Mur Zdrajca Ludzkości – Rozdział 21

Freja odgarnęła z czoła kosmyk srebrnych włosów i zmęczona opadła na stół. Blat był tak kojąco chłodny, z chęcią przymknęłaby oczy, choć na kilka sekund.
— Męczący dzień, jak widzę. — Uśmiechnięta Alma wkroczyła do gabinetu wodza. Pomieszczenie to zostało zbudowane po zwiększeniu się Konfederacji. Małe, ale przestronne z prowizorycznym łóżkiem, ukrytym za cienką ścianą.
— Codzienność, odkąd Kira na misji, a Shadow gdzieś zniknął z Kordelią. — Głośno westchnęła. — Aktualnie wszystko jest na mojej głowie. Przydzielanie ludzi do opieki nad profesorem, by ten nie wysadził wioski swoją miksturą, tłumaczenia starszym wilkom, że każdy bestioczłek ma taki sam organizm i że z jednego zbliżenia nie będzie dziecka, próby przekonania lwów, by ograniczyli popęd do miejsc niepublicznych.... Nie wspomnę o innych mniej lub bardziej poważnych kłótniach, w stylu krowa weszła na jego pole i wyżarła jego plony, brat pobił zalotnika siostry i tak dalej. Syzyfowa praca bez końca. Szczególnie bez pomocy tamtej dwójki. Dodatkowo starszyzna zaczyna się szarogęsić i pytać, gdzie jest wódz. Powoli zaczynam mieć tego dosyć. — Rozciągnęła zbolałe mięśnie.
— Przemęczasz się, moja droga. — Podeszła do stołu i usiadła na krześle przed nią. — Jestem zmuszona wziąć cię pod swoją opiekę.
— To nic takiego, Almo, naprawdę. — Wstała, lecz zmuszona lekkim zawrotem głowy, wróciła do poprzedniej pozycji.
— Nie można być tak nieodpowiedzialną kobietą, Frejo. Obowiązki, obowiązkami, ale ważniejsze jest zdrowie. — Pomogła jej wstać i przenieść się na polowe łóżko. — Zacznijmy od czegoś na wzmocnienie. Silva! Masz ten swój wywar? — krzyknęła przez otwarte drzwi.
— Jeszcze chwila... — odpowiedział znajomy głos. — Myślisz, że to tak szybko przenieść kocioł, drewno, rozpalić ognisko, iść po wodę i zaparzyć zioła? Gdybyś szybciej mi powiedziała, wszystko przygotowałbym w szpitalu, a nie tutaj.
— Zachowujesz się jak nadęta kwoka, szamanie. Masz, czy nie masz ten wywar? — Żona Aresa tylko dla swoich dzieci potrafiła być wyrozumiała, choć zapewne i to się zmieni, gdy przestaną być niemowlakami.
— Przygotowania leków nie należy pospieszać. — Wszedł z parującym glinianym kubkiem. — Wystarczy odrobinę zejść z drogi by, zamiast pomóc, stało się trucizną.
— Poradziłbyś sobie z każdą przeszkodą, szamanie za to cię cenię, mimo twojego niemal fanatycznego podejścia do natury. Czyżbyś nawet włosy zamienił na trawę? — Wskazała na długie, zielone włosy mężczyzny.
— To tylko mój niedawny gest pochwalny. — Ukucnął i podał lek Frei. — Ile razy mówiłem ci, byś przydzieliła sobie kogoś do pomocy?
— Nie potrzeba, poradzę sobie — odpowiedziała krótko.
— Sprawdź lepiej, czy wszystko z nią dobrze, Silvo. — Zamknęła drzwi, by nikt niczego nie słyszał.
— Almo badałem ją kilka dni temu, nie potrzeba sprawdzać co godzinę. Pamiętam, że u was też byłem ciągle wzywany. — Uśmiechnął się i sprawdził, czy Freja wypiła wszystko.
— Zawsze wyciągałeś dłoń i mówiłeś, że wszystko w porządku. — Oparła się o ścianę. — Nie mogłeś jakoś dokładniej nam odpowiedzieć?
— Jestem szamanem, wilczyco. Rozmawiam z duchami i sprawdzam, na co współplemieńcy chorują, jeśli się dowiem, wtedy działam. Nie wdaję się w szczegóły, najważniejsze jest lekarstwo. Zresztą magia zawsze oddziałuje w jakiś sposób na ciało. Myślisz, że dokładniejsze sondowanie nie spowodowałoby ryzyka, czy komplikacji? Wyczuwam duszę dziecka i to wystarczy, by stwierdzić jego stan. Mam wiedzę, którą mogę użyć, gdyby coś złego się działo. Niestety na strach rodziców nic nie poradzę, niepewność i obawy to części naszego życia...
     Nagle na zewnątrz usłyszeli bębny i odgłosy dęcia w róg. Coś lub ktoś zbliżało się do wioski. Freja nie tracąc chwili, oddała szamanowi puste naczynie, po czym wybiegła na zewnątrz. Bestioludzie wpatrywali się w mur wioski, nie wiedząc, co robić. Nie zabrzmiał żaden dzwon alarmowy, nikt nie krzyczał. Wszystko jakby zastygło w miejscu.
— Wracać do pracy! — krzyknęła Alma. — To nic poważnego.
— Jesteś tego pewna? — spytała cicho srebrnowłosa, kierując się w stronę obwarowań.
— Ani trochę, ale chyba wolisz, by nasi robili dalej swoje? Tłum przy bramie niczego dobrego nie zwiastuje i utrudnia wszelkie działania. — Z trudnością nadążała za tymczasowym wodzem. Obie dotarły w kilka minut na miejsce, w międzyczasie wszystko jakby umilkło.
— Co się dzieje? — rzekła do pierwszego strażnika.
— Nie mam pojęcia, panienko Frejo — odpowiedział zmieszany młodzik. Dziewczyna westchnęła głośno i sama wyjrzała. Widok przed jej oczyma sprawił, że serce zadrżało, a dłoń szukała włóczni, zostawionej w gabinecie. Tysiące hien pod prymitywną barierą czekało niedaleko miasta. Wataha, najdziksi ze wszystkich, kanibale i sekciarze. „Co oni tu robią? Czemu nie atakują?”, Freja gorączkowo myślała, nie mając zielonego pojęcia, co tu się na wielkie duchy wyprawia.
— Wielki Draug Niszczyciel chce rozmawiać z liderem tej wioski — Z szeregu wystąpił najwyższy i najlepiej zbudowany wojownik. Wysunięta szczęka, gruby nos, rozbiegane oczy oraz pas włosów biegnących aż do pleców.
Srebrnowłosa spojrzała na Alme, lecz jej towarzyszka również była zmieszana. Jeszcze nigdy się nie zdarzyło, by horda, czy też wataha prowadziła rozmowy, albo myślała przed atakiem.
— Jestem Freja — krzyknęła zza bezpiecznej osłony. — Czego chcecie?
— Draug Niszczyciel wyrusza na wojnę przeciwko wielkiemu murowi — odpowiedział charczącym głosem. — Dajcie ludzi i potrzebne rzeczy oraz kobiety do zabawy. Inaczej zburzymy tę dziurę.
Spojrzała dookoła siebie, na całe szczęście uzbrojeni wojownicy zaczęli gromadzić się. Jednak zbyt późno. Przy takim zagrożeniu powinni być wcześniej, znacznie wcześniej. Trzeba jeszcze usprawnić ten mechanizm, Alma po znalezieniu opiekunki będzie musiała wziąć się porządnie do roboty, jako instruktorka.
— Dlaczego mamy słuchać Drauga? Siedzimy bezpieczni za murem, tak łatwo tego nie zniszczycie.— Wiedziała, że stąpa po cienki gruncie, jednak musiała działać na czas, póki wojownicy nie zabezpieczą rzeki i muru wioski.
— Draug Niszczyciel was zniszczy, te kilka kamieni was nie ocali, jeśli będzie trzeba, wespniemy się po ciałach. Jesteśmy watahą albo dołączycie do nas, albo zginiecie od ostrza. — Podniósł wykrzywiony miecz w stronę obrońców. — Dajemy wam trzy dni na zebranie tego, co trzeba. — Machnął ostrzem, po czym wojownicy ruszyli za nim. Coś dziwnego było w tej zbieraninie, brakowało w niej chaosu, bałaganu, czy też nieposkromionej dzikości. Normalnie powinni bez namysłu szturmować twierdzę.
— Panienko Frejo, co robimy? — spytał jeden z doświadczonych wojowników.
— Zebrać radę plemienną i czekać na rozkazy. Nikt nie wychodzi z miasta, zwłaszcza kobiety i dzieci, niech posłańcy wyślą wiadomości z ostrzeżeniem do okolicznych wiosek. — Czuła, jak siły powoli ją opuszczają, lecz nie mogła teraz zasłabnąć.
— Ile potrwa, nim dotrze pomoc? — Silva podał jej kolejną dawkę naparu.
— Nie będziemy prosić nikogo o pomoc. — Odebrała z wdzięcznością zaparzone zioła. — Wyślemy ostrzeżenie o tej bandzie i nic poza tym. Jest zbyt wiele zagrożeń, by ktokolwiek zebrał większą ilość ludzi. Mutanty, Inkwizycja, wrogie plemiona, czy też inne bardziej lub mniej ważne problemy. Bądźmy też szczerzy, wszyscy patrzą na nas, jak na wybryk natury, coś, co nie powinno istnieć. Z radością zaobserwowaliby nasz koniec. Twardogłowi i fanatycy, nie wiem, którzy są gorsi. Chociaż druga skrajność też nie napawa optymizmem. Nic tylko potrząsnąć tymi pustymi czaszkami. — Jednym ruchem opróżniła kubek, po czym skierowała się w stronę właściwej chaty, zapowiadała się długa dyskusja.

4 komentarze

 
  • Almach99

    Ciekawe, krolowa mrowek bez checi zemsty na Shadow, teraz teraz zorganizowane hieny. Sie bedzie dzialo

  • krajew34

    Brak weny i czasu.  Nie wiem kiedy wpadnie kolejny.

  • emeryt

    @krajew34 , będę czekał cierpliwie. Znam ten ból, mnie też to dopada. Ja uważam że to pogoda tak wpływa na nas, a więc byle do wiosny. Pozdrawiam - emeryt.

  • shakadap

    Nareszcie! Brawo!
    Pozdrawiam i powodzenia

  • krajew34

    @shakadap dzięki  za wizytę

  • emeryt

    @krajew34, rozpocząłeś akcję na wszystkich frontach w swoich ostatnich odcinkach. Pokazałeś działania wszystkich przywódców konfederacji w wielu miejscach na raz, obyś tylko nie pogubił się w tym. Lecz jak na razie idzie Tobie wspaniale, oby tak dalej. Moje najszczersze podziękowania i pozdrowienia.

  • krajew34

    @emeryt nie  pogubie, już  wiem jak to połączyć.  :) dzięki  za wizytę