Niepokorna cz. 26

Niepokorna cz. 26

Gdy tylko weszły do mieszkania, natarła na nie pani Jagoda.
– Dziewczyny, gdzie byłyście? Ja tu czekam z ziemniakami i już wstawiłam – upomniała, pretensjonalnie gapiąc się na córkę.
– Wyluzuj – mruknęła Daria, dając matce dwie torebki.
O reszcie w wysokości 16, 60 nie wspomniała, mając nadzieję, że kobieta zapomni i będzie miała jutro na papierosy. Matka często nie pamiętała lub po prostu darowała dziewczynie resztę, pod warunkiem, że tej reszty nie było zbyt dużo.
Daria "wygoniła” Natalię do salonu, a sama chwyciła napój z lodówki i szybko umknęła z kuchni. Wiedząc, że ma w kieszeni pieniądze matki wolała nie kręcić się w pobliżu.
Postawiła napój na nakrytym już stole i zadowolona, zasiadła obok ciotki.
– Piszesz jeszcze? – zapytała chrzestna.
– A bo ja wiem? Nie mam teraz zbytnio czasu, matura się zbliża – odparła Daria, na samą myśl krzywiąc twarz.
Wybrała geografię, angielski i rozszerzony polski – do czego namawiała ją Cybulska – i tych przedmiotów się nie bała. Wiedziała, że bez problemu może się ich nauczyć, lecz gdy tylko pomyślała o matematyce, ogarniał ją strach. Nie miała pojęcia, jak ją zda, miała kompletna blokadę do owego przedmiotu, który mimo najszczerszych chęci i starań, złośliwie nie chciał wejść jej do głowy. Czuła, że przez to zawali całą maturę, co dobitnie przerażało dziewczynę.
– Masz chłopaka? – zapytała ciepło Wanda.
– Nie mam, nie nadaję się na niańkę – zaśmiała się Daria, w głowie której, nie wiadomo, skąd, stanął nagle Maks.
Zadzwoniła leżąca na stole komórka matki. Zaciekawiona natychmiast spojrzała na wyświetlacz: "Andrzej”. Przeszedł ją dreszcz, teraz już wiedziała, że przyjedzie, bo dzwoni tak wcześnie. Wkurzyła się. Miała świadomość, że matka zaraz wszystko mu powie i będzie umoralniająca gadka. No i kasa. Nie wiadomo, czy w takiej sytuacji cokolwiek jej da. Jedyną ulgę przynosił tylko fakt, że właśnie przyjechała ciotka i to w pewnym stopniu pomoże jej w uniknąć większego wykładu, wiedziała, że ojciec nie będzie się nad nią znęcał przy rodzinie.
– Daria – zaśmiała się Wanda. – O czym tak myślisz?
– A nic, zamyśliłam się – odparła byle jak dziewczyna.
Komórka zadzwoniła ponownie.
– Mamo, tata dzwoni! – wydarła się, widząc, że kobieta zaginęła w kuchni.
– Odbierz, nie mam jak!
Nie była zadowolona, aczkolwiek chwyciła telefon i wyszła z pokoju. Nie to, żeby miała tajemnice, po prostu nie lubiła rozmawiać przy kimś, nie mogła się wtedy skupić.
– Cześć – wyjechała wesoło, gdyż jakby nie było, bardzo lubiła ojca i stęskniła się za nim.
– Daria? – zapytał zdziwiony ojciec. – Dlaczego mama nie odbiera?  
– Nie wiem, robi coś w kuchni. Wanda przyjechała.
– Wiem. To powiedz jej, że już dojeżdżam i niech może nie przyjeżdża, wezmę taksówkę.  
– Ok.
– Daria – rzucił na szybkiego ojciec, nie chcąc, aby się rozłączyła. – A może przyjedziesz po mnie na dworzec?
Dziewczyna zgłupiała, nigdy o to nie prosił. Nie wiedziała, co myśleć, czy chce z nią pogadać, czy zrobić coś w tajemnicy przed matką – co kilka razy mu się zdarzyło – czy też wymyślił Bóg wie, co? Czuła jednak, że tu chodzi o rozmowę, że matka postarała się, aby pogrążyć ją w jego oczach i chce ją ochrzanić już teraz.
– Daria, jesteś? – zniecierpliwił się mężczyzna.
– Tak. Ale po co?
– A tak, będzie mi weselej – rzekł pan Andrzej, wydawałoby się, szczerze.
– No dobra. O której jest pociąg?
– Jest… za dziesięć, czyli osiemnasta dwadzieścia.  
– Ok, to już się wybieram – rzekła nastolatka, niezbyt jednak zadowolona.
– Tylko Daria… autobusem, nie na desce, jest jeszcze za chłodno – zaśmiał się mężczyzna.
– Spoko.
– To do zobaczenia.
Daria od razu wtargnęła do kuchni, gdzie matka grzebała się z sałatką.
– Co mówił? – zapytała kobieta.
– Chce, żebym przyjechała na dworzec.
Matka od razu oderwała się od pracy i spojrzała na córkę, totalnie zaskoczona.
– Na dworzec? Po co?
– A bo ja wiem?
– No dobrze, to jedź, tylko nie zabłądź. Aha, i kup jeszcze po drodze jakieś ciasto, kompletnie zapomniałam. Ile masz tej reszty?
– Szesnaście złotych.
– Więc wystarczy – rzekła pani Jagoda i marzenia Darii o papierosach właśnie uleciały w siną dal.
Ale miała już plan, a mianowicie: zamierzała na ciasto naciągnąć ojca.
– Dobra, spadam – rzuciła szatynka i poinformowawszy gości o swojej wycieczce, szybko wyszła z domu.
Była wściekła. Nie mogła być pewna, czy ojciec naprawdę da na to ciasto, a zostało jej tylko pięć papierosów. Wiedziała, że w szkole jako tako sobie poradzi, wyciągając używki od małolatów, ale co potem? Kurwa, zrobiła to specjalnie – warczała podświadomie, czując, że tak właśnie było.
– Ej, skejt! – usłyszała, gdy tylko wyszła z klatki.
Wystraszyła się, tym bardziej, że nie miała pojęcia, czy użyte wobec niej określenie miało być przejawem złośliwości, czy wręcz przeciwnie – miał to być komplement. Wiedziała, do kogo należy głos i nie była zachwycona.  
Pogubiła się, nie wiedziała, co robić. Na zbędne gadki nie miała już czasu, ponieważ dojazd na dworzec zajmował ponad dwadzieścia minut, z drugiej strony jednak bała się zignorować "Joja”. Nie znała go osobiście, rozmawiała z nim tylko raz, kiedy sprzedawał jej kiedyś amfetaminę, wiedziała jednak, jaki jest… całe osiedle wiedziało.
– No chodź tu! – krzyknął ponownie średniego wzrostu brunet.
Nie mając wyjścia, niepewnie ruszyła w ich stronę, modląc się w duchu, aby żaden głupi pomysł nie przyszedł im do głowy. Zatrzymała się przed trójką dwudziestokilkuletnich chłopaków, mocno zestresowana.
– Gdzie bijesz? – zapytał Sylwester, jak od zawsze sądziła Daria – lider grupy.
Był ewidentnie zadowolony, co oznaczało, że zaaplikował już sobie dziś co nieco.
– Na dworzec po starego – wydusiła, chcąc już sobie iść.
Nie wiedziała, czy jest w tej chwili bardziej przestraszona, czy zawstydzona, czuła się w towarzystwie tej bandy bardzo nieswojo.
– Nie trzeba nic? – kontynuował chłopak, szczerząc się jak najęty.
Daria od razu zrozumiała, że stroi sobie głupie żarty, choć pewna do końca nie była.
– Nie, poza tym nie mam kasy – odparła, usiłując zachowywać się normalnie. – I naprawdę muszę spadać, nie mam już czasu – dodała najłagodniej, jak umiała.
– Twój stary nie zna adresu? – zaśmiał się inny chłopak, ten wredniejszy i bardziej agresywny, o czym Daria dobrze wiedziała.
– Zna, ale to jakiś problem, żebym się z nim spotkała? – walnęła kwaśno nastolatka, szybko gryząc się w język.
Kurwa, co ja gadam? – syknęła w duchu. – Ale chuj, już się stało, może pomyślą o mnie inaczej – szybko dodała sobie otuchy.
Sylwek ryknął wesoło, podobnie reszta ekipy.
– A gdzie deska? – brechał brunet.
– W domu.
– Mam interes do ciebie, pogadamy potem? – zapytał, o dziwo, bardzo grzecznie.
– Nie wiem, stary wraca z zagranicy i nie wiem, czy wybiję z domu – odparła Daria, nie chcąc się z nimi umawiać.
– Dobra, a jutro? – Sylwek nie ustępował.
– Ok, to jutro. I naprawdę muszę już iść. Do zobaczenia – rzekła niepewnie nastolatka i nie czekając na ich reakcję, czym prędzej umknęła w stronę przystanku.
– Na razie, ziomuś! – krzyknął za nią, śmiejąc się wesoło.
No ja pierdolę, o co mu chodzi? – zaczęła dociekać, oczami wyobraźni widząc, nie wiedzieć, czemu, gwałt. Doskonale wiedziała, na co ich stać, że mogliby zrobić wszystko i pewnie uszłoby im to na sucho, dlatego też do głowy nakładły jej się same negatywne perspektywy. Z drugiej strony jednak słysząc to pożegnanie, opanowała ją niezdrowa duma, w końcu gdyby coś do niej mieli, na pewno nie krzyknąłby tak.
A chuj, co będzie, to będzie, laski z osiedla chyba nie wyruchają. A jak będą chcieli się popisać? Jakieś chuj wie, jakie prochy albo włam lub inna, pojebana zabawa? Kurwa, czy ojciec musiał akurat dziś się uczepić? – nawijała do siebie, nie mogąc uciec od tematu. – Dobra, nie myśl już, bo i tak nic nie wymyślisz – stwierdziła w końcu, lecz to nie pomogło, myślała o chłopakach przez całą drogę na dworzec.



– Cześć – uśmiechnięty ojciec mocno objął nastolatkę.
– Cześć.
– Weź to i to – dał jej dwie spore reklamówki, sam chwytając swoją olbrzymią walizkę.
Trochę jej ulżyło, jego prezencja nie wskazywała na to, aby miała mieć jakieś kłopoty.
– Po co ci to ciągać, przecież przyjeżdżasz co dwa tygodnie? – zapytała, wskazując jego olbrzymi bagaż.
– Tak? Kupiłem ci trochę ciuchów, ale skoro nie chcesz… – odparł kąśliwie mężczyzna.
– Tak? A co? – Daria od razu się zainteresowała.  
Ojciec od zawsze miał dobry gust i za każdym razem trafiał, wiedział, co spodoba się dziewczynie.
– Zobaczysz.
– No powiedz – nastolatka nie ustępowała, widząc już, jak wyciąga z walizki jakąś świetną bluzę, czapkę lub spodnie.
– Szukaj taksówki, a ja podejdę do kantoru – pan Andrzej zmienił temat, definitywnie drażniąc się z córką.
– Muszę kupić ciasto. Dasz mi dychę?
– Co?
– No ciasto, matka zapomniała.
– To co, kazała ci kupić i nie dała pieniędzy?
– Mam piętnaście złotych, ale myślałam, że zostawię sobie do szkoły – podlizywała się dziewczyna, robiąc słodkie minki.
– Na fajki? – stwierdził ojciec, gapiąc się na Darię spod byka, aczkolwiek z niezbyt zgrabnie udawanym oburzeniem.
– Nie.
– Daria, nie pal, po co ci to? Jesteś jeszcze młoda i póki nie wpadłaś, radzę ci – rzuć to gówno – rzekł facet i sięgnął po portfel.
Tak? Już za późno – odparła bezgłośnie Daria, uszczęśliwiona widokiem szukającego pieniędzy ojca.
– I tak wiesz, że musimy porozmawiać – rzekł mężczyzna, podając córce dwadzieścia złotych.
– O czym?  
– Leć po to ciasto i szybko wracaj, poczekam przy kantorze – zbył ją mężczyzna i po chwili ruszył w stronę przeciwną, niż Daria.
Wiedziałam, kurwa. Ale nie jest najgorzej, nie warczy – zagadała podświadomie nastolatka i zadowolona, przyśpieszyła kroku, aby po chwili otworzyć drzwi pobliskiej cukierni.
Zadzwonił telefon nastolatki. Sprawdziła – Maks.  
– Nie mogę teraz gadać, jestem z ojcem na dworcu. Co, już się stęskniłeś? – zaśmiała się, humor nieco jej się poprawił.
– Chciałem zapytać, jak ci idzie pisanie?
– Idzie jak z płatka. Siedzę na schodach z laptopem, już tysiące ludzi pytało, co tu robię – odpyskowała, chichocząc.
– Widzę poprawę samopoczucia – zaśmiał się chłopak.
– Do czasu, aż znowu nie zasiądę, I po co mi to było? Będę ślęczeć do trzeciej w nocy, oj, maleńki, drogo cię to będzie kosztować – rzekła wesoło i w tym momencie przypomniały jej się skradzione chłopakowi pieniądze i ich wyskok w jego domu.
Momentalnie spochmurniała.
– Frozi – zagadał Maks.
– Muszę kończyć. Znajdę cię na fejsie i dam znać, jak napiszę. I wyślij mi na koma adres poczty. Przyjechała ciotka i nie wiem, o której usiądę do pisania, a jeśli naprawdę skończę grubo w nocy, nie będzie jak się z tobą skontaktować.
– Dobra, zaraz wyślę. Ale Frozi… nie musisz mi tego pisać, jak naprawdę ci nie idzie, jakoś wytłumaczę się Cebuli.
– Damy radę, ja zawsze daję r…
– Kupuje pani coś? – warknęła gruba, starsza sprzedawczyni, gdyż Daria zastygła przy ladzie z telefonem w ręku.
Odwróciła się – nikogo za nią nie było.
– Muszę kończyć, bo rzęzi – zaśmiała się Daria. – Na razie – rzuciła i czym prędzej wcisnęła czerwoną ikonkę.
Spojrzała na sprzedawczynię – strzelała piorunami.
– Poproszę… yyy… nie macie tu zbyt dużego wyboru – stwierdziła sucho nastolatka, chcąc odgryźć się za upominanie.
– Jest po osiemnastej, czego się pani spodziewała? – kobieta nie dawała sobie w kaszę nadmuchać.
– Yyy… – mruknęła Daria, za nic nie mogąc się zdecydować, żadne z wyłożonych wypieków nie przypadło dziewczynie do gustu.
Nie lubiła ciast, aczkolwiek jakieś z kremem, tudzież bitą śmietaną mogłaby zjeść, a takiego na półkach nie zauważyła ani jednego.
– Wie pani co? Ja jednak podziękuję – rzekła nastolatka, odwróciła się na pięcie i zadowolona z faktu, że postała, napięła babie żyłkę, a następnie ją zignorowała, nic nie kupując, wyszła z budki.
Obejrzała się jeszcze za drzwiami – kobieta wyglądała na wściekłą.
Pewnie taka jej durna natura – zaśmiała się w myślach i przyśpieszyła tempa, widząc, że ojciec czeka już przy taksówce.



– Gdzie ciasto? – zapytał.
– Nic nie ma, samo dno. I jeszcze baba jakaś poczesana, gdyby mogła, pożarłaby mnie na wejściu – zaśmiała się Daria.
– I gdzie chcesz teraz kupić?
– Po drodze jest inna cukiernia, zatrzymamy się i skoczę, kupię.
Dostała spory kawałek śmietankowego ciasta z wiórkami kokosowymi i orzechami i równiutko za kwadrans dziewiętnasta weszli do mieszkania. Darię ponownie zaatakowały piękne zapachy, które rozprzestrzeniły się również po klatce, przez co żołądek z głodu niemalże zawiązał jej się na supeł. Marzyła o tej kaczce.
Po gorących powitaniach matka wreszcie, ku szczęściu nastolatki, oznajmiła, żeby siadali do stołu.  
Pieczeń wyglądała imponująco, Daria wchłonęła cały talerz, jakby nie jadła od roku. Najadła się jak nigdy, przez co znowu zachciało jej się spać.  
Wstała.
– Mamo, muszę napisać na polski – oznajmiła.
– Jeszcze wcześnie.
– Mamo, nie będę siedzieć do północy, tak? Poza tym jeszcze nie mam pojęcia, co pisać, więc trochę mi to zajmie – tłumaczyła się dziewczyna, mając przy okazji nadzieję, że Natalia nie polezie za nią. Ale w sumie po co? Aby siedzieć i oglądać jej plecy?
– Dobrze, niech idzie, nauka jest najważniejsza – wtrąciła Wanda, wywołując na twarzy chrześniaczki szeroki jak banan uśmiech.
– A deser? – matka nie odpuszczała.  
– Później – rzekła Daria i uciekła do kuchni, aby zrobić mocną kawę.
Czuła, że czeka ją ciężka, długa noc.

616 czyt.
100%101
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 2534 słów i 14553 znaków, zaktualizowała 9 gru 2018

Komentarze (1)

 
  • AnonimS

    AnonimS 9 gru 2018

    Jaka miła sielanka rodzinna.  No i Darii się  upiekło, nikt jej nie opieprzył.  Zestaw na tak.  ( uwag nie mam )