Mur-Rozdział 7

   Cel, podróż, żyć dla czegoś. Jak to miło brzmiało i jak trudne jest to w rzeczywistości. Nie potrafiłem znaleźć wspólnego języka z tą dziką przybyszką zza muru. Albo wyzywała mnie od bezwłosych małp, albo w ciszy kontynuowała marsz. Zresztą sam nie wiedziałem, o czym miałbym z nią rozmawiać, choć wolałbym przymuszony dialog od tej niezręcznej ciszy, przeplatanej wspaniałymi dźwiękami przyrody.
     Skupiłem się więc na tym, co mnie otaczało. Niewygodny leśny trakt z mnóstwem nierówności i usłany zwierzęcymi odchodami. Szum miłego wietrzyku, delikatnie muskający policzek, dający ukojenie duszy. Zapach pobliskich kwiatów zachęcający do zboczenia ze ścieżki i nasycenia wszystkich zmysłów. Małe drzewka tańczące przy wtórze powietrznej melodii. Ach Bogini! Błagam o jakieś odstępstwo! Jeszcze trochę i zmienię się w jęczącego poetę... Uwielbiam naturę, ale nie będę tworzyć o niej poematów, jestem wojownikiem, nie grajkiem. Przelewam krew, nie atrament.
— Jesteś zabawny bezwłosa małpo.
Jej wytrącenie mnie z melancholii potraktowałem niczym znak od pani niebios.
— Pomijając wiadomą obrazę, o co ci chodzi? — Jej odpowiedź nie obchodziła mnie za bardzo, mimo to wszystko jest lepsze od wracania do bajdurzenia.
— Nie dziwie się, wygląd mówi wszystko. A ty na mądrego nie wyglądasz. — Nawet na mnie nie spojrzała, idąc dalej. — Nie sil się, próbując znaleźć ze mną nić porozumienia. Nasz tymczasowy sojusz przestanie istnieć po przekroczeniu muru.
Miała rację, pewne rzeczy nie ulegają zmianie. Jesteśmy po dwóch stronach barykady, zwalczających jeden drugiego. To koło śmierci i nienawiści trwa od tysięcy lat, choć nikt nie już nie pamięta, kto je rozpędził.
     Dalsza droga ponownie upłynęła w „straszliwej” ciszy, przerywanej miarowymi krokami naszej dwójki. Słońce powoli zachodziło, gdy Kira odezwała się ponownie.
— Tu zrobimy postój. Ciało ludzkie jest zbyt kruche, by nadwyrężać je zbytnią wędrówkę. — Jej słowa nie brzmiały zbyt szczerze, a bladość na twarzy znacząco pokazywała prawdziwy powód. Nie zareagowałem, tylko ułożyłem się pośród miękkiej trawie, gubiąc sens w myślach. Im dłużej z nią przebywam, tym coraz więcej nabieram wątpliwości. Dumna, waleczna, uparta, pełna nienawiści. Czy te cechy nie są znajome? Co tak właściwie definiuje człowieczeństwo? Ciało? Umysł? A może postrzeganie? Pomijając wygląd, bestio ludzie niemalże identycznie przypominają ludzi.
Uświadamiając to sobie, aż wybuchłem głośnym śmiechem.
— Czy to gwiaździste nocne niebo tak cię rozbawiło? A może to tylko wina małpiego móżdżku.
— Wiesz, że sen bardzo dobrze działa na urodę? — Zamknąłem oczy, wsłuchując się w dźwięki nocy.
— Wojownik nie musi być piękny. Wystarczy, że potrafi walczyć i pokonywać wroga. Nie zapomniałam, że właśnie jeden z nich leży nie daleko mnie. — Dźwięczny głos doleciał z mojej lewej strony.
— Walka, walka. Wszystkie kobiety w waszym plemieniu są takie?
— To los, który zgotowali nam ludzie. Nie stać nas na taki luksus, by stroić się przed lustrem, czy gnać drogą serca. Jeśli choć na chwile stracisz czujność, zginiesz. Słabe jednostki padają ofiarą silniejszych, czy to ludzi, czy współplemieńców. Delikatność i kobiecość są dla wojowniczek owocem, którego nie mogą zerwać. — Dawniej arogancka Kira brzmiała teraz niezwykle słabo. Obróciłem się w jej stronę, w zarys mroku dostrzegłem tylko skulone ciało. Uznałem, że cisza będzie najlepszą odpowiedzią.
— Żadnych żartów ani szydzenia? Czyżbym wzbudziła u ciebie litość? — Otworzyłem oczy i ujrzałem jej wzrok, pełny gniewu i nienawiści. Stała nade mną z wycelowanymi, złowrogo błyszczącymi pazurami. — Na co czekasz? Gdzie szyderstwo? Dlaczego z twych żałosnych ust nie leci kpina i obraza? Dlaczego nie masz tego parszywego uśmieszku wyższości? Co jest z tobą do cholery nie tak?
Nie odpowiedziałem, tylko wpatrywałem się w piękną, choć złowrogą sylwetkę, odbijającą się w świetle księżyca.
— Człowiek to zło, zabija moich braci i siostry bez żadnego powodu. Traktuje jak zwykłe przedmioty, bez duszy. Nienawidzi tylko z powodu odmiennego wyglądu i zachowania. Nie wzbudzamy u niego żadnych pozytywnych emocji, a przy każdym kontakcie jest tylko walka. Więc pytam się jeszcze raz, co jest z tobą nie tak? Nie próbujesz mnie wykorzystać, nie spoglądasz pożądliwym wzrokiem, nie pogardzasz. Żadne obraźliwe słowa nie padły z twoich ust. Zamiast tego jesteś bezbarwny. Kierujesz się chwilowym celem, koncentrując na jego pozbawionym emocji ukończeniu. Jak mam utrzymywać nienawiść w stosunku do swych wrogów, skoro burzysz moje jednakowe spojrzenie. Wódz nic o tym nie mówił, powinnam cię zabić i jak najszybciej wrócić. Tak nas uczą od narodzin, ale nic się tu nie zgadza. Czemu nic nie może być czarne i białe... Kto do jasnej cholery stworzył dodatkowe kolory. — Schowała swe pazury i usiadła pod drzewem, chowając głowę pomiędzy nogi.
     Ta sytuacja zszokowała mnie, spodziewałem się szybkiej śmierci, a nie gniewnego słowotoku istoty o ciele bestii i duszy młodej dziewczyny. Tak nie wiele o sobie wiemy, opierając swe relacje na nienawiści, ciągłej walce pomiędzy sobą, a gdy coś odbiega od tego, nie wiemy co robić dalej. Żyjemy niczym zaprogramowane urządzenia, pozbawione swobodnego i logicznego myślenia, a przecież mając swój rozum, powinniśmy inaczej reagować. Bogini! Czyżbyś coś wielkiego planowała, używając malutkiego mnie do swych celów? Czyżbyś równomiernie kochała wszystkich, a twoje serce krwawi, widząc, jak się krzywdzimy? Czy może to ja źle to interpretuje i mój umysł ulega starzeniu?
     Nagle usłyszeliśmy tętent końskich kopyt i ogromny słup dymu, rysujący się na tle wschodzącego słońca. Nie było czasu na kłótnie, szykując się na nieznane, lepiej robić to ostrożnie. W końcu wróg od przyjaciela niewiele się różni, patrząc z pierwszej perspektywy. Wróciliśmy więc na skraj lasu, kryjąc swoją obecność pomiędzy gęstymi krzakami.

2 komentarze

 
  • Almach99

    Almach99 · 24 marca

    Przemyslenia przypadkowych towarzyszy na szlaku. Nie mozna kochac najgorszego wroga. Mozna cenic, szanowac. Nigdy kochac.  
    Pytanie tylko czy obie strony konfliktu sa po odpowiedniej stronie barykady

  • emeryt

    emeryt · 24 marca · 202091556

    przemyślenia, zwłaszcza o sensie istnienia, lecz i zmiana nastawienia do byłego wroga. Autorze, rozwijasz to opowiadanie wspaniale.  Dziękuję za brak zamrażarki tego opowiadania i serdecznie pozdrawiam.