Mur-Rozdział 13

Ciemność spowijała każdy zakamarek mego ciała. Żaden ze zmysłów nie reagował, nawet nie wiedziałem, czy nadal jestem sobą, czy tylko nikłym promyczkiem energii. Więc tak wygląda śmierć, nie ma niczego, tylko pustka. I tak jest to lepsze od tortur w piekle, na które zasłużyłem całym swym życiem. Mam tylko nadzieję, że Kira przeżyła, polubiłem tę upartą i nieufną kocicę. Niczym nie zawiniła, by kończyć tak, jak ja. Z drugiej strony ile niewinnym istnień zobaczyło kres drogi, tylko dlatego, że znaleźli się w nieodpowiednim miejscu i czasie. Naprawdę nigdy nie pojmę myślenia Bogini.
— Skończyłeś użalać się nad sobą? — odezwał się nieprzyjemny głos. — Rzygać mi się chcę, gdy ciebie słucham. Wielki wojownik, a zachowuje się, niczym dziewczynka.
— Niczego ode mnie nie dostaniesz diable, więc zacznij te swoje gierki. Jestem przyszykowane na to. — rzuciłem butnie, choć jeszcze chwile temu zaprzeczałem, jakobym znajdował się w piekle.
— No patrzcie jaki odważny, a jednocześnie głupi. Myślisz, że największy z demonów, weteran wszelkiej czarnej roboty wymyśliłby ci taką nudną karę? To w świetle kryją się najgorsze z najgorszych, ciemność to łaska. Widząc ją, oczekujesz zagrożenia.
     Nagle zapalona żarówka rozwiała mrok, a do mych uszu doleciał dźwięk muzyki klasycznej. Znajdowałem się w jakimś pomieszczeniu z obrazami przewijającym się pod moimi nogami.
— W grocie króla gór, cóż za piękna melodia... Pochodzi z zamierzchłych czasów, jeszcze zanim ludzie zaczęli bawić się w bogów i zmieniać plus w minus, a minus w plus. Nadal chcę mi się śmiać, gdy o tym wspomnę. — Na gustownym, drewnianym krześle siedział ktoś idealnie do mnie podobny. Odziany był w biały garnitur i czerwony krawat, na głowie jawił się duży cylinder tej samej barwy. Nie mogłem wykrztusić ani jednego słowa, cała ta sytuacja dezorientowała mnie.
— Zrobiłeś się bardzo cichy, a jeszcze chwile temu próbowałeś zgrywać chojraka. Typowo ludzkie. Ach gdzież moje maniery, dżentelmen nim zacznie rozmowę, powinien się przedstawić. Jestem Ego, twoja „druga” strona, do usług. — Podniósł prawą dłoń do serca i skinął lekko głową. Chyba szaleństwo zaczęło mnie pochłaniać. Siedzę w nieznanym miejscu, rozmawiam sam ze sobą, a w tle odtwarzana jest jakaś muzyka. Nie jest to wytwór zdrowego umysłu.
— Nie oszalałeś Shadow, no przynajmniej nie całkiem. Jeśli spojrzysz pod stopy, zobaczysz urywki ze swojego życia. Zanim zaczniesz głupio składać fakty, uprzedzę cię. Ciebie tu niema, fizycznie rzecz biorąc.
Nic nie rozumiałem, a ostatnio zdarza mi się to dość często.
— Eh te ludzkie mikro umysły. Nie wiem, jaki miała cel pani niebios, by stworzyć takich kretynów. Naprawdę nie wiem. — Podniósł ze stołu złoconą filiżankę i podniósł do ust. — Zacznijmy wersje dla ubogich, co ostatnie pamiętasz? No szybciutko, mam ciekawsze rzeczy do roboty.
— Kule dziurawiące ciało i uczucie spadania. — Nie miałem ochoty na dialog z tym dziwnym obcym, jednak wolałem go nie irytować. Kto wie kim lub czym jest.
— Brawo! Skoro pierwsze kroki mamy ze sobą, to możemy puścić cię w świat. Taki mały żarcik. Aktualnie znajdujemy się w zawieszeniu, mówię „my”, bo niestety, póki nie umrzesz, jestem skazany na twoje towarzystwo. Skoro tyle wiesz, to kombinuj. — rzucił kpiąco, stawiając delikatne naczynie na blat.
— Czyli żyje?
— Geniusz! Szybko dajcie nagrodę Krobla! — Całe pomieszczenie zalały oklaski, a w górę poleciały konfetti. — Tak, żyjesz. Tyle wiem, ale twój stan jest ciężki. Inaczej mógłbym widzieć wszystko, co dzieje się wokół ciebie, a nie, przepraszam, ciała.
— Więc gdzie jesteśmy?
— A cy dziecko potrafi mówic cos opróc pytań? — Jego postać zmieniła się w malucha i zaczął seplenić. — Gdybym ci narysował serce, zrozumiałbyś symbolikę? I nie chodzi mi tu o organ. — Powrócił do normalnej postaci i znów siedział w tym samym miejscu.
— To jest moje serce? — Jakoś nie potrafiłem zdobyć się na dłuższą wypowiedź.
— Serce, dusza, energia, osobiste miejsce, ego, et cetera, et cetera. Nazywaj to sobie, jak chcesz.
— Niemożliwe, przecież czuje swoje ciało. — Dopiero teraz uświadomiłem sobie, że jestem ubrany tak samo, jak on.
— A co myślałeś, że będziesz duchem? To twoja własna projekcja, tak siebie wyobraziłeś. Co do garnituru... To moja zasługa, ostatnimi czasami zdobyłem dość dużo mocy od ciebie. Dzięki — powiedział, kiwając w moją stronę filiżankom.
— Mocy? Kim ty jesteś?
— Eh. — Dłonią w rękawiczce złapał się za czoło. — Przecież ci powiedziałem, jestem Ego. Choć możesz mnie nazywać demonem duszy. Może tak łatwiej zrozumiesz.
Momentalnie jego głos stał się dla mnie znajomy, pierwszy raz usłyszałem go po zabiciu tych Inkwizytorów, wtedy sądziłem, że to Dante użył jakiegoś zaklęcia.
— Widzę, że coś tam świta... Tak to ja, udawałem twojego kolegę. — Jego twarz zmieniła się w Inferno, a następnie znowu wróciła do poprzedniej formy. — Parę słów wyjaśnienia, my demony duszy nie pojawiamy się w każdym od urodzenia. Fajnie byłoby, ale nie. Przyzywa nas nagromadzona zła energia w duszy. No wiesz, bardzo złe uczynki, wyrzuty sumienia, depresja i tak dalej i tak dalej. Gdy już zadomowimy się w jakieś, zaczynamy obserwowanie. W zależności od ilości zgromadzonego mroku, tyle przyswoimy sobie mocy. Tak, jak widzisz, ja aktualnie mogę tylko bawić się tym miejscem. Jak się domyślasz im większa nasza potęga, tym bardziej oddziałujemy na "nosiciela". Końcowym stadium jest przejęcie całej duszy i pożarcie jej. Ale spokojnie, nie znaczy to, że bach! Nagle znikacie, tylko po prostu stracicie całą energię, którą moglibyście przeznaczyć na próbę oporu przeciwko szatanowi. My małe demonki nie umywamy się do jego potęgi i kunsztu pracy. Najemy się i szukamy kolejnej ofiary, tak właśnie wygląda nasze koło.
Uświadomiłem sobie, że znalazłem się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Przecież moja dusza znajduje się tuż koło niego.
— Możesz rozluźnić pośladki. Nic ci nie zrobię, aha i jeszcze jedno. Słyszę wszelkie twe myśli. — Uśmiechnął się nieprzyjemnie. — Twoja mikro duszyczka jest bezpieczna, aktualnie jesteś tylko wizją astralną. Marną przekąską, niegodną mego apetytu.
Cała ta sytuacja wzmocniła me przekonanie o chorobie umysłu, jak inaczej to wytłumaczyć?
— Tak, tak zaraz go wypuszczę. Niech się pani niebieska tak nie gniewa, złość urodzie szkodzi. Tak, tak, już się przymykam. No przecież przeprosiłem... Oczywiście, zaraz to zrobię. — Spoglądał w górę, ignorując mnie. — Przepraszam za me nietaktowne zachowanie, Shadow, ale wiesz, z górą nigdy nie ma żartów. Niby mamy odpowiednie pakty, ale ci niebiescy są zbyt sztywni, jeśli o to chodzi. No dobra, nie przedłużajmy, jeszcze cenie swoje włochate pośladki, by próbować wojować z Niebem. Pora na ciebie, widocznie znowu obudzisz się w tym brutalnym, pełnym niesprawiedliwości i egoizmu świecie, nic tylko pozazdrościć.
— Nie rozumiem.
— I pewnie nadal nie będziesz.
Poczułem, że znikam.
— Żegnaj mój kochany obiadku — Skłonił się w pas, zdejmując z rozmachem cylinder. — A i jeszcze na koniec. Uważaj na siebie, jeśli przekroczysz granicę, pożrę cię bez wahania. — Jego oczy zalśniły czerwienią, a na ustach pojawił się mroczny uśmiech. Ten obraz towarzyszył mi, póki ciemność nie zalała mojego umysłu...

286 czyt.
100%52
krajew34

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy i przygodowe, użył 1309 słów i 7732 znaków

Komentarze (2)

 
  • Almach99

    Almach99 14 kwi 1:32

    To ja tu sie spodziewam sceny jak to Kira wbrew sobie ratuje Shadow, a tu mamy scene rozmowy z demonem wyobrazni...

  • emeryt

    emeryt 14 kwi 1:32 ip:8979110

    @krajew, dziękuję Tobie za ten kolejny odcinek. Chyba chcesz zmienić mentalne cechy twojego bohatera. Daj spokój, taka akcja i to  tydzień przed Świętami. Jeszcze raz dziękuję i przesyłam pozdrowienia.