Niepokorna cz. 38

Niepokorna cz. 38– Czemu nie odebrałaś telefonu? – usłyszała nad głową dobrze znany jej głos.
Nie była zdziwiona, spodziewała się, że prędzej czy później Wiki wyjdzie z inicjatywą.
– A muszę? – syknęła.
– Kurwa, Frozi, o co te żale? O tą dziunię?! – Wiktoria podniosła głos.
Daria milczała, nie miała ochoty z nią rozmawiać.
– Frozi.
– Macie telefon dla Klary? – zapytała oschle szatynka.
– Serio? – zadrwiła Wiki, będąc chyba pewną, że Daria puści wszystko w niepamięć. – Frozi, co jest z tobą, od kiedy to stałaś się obrońcą uciśnionych?
– Macie telefon? – powtórzyła zimno Daria, perspektywa przesłuchania przez Barańską prawidłowo nakręcała ją nie w tą stronę, co trzeba.  
– Nie mam; nie jestem jej niczego winna, bo nic nie zrobiłam.
– Nie? Twoja suczka wczoraj cię sprzedała, wiesz o tym? – oznajmiała Daria, nie patrząc na przyjaciółkę.
– CO?  
– Jajco. I wiesz co? Weź spierdalaj, wystarczająco natrułaś już tu powietrza.
– Co? – powtórzyła z niedowierzaniem Wiki. – A kurwa, pierdol się, nie myśl, że każdy będzie lazł ci w dupę! – fuknęła i wielce oburzona, oddaliła się od szatynki.
Po chwili stała już przed Niną, mówiąc coś i gestykulując dynamicznie. Kretynka – pomyślała z niesmakiem Daria, obserwując tą komiczną scenę. Zerknęła w lewo – Klara stała przy oknie i gapiła się w dal. Nikt jej nie zaczepiał, nikt z nią nie rozmawiał, a Maks z Kubą gdzieś zniknęli. Nie, olewam, nie to nie – przyhamowała się w myślach, gdyż gotowa już była wstać i podejść do dziewczyny. Widząc smutną, samotnie stojącą pod tym oknem blondynkę, dość boleśnie ścisnęło ja w środku. Nie dziwiła się sobie, bardzo polubiła koleżankę i szczerze się wkurwiała, widząc ją w tym stanie.
Zapraszam do klasy – obserwację przerwała Barańska, piszcząc nadzwyczaj wesoło. Daria dobrze wiedziała, jaki jest powód tej wesołości i mina jeszcze bardziej jej zrzedła. Do tego nie było Maksa, który może spróbowałby jej coś podpowiedzieć.
– A pierdolę to – warknęła pod nosem i ciężko podniosła się z miejsca.



– Panno Mróz, zapraszam – Ruda złośliwie się uśmiechnęła, z gracją otwierając dziennik.
Daria niechętnie wstała i niemrawo ruszyła w jej kierunku, oglądając się jeszcze po drodze na Klarę. Zapomnij – zaśmiała się w duchu i jak skazaniec stanęła przed nauczycielką. Maks z Kubą właśnie wtargnęli do klasy i gorąco przepraszając, zajęli miejsce w ławce.
– No dobrze, czy może mi pani powiedzieć, kto napisał za panią kartkówkę? – wyjechała bez ogródek Barańska.
– Jak to kto? – Daria wypaliła głupa. – A kto niby miał napisać?
– Panno Wilk?
Klara w okamgnieniu podniosła tyłek, spuszczając głowę.  
– Dziewczyny, czy wy myślicie, że ja jestem głupia? – zapytała groźnie nauczycielka, trzymając w dłoniach oba sprawdziany.
Nie, kurwa, mądra – furknęła w duchu Daria, widząc już porażkę na całej linii.
– Klara, masz coś do powiedzenia?
Nastolatka milczała, uciekając wzrokiem po każdym zakątku sali.  
– Szykuje ci się piątka na koniec roku i chcesz to zaprzepaścić? Poza tym w taki sposób nie pomagasz koleżance, chyba zdajesz sobie z tego sprawę? Lepiej pomóż jej w nauce… uczciwie, wtedy poprawi oceny, bo takie numery u mnie nie przejdą. Rozumiemy się?
Głucho.  
– Kujon – mruknęła niezbyt dyskretnie Wiki, uśmiechając się szyderczo.
– Kurwa, zamknij mordę, dziwko, bo ci ją w końcu oklepię! – wyjechała nagle Daria, strzelając  palcem w przyjaciółkę; całe skumulowane wewnątrz zdenerwowanie właśnie dało upust w niezbyt pożądany sposób.
Wiktoria zamarła, podobnie jak cała klasa.
– MRÓZ! – ryknęła Barańska, jak oparzona zrywając się z krzesła. – Marsz do dyrektora! – wskazała palcem drzwi. – Otrzymujesz uwagę i ocenę niedostateczną ze sprawdzianu, ty Klara również. I możesz już usiąść.
Wściekła Daria zamaszystym krokiem wróciła do ławki, migiem spakowała rzeczy i niemalże biegiem ruszyła do wyjścia.
– I nie zapomnij dokładnie wyjaśnić panu dyrektorowi swoje zachowanie – dodała jeszcze nauczycielka.
– Pierdol się – walnęła Daria i szybko opuściła klasę, mocno trzasnąwszy drzwiami.
Na chwilę obecną w dupie miała konsekwencje i możliwość wyrzucenia jej ze szkoły, była tak zła, że nie obchodziło ją już nic.
Gdy pukała do gabinetu, maniera nie zmieniła się nic a nic.
– O co chodzi? Co znowu nawywijałaś? – zapytał sucho dyrektor.
– No wie pan… jakby tu powiedzieć? Popełniłam zbrodnię, przeklęłam na matematyce. Poproszę o wyrok w zawieszeniu – wypaliła szyderczo Daria, kompletnie jej już odbiło.
– I pani Barańska wysłała cię do mnie, mam rozumieć? – odparł spokojnie dyrektor; jego zachowanie dobitnie sugerowało, iż na wylot zna wybryki i pyskówki podopiecznej.
– Tak.
– Mróz, i co ja mam z tobą zrobić? Już koniec roku, czy nie możesz się w końcu wziąć w garść i spokojnie skończyć szkołę?
– Spokojnie? Pani Barańska grozi, że nie dopuści mnie do matury, bo nie umiem matmy. Ale co ja na to poradzę? Uczyłam się, brałam korepetycje, ale nie ogarniam tego i koniec. Ona się na mnie usadziła od początku roku i depcze mnie jak dopalonego peta, a ja sobie na to nie pozwolę – rzekła wprost Daria, którą nerwy szarpały coraz bardziej.
– A może sama jesteś temu winna? Spójrz na swoje zachowanie, masz dwie nagany, uwag nie liczę, i nadal robisz to, co robiłaś. Uważasz, że to w porządku? – kontynuował, o dziwo, nadal łagodnie dyrektor.  
– To nie ma nic wspólnego z matematyką. Inni nauczyciele jakoś się na mnie nie skarżą – walczyła nastolatka.
– A muszą? – mężczyzna wymownie spojrzał na uczennicę. – I Daria, ten incydent w szatni, wiesz, co o tym myślę…
– No jasne, zawsze Daria – fuknęła szatynka, która czuła się już jak bomba zegarowa, która może zaraz wybuchnąć.
– Co się stało na matematyce? Przeklęłaś do nauczycielki?
– Nie, do koleżanki… byłej koleżanki.
– Dlaczego?
– Bo nie lubię cwaniactwa.
– A możesz jaśniej?
– Nie mam nic więcej do powiedzenia – rzekła Daria, nie zamierzała się skarżyć. No bo jak? Ona, Frozi? No jak?
– Dobrze, wracaj na lekcję, a ja zastanowię się, co z tobą zrobić – rzekł spokojnie dyrektor i wlepił nos w monitor komputera.
– Dziękuję. Do widzenia – mruknęła przez zęby Daria i po chwili już kroczyła w kierunku szatni.  
– A ty dokąd? – zapytała szatniarka, która jak spod ziemi wyrosła się przed nosem nastolatki.
– Muszę się przewietrzyć – warknęła Daria, której z braku nikotyny niemalże już rozrywało płuca.
– Wracaj na lekcję – nakazała Radziszewska, jak posąg stojąc przed dziewczyną, lecz Daria zupełnie ignorując jej rozkaz, bez słowa przepchnęła się przez kobietę, po czym szybko wbiegła po schodach i jeszcze szybciej opuściła szkołę. Kurwa, będzie mi tu robić za niańkę, pojebana suka – przeklinała w myślach, na chwilę obecną była już kłębkiem nerwów. Wiedząc, jakie ma oceny, nie widziała cienia szans, aby Barańska jej darowała.



Skończyła papierosa i zapaliła drugiego, była tak wściekła, że nawet nikotyna na pusty żołądek nie robiła dziś na niej wrażenia. Głowa jednak ponownie zaczęła boleć, więc trzeciego już sobie odpuściła, wróciła do szkoły i dziękując losowi, że na jej drodze nie stanęła znów szatniarka, niechętnie udała się pod salę jej kolejnej ukochanej lekcji, a mianowicie fizyki. Tu było ciut lepiej, prócz dwóch trójek i cztery minus miała tylko jedną niedostateczną. Jarosław Kipisz (Daria do tej pory drwi z nazwiska mężczyzny), nauczyciel owego przedmiotu dzielnie pozował na groźnego, aczkolwiek widząc, iż ktoś się stara, lecz mu nie wychodzi, przepytywał jedynie z wzorów, lub dawał tak banalne zadania, że największy tuman rozwiązałby je z zamkniętymi oczyma. Do tego przepytując uczniów pokroju Darii, zablokowanych na przedmioty ścisłe, zawsze podpowiadał tak, że praktycznie całe zadanie rozwiązywał sam. I w taki to właśnie sposób nastolatce udało się złapać niezłe oceny, z czego do dziś jest niezmiernie dumna.
Trzeba się było jednak naprawdę starać, gdyż mężczyzna łgarstwo wyczuwał na kilometr, a gdy już zdarzyło się, że przyłapał ucznia nie na kłopotach z fizyką, a na czystym lenistwie i kłamstwie, traktował go szorstko aż do zakończenia nauki. Daria fizyki nie przyswajała w ogóle, dlatego też nigdy się jej nie uczyła, musiała więc być bardzo dobrą aktorka, skoro zawsze udało jej się nabić faceta w butelkę. A może ją po prostu lubił?
Zadzwonił dzwonek, lecz na dziewczynie nie zrobiło to większego wrażenia. Głowa zaczynała boleć coraz bardziej i Daria znowu pomyślała o wczorajszym zajściu i o tym, żeby mimo wszystko udać się do lekarza. Jednak już po chwili jej plany spełzły na niczym, dziewczyna szybko wyjaśniła sobie, że boli, bo wszyscy ją denerwują i że nie ma się czym przejmować.
– Frozi – Maks usiadł obok. – Co ci? Znowu jesteś blada jak ściana.
– Nic – syknęła.
– Kurwa, Frozi, nie zbywaj mnie, dobrze? Mówiłem, żeby jechać do lekarza, czemu to olewasz? – chłopaka poniosły nerwy.
– Weź spłyń, dobra? – odpysknęła szorstko nastolatka.
– A pieprzę to, rób sobie, co chcesz. I co do głowy to chyba nie tylko ze względu na dzisiejszy dzień powinnaś się przebadać – wyjechał wkurzony blondyn, wstając, po czym chwycił plecak i sobie poszedł.
Darię stać było jedynie na wystawianie przed siebie środkowego palca.

434 czyt.
100%61
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 1723 słów i 9856 znaków, zaktualizowała 5 paź o 9:08.

1 komentarz

 
  • AnonimS

    AnonimS · 4 paź 21:24

    Są tacy ludzie. Co samym swoim istnieniem, wkurzają otoczenie.