Mur-Część III-Rozdział 19

      Podróżowałem wraz z ludzką dziewczyną przez następne dni, próbowałem znaleźć dla niej leki i żywność w napotkanych wioskach. Niestety, wieśniacy, jak tylko mnie zauważyli, albo chwytali za prymitywne narzędzia rolnicze, albo uciekali do chat. Moja towarzyszka marniała z dnia na dzień, a ja tylko mogłem się wpatrywać w słabnące ciało.
— Skąd ta mina? — Jej delikatna dłoń musnęła zarośnięty policzek. — Wszystko będzie dobrze.
— Ludzie nie lubią mnie. Nie mam ci jak pomóc. — Coraz lepiej władałem ich językiem. — Martwię się o ciebie.
— Nie miej dla nich nienawiści. Jesteśmy tylko pozornie silną rasą, ukrywamy swój strach za intelektem i dumą. Szybciej jest potępić, niż zrozumieć. Musisz pojąć, że bycie silnym nie polega na destrukcji i likwidowaniu słabych, kluczem jest przeżyć i nie krzywdzić. — Zasnęła, odgarnąłem włosy z jej twarzy i spojrzałem na nią. Z jej słów biła naiwność, zupełnie niepasująca do tej krainy, jednak wiedziałem, że to słuszne poglądy, choć prawie niemożliwe do spełnienia. Wraz z rozwojem, wzrastała moja inteligencja, już nie byłem wilkiem, któremu w głowie tylko jedzenie. Zrozumiałem wiele rzeczy, które wcześniej umykały prymitywnemu móżdżkowi. Świat to morze ciemności, a nieliczne jasne światła próbują przebić się przez ten mrok.
     Ta delikatna osóbka, leżąca tuż przy mnie zasługuje na życie i na ochronę, wprawdzie nie zrozumiem jej uczuć i tego, co ją spotkało, ale mogę uczynić dla niej wszystko, by tylko pogodziła się z przeszłością. Oddychała coraz ciężej, a gorączka wzmagała się z każdą minutą, nie miałem czasu. Położyłem na niej łapę i zacząłem przesyłać energię wprost do ciała, koncentrując się, by nadać jej charakterystyki leczniczej. Idea szlachetna, jednak organizm ludzki jest bardzo słaby i z trudem przyjmował moją manę. Dziewczyna krzyczała, gdy komórki pod ogromnym obciążaniem, dostosowywały się do nowych warunków, ale na szczęście nie odzyskała przytomności. Wreszcie przycichła, a puls uległ stabilizacji.
     Chwile poobserwowałem ją, lecz nie zauważyłem niepokojących zmian, prócz tych dotyczących wyglądu. Pojawił się długi ogon, jakby koci, paznokcie przypominały broń, wyewoluowała w nadistote. Nagle otworzyła oczy i spojrzała na mnie. Ten złoty blask zwierciadeł dusz napawał mnie lekkim strachem. Czy, aby nie uczyniłem jej krzywdy? Nie znajdzie już miejsca wśród swoich.
— Jak się czujesz? — spytałem ostrożnie.
— Słyszę, jak świat do mnie przemawia. Obrazy przed mymi oczyma przedstawiają więcej, niż przedtem, dźwięki brzmią z daleka, niosąc staranne informacje, a woń roztaczająca się dookoła doprowadza mnie do szaleństwa swoją złożonością. — Przymknęła powieki i tak trwała w ciszy. — Nie obawiaj się, wciąż jestem tą samą osobą. Szaleństwo i pycha umknęły gdzieś w tyle. Muszę ci podziękować, odegnałeś widmo lodowatej kostuchy.
— Jesteś pewna swoich podziękowań? Uczyniłem cię tym samym potworem jak ja. Nie możesz już zamieszkać pośród ludzi. — Smutek i poczucie winy napełniły mnie po brzegi.
— Głuptasie. — Wciąż posiadała w sobie tę delikatność. — Czasem życie płata takiego figla, że zamyka przed nami pierwszą drogę, by otworzyć drugą. Teraz jesteśmy złączeni jednym losem, skoro nowy początek, to też nowe imiona. W duszy gra tylko pojedyncze miano, Anna. Od teraz będę Anną. — Gdy tylko to powiedziała, jej włosy zaczęły zmieniać kolor na czystą biel.
— Ty jesteś Anna, to kim ja będę? — I tak zapomniałem swojego, miałem nadzieję, że wymyśli mi nowe.
— Będziesz Silverem, błyszczący i trwały. — Uśmiechnęła się promienie. —Chodź Silver, przed nami długa podróż, nie oczekuj prostej drogi, lecz wspólnymi siłami uda nam się.
Chwyciłem za wyciągniętą rękę i pozwoliłem, by prowadziła mnie. Moim zadaniem będzie chronić tę dobroć i naiwność, tylko to definiuje moje życie.

     Podniosłem obolałą głowę, to znów ten sen. Już dawno nie miałem tych wizji, myślałem, że minęły. Rozejrzałem się nieprzytomnie dookoła, jeszcze nie potrafiłem przywrócić umysłu do rzeczywistości. W końcu do otępiałego rozumu dotarło olśnienie. Byłem na tej chyboczącej się łajbie, zmierzając z powrotem do wioski. Wstałem, powoli omijając śpiące dziewczyny, niech w spokoju odpoczną, Lazurowy Gród okazał się małym piekłem. Skrzypiąc drzwiami, wyszedłem na zewnątrz, zaciągnąłem się czystym powietrzem.
— Szybko wstałeś chłopcze. — Profesorowi chyba nie jest potrzebny sen, jeszcze nie widziałem go śpiącego.
— Naukowcy szanują tradycję nocy, czy to tylko dla nich druga połowa dnia? — Zażartowałem, wchodząc na pokład ze sterem.
— Wystarcza mi godzina lub dwie. Lepiej powiedz mi, co zamierzasz zrobić z chłopcem.
Dopiero teraz zauważyłem, jak Carl siedzi na tyle, odwrócony do nas plecami.
— Jak to, co. Zabiorę go do wioski. — Pytanie wydawało się bzdurne.
— Jesteś pewien? — Spojrzał na mnie, ćmiąc, jak zwykle swoją fajkę. — Plemię Białego Niedźwiedzia wbrew swojemu włochatemu przodkowi nie posiada instynktu łowieckiego, nie lubią agresji, choć natury nie da się oszukać. Słyszałem wiele opowieści o krwawym szaleństwie taki szczepów. Wiesz mi, to nie kończy się dobrze, nikt nie wie, co je wywołuje, ale konsekwencje są straszliwe. Bestioczłowiek wpada w szał i dostaje wtedy podwójną moc, niszcząc i zabijając każdego.
— Na terenie Zielonego Gaju nie było takich wypadków. — Profesor, jak zwykle przesadzał.
— Krwawe Szaleństwo dotyka tych, którzy na siłę próbują, oszukać naturę np. roślinożercy stają się mięsożercami i na odwrót. Reguł z góry ustalonych lepiej nie zmieniać.
— Czyli te dzikie stada nie są chore z powodu tej mazi, tylko z powodu odmienności? — Te dzikie stada stanowiły zagrożenie równe Inkwizycji.
— Nie łącz ze sobą dwóch podobnych faktów. To wszystko jest bardziej skomplikowane, niż myślisz. Idź lepiej obudzić nasze panny, zaraz dobijamy do brzegu, gdzie już czeka na nas Wodnik. Na nic się zda na dalszych rejonach, są mu zupełnie nieznane.
— Interesuje mnie jeszcze jedna rzecz. — Oparłem się o burtę, delektując miłym wietrzykiem. — Gdzie się podziały wszystkie zwierzęta? Myślałem, że będziemy musieli walczyć o każdy krok, a podróż w dwie strony minęły prawie bez walk.
— Tereny od Niebieskich Równin do Lazurowego Grodu zamieszkałe są przez istoty wodne, z tym że król rekin, dureń nad durniami, wybił prawie wszystkie wokół swego zamku. Nie pytaj mnie dlaczego, sam nie wiem. Co do wcześniejszej krainy z tymi licznymi zbiornikami, to można się domyślić, gdzie ukrywają się mutanty. Te wodne doły są naprawdę głębokie i tylko mieszkańcy znają odpowiedź, co tam pływa. — Chwile postał przed kołem, wpatrując się w rzekę. — Wiesz jednak, że nie ważne, czy bagna, czy inna dzicz nie znaczy to, że masz stuprocentową szansę kontaktu ze zwierzyną. Kwestia szczęścia lub pecha, sprzyjających okoliczności i innych czynników. Ciesz się z tego, a nie marudź, jak to mawiała moja świętej pamięci matka.
Dobiliśmy do brzegu, gdzie już czekał na nas Wodnik i... Ares. Jak się tam znalazł, nie wiem.
— Ciekawe towarzystwo spotkałeś chłopcze. —Na twarzy Profesora dostrzegłem tylko zainteresowanie przybyszami.
— To Ares z Konfederacji, prawa ręka Shadowa. Spotkałem go, gdy polowali. Prawie doszło do rękoczynów, póki nie zauważyłem, że wyglądają podobnie do towarzyszek naszego królobójcy.
— Witaj wodzu! — Zaczął oficjalnie. — Widzę, że podróż się udała.
— Tak Aresie. Czy wioska stoi cała? — Niepokój wdarł się głęboko do serca. Czy zapłaciliśmy wysoką cenę za podróż?
— Pozostawiłeś osadę w dobrych rękach. — Uśmiechnął się. — Wykonaliśmy również twoje polecenia. Szaman Silva również bardzo pomagał, udrożniliśmy rzekę, teraz można spokojnie dopłynąć do wioski.
— To na co czekamy? Stoimy tu niczym kołki. Wskakujcie na pokład. — krzyknął uczony.
Zabraliśmy nowych pasażerów i ruszyliśmy w stronę upragnionego celu. Ciekawość i zniecierpliwienie dawało o sobie znać, jak teraz przedstawia się stolica Konfederacji? Próbowałem, odgadnąć, wymyślając wszelakie koncepcje, musiałem przerwać, gdy poczułem, klepniecie w ramie.
— Wodzu jest tu miejsce, gdzie można spokojnie porozmawiać? — spytał zastępca wodza.
— W kajucie.
Podążyliśmy w tamtą stronę, musiało coś złego się stać, że chce podyskutować w ustronnym miejscu. Zamknąłem za nami drzwi i czekałem, co powie.
— Ten dziwny człowiek zrobi nam nową broń? — zapytał, opierając się o blat małego stołu.
— Nie tylko ją, pomoże usprawnić wiele rzeczy. — Lepsza półprawda niż kłamstwo.
— To jeden kłopot z głowy. Pozostała ostatnia rzecz. Nie cały miesiąc temu przybył do nas młody człowiek o imieniu Fidi, wyglądem przypominał nas i wydzielał odpowiednią aurę, jaką posiada każdy ze szczepu kotołaków. Zaczął podważać twój autorytet, głosić jakieś dziwne hasła. Oczywiście starsi zaraz się od niego odcięli, wiedząc, że za słodkimi słowami, bardzo często można znaleźć gorzką pułapkę. Niestety młokosy chłoną jego słowa jak mech poranną rosę. Zaczęły się pożary, niszczenie plonów, sabotaże i inne rzeczy. Oczywiście znamy sprawców, nie kryją swych uczynków przed kolegami, ale nie ma jednoznacznych dowodów. Wstrzymałem się z decyzją do twojego powrotu, bunt wisi w powietrzu.
Tego nie spodziewałem się. Najazdu, ataku dzikich zwierząt i innych katastrof tak, ale bunt?
— Rozmowa nic tu nie da. Musimy postąpić radykalnie.— Gdyby ta „zaraza” aż tak mocno nie wniknęła w pomiędzy szeregi, nie brałbym tego pod uwagę, niestety choroba zbyt toczy nas rozrastający się organizm.
— Zgadzam się z tobą wodzu. Do naiwnych i głupich młodych przemówi tylko odpowiedni rygor.
— Zróbmy tak, zbierzesz naszych wojowników i z mojego rozkazu pojmiesz wszystkich winnych. Karę wymierzymy na głównym placu, Fidi nie zazna litości. Nikt nie będzie mieszać w głowach moich ludzi. Dopłyniesz do brzegu? — Spytałem, spoglądając na niego bacznie.
— A czy samotny jeleń szuka towarzyszki? — Jego pokryta bliznami twarz wyrażała pewność siebie.
— Pamiętaj, że musimy działać szybko i stanowczo. A teraz ruszaj, czas jest naszym wrogiem. — Usłyszałem, skrzypniecie drzwi, a chwile później plusk wody.
— Shadow, dlaczego Ares wyskoczył ze statku? Co się dzieje? — Kira weszła delikatnie do środka.
— Kłopoty jak zwykle kłopoty, moja droga. — Westchnąłem ciężko. — Powiedz Profesowi, by dał całą naprzód. Ani chwili spokoju.

3 komentarze

 
  • emeryt

    emeryt · 18 lipca · 202091556

    @krajew34, jak zwykle, dziękuję Tobie za kolejny odcinek. Jest wspaniały. Miałem tylko cichą nadzieję że dociągniesz do wyjaśnienie spraw konfederacji, dookoptowanie  nowej żony, a najlepiej aby wszystkie zaszły w ciążę. I to przed dłuższym rozstaniem się. Jeszcze raz pozdrawiam Ciebie, życząc jednocześnie aby wena nie dała Tobie przestać pisać.

  • shakadap

    shakadap · 18 lipca

    Brawo.
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • krajew34

    krajew34 · 18 lipca

    Przypominam o ankietach.
    1 O następnej serii
    2. Urodzinowa,
    Zapraszam na bloga.
    Miłego czytania, od was zależy, co będę tutaj publikował po "Mur".