Mur Zdrajca Ludzkości – Rozdział 30

Przez pierwsze kilka dni odpoczywała w cieniu drzew zamkowego ogrodu. Jedynego miejsca, do którego mieli dostęp tylko nieliczni. Bez tych wielkich "mieszkańców" lasów czuła się samotnie pośród morza kamienia, cegieł, a sam smród ludzi doprowadzał Kirę do wymiotów. „Tak bardzo pragną dominować nad innymi, a tłoczą się w kupie, niczym głupie owady. Słabi, delikatni, a mimo to pełni dumy i pychy”, pomyślała, spoglądając na ruchliwe ulice. Przymknęła oczy, próbując usłyszeć delikatny szum listowia i wdzięczne trele licznych ptaków. Dobrze, że znalazła to miejsce i odpuściła próby zbadania pozostałego terenu. Ta nienawiść wisząca w powietrzu, te spojrzenia przewiercające nawet dusze... Wiedziała o swojej nietykalności, mimo to nie chciała sprawdzać, czy ma jakieś granice.
     Powoli podniosła powieki, to nie był czas na drzemki i odpoczynek. Teraz gdy jej ciało wróciło do pierwotnej formy bez oznak słabości i bólu mogła pomyśleć nad dalszymi krokami. Prawdziwa Kira wojowniczka nie myślałaby długo... Ukradłaby miecz, czy też inną broń, po czym umknęłaby w ciemną noc. Tak byłoby kilka lat temu. W obecnej chwili po nabraniu doświadczenia i doznaniu kilku porażek wiedziała, że ten prosty plan to mrzonka, skazana na porażkę. Broń posiadali tylko błękitni żołnierze, a zbrojownie zamykano specjalną, magiczną kłódką. Zresztą nie miała do czynienia ze zwykłymi żołdakami. Wytrenowane wojsko pod dowództwem doświadczonych oficerów, których tylko umiejętności i poświecenie zaniosły na wysokie stołki. Mury zabezpieczyli specjalnymi pochodniami, zapalającymi się tylko wtedy, gdy nieproszony ktoś przejdzie blisko nich. Przekonała się o tym, gdy jedno z dzieci wartownika pod jego nieuwagę przekroczyło próg baszty. Natychmiast doskoczyły do niego dziwne postacie w kapturach, trzymające w dłoniach zakrzywione noże, błyszczące złowrogo w mroku nocy.
     Lwica nie wiedziała, co działo się dalej, ale poskładała, co wiedziała z opowieści, plotek i swoich obserwacji. Niech jednak będzie, że zdobyła broń i pokonała to zabezpieczenie, poznając sekret, dzięki któremu wyznaczeni wartownicy poruszali się bez przeszkód po obwarowaniach. I co dalej? Z najwyższego punktu zamku widziała tylko liczne szczyty górskie i mnóstwo śniegu. Potrzebowała mapy dalszych okolic... Skąd ją wziąć, skoro mieszkańcy nie opuszczają bezpiecznego schronienia, a żołnierze znają teren na pamięć? Żaden z nich nie podałby odpowiednich informacji albo skłamałby, licząc na śmierć głupiej dzikuski. A potrzebny ekwipunek? Jedzenie? Nie potrafiła jeździć na koniu, a wątpiła, by wystarczyło jej many na kilometry śniegu i lodu. Nie wiedziała również, ile potrwa podróż. Była nieprzytomna przez dłuższy czas, jej stan oscylował między śmiercią a życiem. Ile dni, tygodni wieźli ją aż tu?
     Tysiące pytań bez odpowiedzi, czuła również, że miała duże zaległości w treningu. Po przebiegnięciu kilku dachów i przeskoków między nimi dyszała jak ranny niedźwiedź. Nie wspominając o braku ostrza w dłoni. Przyzwyczaiła się do tego kawałka metalu, brak bólu przy złamaniu bądź zniszczeniu, czy też większy zasięg od pazurów. Musiała zdobyć oręż. Jednym ruchem skoczyła na nogi. Tęsknym spojrzeniem rzuciła na ten "utopijny" kawałek raju. Najchętniej zostałaby tu.
— Panienko, Pani oczekuje — Tylko stara Matylda nie okazywała strachu, czy też widocznej nienawiści. Zawsze mówiła, co chciała i nie miała oporów przed sztorcowaniem Kirę. Zmieniła tylko sposób odzywania wobec niej. Teraz na panienkę mówiła Pani Ismira. — Dlaczego panienka nie założyła tej wspaniałej lazurowej sukni? Jeśli panienka pojawiłaby się na przyjęciu, mogłaby poznać jakiegoś bogatego szlachcica, skłonnego porzucić uprzedzenia i ożenić się z panienką.
— A ty kobieto, kiedy zrozumiesz, że nie należy do was? Nie obchodzą mnie wasze durne zabawy, nie chcę waszych mężczyzn i nie zostanę kurą domową jednego z nich. — Podeszła blisko służki, niemalże na wyciągniecie ręki.
— A jednak według plotek masz męża i to człowieka. Nie uważasz, że swoją wypowiedzią tylko sobie zaprzeczasz? — Ponownie na jej twarzy nie zagościła żadna emocja. Przypominała raczej sztuczną magiczną istotę niż żywego przedstawiciela rasy ludzkiej.
— Wiedząc to, nadal trujesz mi głowę małżeństwem... Powiedz mi ludzka kobieto... — Nachyliła się do niej. — Nie boisz się walecznej dzikuski? — Wysunęła szpony, przybliżając je do policzka Matyldy. — Wiesz, mogę wyrwać ci serce i pożreć je w całości... Wtedy twoja dusza nie dostanie się do twojego nieba...
— Mam podobne opowieści, by straszyć niegrzeczne dzieci, czy też zwykłych niejadków. — Powolnym, lecz stanowczym ruchem odsunęła uzbrojoną dłoń od siebie. — Panienka skończyła? Pani chciała porozmawiać z panienką i zapewne niepokoi się, że jeszcze nas nie ma.
— Ty naprawdę jesteś człowiekiem? — Zrezygnowana Kira schowała pazury.
— Moja matka mnie urodziła, więc raczej tak. A teraz zapraszam ze mną. — Odwróciła się plecami i ruszyła w kierunku zakratowanego wejścia, otoczonego bluszczem.
— Wiem, gdzie jest jadalnia, nie musisz iść ze mną.
— Tym razem pani czeka w swoim gabinecie. — Wskazała na drzwi, ulokowane na końcu ogrodu. Tak bardzo wkomponowały się w otoczenie, że Kira ich nie zauważyła.
Lekko zdezorientowana dziwnym umiejscowieniem pomieszczenia, chwyciła nieśmiało za klamkę. Wrota głośno zaskrzeczały, a przed oczyma zobaczyła kręte schody, prowadzące w górę. Jak tylko przekroczyła próg, magiczne pochodnie po cichu zaskwierczały, dostarczając nikłego światła. Krótki korytarz między przejściem na następne piętro a wejściem nie stanowił obiektu większego zainteresowania. Ot parę portretów nieznanych osób, kamienne ściany oraz podłoga. Bez trudu dotarła do kolejnego punktu i zaczęła pokonywać stopień po stopniu. Oprócz głośnego dźwięku wydawanego z każdym krokiem uciążliwa była sama konstrukcja schodków, ni to za duże, ni to za małe. Pod koniec wchodzenia Kira lekko dyszała, a wszelkie myśli uleciały z głowy.
— Niby nie tak wysoko, a jednak męczące, nieprawdaż? — Ismira nie podniosła wzroku, w jej dłoni pracowało pióro, a drewniane masywne biurko uginało się od ciężaru różnych papierów. Tu również panował półmrok, przerywany drobnym płomieniem świecy.
— Z tego, co mi mówił Shadow gabinet to raczej ważniejsze pomieszczenie dla was ludzi... — Zajęła wolne krzesło naprzeciwko.
— Posuniecie strategiczne. Większość interesantów to starzy mężczyźni, którym wiecznie coś nie pasuje. Najchętniej uczyniliby ze mnie marionetkę i sami rządzili. Z racji, że sprawy urzędowe załatwiam tutaj, grubo zastanowią się, nim tu przybędą. Wszystko pomyślane tak, bym to ja miała przewagę. — Odłożyła pióro i spojrzała na Kirę. Z ulgą rozprostowała ręce, po czym kontynuowała. — Jednak nie wezwałam cię, aby pokazać swój geniusz, czy też spryt. Powiedz mi, czy coś ci dolega? Według uzdrowiciela powinnaś już w pełni dojść do zdrowia.
— Skąd ta nagła troska?
— Od czasu naszego ostatniego spotkania nie dostałam żadnych alarmujących wieści. Jestem wręcz zszokowana, zważywszy na twoją agresywną deklarację pierwszego dnia. — Chwyciła pierwszy z brzegu dokument i po krótkim zapoznaniu podarła.
— Chyba nie sądzisz, że czegoś spróbuje, gdy ty masz pod ręką ogary i ludzi, których świerzbią ostrza? Nie przejdziesz obok niedźwiedzia, póki on nie zaśnie. — Powoli wstała i zaczęła kierować się do wyjścia.
— Mimo to Matylda powinna czekać z czymś, co ci się na pewno przyda. Jestem tego pewna, szczególnie że nie jesteś aż tak impulsywna i gwałtowna, jak myślałam. Dziwne, zazwyczaj wystarczy jeden rzut oka, by stwierdzić, z kim mam do czynienia. Jednak jeśli zaczniesz mordy bez powodu, nie będę siedziała spokojnie. Wprawdzie nie cofnę swojego słowa o nietykalności, jednak resztę życia spędzisz w lochu. A zapewniam cię, że nie będą to warunki zbliżone do teraźniejszych, nie wspominając o braku miejsca na rozdzielenie kobiet i mężczyzn... Zresztą te pierwsze rzadko tam trafiają. Albo siedzą zadowolone ze swego życia, albo giną z własnej woli.
Kira nie odpowiedziała, spokojnym krokiem opuściła posępne pomieszczenie.
— Ty chyba w następnym życiu będziesz psem... — rzuciła w kierunku służącej. Stała ona w tej samej pozycji, co kilka minut temu, zupełnie nie zważając na palące słońce, które niczym nie zasłonięte, dawało o sobie znać.
— Służyć to być gotową w każdej chwili, nie zważając na przeciwności. Oto podarunek od Pani. — Skinęła dłonią na nieznanego żołnierza. W jego dłoniach spoczywał podłużny pakunek, owinięty w purpurowe płótno. Lwica bez pośpiechu odebrała swoją nową własność. Już chwytając za pierwszym razem, domyśliła się, co spoczywa w jej dłoniach. Po odwinięciu tkaniny zobaczyła misternie rzeźbioną rękojeść o barwy najczystszego oceanu z różnymi małymi kamykami o wielu kolorach. Jednak to nie ta część przykuwała największą uwagę. Cudne wąskie o średniej wielkości ostrze, odbijające oślepiające promienie. Wystarczył rzut oka dla wprawnego wojownika, by wiedzieć, że nie ma się do czynienia z zabawką, tylko morderczym narzędziem służącym do jednego.
— Pierwszy raz nie mogę rzucić żadnym kąśliwym komentarzem... — Ognistowłosa była oszołomiona, z jakim misternym kunsztem została wykonana owa broń. Nawet kowale bestioludzi mieliby problem z jej wykuciem.
— Pani osobiście sprawdza każdy zamówiony egzemplarz. Niewielu rzemieślników przyjmuje prywatne zamówienia od niej... Jednak z tym ostrzem wiążę się jeszcze jedna sprawa. — Z gracją podeszła bliżej i wskazała na symbol, wyryty na jednej z ozdób. — Jeśli panienka pokarzę to komukolwiek z ludzi, każdy występek, niezależnie od stopnia, zostanie zapomniany, a winni puszczeni. Pani również zadbała, by było wiadomo, kto dostał glejt. Wywinie się panienka z każdych tarapatów po tej stronie muru, jednakże Pani Ismira będzie o tym wiedziała...
Kira szybko wysłuchała służki, w jej głowie był tylko ten miecz. Nie interesowała ją czcza gadanina. Nie mogła się doczekać, kiedy go przetestuje. Nadszedł czas rozgrzać mięśnie i wybudzić ciało z sennego letargu.

5 komentarzy

 
  • MM

    Ten odcinek okazał się bardzo intrygujący. Chyba bardziej od wątku Shadowa i Królowej mrówek. Ciekawi mnie do czego Ismira dąży. Jakoś nie mogę uwierzyć, że jej zachowanie nie ma jakiegoś celu. Matylda ciekawą osóbką. Niby postać „drugoplanowa”, ale ze swoim charakterem. Będę czekał jak się ten wątek rozwinie. Pozostałe też.

  • krajew34

    @MM dzieki za wizytę

  • emeryt

    W100-tu% potwierdzam post poprzednika, jednak muszę dodać też coś od siebie. Co prawda, to zachwyciła mnie ta "powieść", lecz pozostałej, twojej Twórczości niczego nie brakuje, co doceniam, czytając je któryś raz z rzędu. Jak zwykle, przesyłam podziękowanie za kolejny odcinek  i najserdeczniejsze pozdrowienia.

  • krajew34

    @emeryt dzięki  za wpadniecie. Aktualnie skupiam się  tylko na jednej pracy

  • Choc

    Jak zwykle potrafisz zadziwić.
    I z nowu potwierdzę, że będę zagładał tutaj z nadzieją zobaczenia następnych części.

  • krajew34

    @Choc dzięki  za wizytę, nastepny będzie  jak wena przyjdzie. A to kapryśna  rzecz

  • shakadap

    Brawo. Jak zwykle świetna robota.
    Pozdrawiam i powodzenia

  • krajew34

    @shakadap dzięki  za wizytę

  • AnonimS

    Zajrzałem z ciekawości i pewnie zacznę od początku. Zestaw na tak.

  • krajew34

    @AnonimS dzięki  za wizytę.