Mur Zdrajca Ludzkości – Rozdział 7

David wstąpił w szeregi Inkwizycji, tylko po to, by osiągnąć bogactwo. Dosyć miał harowania jak wół w kuźni. Śmiał się z ojca, który wypruwał niemalże żyły, by wykuć miecz, czy dwa, dla durnego szlachcica. Podszedł do krańca wieżyczki, skąd pełnił dzisiejszą, nocną służbę. Zaciągnął się jako ochotnika na ekspedycje tutaj. Dawali dużo złota, nowe wyposażenie, obietnicę szybkiego awansu i przyczynienia się do wspaniałej sprawy. Pierdzielenie, nie obchodziły go brednie ideologiczne, chciał tylko złocistego kruszcu.
     Ziewnął z nudów, wypatrując wroga, było to daremne. Jeszcze nie dowieźli lepszego oświetlenia, a pochodnie dawały niewiele, szczególnie przy takiej pogodzie, jak ta. Spojrzał w górę, z ulgą doceniając dach nad głową. Nie cierpiał tego miejsca. Mokro, duszno, owady wielkości dłoni, czy durne mutanty w mętnych wodach, albo tuż przy ścianie, czekając, aż się wychylisz za bardzo, by zabić cię jednym ruchem paszczy.
     Poprawił karabin na ramieniu, przynajmniej broń mieli nową. Mniej skora do zacięć, magazynek pudełkowy na osiem sztuk amunicji oraz specjalna osłona zamka, uniemożliwiająca zmniejszaniu gęstości many w załadowanych pociskach. Wielkim minusem okazała się potrzeba czyszczenia broni co dwa dni albo nawet częściej. Powstawał osad z magicznej energii, która nie miała dostępu do powietrza, mógł spowodować wybuch, zwiększenie energii pocisku, czy nawet jakiś dziwny efekt, w postaci zlodowacenia oręża albo jego zapłonu. Ludzkość używała many już w kilkadziesiąt lat od kataklizmu, a jednak nadal nie potrafi całkowicie odgadnąć jej natury.
     W oddali księżyc ledwo przebijał się przez deszczowe chmury, David z utęsknieniem czekał na zakończenie tej podróży. W domu czekała narzeczona z dzieckiem, ulubione miejsce w karczmie, niestety wybierając niebezpieczeństwo zamiast ciężkiej pracy, skazał się na ostateczny koniec. Gdy tylko przybliżył się do wnęki obserwacyjnej, owłosiona ręka dźgnęła go czymś w pierś. Ze strachem spuścił głowę, w czerwonej zbroi widniała dziura, a on sam stawał się coraz słabszy. Upadł na kolana, wciąż nie wiedząc, co się dzieje. Skierował oszołomione spojrzenie na napastnika. Wysoki zwierz o długim pysku i świecących oczach. „Jesteśmy atakowani?”, spytał w myślach samego siebie. Zanim zdążył krzyknąć, silne kopnięcie posłało go na drewniane ogrodzenie. Z trzaskiem zanikającym w kroplach wody, runął w ciemności. „A mogłem zostać w kuźni...”, skręcenie karku pozbawiło go życia, a mutanty czekające na zewnątrz fortu zajęły się ucztą.
— Musiałeś? — szepnęła Kira do jednego ze swoich ludzi. Bardziej interesował ją uczyniony hałas niż los tego człowieka.
— Chciał krzyknąć, nie było innego wyjścia. — W odpowiedzi wzruszył ramionami.
     Lwica cicho westchnęła i kilkoma gestami nakazała rozproszenie. Gdy śmiercionośne cienie rozdzieliły się, Kira mogła przejść do swojego zadania, nie martwiła się podopiecznymi, ufała ich umiejętnościom i treningowi Aresa. Skoczyła z rozpędu na dach i spróbowała jednocześnie zostać na nim. Ześlizgnęła się do krawędzi i zawisła tuż przed oknem, rozświetlonego pokoju.
     W pomieszczeniu zauważyła trzy osoby, dwóch eleganckich mężczyzn i starą kobietę z licznymi wytatuowanymi symbolami. Była w ciężkim stanie, krew płynęła z wielu ran, na brudnej twarzy widniało zmęczenie oraz ból, ale nie złamanie. Czyżby była jeńcem? Kira szybko wyrzuciła ją z umysłu, miała zadanie do wykonania, nie mogła się rozpraszać. Wytężyła siłe w dłoniach i już chciała wrócić tam, skąd spadła, gdy jej oczy napotkały wzrok rannej. Nie znalazła w nich wyrzutów, czy też niemego wołania o pomoc, widziała tam niczym nieskrępowaną dobroć i szczere zmartwienie, czy oprawcy zauważą intruza za oknem. „A to niby tylko Shadow głupio działa”.
     Lekko się rozhuśtała i wpadła z głośnym trzaskiem do środka. Obydwaj Inkwizytorzy spojrzeli na nieproszonego gościa. Pierwszy chwycił za gwizdek, zawieszony na jego szyi, chcąc zaalarmować pozostałych, lwica z niesamowitą szybkością wyciągnęła krótki miecz i z gracją jednym, mocnym rzutem wbiła w gardło przeciwnika. Obroniła się przed atakiem następnego, krzyżując z nim ostrza. Odepchnęła go i podcięła nogi. Następnie wystarczył cios w serce, by uciszyć go.
— Nic ci nie jest? — spytała, lekko dysząc.
— Drogie dziecko, coś ty zrobiła? — Kobieta z niepokojem wpatrywała się w wybawicielkę. — Zaraz zleci się ich cała chmara.
— Tylko cię uratowałam. A teraz chodź, pomogę ci... — Po wyciągnięciu swojej pierwszej broni ze stygnącego ciała, podeszła do staruszki.
— To było bezsensowne, młoda damo, ale nic z tym nie zrobię. To klątwa wielkich serc, że nie mogą pozostawić drugiej istoty w cierpieniu. — Przytrzymała uwolnioną dłonią jej rękę, uniemożliwiając dalsze uwolnienie z więzów. — Zostaw mnie i wracaj do swoich ludzi. Nie pozostało mi dużo czasu, ale jestem ci wdzięczna. Podaj mi tę miksturę, którą masz przy sobie. — Bez problemu uwolniła się sama, po czym wskazała na przedmiot przy pasie Kiry.
— To nie jest woda, to niebezpieczna substancja. — Nie wiedziała, co sądzić o tej dziwnej osobie.
— Nie bardziej od pozostałych, nawet woda może stać się niszczycielska. — Uśmiechnęła się. — Jestem druidką, znam wiele podobnych wywarów. Pomogę ci w zniszczeniu składu żywności.
— Ale skąd...
— A po co miałabyś to... — Podniosła dłoń z bukłakiem, który jeszcze chwile temu tkwił przy pasie Kiry. — Chcesz szybko coś spalić, nawet kosztem tego, że ogień się nie rozprzestrzeni. Z taką ilością palisada odpada, sztab dowodzenia odpada oraz kwatery, więc pozostaję ostatni najważniejszy budynek. Niestety muszę cię rozczarować to, co widziałaś jakiś czas temu, to tylko podpucha. Skrzynie wypełnione piaskiem.
Lwica zaczynała odczuwać niepokój, staruszka wiedziała zbyt wiele, jak na zwykłą, zranioną kobietę. Druidka zachichotała głośno.
— Wieki minęły, odkąd widziałam taką minę. Serce podpowiada ci, byś mi zaufała, ale rozum ostrzega. W przeszłości tak właśnie zyskiwaliśmy szacunek i obawę wśród ludów. — Klepnęła Kirę w plecy z dość dużą siłą jak na swój wiek. — Na ciebie pora. Masz moją wdzięczność, ten szarlatan nie znajdzie tej ohydnej rzeczy, której szukał. Jeśli nawet tak się stanie, odroczę zło, choć na chwile, zabierając swoją wiedzę do grobu. Czas złączyć się z naturą i dołączyć do pozostałych.
     Dziewczyna chciała dopytać, o co staruszce chodziło, lecz wyciągnęła rękę, po czym używając dziwnej siły, teleportowała ją na bezpieczną palisadę. Chwile później poczuła niesamowitą energię magiczną, a w budynku głównym wybuchł ogromny pożar, nawet z tej odległości czuła jego żar. Czerwoni, niczym ludzkie pochodnie wyskakiwali z okien, uciekając przed szaleńczym żywiołem. O dziwo, jak tylko opuścili płonący gmach, deszcz zmywał z nich piekielną mękę.
— Durnie! — zawołał jeden z brodaczy w fikuśnej piżamie. — Na co czekacie? Gasić to! Szybko opróżnijcie magazyn, zanim to cholerstwo to zniszczy.
     Jeden z żołnierzy podbiegł z wiadrem wody, oblewając nim budynek. Ogień niczym wąż przeszedł po wodzie i spalił całkowicie biednego strażaka wraz z wiadrem. Nie zdążył wydać nawet cichutkiego pisku. Pozostali nie kwapili się, by wypełnić rozkaz, czy zbliżyć się do śmiertelnej pułapki.
— Dalej! Na wielkiego Inkwizytora ruszać się! — darł się wniebogłosy. Bez skutecznie, z magicznym ogniem nie mieli szans. Dowódca mógł tylko szarpać brodę, obserwując, jak najważniejszy gmach w forcie został wielkim ogniskiem.
     Kira walczyła z pokusą uśmiercenia karzełka. Jaki byłby to cios dla czerwonych... Na wyciągniecie ręki, noża, wystarczy chwila.
— Kira! Pora na nas. — Chwycił ją za ramię jeden z wilków. — Jeśli teraz nie wycofamy się, będzie za późno.
— Ale... — Nie dokończyła. Pociski zaczęły latać między nimi. Całe szczęście, że obrońcy nie byli wybitnymi strzelcami. Klnąc na siebie za zmarnowaną okazję, wyskoczyła za palisadę. Pożar widoczny był z daleka i potrwał jeszcze długo.

4 komentarze

 
  • emeryt

    emeryt · 7 lis 6:37 · 202091556

    Drogi Jubilacie, składam Tobie najserdeczniejsze życzenia zdrowia, spokoju oraz wszystkiego co się szczęściem zwie w tym dniu twoich urodzin.

  • emeryt

    emeryt · 5 lis 17:24 · 202091556

    Jak zwykle, serdecznie pozdrawiam. Moje gratulacje. Wykonałeś kawał solidnej pracy.  
    A jeszcze  zapowiadasz kolejne odcinki następnej serii. Powodzenia w realizacji twoich zamierzeń.

  • shakadap

    shakadap · 5 lis 15:16

    Dobra robota, jak zwykle.
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • krajew34

    krajew34 · 5 lis 11:27

    Ostatni z przygotowanych. Następne pojawią się za jakiś czas. Muszę też zadbać o drugą serię,  mam nadzieje, że  obydwie będziecie czytali z ciekawością.