Niepokorna cz. 35

Niepokorna cz. 35Stanęła między dziewiątym a dziesiątym piętrem i zerknęła przez szybę – chłopaków było już czterech i słychać ich było na pół osiedla. Siedzieli i roześmiani, bez zbytniego skrępowania popijali sobie wódkę. Obserwowała Krystiana – był naprawdę niczego sobie, lecz to jego zachowanie… Doskonale zdawała sobie sprawę, że takiego towarzystwa najlepiej unikać, nawet, jeśli blondyn jak dotąd był całkiem miły. Wiedziała jednak, że teraz będzie już to niemożliwie, że chłopak nie ustąpi. No i jakby nie było, była mu coś winna, poza tym bardzo jej dziś zaimponował.
Pomyślała też o Marku, o minie, jaką miał w czasie konfrontacji z blondynem. Jeszcze nigdy nie widziała go tak wystraszonego, co w pewnym stopniu satysfakcjonowało nastolatkę, z drugiej strony jednak czuła ogromny lęk przed tym, co może się teraz stać. Marek poniżony przez osiedlowego łobuza – to nowe zjawisko, czuła, że ta cała sytuacja gorzko się na niej odbije. No i ten telefon. Skąd ma numer do matki? Przecież rok temu go zmieniła. Zadzwoni? – zadała sobie pytanie. – A może będzie zajęty? W końcu jest prezesem ogromnej firmy. A co, jeśli będzie chciał pójść na całość?  
Bała się seksu, pamiątki „romantycznych” chwil, których doświadczyła w swoim krótkim życiu, do tej pory znęcają się nad nią w dzień i w nocy, nieraz spędzając dziewczynie sen z powiek.
A jeżeli będzie się upierał? – drążyła. Nienawidziła męskiego dotyku, nie wiedziała więc, jak sobie poradzi. Czuła, że spanikuje i wówczas facet weźmie ją sobie na siłę. I co wtedy?
Ale przecież to już było, więc…? Nic strasznego – wnioskowała zrezygnowana, stercząc pod tym oknem już dobre dziesięć minut.  
Przez przykre wspomnienia i zgłębianie perspektyw powoli zaczęło zbierać jej się na płacz, z zamyślenia wyrwał ją jednak dźwięk zatrzymującej się windy. Po chwili usłyszała trzy szybkie puknięcia, a po nich trzask zamykanych drzwi. Doskonale wiedziała, czyje to drzwi, migiem więc ruszyła do domu. Wpadła do środka i z miejsca zderzyła się z Leszkiem, znajomym matki, którego ta poznała świeżo po przeprowadzce. Klara nic do niego nie miała, gdyż facet był bardzo sympatyczny, zawsze schludnie ubrany i grzeczny, ale nie chciała, aby matka piła. Wiedziała, że ją i Leszka łączą znakomite relacje, dlatego czuła, że na tej jednej flaszce się nie skończy.
– Cześć młoda – Leszek się uśmiechnął, wręczając Klarze dużą Milkę z orzechami.
– Dzięki. Ile czasu tym razem? – warknęła, chwytając w dłoń czekoladę.  
Lubiła mężczyznę i nie chciała być niemiła, jednak wizja narąbanej matki, wieczornych śpiewów, tańców i głośnej rozmowy wyprowadzała ją z równowagi.
– Wszystko będzie w porzą…
– No chodź już, nie podrywaj mi córki! – krzyknęła radośnie pani Krystyna.
– Matka będzie grzeczna – zadeklarował Leszek i zniknął w salonie.
Klara schowała podarunek do lodówki, w której wódki oczywiście już nie było i wtargnęła do pokoju imprezowiczów.
– Leszek, masz jakąś kasę? – zapytała, przysiadając na regale.
– Nie mam… na razie, ale potem na pewno coś zorganizuję. Ile ci trzeba?
– Z pięć dych.
– Ooo, tyle to nie będę miał, ale dwie dychy postaram się ci załatwić.
Klara zacisnęła usta w grymasie irytacji, wiedziała, że gdy Leszek nie ma teraz, to już nic od niego nie dostanie, bo nawet, jak coś zdobędzie, pójdzie to na alkohol. Matka od zawsze miała niesamowity dar przekonywania.
Ale czy jego trzeba przekonywać?
– Mamo, chcę wyjść na parę godzin, ale co z tobą? Znowu będzie policja? – rzuciła nastolatka, przecinając kobietę pretensjonalnym spojrzeniem.
– Nie ma ciszy nocnej – odparła pani Krystyna, napełniając dwa kieliszki.
Klara przewróciła oczami i umknęła do kuchni. Wróciła ze szklanka, którą zapełniła do połowy stojącym na stole sokiem, po czym chwyciła butelkę i dolała do całości. Matka nie odezwała się słowem.  


  

Zasiadła na łóżku i umoczyła usta. Miły szumek zagościł w głowie, gdy już opróżniła literatkę, lecz na odwagę ta ilość nadal była niewystarczająca. Nastolatka nigdy nie przepadała za alkoholem, dziś jednak bardzo potrzebowała mobilizacji.
Wróciła do salonu. Butelka była już w połowie pusta, lecz po matce jak na razie nic nie było widać, wyglądała na trzeźwą.  
Dziewczyna powtórzyła zabieg i klapnęła na stojącym w rogu fotelu; siedząc samej w pokoju zaczęło jej się powoli nudzić.
– Młoda, no co ty? – zaśmiał się Leszek, świdrując dziewczynę przyjaznym spojrzeniem.
– A co, nie mogę? Jestem pełnoletnia – odparła Klara, nie mogąc zdobyć się na chociażby cień uśmiechu.
– Kryśka – facet sugestywnie szturchnął kobietę w ramię.
– A co ja mogę? Ma osiemnaście lat – stwierdziła pani Krystyna, niezbyt chyba przejęta postępowaniem córki.
– Co z tą kasą? – zapytała Klara, której po wypiciu połowy kolejnej szklanki powoli zaczął rozwiązywać się język.
– Oj, młoda, przystopuj, już cię chwyta – zaśmiał się Leszek.
– Spadaj – odpyskowała i teraz już wygięła usta.
Nie czuła się podpita, lecz alkohol bardzo ją rozluźnił, przez co perspektywa dzisiejszej wycieczki stawała się coraz mniej straszna.
– Jeszcze za wcześniej, jak będę miał, to około szóstej – rzekł Leszek.
Klara już nie wierzyła w jakiekolwiek pieniądze, co bardzo ją złościło. Nie chciała i bała się iść, strach przez możliwość wpadki przed kimś znajomym wciąż tkwił w dziewczynie.
Wykończyła trunek i wróciła do pokoju, aby tu w pozycji leżącej ponownie zacząć zagłębiać się w rozmyślaniu.  
Zasnęła.




Obudziło ją trzaśnięcie drzwiami i po chwili dojrzała zza szyby przemykającą do salonu sylwetkę. Zerknęła na zegarek – kilka minut po czternastej. Niemrawo ruszyła się z łóżka, pożądając kawy. Zajrzała do salonu – na stole stała już nowa flaszka.
– Dzięki – warknęła do Leszka.
– Młoda, wybacz, ale jeszcze nie ma osiemnastej – odparł łagodnie mężczyzna.
Dziewczyna nie odpowiedziała, nie widziała sensu w dalszej dyskusji. Wkurzona, zrobiła kawę i  kubkiem w dłoni zajęła miejsce w fotelu, bacznie obserwując matkę. Ta nadal nie wyglądała źle, co świadczyło o tym, że tempo picia nie było zbyt szybkie. Trochę ją to uspokoiło, zaczęła pałać więc nadzieją, że może jeszcze tylko dziś. Nieraz już tak było, że kobieta piła jedynie dwa dni, zdarzało się to jednak sporadycznie, więc Klara nie mogła być niczego pewna.
Popijała kawę w milczeniu, raz po raz sprawdzając godzinę i gdy napój się wyczerpał, zrobiła kolejnego drinka.
– Klara, co z tobą? – zareagowała w końcu matka, tym razem zdziwiona, ale i wyraźnie zaniepokojona zachowaniem pociechy.
– Nic – dziewczyna upił łyk i wróciła do pokoju. Szybko spakowała swój tradycyjny strój, potrzebne niezbędniki i rzuciła plecak w korytarzu. Wiedziała już, że Leszek nic nie załatwi, przecież po litrze oboje będą już w odpowiednim stanie, w stanie na… kolejną flaszkę.
W rezultacie wypiła trzy dość mocne drinki i gdy już poczuła się odrobinę „lepiej”, wskoczyła w buty i stanęła przed matką.
– Wychodzę. Ma być spokój. Leszek, słyszysz? – surowo spojrzała na mężczyznę.
– Możesz być spokojna – odparł.
Tak… – pomyślała, chwyciła plecak i wyszła, starając się nie myśleć o tym, co musi zrobić.
Wciąż nie miała za grosz odwagi i nadal czuła potworny wstyd.




Do centrum dotarła po pół godzinie i jak zawsze, od razu schowała się między dwoma budynkami. Przebrała się w okamgnieniu, czując coraz większą konsternację. Alkohol nieco odparował jej z głowy, co tylko wzmogło uczucie zażenowania. Ale skoro już jestem… – pomyślała i niepewnie wyłoniła się spomiędzy kamienic. Spuściła daszek, zsunęła niżej kaptur i ruszyła do dobrze znanego jej, znienawidzonego miejsca. Po chwili stał już przed nią kubek i tekturka z napisem: „Zbieram na jedzenie”. Czuła się podle, modląc się jak zawsze, aby nikt ze znajomych jej nie rozpoznał. Niedługo musiała czekać na drwiny przechodniów, że jest brudaską, pijaczką, narkomanką, żeby wzięła się do pracy i jak jej nie wstyd.
Nie reagowała, siedziała z nisko spuszczoną głową, przełykając palące wewnątrz upokorzenie. Od czasu do czasu słyszała wpadające do kubka monety, lecz nie miała odwagi unieść twarzy.
Po trzech godzinach siedzenia zaczął boleć już ją kark, postanowiła więc, że jeszcze kwadrans i czas do domu.
– Dawno cię nie było – usłyszała nagle dobrze znany jej głos. – Radzę się zwijać, ulicę dalej krąży policja. Do zobaczenia – rzekł mężczyzna i po chwili w kubku coś wylądowało. Klara dobrze wiedziała, co to, dlatego gdy tylko dobroczyńca się oddalił, szybko wyjęła z pojemniczka dziesięć złotych i schowała do kieszeni.
Sumiennie biorąc sobie do serca słowa mężczyzny, w pośpiechu schowała karton i kubek do plecaka, nie zdążyła jednak nawet ruszyć się z miejsca, bo patrol właśnie zawisł nad jej głową.
– Dzień dobry. Komenda rejonowa policji, sierżanci Górski i Mazur. Co pani tutaj robi? – padło pytanie.
– Ja… ja już idę – rzuciła przerażona Klara i wciąż nie podnosząc głowy, szybko wstała.
– Ma pani jakieś dokumenty?  
– Nie – ledwie wydusiła.
– Czy pani wie, że to, co pani robi jest wykroczeniem? – facet bezlitośnie znęcał się nad dziewczyną.
– Wiem, przepraszam – bąknęła płaczliwie.
– Proszę podnieść głowę –  nakazał drugi z policjantów, wywołując jeszcze większą trwogę.
Popatrzyła na mężczyzn – natychmiast zmienili surowe wyrazy twarzy, nie spodziewali się chyba, że ujrzą nastolatkę. Policjanci od razu spojrzeli po sobie, zadając bezgłośnie pytania, wyglądali na kompletnie zdezorientowanych.
– Dlaczego wyłudzasz tu pieniądze? – wyższy z nich w końcu zabrał głos.
– Potrzebuję na jedzenie… przepraszam –  wydukała Klara, nie mając pojęcia, co innego powiedzieć.
– Potrzebujesz pomocy? Od tego jest opieka społeczna, wiesz o tym? Jesteś pełnoletnia?
– Tak.
– Poproszę twoje nazwisko, nazwisko ojca i twój adres – nakazał.
Dziewczyna podała dane, modląc się w duchu, aby nie robili jej problemów. Na myśl, że matka może dowiedzieć się, że żebrała, robiło jej się słabo.  
Znów spuściła głowę, w końcu wkoło krążyła jeszcze masa przechodniów. Gliniarz zapisał wszystko w notatniku i nieprzychylnie spojrzał na nastolatkę.
– Muszę ukarać cię mandatem. Będzie sto złotych… niestety – oznajmił.
Klarę przeszedł zimny dreszcz, jeszcze tylko mandatu jej brakowało. Chociaż ze wszystkiego złego wolała już to, niż żeby rozgrzebywali sprawę, albo, nie daj Boże, odwieźli ją do domu.
– Czy znikasz i już więcej cię tu nie zobaczę? – dodał policjant.
– Tak, już idę. Przepraszam – powtórzyła Klara, uszczęśliwiona do granic.
– Dobra, zmykaj. I nie rób tego więcej, tylko zgłoś się do opieki, oni ci pomogą – pouczył sucho facet, schował notatnik i obaj po chwili zniknęli.
Dziewczyna w mig schowała się w dyskretnym zaułku i tu dopiero odetchnęła, ciężko siadając przy ścianie. Gdy już doszła do siebie po spotkaniu z władzami, otworzyła plecak i zaczęła zbierać porozwalane po wnętrzu drobniaki. Prócz podarowanej dziesiątki uzbierała niecałe sześć złotych, co bardzo rozczarowało nastolatkę, przecież siedziała tam ponad trzy godziny. I kurwa, warto było za ten przypał? – warknęła w myślach, przebierając się w czyste ciuchy. Nie, dość, więcej tego nie zrobię – zadecydowała, schowała pieniądze do kieszeni i ruszyła na przystanek, przy okazji przypomniawszy sobie o Marku.
Nie czuła się zbyt dobrze.

1 352 czyt.
100%76
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 2120 słów i 12093 znaków, zaktualizowała 8 lip o 17:18.

6 komentarzy

 
  • Iga21

    Iga21 · 2 dni temu

    I tu nadal NIC :(

  • Iga21

    Iga21 · 20 sie 18:57

    No to jeszcze tu się nadal doczekać nie mogę   
    Ale jak masz potem twierdzic, że suchar wyszedł to poczekam

  • Iga21

    Iga21 · 28 lipca ·

    Ale ja się nie mogę doczekać na kolejne Twoje części

  • Iga21

    Iga21 · 12 lipca

    Hej no to jednak zgadłam.Może faktycznie powinna pójść do opieki

  • Mikki

    Mikki · 9 lipca · 381259557

    No witam 😉 czyzby wena wróciła ?😁😁😁 Super jak zawsze. Biedna Klara na jedno dobrze że policjanci dali jej spokój na drugie może gdyby zainterweniowali to Matka Klary by się opamietala. Dziewczyna robi co może a co najważniejsze nie kradnie jak nie którzy 😒 zuch dziewczyną... Dla ciebie ogromne brawa ♥️👏👏

  • AnonimS

    AnonimS · 8 lipca

    No proszę zaskoczenie. Mało kto odważy się w młodym wieku zebrać