurek swoich pociech.
Chłopak wszedł do kuchni i na stole stały już kieliszki, dwie szklanki z sokiem i wódka, Bartek chyba bardzo pragnął zabawić się z bratem.
– Szybki jesteś – roześmiał się Maks – No to zdrówko – wzniósł kieliszek, którego zawartość w okamgnieniu zniknęła w jego przełyku. – Dobrze, że zmrożona, nie przepadam za wódą, poza tym wysączyłem już pięć browarów, zaraz mnie poskłada.
– Pierdolisz tam – ucieszył się Bartek, idąc w ślady brata w kwestii opróżniania szkła.
– Albo daj, dwa buszki ścisnę – Maks się namyślił i zaraz otrzymał trawę od, wydawałoby się, przeszczęśliwego Bartka.
Spalili połowę i Maks kazał schować, żeby nie kusiło.
– I co zrobisz? – zapytał Junior.
– Z czym?
– No, z tą laską.
– Nie wiem, a co mam zrobić? Znów zaczynasz gadkę? – Maks próbował się nastroszyć, nie wychodziło mu to jednak, w tym momencie marihuana wywoływała jedynie radość, zaborczo wyginając usta blondyna w rzetelny łuk.
– I co, nie warto było? Wyluzowałeś – rzekł dumnie Bartek, widząc prezencję brata.
– Może i tak – przyznał Maks. – Ty, ja wiem! – krzyknął nagle. – Napiszesz mi wypracowanie z polaka! Oooo tak, wykonasz chociaż jedną pożyteczną rzecz w swoim marnym życiu – dodał rozanielony, unosząc brwi raz za razem.
Junior spojrzał na chłopaka jak na idiotę i zaraz obaj parsknęli beztroskim śmiechem, widocznie czuli się już nad wyraz dobrze.
– Bart, nie lej mi do szkła, jednak wypiję drinka. Jutro do budy, nie polazę poczochrany – poprosił z powagą Maks, lecz ta uleciała szybciej, niż się pojawiła, za chwilę nastolatek znów pokładał się ze śmiechu.
– Spoko.


Siedzieli tak prawie do dziewiątej, rżąc do siebie, ganiając się jak mali chłopcy ze szczeniakami i obgadując wszystkich, kogo mieli tylko okazję obgadać. Jako że Maks już nie palił i wypił jedynie dwa drinki, używki nie wykręciły go tak bardzo, co nie zmieniało faktu, że nadal czuł efekty wypalonej wcześniej lufy.
Zatrzeszczał klucz w zamku i obaj zamarli.
– Ty, jak moje oczy? – zapytał natychmiast młodszy z facetów, wystawiając twarz przed nosem brata.
– Wyluzuj, po tej nie widać – uspokoił go Bartek.
Maks w okamgnieniu się rozchmurzył i już przygotowywał na zakręconą rozmowę z rodzicami, był obecnie bardzo pozytywnie nastawiony do wszystkich i do wszystkiego.
– Cześć – pierwsza do kuchni wtargnęła matka, stawiając na stole dużą torbę, do której Diana po chwili wsadziła swój nos. – Czemu tu siedzicie?
– A tak sobie – odparł Maks, usiłując powstrzymać śmiech, rodzicielka wydawała mu się w tej chwili bardzo pozytywnie zakręcona. – Co masz? – chłopak otworzył poły reklamówki i zaraz miał w dłoni dużą, mleczną czekoladę. – Mogę? – zaświergotał, raz po raz zerkając na brata, który zrobił się już czerwony na twarzy.
– Nie możesz, to dla Lenki, jutro do nich jadę – odparła pani Renata, wysoka, ładna blondynka.
– Mamoooo, mamusiu…. – wariował chłopak, pojawienie się kobiety dość odczuwalnie podbiło mu działanie trawy.
Bartek już dusił się ze śmiechu, nadal jednak milczał.
– Maks, nie wygłupiaj się i odłóż to – zbeształa go matka. – Co się stało w szkole?  
Nastolatek chwilowo znieruchomiał, lecz zaraz znowu wyluzował.
– Nic, ta przytępa szatniarka wymyśla jakieś bajki – wyjaśnił grzecznie, sadzając tyłek obok brata.
– A co to był za pożar? I czemu wskazano ciebie jako sprawcę? – kontynuowała kobieta i teraz już Maks już nie dał rady i huknął na całą kuchnię intensywnym, chorobliwym śmiechem. Słowo "sprawca” przechyliło czarę wesołości i na to chłopak nie miał już wpływu. Bartek także zarechotał, lecz po chwili wstał i wyszedł na zewnątrz, nie chciał chyba zwracać na siebie uwagi.
– Maks, co cię tak śmieszy? – zapytała chłodno kobieta.
– Sprawca… – powtórzył chłopak, parskając. – A nie mówili o mnie w wiadomościach? I o Frozi? Bo nie wiem, wiesz… dziś jeszcze nie oglądałem – nawijał, nakręcając się coraz bardziej.
– Maks, piłeś coś? – matka w końcu oderwała się od wybebeszania torby i spojrzała synowi prosto w oczy.
– Piłem, przyznaję, wypiłem trzy małe piwa – rzekł otwarcie chłopak, usiłując choć na chwilę zachować powagę, co nie było wcale łatwe.
– Dlaczego? Jest środek tygodnia, a ty pijesz alkohol? Poza tym chciałabym ci przypomnieć, że pełnoletni będziesz dopiero za tydzień…
– Mamo, wyluzuj już, ok? Przecież nie jestem pijakiem, wypiłem trzy małe piwka z kumplami, to chyba nie zbrodnia – tłumaczył się nastolatek, który bardzo szanował rodziców i przez jeden wyskok z bratem nie zamierzał stracić u nich zaufania.  
Faza targała nim całym, lecz jakoś udało mu się chwilowo opanować i rzetelnie podejść do rozmowy.
– A ta dziewczyna? Ona chyba nie ma najlepszej opinii w szkole – oznajmiła matka, zalewając herbatę.
– Frozi jest luz, a że trochę nieokrzesana… jak to nastolatka – odparł.
– Nauczyciele mówią co innego.
– Mamo, daj już spokój, dobra? Teraz będziesz czepiać się moich znajomych? Poza tym jakbyś nie znała nauczycieli, dopiero, jak będziesz siedział jak zwiech i zgarniał piątki, wtedy będziesz cacy. No a jak jeszcze dołożysz do tego walenie z ucha, to już pupilek, że ulala. Maskota pełną gębą, tylko klaskać – ironizował chłopak, przywracając na twarz szeroki uśmiech.
Znów zaczynał się uruchamiać i mimo olbrzymich chęci, za nic nie mógł tego powstrzymać.
– Synu, ufam ci i mam nadzieję, że nie wpakujesz się w jakieś kłopoty – stwierdziła kobieta ku wielkiej uldze nastolatka, wiedział, że teraz już temat się zakończy.
– Bez obaw – odparł. – To co z ta czekoladą? – znów zaczepiał matkę, bardzo z siebie zadowolony.
– Idź mi stąd!
Chłopak w asyście wesołych prychnięć szybko wytoczył się na zewnątrz i tam, siadając na ławce obok brata, już w jego towarzystwie kontynuował swoje wygłupy.


Wyłączył rozmowę i zupełnie zgłupiał, nie miał pojęcia, dlaczego kumpela tak na niego naskoczyła. Owszem, była pijana, ale to jej w żadnym stopniu nie usprawiedliwiało. Zdawał sobie sprawę, że może był zbyt nachalny, że może niepotrzebnie zaczął moralizować i tak podminowaną już dziewczynę, ale czuł, że to nie był jedyny powód jej wybuchu. Wyszła jakaś dziwnie spłoszona i zła, a teraz się upiła i wrzeszczy, więc coś musi być na rzeczy.  
Leżał i dumał, a im dłużej rozmyślał, tym bardziej zaczynał nabierać do głowy i dochodzić do wniosku, że to wszystko przez niego, że zrobił coś nie tak. Ale co?
Zamknął oczy. Trawka nadal miło i teraz już o wiele subtelniej kręciła chłopakiem, więc mimo tematu Darii, tego, co zrobił i jak będzie wyglądać ich jutrzejsza rozmowa, zasnął bardzo szybko.

1 172 czyt.
94%162
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 2028 słów i 12016 znaków, zaktualizowała 6 sie 2018.

2 komentarze

 
  • KatiaZula

    KatiaZula · 6 sie 2018

    Przecinków się nie będę czepiać, ale nie ogarniam ostatniego akapitu xd o co chodzi?

  • AnonimS

    AnonimS · 5 sie 2018

    Trawka tu , trawka tam, trawkę zwinę i zapalę sam.....