Mur Zdrajca Ludzkości – Rozdział 37

Śniłem, że byłem ptakiem, szybowałem po nieboskłonie, czułem promienie słońca delikatnie grzejące moje ciało. Tam w dole majaczyły drobne, niewidoczne plamki budynków, lasów i pól. Cóż za rozkosz płynęła z nieskrępowanej wolności pływania w błękitnym oceanie, nawet wiatr, zawsze wiejący prosto w oczy, sprzyjał lotowi, otaczając przyjemnym chłodem i dodając prędkości. Nic nie stało na mej drodze, wreszcie usłyszałem jakby krzyk orła.
Spojrzałem w bok i ujrzałem wielkiego ptaka. Przewyższał mnie kilkukrotnie, brązowe-białe pióra błyszczały przy każdym ruchu skrzydeł. Złoty dziób, przenikliwe ślepia i ten układ na głowie, przypominający koronę. Skrzydlaty towarzysz na pewno nie był zwyczajnym zwierzęciem. Skierował na mnie swój wzrok i głośno zaskrzeczał, jakby chciał coś powiedzieć.
Momentalnie wróciłem do swojego ciała, otworzyłem oczy, po czym ujrzałem znajomy sufit. Przynajmniej tak myślałem, wnioskując z tego, co mogłem zobaczyć, będąc w tej pozycji. Chciałem wstać, lecz ciało ani myślało słuchać rozkazów pana.
— Leż, wodzu. I tak nie możesz zrobić nic innego.
Znajomy głos, który doprowadzał do irytacji i nieprzyjemnego uczucia w żołądku. Tak, to zdecydowanie był Silva.
— Raczej marne wytłumaczenie dla kogoś, kto doświadczył opętania i niemal skończył po drugiej stronie... — Freja jak zwykle nie kryła wrogości wobec szamana.
— A tobie wilcza wiedźmo chyba mówiłem, byś została obok niego. Sama nie jesteś w lepszym stanie...
— Co się dzieje? — wychrypiałem. Gardło miałem tak suche, jakby ktoś wysypał je piaskiem.
— W wiosce, Shadow. — Poczułem chłodną ciecz, wlewaną przez usta. Nie przeszkadzało mi, że większość wylewała się na mój tors. — Kordelia zdążyła mi wyjaśnić, co wam się przydarzyło. Właśnie pomaga w goszczeniu nosorożców. Na razie postawiliśmy parę prymitywnych namiotów, lecz jeśli to dłużej potrwa, nasze zapasy jedzenia skurczą się i nic nie pozostanie na zime. A według sygnałów od duchów, ma być sroga i zimna.
— Macie niezbadaną ilość energii... Minęło zaledwie kilka godzin, od kiedy przybyliśmy, a już zdążyliście zrobić tak wiele... — Spróbowałem poruszyć dłońmi, jednak bez skutku.
Silva z Freją spojrzeli zdziwieni na siebie.
— Wodzu, możesz w to nie uwierzyć, jednak to już ponad tydzień, od kiedy wparowałeś do wioski...
— Chciałbym myśleć inaczej... Jednak patrząc na wasze zachowanie... To musi być prawda. — Westchnąłem głośno. — Co z Kirą też pomaga?
— Jeśli chodzi o nią... — zaczął niepewnie szaman, próbując uciec przede mną wzrokiem.
— Porozmawiamy o niej później — ucięła srebrnowłosa. — Jak się czujesz? Czy odczuwasz bóle głowy? Może myśli masz poplątane, chaotyczne? Potrafisz wyobrazić sobie skomplikowaną scenę, czy też przypomnieć jakieś dalekie wspomnienie?
— Wilczyco, gdyby nie był w dobrym stanie, to nie spoglądałby na nas jak na idiotów, próbując jednocześnie zrozumieć, dlaczego traktujemy go niczym dziecko. — Podszedł do mnie i dotknął rąk, brzucha oraz nóg. — Energia wydaje się płynąć... Nie zauważam zmian w duszy... Zapewne dojdziesz do siebie w przeciągu kilku dni, jeśli oczywiście będziesz przestrzegać kuracji ziołowej.
Skrzywiłem się na myśl o paskudnych naparach i śmierdzących maściach oraz innych specyfików Silvy. Wolałbym obkładanie ciała chlebem z pajęczyną albo dziwne czary-mary uzdrowicieli niż takie leczenie.
— Czy w swym szale zabiłem kogoś z naszych? Albo co gorsza, bestioczłeka z innego plemienia? — Konsekwencje politycznego takiego czynu mogłyby doprowadzić nas do wojny, na którą w aktualnym momencie nie mogliśmy sobie pozwolić.
— Według naszych poszukiwań, znaleźliśmy tylko ciała członków watah. Wprawdzie mogłeś rozszarpać kogoś na kawałki... No dobra, żartowałem. Już tłumaczę, nie musisz mnie zaraz bić — rzekł, spoglądając z wyrzutem na srebrnowłosą, która zdzieliła go włócznią w głowę. — To, co zaszło... Jest i jednocześnie nie jest twoją sprawką.
— Możesz jaśniej? Może i czuje się w miarę dobrze, nie znaczy to, że mam chęć na zagadki. — Nienawidziłem tak zwanego owijania w bawełnę. Wolałem prawdę, nieważne, jaka by ona nie była.
— Nie pozabijałeś ich własną mocą... Nie istnieje tak łatwa potęga, która żywi się gniewem, a nawet jeśli istnieje, to chyba sam wiesz, w jakiej kategorii należy ją umieścić. Gdyby to stanowiło tak łatwą rzecz, żylibyśmy w o wiele gorszych czasach. Nie rób takiej miny. — Roześmiał się głośno. — To akurat ciebie nie dotyczy. Inaczej większa część tego terenu, włącznie z naszą wioską pozostałaby wymarła... Jak widzisz, mamy się dobrze.
— Skoro nie czort, nie zakazana magia, to co? — Im więcej myślałem i próbowałem zrozumieć to wszystko, tym dotąd nieodczuwalne zawroty głowy zaczęły rosnąć w siłę.
— Duchy, a albo duch.
— Chcesz powiedzieć, że pomogły nam wytwory waszej wyobraźni? Bajeczki, mające wyjaśnić zwykłe zjawiska? — Duchy, duchy. Zaczęło mnie irytować ta ciągła gadanina o legendach. Sam wierzyłem w Boginię, lecz to było przesadą. Tylko niepotrzebnie wpadłem gniew i niemal spadłem z łóżka. Refleks mej żony pozwolił uniknąć spotkania z podłogą.
— Na twoim miejscu wodzu, raczej zważałbym na słowa. Na szczęście raz zadowolone duchy przejawiają mniejsze chęci do karania głupców... Można ci właściwie wybaczyć, wciąż odczuwasz skutki opętania. Tak, tak, wiem. Mam przejść do rzeczy. — Ponownie zbył uśmiechem złowrogi wzrok srebrnowłosej. — Mimo naszej wiary w duchy wciąż nie potrafimy zrozumieć ich postępowania, czy też myślenia.
— Przecież według was istnieje Manitu, który jest dobry. Więc idąc takim tokiem rozumowania, chyba jest łatwo zgadnąć, że chcieli nam pomóc.
—Tak jak wasza Pani ma skrzydlatych pomocników, tak Manitu nie jest tylko jedynym duchem. Istnieją pomniejsze istoty o znacznie mniejszej mocy, jednak na tyle potężnej, by w sposób znaczący wpływać na świat realny. Nie są ani dobre, ani złe. To inna kategoria od złych mocy, czy też wielkiego Manitu. Bardzo impulsywne w swej naturze i nieprzeniknione w działaniach. Domyślam się, że wybrał cię, tylko dlatego, że przy opętaniu nie zamieniłbyś się w kupę kości, czy też nie wybuchnął... Nie obchodziło go, czy przeżyjesz, czy nie. Zapewne miał lub miały dość, niestety nie jestem w stanie odgadnąć dosłownej liczby, watah. Mieszkańcy byli niczym pyłki kurzu ani nie do zabicia, ani nie do uratowania. Łatwo obrazić duchy, kopiąc w drzewo, w którym śpią, bądź zachowywać się zbyt głośno w miejscu, gdzie odpoczywają. To, jak to wy ludzie mówicie, loteria i duża doza szczęścia, bądź pecha. Przynajmniej tak myślę. Nie postawiliśmy żadnej świątyni, nie obchodzimy uroczystości ku ich czci, wielbiąc tylko i wyłącznie Manitu, więc to jedyna odpowiedź. — Zaciągnął się głośno fajką i wydmuchał obfity obłok dymu. — Do twoich licznych mniej lub bardziej podziwianych przydomków można teraz dodać medium. A żywe medium to zupełna rzadkość przy tak silnym opętaniu. Nie da się ot tak stać wiatrem i siec wszystkich wrogów przez tak długi okres, nie odczuwając żadnych skutków ubocznych. Masz albo szczęście głupca, wodzu, albo twoje niebiosa czuwają nad tobą. Na mnie już pora... Skoro już odzyskałeś przytomność, a Freja przestanie mnie nękać, mogę wrócić do leczenia innych. — Opuścił dom, zamykając za sobą drzwi. Pozostała po nim cisza, jakby srebrnowłosa chciała, o czymś powiedzieć, lecz nie potrafiła wykrztusić słowa.
— Kira nie żyje, prawda?
Tylko ta sprawa mogła jej tak bardzo ciążyć.
— Nie, nie to nie tak... Tylko... — Zaczęła chodzić z kąta w kąt. — Po prostu przysłała z powrotem Aresa i sama, gdzieś powędrowała... — Usiadła na łóżku, jednocześnie zwieszając głowę. Przypominała trochę dziecko, przyłapane na niecnym czynie, zupełnie zawstydzone, niepewne swoich słów.
— Musiała być to ważna sprawa, skoro zdecydowała się na coś takiego. — Z trudem udało mi się chwycić ją za ramię i mocno przycisnąć do swojej piersi. — Próbując powstrzymać, czy też okiełzać Kirę, raczej nie liczyłbym na sukces. Potrafi o siebie zadbać i wierze, nie ja wiem, że nic jej nie jest. Gdy bredziłem w gorączce, słyszałem kilka zdań... Domyślam się, jak wiele musiałaś przejść i naprawdę serce mi krwawi, gdy pomyśle, co za brzemię, zostało na ciebie nałożone. Wywiązałaś się z tego zadania, też pora, byś to ty odpoczęła. Wioska jest w dob... — Spojrzałem na nią, lecz piękne oczy były już zamknięte. Słodko spała, jakby przez ostatnie czasy przeżyła niejedną niespokojną noc. I zapewne tak było. Nie mogąc zmienić pozycji, nie dość, że siły na to nie pozwalały to jeszcze obudziłbym ją, ja również zasnąłem na siedząco. Przyszłość przypominała pustą kartkę, byłem pewny, że za niedługo zapełnią ją nasze porażki oraz zwycięstwa, a narysowana kręta droga zaskoczy poplątaniem wielu różnych ścieżek. Z niektórymi połączy się, jeszcze inne zakończy. Jednak na to przyjdzie czas i miejsce.  

Koniec części I.

krajew34

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy i przygodowe, użył 1670 słów i 9516 znaków. Tagi: #fantastyka #fantasy #magia #przygodowe

3 komentarze

 
  • Almach99

    Shadow - Medium. Niezle.

  • shakadap

    Brawo.
    Świetnie napisane, fantastycznie opisujesz wydarzenia, uczucia, odczucia, cały świat.  
    Mam nadzieję na szybką kontynuację.  
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • krajew34

    @shakadap dzięki za wizytę i komentarz

  • emeryt

    @krajew34, dziękuję Tobie za ten wspaniały odcinek. Sporo wyjasnia, jak również  gmatwa i tak poplątane ścieżki głównego bohatera. Mam tylko nadzieję że chęci i czas pozwolą Tobie na kontynuowanie w dalszyn ciągu tej wspaniałej powieści. Serdecznie pozdrawiam, życząc Tobie dużo zdrowia i wspaniałych pomysłów.Niech wszystkie dobre duchy będą ciągle przy Tobie.

  • krajew34

    @emeryt dzięki za wpadniecie

  • emeryt

    @krajew34 , mam małe pytanko: ktedy  Shadows dowie się że ma zostać tatusiem?

  • krajew34

    @emeryt znajac tępote głównego  bohatera do takich spraw, to za pewne późno... bardzo późno.  :)