Mur-Część II-Rozdział 1

     Dni mijały niezwykle szybko, zamiast słońca i zielonej trawy, przyszedł mróz i śnieg. Całe szczęście, że zdążyliśmy odbudować wioskę. W tym czasie zdążyłem się nieznacznie zbliżyć do tego dzikiego ludu, awansując z bezwłosej małpy na wściekłą bestię. Ten przydomek przylgnął do mnie po pokonaniu Zavy, walecznego tygrysa, choć pokonanie to zbyt mało powiedziane, zmasakrowanie bardziej pasuje.
     Mieszkałem w chacie z Kirą, oczywiście byliśmy oddzieleni prowizorycznym pokojem, który zajmowała jakaś stara jędza, czuwająca nad czystością dziewczyny. Nie wiem, jak u nich, ale u nas czystość oznaczało dziewictwo, tutaj jednak chodziło o niespłodzenie potomka przed uroczystą ceremonią. Ponoć gwarantowało to młodej parze szczęśliwe i dostatnie życie, tyle zrozumiałem z obszernego tłumaczenia bezzębnej staruszki. Po ceremonii przeprowadzaliśmy się do wspólnego domu plemiennego, gdzie dostawaliśmy swój kącik. Nie ma aż tyle miejsca, by każdy miał swój budynek, dlatego luksus oddzielnego mieszkania trwał do czasu ślubu, to jest cztery miesiące, a w przypadku trudnego okresu dwa.
     Nie musiałem wiele się uczyć, miałem jeden poważny obowiązek chronić i dbać o lwi ród. Nie więcej, nie mniej. Gorzej było z moją przyszłą połowicą, musiała poznać wszelkie zadania żony. Gotowanie, praca na polu, dbanie o dzieci, wstąpienie do Ligi Kobiet i tak dalej. Trudno było nie zauważyć jej tęsknoty za bezkresnymi połaciami terenu, niebezpiecznymi polowaniami, za nieskrępowaną niczym wolnością. Szybowanie po bezkresnym niebie, musiała zamienić na życie w klatce małżeństwa. Doszło nawet do tego, że koło naszego chwilowego lokum, zaczęły częściej pojawiać się patrole, złożone z samych kobiet, by uniemożliwić jej ucieczkę. Nie było to jednak nic nadzwyczajnego, każda panna reagowała tak na małżeństwo.
     Im więcej przyglądałem się plemieniu Lwów, tym byłem bardziej przekonany, że pomimo różnych barbarzyńskich zasad i nakazów, w głębi duszy są bardziej oświeceni od nas, ludzi. Ponad wszystko szanują swoje bóstwo, nie narzucając nikomu swej wiary, a przede wszystkim oddzielają grubą kreską świat materialny od duchowego. Tutaj nie znajdziesz złoconych pucharów i innych naczyń liturgicznych, nie zbierają podatków dla swych duchownych, a przede wszystkim nie używają wiary, by mordować i grabić, o co zawsze miałem pretensje w stosunku do Inkwizycji. Zapewne są też wady tego postępowania, ale mając na uwadze to, co wyrabia „najświętsza” siła ludzkości, nie mogłem nie zazdrościć plemieniu. Jak ja bym chciał, by kult Bogini tak właśnie wyglądał. Ludzie z szacunkiem spoglądający w niebo, bojący się, by ją nie rozgniewać. Skłonni błagać o wybaczenie, wznosząc modły z głębi serca.
     Niestety dzisiejszy kult naszej największej matki jest nic innym tylko maszynką do zarabiania pieniędzy i werbowania nowych idiotów do Inkwizycji. Więcej wiary ma zwykły wieśniak niż biskup, czy inny wysoki w hierarchii kapłan. Co się dziwić, jak można kupić owe stanowiska za „rozsądną” cenę. Gdybyś tylko o Bogini, nie była tak miłosierna i łaskawa, mogłabyś w mgnieniu oka zniszczyć heretyków. Niestety twa miłość w stosunku do nas, jest zarówno darem, jak i przekleństwem, zmuszającym Cię do przyglądania się.
— Wściekła Bestio budujesz to kanoe, czy po prostu grzebiesz w drewnie? — rzucił kąśliwie lider wioski, Czerwone Słońce.
— Ja też jestem rad, że cię widzę wodzu. Czyżbyś tak samo, jak ja nie mógł się doczekać ślubu? — Nie mogłem się powstrzymać, by się z nim nie podroczyć.
— Próbujesz wyprowadzić mnie z równowagi. Ale dziś się to tobie nie uda, Manitu zesłał mi dobry humor. — Uśmiechnął się szeroko, nabijając zdobioną, drewnianą fajkę. — Właśnie wracam od szamana, te przeklęte strzelby wreszcie stały się przydatnym metalem.
— Chyba ich nie przetopiliście wodzu? — spytałem zdumiony, w mojej głowie nie mieściło się to, że ktoś mógł zniszczyć tak wielką przewagę nad innymi plemionami.
— A jakże, teraz posłużą w odpowiednim celu.
— Wodzu powinniście ich użyć, by móc wygrać z innymi. Chyba nie uważasz, że możecie wygrać tylko za pomocą magii i prymitywnej broni? Ludzkość może i śpi, ale w pewnej chwili na pewno się obudzi, a wtedy ruszą na wasze ziemie. Czy sądzisz, że podołacie przeciwko ich armatom i innej broni palnej?
— Manitu nas po prowadzi. Nie będziemy się narażać na jego gniew, tylko dlatego, że mamy na wyciągniecie ręki potężną broń. Zamknięcie jakiegokolwiek ducha prowadzi do katastrofy. Nikt nie ma prawa tego robić. A ty wściekła bestio zapominasz, że w walce nie tylko liczy się uzbrojenie. Prawdziwy dowódca weźmie wiele punktów pod uwagę, nim uderzy. Pogoda, ukształtowanie terenu, wyszkolenie, informację. Jeśli spojrzysz na te rzeczy, zauważysz, że we wszystkim górujemy. Póki walka nie przeniesie się poza nasza tereny, zwycięstwo należy do nas.
Nie mogłem zaprzeczyć jego słowom, jednakże jeśli się nie zmienią, ludzkość w końcu ich dopadnie, nawet najgrubsze drzewo upadnie, gdy będzie ciągle uderzane. Interesowała mnie jeszcze jedna rzecz, odłożyłem więc narzędzia i skierowałem zziębnięte ręce w kierunku ogniska.
— Dowiedzieliście się czegoś od tych trzech pojmanych więźniów? — Chodziło mi tu o jedynych jaszczurów, którzy przeżyli niedawny atak. Wprawdzie nie wiem, jak liczne jest ich plemię, jednak jestem na sto procent pewny, że zadaliśmy im ciężkie straty. Po zabraniu tego trio przez lokalnych wojowników nie wiedziałem, co się z nimi dalej stało. Było to ogromną tajemnicą, do której nikt mnie nie dopuszczał. Dopiero po kilku dniach zauważyłem, jak zakopują ich ciała. Musieli dostać, co chcieli.
— Cóż nie mam ochoty niczego ci zdradzać, ale skoro jesteś teraz jednym z nas, to muszę odłożyć na bok osobiste poglądy. Jak się pewnie już zorientowałeś bestioludzie dzielą się na wiele szczepów. Na początku istnieją trzy główne, Szczep powietrza, wody i ziemi. Najmniej zróżnicowany jest powietrze, na które składają się tylko ptaki. Im większe, tym są wyżej w hierarchii. Na przykład jak na razie plemię Orła jest najwięcej cenione, a plemię Sępów jest najbardziej pogardzane, to dość skomplikowane. Co do wody, tu mamy dwa podziały. Łowcy i pacyfiści. Tu ci nie będę tłumaczył, bo to dość proste. I ostatnia grupa, najbardziej liczna plemiona lądowe. Ci dzielą się na owady, ssaki, gady i płazy. Z tej grupy tylko my ssaki mamy najwięcej podgrup. Psowate, kotołaki, naczelne, drapieżniki, padlinożercy, pacyfiści, gryzonie i tak dalej. Nawet my nie jesteśmy pewni tych wszystkich określeń, może ich być o wiele więcej. W naszej gromadzie najmniej szacunku mają gryzonie, które z różnych przyczyn traktowani są za podrasę. Zapraszają ich jako ostatni na wielkie wiece, nikt nie liczy się z ich zdaniem, po prostu mają bardzo przesrane, mówiąc kolokwialnie. I tu dochodzimy do sedna twego pytania. Otóż gryzonie, a dokładnie szczury, weszły w pozytywny kontakt z czarnorynkowymi ludzkimi handlarzami, zakupując wielkie ilości broni za świecące kamyki. Dzięki niej szybko zawładnęli wszelkimi gryzoniami. Jednak było to nadal mało, by móc sięgnąć po więcej, dogadali się z obślizgłymi gadami, stąd te ataki. Mówię w formie mnogiej, ponieważ nie tylko na nas napadli. Wilkom i Tygrysom również się dostało i to nie wszystko, nadal dochodzą do nas informację o kolejnych napaściach. Niestety zbyt dużo nie dowiedzieliśmy się od pojmanych, ich móżdżki nie posiadały prawie żadnych informacji prócz nauczonych na pamięć rozkazów. Tylko dzięki innym źródłom informacji, wiemy, co się dzieje. O ho. Chyba gotują strawę, lepiej skończ z tą łódką, inaczej mróz weźmie ją w obroty. Z drugiej strony musiałeś komuś podpaść, skoro wysłał cię to takiej niemożliwej roboty. Budowanie łódki zimą.... Czyste szaleństwo. Na szczęście to nie moja sprawa. — Odszedł, zaciągając się fajką. Miał rację z tym podpadaniem, nie wiedziałem, że Kira ma aż takie koneksje, by się zemścić za droczenie się z nią. A ja tylko powiedziałem jej, że troszkę przytyła. Co złego było w tym żarcie? Ach te kobiety, z wściekłością zabrałem się do przerwanej roboty.

2 komentarze

 
  • Almach99

    Shadow, jak mogles ukochanej kobiecie powiedziec, ze przytyla!!! Zglupiales do reszty?

  • krajew34

    @Almach99 miło, że wpadłeś.

  • emeryt

    @krajew, wybacz, lecz sądziłem że zaczniesz coraz szybciej zmierzać  ku epilogowi, a tu druga część. Na dodatek trochę przesunięta w czasie. Opisująca już właściwie prawie małżeństwo twoich głównych bohaterów. Na dodatek tak szczerze opisujesz powiązania sfery duchowej. Moje gratulacje. Dziękuję i przesyłam najserdeczniejsze pozdrowienia.

  • krajew34

    @emeryt  zbyt wiele jeszcze jest do wyjaśnienia, by kończyć, mam jeszcze parę pomysłów do tej serii.