Niepokorna cz. 48

Niepokorna cz. 48– Mówiłam? – rzekła z wyrzutem Klara, gdy już opuściły gabinet.
– To nic – mruknęła Daria, która czuła się tak podle, jak nigdy dotąd.  
Dotarło do niej, że zawiodła rodziców, że w domu będzie afera i to wyssało z dziewczyny całą chęć do życia.
      – Stój, kurwa! – Nagle Wiki agresywnie szarpnęła szatynkę za ramię. – I co, szmato, narobiłaś?! – Mocno popchnęła przyjaciółkę.
      – Wypierdalaj! – Daria odepchnęła napastniczkę.
      – Ty suko! – syknęła Wiktoria, chwyciła dziewczynę za włosy i jak taran ruszyła przed siebie.
      Zatrzymały się dopiero, gdy Daria boleśnie uderzyła plecami o ścianę. Szatynka nie była dłużna koleżance i po chwili również złapała jej ciemne loki. Zaczęły się szarpać i ciągać w tę i we w tę, lecz żadna nie potrafiła zdobyć przewagi.
      – I co, suko, będziemy się tak ganiać? – wycedziła Daria, czując ból; Wiki nie oszczędzała jej fryzury.
      – Tak – wybąkała Wiktoria, będąca w równie niekomfortowej sytuacji.
      – No dobra, to postójmy sobie tak – stwierdziła Daria, stojąc w pół skłonie.
      – No i ok.
      Tkwiły w milczeniu dobrą minutę, wyglądając jak niespełna rozumu, i stałyby tak pewnie do wieczora, gdyby nagle zza ściany nie wyłoniła się ich wychowawczyni.
      – Dziewczyny! – Kobieta natychmiast zareagowała i uczennice w okamgnieniu się wyprostowały. – Co tu się dzieje, co wy wyprawiacie? – warknęła.
      – Nic – bąknęła Daria.
      – Jak to nic? To ma być nic? Dlaczego się bijecie, co to ma znaczyć? I dlaczego nie jesteście na niemieckim? – Cybulska nie ustępowała, patrząc to na awanturniczki, to stojące pod ścianą Ninę i Klarę.
      – Pani profesor, ja już na to denne szprechanie iść nie muszę – syknęła nieuprzejmie Daria, stercząc przed nauczycielką z zabiedzoną miną.
      Była tak zła, że miała w głębokim poważaniu, jak się zachowuje, mimo że bardzo lubiła profesorkę.
      – Jak to nie musisz? – dociekała kobieta.
      – Wywalili mnie… za powiedzenie prawdy – odparła Daria, pięknie wykręcając kota ogonem.
      – Wyrzucili cię ze szkoły? – Zaskoczona nauczycielka zrobiła duże oczy. – Powiedzenie jakiej prawdy?
      Daria zamilkła.
      – No tak, to kiedyś musiało się tak skończyć. I co teraz? – kontynuowała Cybulska, której głos nagle złagodniał. – Daria, dwa miesiące do matury, i co? Tyle razy się za tobą wstawiałam, a ty nadal robisz swoje. Cholera, dziewczyno, nie rozumiem – zbeształa cierpko kobieta.
     Nastolatka wiedziała, jaka jest zła. Miała pojęcie, że profesorka bardzo ją lubi i także nie może ścierpieć zaistniałych faktów.
      – Nieważne – mruknęła dziewczyna.
      – Rozmawiałaś z panem dyrektorem? Jakiej prawdy? – Kobieta ponowiła pytanie.
      – Dyrektor wszystko wie, on pani wyjaśni. Mogę już iść? – poprosiła smutno szatynka.
       – Nie, nie możesz. Siadaj i poczekaj tu, a ja pójdę, dowiem się, co zaszło. A wy na lekcję. – Profesorka spojrzała na pozostałą trójkę.
      – Nie! – krzyknęła Daria. – Klara nigdzie z nimi nie pójdzie!
      – Dlaczego? – Zdziwiła się Cybulska.
      – Jak pójdzie pani do dyrektora, to się pani dowie.
      – No dobrze, więc Klara – poczekaj z Darią, a ja porozmawiam z panem dyrektorem. A wy na niemiecki – nakazała Wiki i Ninie i ciężko westchnąwszy, schowała się w sekretariacie.  
      – Pamiętaj, że to jeszcze nie koniec – zagroziła Wiki, wystawiwszy przed siebie palec i wściekła, zniknęła za ścianą, paplając coś do Niny.
      – Kurwa, przyjaciółeczki od siedmiu boleści. No ja pierdolę – zbluzgała Daria, wciąż grzebiąc myślami w przyszłości.
      Była coraz bardziej przerażona, nawet już nie tym, jak zareagują rodzice, a tym, że nie podejdzie do matury. A kurwa, i tak bym nie zdała, Ruda mnie nie przepuści. – Irracjonalnie dodała sobie otuchy, z trudem powstrzymując wybuch płaczu. Nie mogła wybaczyć sobie, że tak się zachowała. I tak nie pomogła Klarze, to jeszcze narobiła sobie kłopotów. No tak, trzeba się było przecież popisać. – Wyrzucała sobie, łapiąc coraz większy dół.
      – Daria – odezwała się cicho Klara. – Może wychowawczyni coś wywalczy.
      – Tak, kurwa, wywalczy, walczyła już milion razy. Pierdolisz jak połamana – fuknęła szatynka.
       Koleżanka działała jej w tej chwili na nerwy, tak, jak wszystko inne. Blondynka się wyciszyła.
      – Sorry – bąknęła po dłuższej chwili Daria. – Mogłaby już wyleźć – dodała, chcąc wiedzieć, na czym stoi.
      Zapadła cisza. Nauczycielka opuściła sekretariat kilka minut później i Daria, widząc jej minę, wiedziała już, że dyrektor nie dał się przekonać.
        – Przykro mi, Daria, ale tym razem przesadziłaś. Dziewczyno, rozbierasz się na lekcji, tańczysz, popisujesz się? Czyś ty już zupełnie na głowę upadła? Dyrektor jest tak wściekły, że nawet nie chciał ze mną o tobie rozmawiać, wyjaśnił mi tylko zajście w szatni. Więc Daria… wiesz, co masz robić. Spróbuję jeszcze raz potem z nim porozmawiać, jak ochłonie, ale szanse są naprawdę marne, a raczej ich nie ma. Jedynie fakt, że zostały dwa miesiące do matury, mogą pomóc i może uda mi się go przekonać, ale nie rób sobie nadziei. Muszę iść, przygotować się do lekcji. Jak coś się zmieni, zadzwonię do twojej mamy. Do zobaczenia – rzekła cierpko, acz smutno Cybulska i schowała się w pokoju nauczycielskim.  
      – Idę zapalić, idziesz? Dziesięć minut do dzwonka, nie ma sensu, żebyś lazła na niemiecki – mruknęła szatynka, wstając.
      – Gdzie? Tam, za szkołę? – zapytała Klara, znów wyglądając na wystraszoną.
      – Do palarni.
      Klara podniosła się z miejsca. Daria zauważyła, że blondynka nie jest zbyt chętna na tą wycieczkę, ale w tej chwili nie obchodziło ją to zbytnio, miała inne problemy na głowie. Mimo to chcąc, nie chcąc, raz po raz zerkała na dziewczynę, obserwując jej zachowanie. Klara po wyjściu ze szkoły znowu zaczęła dyskretnie się rozglądać, siląc się na nieudany kamuflaż, lecz jak na dłoni widać było, że znów się czegoś boi. Daria już wiedziała, czego, ale nie miała nastroju, aby zahaczać w tej chwili koleżankę o ten temat. Nie chciała wybuchnąć, do czego droga była bardzo krótka.
      Doszły do palarni i Darii od razu skwasiła się mina – na końcu murku siedziała Wiki w towarzystwie Niny i popalała papierosa, mówiąc coś pośpiesznie i gestykulując dynamicznie. Dziewczyny nie zauważyły przybyłych, co było Darii bardzo na rękę. Miała chęć podejść i rozerwać Wiki na strzępy, była przekonana, że to wszystko przez nią. Otworzyła paczkę – dwa papierosy wewnątrz.
      – Kurwa, jeszcze to – warknęła.  
     Kupiła je przedwczoraj i nawet nie wie, kiedy tyle wypaliła; zazwyczaj opakowanie starczało jej na minimum trzy dni. Spojrzała na Klarę – siedziała zabiedzona, gapiąc się w kierunku piaszczystej drogi, ciągnącej się wzdłuż szkolnego ogrodzenia.
      – Klara – zagadała. – Co jest z tym samochodem? Pogadajmy – poprosiła łagodnie.
      Dziewczyna nie odpowiedziała. Daria wnikliwie przyglądała się koleżance, lecz ta wciąż uciekała wzrokiem.
      – Miałaś dać mi swój numer – przypomniała  szatynka.
      – Po co? – bąknęła Klara.
      – Po to, że cię proszę. Nie bój się, nie będę wydzwaniać na akord, mam lepsze rzeczy do roboty – stwierdziła cierpko Daria. – Piękna, daj.
       Klara ustąpiła, znalazła numer i podyktowała koleżance.
      – No! To teraz mam cię na celowniku – zaśmiała się Daria, obejmując koleżankę.
      Spojrzała w lewo – Wiki gapiła się na nią pełnym nienawiści wzrokiem.
      – Patrz, jak się uruchamia. Kurwa, żebyśmy dały teraz w ślinę, zapewne by wybuchła. Spróbujemy? – rzuciła wesoło szatynka, szczerząc zęby do Klary i chwilowo zapominając o kłopotach.
      Klara się zaśmiała.
      – Ja mówię poważnie – rzekła Daria, po czym znienacka chwyciła brodę koleżanki i przytuliła się ustami do jej warg.  
      Blondynka jakby zamarła, bo nie zareagowała. Darię przeszedł miły dreszcz, usta dziewczyny były aksamitne, miękkie i niesamowicie miłe w dotyku. Pozostawała tak chwilę, w końcu uwolniła koleżankę i szeroko się uśmiechnęła. Klara nadal siedziała jak posąg, nie dowierzając chyba w to, co się stało. Lico dziewczyny nabrało kolorków, co jeszcze bardziej rozbawiło Darię. Znów zerknęła na Wiki – siedziała z rozdziawioną buzią i patrzyła na przyjaciółkę z bardzo oryginalną miną.
      – Patrz, zaraz odleci – rozradowała się Daria. – Ale ty nie odlatuj. – Szturchnęła Klarę, która jakby wciąż przetrawiała wybryk koleżanki, bo ani drgnęła. – Masz zajebiste usta, przerzucam się na kobiety – oznajmiła szatynka i dopiero teraz odpaliła papierosa.

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 1542 słów i 8900 znaków, zaktualizowała 9 lip o 12:07.

3 komentarze

 
  • Iga21

    Wariatka pomimo co by się nie działo zawsze pozostanie wariatką  :smiech2:  
    Ale w szkole to pikusi. Na chacie ją rozszarpią, a zwłaszcza matka.

  • agnes1709

    @Iga21 No raczej zadowolona nie będzie:D

  • Zap

    :bravo: Robi się coraz ciekawiej. Tylko dlaczego takie krótkie? Chce więcej.  :D

  • agnes1709

    @Zap Nie takie krótkie, raczej średnio długie :D Pomysłów nie mam, ale może przez noc coś kopnie w czoło :D Pozdro:kiss:

  • Zap

    @agnes1709 Tylko żadnej babki do łużka nie bierz, bo nie dość że nic nie wymyślisz, to jeszcze niewyspana będziesz w robocie.  :rotfl:

  • agnes1709

    @Zap Na razie wolne, a babki żadnej tu nie ma... niestety.:sad: Znaczy są dwie - jedna ruda, druga brązowa, ale z nimi raczej fiku miku jest niewykonalne:D

  • AnonimS

    Hehe masz pomysły..

  • agnes1709

    @AnonimS Już dawno, czekała ja tylko na odpowiedni moment ;) Ale tak bez jęzora? Nie popisała się, chałturka taka:DPozdro :kiss: