Niepokorna cz. 30

Niepokorna cz. 30

UWAGA! ZAWIERA WĄTKI PRZEZNACZONE OSOBOM PEŁNOLETNIM!

***

Zapadła cisza. Marek gapił się na nią i milczał, niecierpliwiąc się, o czym informowała jego oschła mina.
– Daj rękę – rzekł w końcu, a raczej rozkazał beznamiętnie.
Wystraszona dziewczyna chciała wysiąść z samochodu, jednak drzwi były zamknięte.
– Daj rękę – powtórzył.
Spanikowana Klara nadal nie wykonała polecenia, więc facet boleśnie chwycił jej nadgarstek, położył dłoń dziewczyny na swoim kroczu i zaczął pocierać nią w górę i w dół. Chciała wyrwać rękę, lecz uścisk był bardzo mocny.
– Puść mnie! – krzyknęła, ale kierowca nic sobie z tego nie robił.  
Kiedy kolejny raz spróbowała wyszarpnąć dłoń, nagle Marek ją puścił i tą samą ręką mocno ścisnął za szyję, zadzierając pod niebo głowę nastolatki.
– Słuchaj, młokosie. Albo robisz mi pałę, albo gorzko pożałujesz, rozumiesz? Nie będę czekał w nieskończoność – zacharczał podnieconym, psychopatycznym głosem, bezlitośnie dusząc dziewczynę. – Nie zamierzam się tu z tobą cackać, za długo ci pobłażałem. Wiesz, ile jest mi winny twój tatuś? Ponad sto pięćdziesiąt tysięcy, co na to powiesz?
Klara powoli zaczęła się dusić, nabierając coraz intensywniejszych kolorów. Zauważył to, więc poluzował nieco uścisk, nadal trzymając głowę dziewczyny przyciśniętą do fotela.  
Nastolatka była przerażona. To był pierwszy raz, kiedy przeszedł do sedna, dotąd, prócz kilku pocałunków, którymi obdarował ją z zaskoczenia, nigdy jeszcze nie zrobił jej krzywdy. Cały czas próbowała coś mówić, lecz ze ściśniętego gardła wychodziły jedynie chrapliwie pomruki. W końcu Marek widząc, że nastolatka robi się purpurowa, zabrał rękę, patrząc na pasażerkę diabolicznym wzrokiem. Natychmiast się zakaszlała, łapiąc za krtań, i pochyliwszy się do przodu, uderzyła w płacz. Facet nie reagował, odezwał się dopiero, gdy uznał, że oddech dziewczyny wrócił do normy.
– Spójrz na mnie – syknął.
Zupełnie rozbita blondynka odwróciła głowę i spojrzała na prześladowcę obojętnym wzrokiem.
– Postaraj się – skinął głową w kierunku swojego rozporka.
Klara spuściła wzrok i zdębiała – penis mężczyzny był już na wierzchu.
– Nieee – wystękała, gdyż mimo strachu nie dała rady się przełamać.
– Dobra, dzwonimy – rzekł z gromiącym spokojem Marek i chwycił komórkę.
Klara trzęsła się już cała, domyślając się, do kogo dzwoni.
– Czego?! – rozbrzmiał pretensjonalnie męski, podpity głos.
– Dzień dobry. Czy pan Kamil Wilk? – zapytał Marek, uśmiechając się złośliwie do pasażerki.
– A kto pyta? – warknął brat dziewczyny.  
– Mamy dla pana promocję – rzekł zadowolony kierowca.
– Skąd masz mój numer, pedale?!  
– Numery wybieramy losowo – kontynuował Marek, niczym rasowy przedstawiciel handlowy.
– Taaak? Więc wsadź se w zad swoją promocję, cwelu! I nie dzwoń kurwo do mnie więcej! – fuknął chamsko Kamil i połączenie się urwało.
Klara płakała już rzewnymi łzami, starając się zachowywać cicho.
– No to jak? – Marek spojrzał na nią z nienormalnym uśmiechem, po czym znów chwycił jej dłoń i objął nią swój członek, delikatnie zaciskając palce.
Załamana dziewczyna panicznie bojąc się brata, odwróciła głowę i zaczęła w końcu onanizować faceta, gapiąc się przed siebie nieobecnym wzrokiem. Chciała uciec myślami, ale to, co się właśnie działo, przypominało jej tylko o jednym. Dobrze pamiętała te wszystkie noce i dni, kiedy oczekiwała w niepewności, jak mocno naćpany i pijany wróci i czy przyjdzie do jej sypialni, a teraz, zmuszona do przykrych działań, nie trzymała wcale w dłoni narządu Marka – jego w tej chwili tu nie było. Do tej pory nikt o niczym nie wie, wstyd i odpowiednio stosowane wobec niej "argumenty” robiły swoje.
Kierowca oddychał już coraz szybciej i głośniej, gdy nagle zacisnął rękę na dłoni nastolatki i zaczął ruszać nią coraz agresywniej, aby po chwili wydać z siebie charkoczący, donośny jęk i za moment opaść głową na zagłówek fotela, z wyrazem satysfakcji wymalowanym na twarzy. Odpoczął kilka chwil, po czym wytarł się nawilżaną chusteczką, chwycił portfel i wyciągnąwszy z niego pięćdziesiąt złotych, wsadził rękę pod bluzkę dziewczyny i wsunął jej banknot pod stanik.
– Za fatygę – zaśmiał się cynicznie i odblokował drzwi, wtedy Klara chwyciła plecak, jak oparzona wyskoczyła z samochodu i biegiem ruszyła w stronę klatki.
Wpadła do środka i od razu na schody, pokonując po dwa, po czym zatrzymała się na półpiętrze, usiadła przy ścianie i tu dała upust totalnej rozpaczy. Była kompletnie rozbita i zawstydzona, wyrzucając sobie, że mu na to pozwoliła, że się nie przeciwstawiła.  
Brzydziła się sobą i swoją słabością.



Siedziała pod oknem prawie pół godziny, nie mogąc dojść do siebie. Jej myśli wciąż krążyły wokół przykrych wydarzeń, których bohaterem nadal nie był Marek. Jedynie fakt, że facet nie wydał ich Kamilowi, sprawiał ulgę, lecz na jak długo?  
I co dalej? – pomyślała. Jak często już teraz będzie przyjeżdżał pod szkołę i ją wykorzystywał, szantażując wyjawieniem adresu? A jak na tym się nie skończy, jak zechce czegoś więcej? Nie dam rady, więc weźmie na siłę – wnioskowała, sparaliżowana mroczną perspektywą przyszłości.
– Klara? – usłyszała nagle nad głową i natychmiast podniosła twarz. – Dziecko, co ty tu robisz? Idź do domu – rzekł grubsza, starsza kobieta, stojąc nad dziewczyną z miłym uśmiechem.
Mieszkająca na drugim piętrze pani Kalewicz była pierwszą osobą, którą Klara poznała po wprowadzeniu się i jedyna, którą od razu polubiła. Sąsiadka była wesoła, życzliwa i niezwykle charyzmatyczna, nastolatka już od pierwszego spotkania znalazła z nią wspólny język, co z czasem przeistoczyło się we wspólne, wieczorne herbatki, gdy było jeszcze mroźnie i biało.
– Aaaa… – wyjąkała zaskoczona dziewczyna, szeroko otwierając usta. – Dzień dobry, pani Doroto. Ja… eee… jaaa… ja tu czekam na koleżankę – plątała, wstając z podłogi.
– Tutaj? – dopytywała zdziwiona kobieta.
– Tak, no bo wie pani… eee… nie chce nam się latać na górę i na dół – odparła żartobliwie Klara, chcąc ukryć przed kobietą swoje zdeptane samopoczucie.
– Klara, płakałaś? Coś się stało? – Kalewicz delikatnie ujęła dłonie dziewczyny.
– Nie.
– Chcesz porozmawiać? Coś w szkole? – babka nie odpuszczała.
– No… trochę – skłamała dziewczyna; widząc wymalowaną na twarzy kobiety troskę czuła, że nie ustąpi.
– Co się stało?
– No wie pani… pierwszy dzień i było trochę…. dziwnie – Klara zmusiła się na sztuczny uśmiech.
– Może chcesz wstąpić? Pogadamy. Kupiłam smaczną kawę – zaproponowała przyjaźnie sąsiadka.
– Nie, nie bardzo teraz mam czas. Ale może jakoś na dniach – wykręcała się nastolatka, przypomniawszy sobie właśnie, że przecież musi sprawdzić, co się dzieje w domu, o czym przez wydarzenie sprzed kilkudziesięciu minut zupełnie zapomniała.
– Na pewno?  
– Tak. Zadzwonię do pani i umówimy się na kawę – rzuciła dość sucho dziewczyna, gdyż mimo dużej sympatii do pani Kalewicz, kobieta zaczynała ją powoli irytować. Nastolatka nie chciała jej urazić, marzyła więc, aby sąsiadka już zniknęła i dała jej spokój.
– No dobrze, jak chcesz. I nie siedź tu, bo zaraz wyskoczy pan Henio i da ci do wiwatu – zaśmiała się Dorota, po czym chwyciła torbę i ruszyła w swoją stronę.
Klara odetchnęła i wsiadła do windy, wybierając dziesiąte piętro. Zaraz po opuszczeniu dźwigu poczuła dziwny zapach i od razu ogarnęły ją złe przeczucia. Szybko przekręciła klucz i gdy tylko uchyliła drzwi, uderzyła w nią gryząca chmura siwego dymu. Jak oparzona wbiegła do środka, a następnie do kuchni.
– MAAAMO!...

761 czyt.
100%121
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 1409 słów i 8129 znaków, zaktualizowała 23 gru 2018

Komentarze (1)

 
  • AnonimS

    AnonimS 23 gru 2018

    Opublikować trzeba. Skąd Ty taką nastolatkę wytrzasnełaś, że ma opory przed robieniem rączką panu dobrze? Teraz to chyba dla dziewcząt w jej wieku nie problem ?