Mur Zdrajca Ludzkości – Rozdział 17

Gwar miasta cichł wraz z kolejnymi krokami. Pogoda sprzyjała, słońce delikatnie ogrzewało plecy, a drzewa szumiały swoją pieśń podczas kolejnych powiewów wiatru. Obok mnie szli dwaj chłopcy, trzymając mnie za ręcę, widziałem strach w ich oczach. Miejsce dokąd się udawaliśmy, było częstym tematem plotek. Czarnoksiężnik, sługa zła, demony, pomioty, bestie, potwory. To tylko niektóre słowa, towarzyszące opisowi mrocznego gaju i jego opiekunowi. Przynajmniej tyle wiedziałem, nim niewidzialna ściana odgrodziła myśli.
— Tato — zwrócił się do mnie młodszy o miedzianych włosach. — Musimy tam iść?
Z ledwością powstrzymywałem uśmiech na twarzy, jednak nie wiedziałem dlaczego. Umysł pozostawał zamknięty, pustka w środku, żadnych przemyśleń.
— Nie bądź mazgaj. — Starszy próbował udawać odważnego, co pomijając lekkie drżenie głosu, wychodziło mu nawet nieźle. — Ojcze, dlaczego prowadzisz nas do tego czarnoksiężnika? Potrzebujesz zemsty na kimś?
— Nie rozśmieszajcie mnie, chłopcy — odparłem wesoło. — Acair nie jest czarnoksiężnikiem ani magiem praktykującym zło, to druid, opiekun natury. Ludzie zawsze lubią gadać, a to, czego nie zrozumieją, owijają w dodatkowe, ubarwione słowa, które bardzo często nie oznaczają w ogóle rzeczywistości.
— No dobrze, ojcze, ale po co nam druid? — Chłopak odziedziczył po mnie wszelkie cechy. Hardość, arogancje, butę. Annie nie bardzo się to podobało.
— Jesteście kluczem do przyszłości, a Acair zadba o pewien skarb, który będzie nosić.
— Czy to złoto? Albo piękne kamienie? — Wtrącił się młodszy z błyskiem oku. Za dużo przesiadywał ze starymi ludźmi i ich opowieściami.
— Znacznie cenniejszy, niż mogłoby się wam wydawać. — Dłonią przejechałem po jego włosach. — A teraz bądźcie grzeczni, wchodzimy do domu druida.
     Weszliśmy w głąb wielkiego drzewa, pełnego przeróżnych ścieżek z gałęzi i pnia, słońce prześwitywało z góry, tworząc jaśniejące plamy w tym półmroku, a aromat ziół i innych roślin nadawał wszystkiemu podwójnego klimatu. W oddali świergotały ptaki i przemykały małe, leśne stworzenia.
— Poczekajcie tutaj, usiądźcie sobie na ławce. — Wskazałem na wystający ze ściany podłużny, poziomy kawał drewna. — Muszę najpierw porozmawiać ze swoim przyjacielem.
     Chłopcy pokiwali w odpowiedzi głową i wypełnili moje polecenie. Sam udałem się w głębi dziwnego domostwa, pełnego absurdalnych mebli oraz wyposażenia. Gdyby nie ciepłe promienie z zewnątrz panowałby tu nieznośny chłód, Acair nie uznawał ognia, tolerował go tylko i wyłącznie w pracowni. Synom nie bardzo pasowała ta temperatura, ja czułem się, jak w domu.
— Acairze! — zawołałem donośnym głosem, roznoszonym z prędkością błyskawiczną przez papugujące echo.
— Czego tak krzyczysz, Silverze. — Z nieznanych mi gąszczy wyszedł mój przyjaciel, chciałbym powiedzieć, że stary, jednak znam go zaledwie od paru lat, jednak to wystarczyło, bym mógł go uznać za bratnią duszę. — Natura uwielbia ciszę, rutynę, nie znosi krzykaczy.
— Gdybyś był tak łaskaw, wymyślić jakąś metodę wezwania cię, nie musiałbym wysilać gardła. — Uśmiechnąłem się na jego widok. Długa, siwa broda nadawała mu powagi i mądrości, brudne, potargane ubranie oraz długi kostur czyniło z niego niebezpiecznego włóczęgę, a groźne spojrzenie spod krzaczastych brwi napawało każdego grozą. Wystarczył jeden rzut oka na druida, by zaczęły się plotki.
— Tyle razy mówiłem ci, że wystarczy twa obecność, bym przybył, jak tylko znajdę czas. Las już od chwili waszego przybycia poinformował mnie, gdzie jesteście. No, ale cóż... Prędzej Ent przyspieszy, niż ty to pojmiesz. — Spojrzał na mnie, jednocześnie przesuwając dłonią po obszernym zaroście. — Dziki wilk stał się tak bardzo ludzki, gdybym usłyszał to nawet od kwiatów, nie uwierzyłbym. Piękniś w czystym ubraniu. Ponoć zostałeś dowódcą straży miasta, nie obawiasz się zdemaskowania? Szczególnie po ostatnich wydarzeniach?
— Parada wisielców na rynku tylko przyspieszyła decyzję. — Podszedłem do niego i skierowałem wzrok w górę. — Mam nadzieję, że przygotowałeś to, o co prosiłem.
— Przedmiot zrobiony i ukryty, gdy nadejdzie odpowiedni czas, aktywuje swój lokalizator, przekazując informacje danemu twojemu potomkowi. Jesteś pewien, że nie chcesz dać to swoim dzieciom?
— Święte Drzewo jasno powiedziało mi, że minie bardzo spory okres czasu, nim nadejdzie odpowiednia osoba. Już ich uśpiłeś? — spytałem, podchodząc do śpiących braci.
— Lepiej dla nich, by nie słyszeli tej rozmowy. Zresztą, by wykonać obiecaną drugą rzecz, muszą być w tym stanie. Jesteś pewien swej decyzji? — Oparł stare ciało na mocnej lasce.
— Kiedy wpadłem na ten pomysł, chciałem tylko zapisać historię moją i Anny. Ot ciekawostka dla zainteresowanych. Jednak po wizycie przy Świętym Drzewie i tego, czego się od niego dowiedziałem, a o czym nikomu nie mogę powiedzieć, stwierdziłem, że poszerzę pierwotny zamysł. Pojawienie się podobnych mutantów do mnie i to jako wspólnoty, mieszkającej w jednej wiosce, późniejsza ich eksterminacja przez ludzi oraz publiczna egzekucja niedobitków na rynku tylko podsyciło nieznane pragnienie. A co jeśli pojawią się podobni za kilkaset albo kilka tysięcy lat później? Nienawiść ludzka doprowadza do wielkich tragedii, wiele rzeczy można się po nich spodziewać. Co, jeśli jednym z katów będzie ktoś z mojej krwi? Jeśli istnieje życie po śmierci, nie darowałbym sobie, widząc nienawiść krewniaka do bestioczłeka.
— Wiesz, że jeśli zobaczy to fanatyczna dusza, jej szaleństwo wzrośnie podwójnie? Dowiadując się, że zabijając potwory, zabijał dalekich krewnych? Zło, które tępił, było w nim? Nie uważasz, że chcesz wyświadczyć wilczą przysługę?
— Wierz mi, przesłanie dotrze do odpowiedniej osoby. — Uśmiechnąłem się. Co miałem na myśli? Nie wiedziałem, myśli w tym śnie były całkowicie zakryte.
— Skoro tak twierdzisz... Ale wiesz, że zaklęcie pozbawi cię długiego życia? Przeżyjesz tyle, ile przeciętny człowiek.
Oczekiwał jasnej odpowiedzi i taką mu dałem.
— Skończ już pleść i zaczynaj. Pożyje tyle, ile potrzeba. Nie więcej, nie mniej. Ważne, by historia w prawdzie zapisana dotarła w odpowiednie miejsce. Niech potomek wie, że należy do klanu Wilków.
— Chciałeś powiedzieć do klanu króla Wilków.
— On już będzie wiedział, o czym mówię. — Odszedł na bok, pozwalając druidowi działać. — Prawda, Shadow?
     Ostatnie słowa wzbudziły u mnie zdziwienie i niemalże strach. Niczym z procy wypadłem z jego głowy i zostałem wyrzucony w mrok. Nim doszedłem do siebie, usłyszałem dźwięki łańcuchów i uderzeń kilofów. Gdzie na miłość Bogini, tym razem skierował mnie los?

krajew34

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy i przygodowe, użył 1188 słów i 7034 znaków. Tagi: #fantastyka #fantasy #magia #sen #przeszłość #Mur

4 komentarze

 
  • Almach99

    Czy to oznscza, ze Shadow jest potomkiem krola wilkow? Dlatego te sny o byciu w ciele wilka?

  • krajew34

    @Almach99może  może

  • emeryt

    @krajew34, chyba tym razem sięgasz po fantazy z górnej półki. Dzięki za  ten odcinek. Żeby go zrozumieć, trzeba go przeczytać <od deski do deski>. Przesyłam najserdeczniejsze pozdrowienia.

  • krajew34

    @emeryt raz na jakiś czas musi powstać taki odcinek. :) Dzięki za wpadnięcie.

  • MM

    Inaczej sobie wyobrażałem ten wątek.  :) W trakcie czytania tego odcinka wiedziałem już, gdzie to zmierza. :D

  • krajew34

    @MM miałem  kilka pomysłów  na to, ale zbyt wiele wątków  to możliwość  pogubienia się, stąd  musiałem  to rozwiązać  w taki sposób.  :) dzięki  Za wizytę

  • shakadap

    Brawo! Twoja wyobraźnia Autorze jest niesamowita!  
    Gratuluję.  
    Pozdrawiam i powodzenia!

  • krajew34

    @shakadap dzięki  Za wizytę