Mur-Rozdział 8

     Traktem poruszał się oddział Inkwizycji, idioci w swych czerwonawych zbrojach. Jednak nie wyglądało to, jakby to mnie szukali. Jechali tą samą prędkością bez zwracania uwagi na cokolwiek. Nagle moją uwagę przykuł szmer tuż obok, serce podskoczyło do gardła, gdy zobaczyłem gotową do ataku Kirę. Bogini, czy przy jej tworzeniu zabrakło ci najważniejszych składników, jakimi są rozum i mądrość? Przez jej głupotę możemy tu zginąć.
— Co ty do jasnej cholery wyrabiasz — syknąłem w jej stronę.
— Zamierzam ich zlikwidować. Nie mogę pozwolić, by tak duży oddział pałętał się blisko mnie.
— Czyś ty głowę z tyłkiem pozamieniałaś? Ponad czterdziestu konnych chcesz zabić, podczas gdy miałaś problem z poradzeniem sobie z paroma piechociarzami? — Dziewczyna nie wiedziała, na co się pisała. Tak jak zwykli żołdacy byli łatwymi celami, tak o konnicy nie można tego powiedzieć. Elita wśród śmierdzącego gówna, doskonale władają bronią białą i znają się na taktyce. Nie bez przesady zwą ich Ostrzami Inkwizycji. Nie miałem ochoty ginąć akurat teraz, zwolniłem oddech i z niemałą prędkością uderzyłem Kirę prostą w brzuch. Z jękiem osunęła się wprost w me ramiona, mogłem trochę przesadzić, dawno nie używałem magii.
     Na całe szczęście puls był stabilny, więc mogłem kontynuować obserwację. Czerwone płaszcze rozbiły obóz niedaleko, dzięki wzmocnionym maną zmysłom dowiedziałem się, że dowodzi nimi wysoka blondynka o imieniu Kordelia. Nawet z tak wielkiej odległości mogłem stwierdzić o jej pochodzeniu, arogancja i pycha to chyba podstawa każdego szlachcica. Niestety szum wzmocnił się na tyle, by uniemożliwić mi swobodne podsłuchiwanie. Cholera linie eteryczne musiały być blisko, stąd takie kłopoty.
     Ukryłem nieprzytomną w listowiu i ruszyłem na przeszpiegi, podłoże okazało się idealne do skradania, nie za suche, nie za mokre, wielki minus to posiadanie tylko krótkiego miecza przy sobie. Rewolwer i dłuższe ostrze są za głośne na akcję po kryjomu. Musiałem uważać, by nie podejść zbyt blisko, daje sobie głowę uciąć, że wśród nich są jacyś zwiadowcy z magią sonaru. Tacy to wykryją każdą magię, choćby stanowiła tylko typ wewnętrzny.
— Pani Kordelio, co my robimy na takim zadupiu? — rozległ się głos od strony skwierczącego ogniska. — Nie mamy czasu na wycieczki, musimy szukać tego drania, który zarżnął naszych towarzyszy. To powinien być nasz jedyny cel.
— Johannes, czy ty się czasem nie zapominasz? Pamiętaj, że to ja tu dowodzę, nie ty.
— Wybacz mi pani, nie taki był mój zamysł. — Mimo gładkich słów dało się odczuć pewną niechęć do damskiego dowódcy. Trudno nie zrozumieć takiej postawy, w końcu mało który mężczyzna przełknie dumy i przyjmie bez oporu to, że to kobieta wydaje mu rozkazy. Sam miałem w przeszłości z tym problem.
— Przyjmuje twe przeprosiny Johan. A co do twojego pytania... — Nim nadeszła dalsza część wypowiedzi, zapadła chwilowa cisza, przerywana trzaskiem ogniska. — Zostało nam powierzone specjalne zadanie wprost od Najwyższego Inkwizytora, jego eminencji Diego de Deza. Za dużo nie zostało wyjaśnione, ale ze skąpego opisu można wywnioskować, że chodzi o nową broń przeciw mutantom. Ma nam dać ogromną przewagę nad tymi bestiami. Czy nadal wolisz szukać jakiegoś mordercy? Chyba raczej nie. Ciesz się, że póki co oddalamy się od muru.
— Skoro to sam eminencja kazał... To, co ja, marny szlachcic mogę zrobić, choć trudno mi uwierzyć, że istnieje jakaś specjalna broń. Nie ma lepszej od strachu i ostrza.
      Musiałem przerwać podsłuch. Wyczułem, jak jakaś energia odbiła się od mojej, jeszcze chwila i mnie namierzą. Z chęcią kontynuowałbym dalszą obserwację, lecz ich droga biegnie w innym kierunku niż nasza. A zresztą jedna broń nie może przesądzić o losie wojny, zbyt długo ona trwa, by mogło to być możliwe.
    Użyłem wietrznego kroku i byłem już z powrotem. Idealnie w porę, by dostać kopniaka od Kiry. Ma dziewczyna parę w tych pięknych nogach, nie ma co. Gdyby nie moje wzmocnienie ciała miałbym połamane żebra i inne kości.
— Spróbuj zrobić to jeszcze raz, a z naszej umowy nici. Wtedy zabije cię przy pierwszej, lepszej okazji. — Jej oczy pełne były gniewu i pogardy. Kurcze, a myślałem, że awansowałem z wroga na tolerowanego. Nie ważne czy to ludzka dziewczyna, czy z innej rasy i tak żadnej z nich nie potrafię i nie będę potrafił zrozumieć. Czym musiała kierować się Bogini, by stworzyć taką płeć? To poza moim pojmowaniem.
— Dobra, dobra. Zrozumiałem, ale to było jedyne wyjście. Raczej wątpię, bym mógł cię powstrzymać tylko słowami — odpowiedziałem, masując obolałe miejsce. Niebo powoli zaczęło się przejaśniać, a dawny chłód południa został rozwiany przez przebijające promienie słońca.
— Phi! Nie traktuj mnie, jak zwierzę, owłosiona małpo. Jestem doskonalszą formą życia czy to od ciebie, czy od każdej istoty w tym świecie. — Odwróciła się plecami do mnie i ruszyła głębiej w las.
— Doskonalszą? Chyba w głupocie i nadmiernych emocjach.
Usłyszałem tylko dźwięk wbitego noża tuż przede mną.
— Nie zapominaj, że mam baardzo dobry słuch. — Podeszła do drzewa i wyszarpnęła z uśmiechem, rzuconą przed chwilą broń. Ach kobiety, kobiety. Są największą zagadką na wszelkim możliwym świecie. Mam przeczucie, że nie istnieje żaden klucz, czy rozwiązanie do niej, ale tego wolałem już nie mówić na głos. Przy śpiewnych trelach ptaków i delikatnej orkiestry, jaką jest przyroda, udałem się za swoją towarzyszką, w duchu modląc, by Kira przechodziła ze skrajności w skrajność. Było to znacznie bezpieczniejsze niż stany pośrednie. Znacznie bezpieczniejsze...

2 komentarze

 
  • Almach99

    Almach99 · 27 marca

    Ma Kira pazurki ... To opowiadanie ma potencjal

  • emeryt

    emeryt · 27 marca · 202091556

    @krajew34. zaskoczyłeś mnie tym odcinkiem. Napisany świetnie. Poza tym miałem przyjemność poza porannymi wiadomościami ze świata nacieszyć się tym wspaniałym odcinkiem. Przesyłam gorące pozdrowienia w tym mrożnym poranku.