Mur-Rozdział 20

     Po zregenerowaniu sił i uzdrowieniu ciała ruszyłem nad rzekę, termin zachodzącego słońca nie był zbyt dokładny, dlatego wolałem udać się zaraz po całkowitym wyleczeniu. Smród spalenizny rozciągał się nawet tutaj, mimo to przyroda nadal próbowała trwać niewzruszonym tempie. Przy rzece siedział wódz, ćmiąc fajkę i przypatrując się nurtowi.
— Widzisz bezwłosa małpo, zawsze jest miejsce, które trwa, mimo śmierci i zniszczenia. — Wypuścił obłok dymu z ust. — Czy wiesz, w jakiej aktualnie znajdujesz się sytuacji?
— Zapewne moje życie zakończy się niebawem, wnioskując po twoich słowach.
— Gdyby to było takie proste, nie musiałbym się martwić. Pokonanie Zavy odmieniło moje plany, a kolejne uratowanie Kiry całkowicie je zniszczyło.
Po jego słowach nie miałem wątpliwości o swoim dalszym losie, musiałem zacząć układać plan ucieczki.
— Jakbyś był jedynym sprawcą, znalazłbym odpowiednie rozwiązanie. Niestety tu wtrącił się Manitu, a z nim nie ma żadnej dyskusji. W końcu z bogiem się nie dyskutuje, szczególnie będąc tak wysoko w hierarchii, jak ja. Dodatkowo wtrąciła się Liga Kobiet... Jeśli masz pytania, to pytaj, zanim ja zacznę mówić. — Jego wzrok przez chwile przewiercał mnie aż do duszy.
— Myślałem, że pytania zadaje się po...
— Moje wyjaśnienia będą wyczerpujące, no, chyba że twój marny móżdżek nie pojmie tego.
Zignorowałem kpiącą uwagę i skupiłem się na nurtujących sprawach.
— Dlaczego Kira znalazła się tak daleko? Przecież mur jest zaklęty magią, uniemożliwiającą nieludziom przechodzenie na drugą stronę — powiedziałem, bacznie obserwując wodza.
— Moja pociecha jest niczym córa nocy, potrafiąca przedostać się przez wiele przeszkód. — W jego słowach można było dostrzec dumę. — Niestety jako młoda osoba jest zbyt pewna siebie, zapewne zagubiona od tylu różnych zapachów, podążyła w przeciwnym kierunku. Czyżbyś i tego się nie domyślił? Ludzie są naprawdę głupimi stworzeniami.
— Gdzie te liczne mutanty, które cały czas zagrażają ludzkości? Wprawdzie wiele z nich widziałem, ale nie na tyle, by uznać to za plagę.
— Zawdzięczacie to nam. Znasz przecież historię pierwszych plemion, myślisz, że ich początki były proste? Pożerani przez stado mutantów, trapieni głodem i pragnieniem. Za dużo ci nie powiem, ale wiedz, że w końcu znaleźli sposób, na urośniecie w siłę i ograniczenie watah. No cóż, jak już posiedli siłę to, zamiast się zjednoczyć przeciw ludziom, to poczęli sami siebie atakować. Jedyny traktat, który przetrwał mimo wojny domowej, to ten o likwidacji dominujących osobników wśród mutantów i niszczenie zbyt dużych stad. To dzięki bratobójczej walce trwa pokojowa stagnacja, gdzie istnieją tylko małe, lokalne potyczki. Sam się dziwie, że mając taką ciekawość, nadal tkwicie za murem. Impas po dwóch stronach nie doprowadza do wielkiego konfliktu. Nie wydam ci naszych sekretów obronnych, więc nawet o to nie pytaj. Możesz się jedynie domyślić, że lokalizacja wioski jest dość ważnym punktem. Coś jeszcze? — Jego mina nie zachęcała do dalszych pytań.
— Nie, to wszystko. — Wolałem nie irytować, zdenerwowanego wodza.
— No dobrze, to teraz siedź i słuchaj, jak coś spytam, to odpowiadasz. Rozumiesz?
Skinąłem twierdząco głową.
— Przynajmniej potraficie słuchać, jedna zaleta wśród tysiąca wad. Zava jest elitarnym wojownikiem, to zarówno prestiż, jak i obowiązki, ty zaś w świetle prawa jesteś reprezentantem ludzi, niestety ono nie każe nam was nienawidzić, czy też zwalczać, a szkoda. Teraz dodaj dwa do dwóch, w momencie, gdy wyzwał cię do walki, wasz konflikt przestał być zabawą. To tak, jakby biło dwóch przedstawicieli, w którym to wygrany bierze wszystko, łącznie z przegranym. Jakbyś przegrał, nie byłoby problemu, niestety wygrałeś, bierzesz to, co miał najcenniejszego, czyli żonę... Jak sobie to uświadomiłem, chciałem cię natychmiast zabić każdym sposobem. Nie może być, by bezwłosa małpa miała naszą kobietę i to zgodnie z naszym prawem. Absurd. Jednak, gdy uratowałeś ją i to po raz drugi, znów czyniąc dług wdzięczności, to był to znak od Manitu. Po twojej stronie stanął szaman, a chwile później Liga. Moja wola i jej się już się nie liczyła. Więc na resztę swojego marnego życia, a mam nadzieje będzie ono krótkie, zostajesz u nas. Przez kilka miesięcy obrzędy wstępne, a następnie ślub. Tak wygląda dzisiejsza kolej rzeczy. Skrzywdź moją córę choć raz, a nawet Manitu cię nie ochroni. Żyj według naszego prawa, a powinno być dobrze. Zarówno dla nas, jak i dla ciebie.
      Oniemiałem, w wyobraźni snułem różne rodzaje zadawanej śmierci, a tu mam się żenić. Bogini, cóż za supeł z mojego życia uwikłałaś.
— Teraz odpowiadaj na moje pytania, krótko i zwięźlę. Co to za broń posiadali jaszczurze pomioty? Nie kłam, słyszę bicie twojego serca i doskonale wiem, kiedy kłamiesz. — Usłyszałem warczenie.
— To tak zwane strzelby na manę. — odpowiedziałem. I tak nie mieli technologii, by je stworzyć, a wątpię, by używali coś, co trzymało znienawidzone przez nich plemię. Duma to jednak przydatna rzecz.
— Manę? Czyście powariowali? Energii duchów nie da się ujarzmić do takiego nikczemnego przedmiotu. To siła, pozwalająca czarować, a nie prymitywna potęga. Jak one działają, chce wiedzieć, z czym mam do czynienia.
— Broń ta posiada wbudowany zbiornik, mieszczący w zależności od gęstości many od dziesięciu do trzydziestu naboi. Jaszczury miały magię ognia, jako tą krążącą w ich żyłach, stąd pomarańczowy kolor pocisków. Jednak jest to technologia przestarzała i bardzo niestabilna.
Nic nie powiedział, jego pytający wzrok wszystko wyjaśniał.
— Dlaczego, że strzelby te są bardzo niecelne, a pojemniki napełnione do pełna mogą wybuchnąć w każdej chwili. Szczególnie gdy użytkownik, ładując, jest osłabiony i zmęczony, wtedy spada jakość. Dość szybko porzucono ten program na korzyść innego, ale to już tajemnica ludzi. — Istoty z „długim językiem” nie żyją zbyt długo, lepiej nie mówić wszystkiego. Moją odpowiedź przyjął neutralnie. Bez pozytywnych i negatywnych emocji.
— Dobra skoro jesteś wśród nas, bo nie mogę powiedzieć jednym z nas, ponieważ zawsze będziesz obcym, pomożesz w odbudowie. Idź do szamana, on ci wskaże dalsze działania. Wolałem ponownie nie testować jego cierpliwości i odszedłem. No cóż, Shadow wywalili cię z muru, to teraz znalazłeś inne miejsce. Wilk ma żyć wśród lwów, ciekawe, tylko czy będzie to możliwe? Muszę się dowiedzieć więcej o tej stronie, jeszcze wielu rzeczy nie jestem pewien. Szczególnie że nadal nie potrafię w pełni przyjąć do siebie aktualnej sytuacji. Koło losu jak zwykle nieprzewidywalne tak jak Bogini kręcąca nim.

2 komentarze

 
  • Almach99

    Zaczyna byc naprawde ciekawie. Cos wodzu zbyt zainteresowany byl tymi strzelbami...

  • krajew34

    @Almach99 miło, że wpadłeś.

  • emeryt

    Ten odcinek,to jakby odpoczynek po czasie walk,, zwłaszcza z udziałem magii. Taki trochę wyciszający emocje, lecz jakby cisza przed burzą. Dziękuję Tobie za niego. Pozdrawiam i  
    życzę Tobie, aby Wielki Manitu dał bardzo dużo magii twoim dłoniom stukającym w klawisze, tworząc kolejne odcinki.

  • krajew34

    @emeryt miło, że wpadłeś.

  • emeryt

    @krajew34 , mnie też jest bardzo miło że mogłem przeczytać tak wspaniałe opowiadanie, jakie nam serwujesz. Oczywiście że czekam na kolejny odcinek z niecierpliwością, gdyż bardzo lubię akurat tego typu opowiadania. Przesyłam najserdeczniejsze pozdrowienia i mam nadzieję że nie zaczniesz pisać bardzo wielu opowiadań na raz.

  • krajew34

    @emeryt  nie, nie. Aktualnie zamierzam dokończyć Mur,  co do fanfica... Bardzo długo chodził mi po głowie, a palce świerzbiły, by go napisać.  W planach mam prowadzić na razie tylko Mur i DW a po ich zakończeniu wrócić do Upadłego i Paynea.  Myśle, że dwie serie na raz wystarczą.