Mur Zdrajca Ludzkości – Rozdział 22

Gorąca woda koiła zmęczone ciało, lecz jednocześnie drażniła jeszcze nie w pełni zagojoną ranę. Zrelaksowany oparłem się o brzeg basenu, spoglądając dookoła. Biały marmur i lśniące złoto nadawały przestronnej łaźni przepychu i bogactwa. Niemal czułem ukłucie zazdrości w sercu, mając w domu do dyspozycji tylko wielką, drewnianą balię, do której sam musiałem przynieść wody. Przy kłębach pary rozmyślałem nad aktualną sytuacją.
     Kąpałem się w nieznanym miejscu, zupełnie nagi i bezbronny... Moi dawni instruktorzy ze szkolenia specjalnego zapewne nie mieliby tęgich min, widząc taki brak ostrożności. Ja jednak aktualnie zniósłbym wszystko, co przyniesie los, byleby kojący pobyt w tej przezroczystej cieczy trwał, jak najdłużej.
— Istoty ludzkie przywiązują zbytnią uwagę do dbania o higienę. Chyba nie pomyliłam słowa? Higiena, toaleta, czystość... Wszystko brzmią dla mnie tak samo. — Na długim, niskim, aczkolwiek wykładanym purpurowym suknem leżała Ortis. Odziana w szkarłatną tunikę, podkreślającą czysto kobiecy wdzięk, bez żadnych owadzich dodatków. — Macie tyle zbędnych słów... — Ze złoconej misy podjęła pojedyncze grono, a jej spojrzenie przewiercało na wylot i jednocześnie hipnotyzowało błyskiem kamieni szlachetnych.
— Wasza wysokość raczej nie przybyła odwiedzić mnie w charakterze dyplomatycznym? Mohembe raczej nie odpuściłby takiej zniewagi. — Nie zamierzałem się zakrywać niczym wstydliwa panienka. I tak byłem zupełnie na jej łasce.
— Ten barbarzyńca, mający się za sprytnego kupca? — Tylko głupiec nie dostrzegłby tutaj ironii. — Ma twardszą skórę, niż wygląda. Moja obecność spowodowana jest raczej ciekawością. Chciałam sprawdzić, czy ludzcy mężczyźni różnią się od trutni. Lekko się zawiodłam, mówiąc szczerze. — Zmysłowe usta wykrzywiły się w pogardliwym uśmiechu. — Ciała moich niewolników posiadają ogromną przewagę nad wami. Dobrze wiedzieć, że te śmiecie są wyżej w hierarchii niż błoto i odchody.
— Skąd wiec ta fascynacja człowiekiem? To wnętrze... — Wskazałem na otoczenie. — Jest identyczne, jak nasze łaźnie, nie wspominając o twoim stroju, czy też wyglądzie ciała.
— To? Wybudowałam według znalezionych ksiąg przy znalezionym szkielecie. — Przywołała niewolnika z pucharem pełnym wina. — Brzmiały sensownie, choć przy budowie zginęło parę robotnic. Marna strata w porównaniu do zysku. Jesteście idiotycznymi istotami, ale macie kilka dobrych pomysłów i przede wszystkim ciało idealne do każdych warunków. Niestety słyniecie z przesady we wszystkim... No dobrze. Pora wracać. Sprawdziłam to, co miałam sprawdzić. — Powoli wstała z wygodnego mebla. — Właściwie przyszłam ci dać jedną rzecz do myślenia, nim siądziemy do rokowań. Czy jesteś w stanie postawić dobro swojej wioski ponad inne? Czy nadal sądzisz, że zbudujesz coś bez niszczenia czegokolwiek? — Utworzyła jednym ruchem dłoni portal i nie odwracając się, opuściła teren łaźni.
     „Dobro własnej wioski ponad inne”, to zdanie pozostało na chwile w mej głowie, odsuwając przyjemne doznania z kąpieli. Czy byłem w stanie poświecić innych dla swoich ludzi? Skazać kogoś na cierpienia? Pierwsza, a jednocześnie najbardziej chłodna myśl odpowiedziała twierdząco. Nie liczyło się nic, oprócz mej wioski. Później jednak nadeszła refleksja. "Czy aby na pewno tak bym uczynił?". Zanurzyłem się głębiej, lecz woda nie zmyła tej kującej myśli. Mogłem zabić każdego na mojej drodze, zmiażdżyć nadętego wroga, posiekać żołnierza, ale nie podniósłbym ręki na niewinną osobę... Nigdy, będąc przy zdrowych zmysłach. Czym jednak była niewinność? Słodką miną dziecka? Delikatnym dotykiem kobiety? Uczciwą pracą? A może spokojnym życiem? Czyż nie tak wyglądali ci, których w przeszłości spaliłem, wykonując rozkaz? Bezlitosna bestia siedziała we mnie od urodzenia i nie była ani demonem, ani wybrykiem natury. Czy wyrzuty sumienia, zasady oraz wsparcie moich dziewczyn skutecznie skrępuje ją łańcuchami logiki i rozsądku? A może trucizna przez nią sączona dostanie się do serca, po czym zamrozi je, tworząc bezwzględnego, pozbawionego skrupułów przywódcę?
— Skończyłeś się ślinić do tej owadzicy? — Znajomy głos wytrącił mnie z burzy myśli. Spojrzałem w stronę marmurowej kolumny, skąd dochodził.
— Długo już tu siedzisz? — spytałem, nie próbując podejść bliżej.
— Dłużej, niż myślisz. Jesteś odrażający, wpatrując się w nią, jak niedoświadczony młodzik.
— Nie wiem, o czym mówisz. — Nie mogłem zaprzeczyć, że wzrok błądził po ciele królowej, lecz twierdzenie bym ślinił się do niej, było znacznie przesadzoną obserwacją.
— Co teraz zamierzasz? Będziesz się układał z tą jędzą? — Z niewiadomego powodu odpuściła temat.
— Jak sama widzisz, jesteśmy na jej łasce. — Spojrzałem w górę, nawet sufit zdobył przepiękny fresk. Po co, skoro i tak cenią praktyczność ponad wszystko? Widać sprzeczność to dziedzina każdej rozumnej istoty. — Nie sprzedam jej duszy, ale boję się, że będę musiał wybrać mniejsze zło. Tacy, jak ona żądają zbyt wysokie ceny za coś zupełnie małego.
— Czy nie prościej byłoby ją po prostu zabić? Znam twoją przeszłość i wyszkolenie. Z łatwością skonstruowałbyś potrzebny urok.
— Jest stanowczo zbyt inteligentna, a przede wszystkim potężna. Zobacz, jak szybko tworzy portal. Nawet dla najlepszych magów, specjalizujących się w zaklęciach lokacji, stworzenie przejścia z punktu A do punktu B zajmuje wiele miesięcy. To magia zupełnie przeciwna do naszej natury żywiołów wymaga odpowiedniej ilości run, w większości przeze mnie nieznanych oraz specjalnego kamienia. Nie wspominając o tym, że jest potrzebny obraz, gdzie powstanie wyjście. I to trzeba wyciągnąć magią.... Jak sądzisz, na jakim poziomie może być ta, która tworzy zaawansowane uroki w kilka sekund? Posiada również liczną armię... Tu nie wystarczy proste rozwiązanie. — Ludzie to jednak proste istoty, mogą się rozwijać, modernizować, a i tak ich decyzje krążą wokół prostych rozwiązań. Jeśli nie potrafisz kogoś przekonać, a stoi ci na drodze zabij go. Ot cała filozofia. Gorzej, jak ten ktoś był na tyle potężny, by nie dać się uśmiercić.
— Tak czy siak to twoja sprawa — zabrzmiała obojętnie. — Nie interesuje mnie los barbarzyńców, jednak jeśli ja mam przetrwać, pomogę ci, jak tylko będę mogła. A teraz wychodź, bo i na mnie już czas.
— Ja jeszcze posiedzę... Woda jest zbyt ciepła i przyjemna, by tak szybko wychodzić.
— Chyba nie sądzisz, że wyjdę pierwsza, byś się mógł nagapić? — Sarkazm niemal przebijał kolumnę, za którą była ukryta. — Albo zrobisz to pierwszy, albo te dwie furiatki dowiedzą się, że pożerałeś wroga wzrokiem.
Przed oczyma mignął mi obraz wściekłej Kiry z ognistymi włosami, których barwa stawała się bardziej płomienna, gdy jej gniew osiągnął pewien poziom oraz królowej lodu Frei, ostrzącą swoją włócznię, spoglądającą z pogardą na mnie. Z ich zazdrością nie mogłem się mierzyć, nie mówiąc już o obronie. Uderzyć ukochaną osobę? Już wolałem zminimalizować rany oraz zniszczenia. Ach nie myślałem, że zatęsknię za głośną pogadanką matki.... Na szczęście ich gniew nie trwał długo.
— Niech ci będzie... Ale żeby szlachcianka używała szantażu? — Wyszedłem na ogrzewany kamień i ruszyłem w stronę zawieszonego białego ręcznika.
— Co zrobisz.... za dużo czasu spędzam z dzikusami. — Usłyszałem jej odpowiedź, gdy już byłem przy wyjściu. Uśmiechnąłem się dyskretnie, przynajmniej normalnie ze mną rozmawiała, skoro używała takich gierek. Poczłapałem w kierunku przebieralni, miałem nadzieję, że jedzenie też będzie ludzkie i Mohembe nie zjadł już wszystkiego.

2 komentarze

 
  • emeryt

    @krajew34, nie zawracaj nam głów  brakiem weny. brak czasu, lenistwo. Inne ważne sprawy - tak. Ale nie brak weny. Przy tylu napisanych opowiadaniach i to w świetnej formie? Ja przynajmniej w dalszym ciągu czekam  na powiązanie tych odcinków w jedną sensowną całość jako dalszy ciąg.

  • krajew34

    @emeryt ściana  w głowie  to najgorsza rzecz. Pisać zdanie dziennie to mordega, ale udało  się

  • krajew34

    Witajcie po przerwie, niestety tyle  mi zajęło  pisanie tego rozdziału. Wena była  bardzo kapryśna w tym wypadku. Mimo to liczę,  że  się  spodoba. Pozdrawiam.

  • emeryt

    @krajew34 , możesz uwierzyć że odcinek spodobał się.