Mur-Część III-Rozdział 21

     Sytuacja w wiosce powoli wracała do normy. Młodzi nadal butni, ale skorzy do poprawy, pomagali przy zniszczeniach przez nich uczynionych. Nikt już nie pamiętał sekciarza, który doprowadził wioskę niemal do zagłady. Martwi pozostają tylko w chwiejnych murach pamięci, zatarci przez siłę zwaną czasem.
     W końcu mogłem zająć się, sprawdzeniem stanu wioski. Specjalnie wstałem wcześniej, chcąc samemu wszystko przejrzeć. W promieniach wstającego słońca mogłem dostrzec ogrom pracy, jaki moi ludzie wykonali. "Moi ludzie". Stwierdzenie to tylko podkreśla, jak bardzo zżyłem się z tym miejscem. Największy absurd, jaki istnieje, znaleźć swój kąt pośród wrogów i zdradzieckiego terenu. Jakby ktoś, by mi to przepowiedział, od razu wyśmiałbym go.
Na brukowanej ulicy każdy krok niósł się szerokim echem, tego nie planowałem, nie sądziłem, że wpadną na taki pomysł.
— Jak się podoba panu na włościach? — Usłyszałem głos Profesora. Odwróciłem się i ujrzałem jego i Alme.
— Gdybym nie wiedział, że to stolica Konfederacji, pewnie poszedłbym dalej, uznając to za osadę ludzką. — Podszedłem do nich z uśmiechem na twarzy.
— Trudno się dziwić, nawet nas rezultat zaskoczył. — Wtrąciła wilczyca. — Nie od razu zaakceptowaliśmy podział na pojedyncze chaty, żyjemy w stadzie, które jest ważniejsze od jednostki. Jednak bardzo szybko ludzie połączyli się w rodziny, urodziły się już pierwsze mieszane dzieci. Odrzucane rzeczy stały się normą.
— Żadnych mutacji, czy innych odstępstw? Nie chciałbym, by jakieś maleństwo zostało pokrzywdzone. — Przed oczyma stanęły mi różne obrazy od młokosa z górną połową wilka, a dolną lwa, do innych pokracznych wizji. Czy aby dobrze zrobiliśmy, mieszając grupy? Natura lubi się mścić, za łamanie zasad.
— Bądź spokojny chłopcze. Geny bestioludzi są inne od zwyczajnych mutantów, posiadają silniejsze cechy, od ludzkich różnią się, ale są dozwolone krzyżówki. Jeśli jest małżeństwo mieszane z człowiekiem, wtedy dziecko posiada dwie postacie, ludzką i zwierzęcą. Jeśli je opanuje, zyska ogromną moc. Z wyglądu będzie przypominał naszą rasę. Z drugiej strony mając rodziców z innych plemion, potomek dostaje cechy, będące silniejsze od tych drugich. Na przykład, jeśli będzie ojciec wilka, a matka lwica jest duża prawdopodobieństwo urodzenia wilka i na odwrót, rodzic lew, matka wilczyca, córka lub syn z plemienia lwów. Jednak nie warto wierzyć statystyce i każdy przypadek należy traktować indywidualnie. Nie powinny istnieć żadne wynaturzenia, no, chyba że ktoś będzie krzyżować się ze zwykłym mutantem, sam nie wiem, co wtedy się stanie. Aż takiej wiedzy nie posiadam. — Uczony, jak zwykle wysnuł długi monolog. Przynajmniej wiem, do kogo się nie udam, chcąc szybką poradę.
— Jak sprawy z bronią Profesorze? Warsztat przypadł do gustu? — Nasi sprawnie stworzyli przestrzeń pod dachem dla starszego pana. Nie minęła chwila od oddania budynku do użytkowania, a już było słychać stukoty młotów i dźwięku kutego żelaza. Przysłani nowi uczniowie również uwijali się jak w ukropie.
— Broń! No właśnie, byłbym zapomniał. — Przekręcił swój magiczny pierścień i po chwili wyjął z niego prostokątne pudełko. — Skończyłem prototyp, który w tajemnicy tworzyłem w Lazurowym Grodzie. Z materiałów przeze mnie posiadanych i tych znalezionych u was, udało się stworzyć amunicji zaledwie na trzy magazynki po dziewięć naboi. Aktualnie staram się skonstruować karabin automatyczny. W przeciwieństwie do broni używanej przez ludzkość będzie posiadała pudełkowy magazynek na piętnaście długich pestek. Nie trzeba będzie przeładowywać po każdym strzale, aż do opróżnienia rurowej ósemki. Powinienem skończyć do jesieni, choć pierwsze prototypy będą o wiele wcześniej. Najpierw jednak otwórz, chce zobaczyć, czy ci się spodoba.
     Odebrałem szkatułkę z rąk uczonego i odsuwając zabezpieczenia, otwarłem. Mym oczom ukazał się nie rewolwer, ale pistolet. Dość rzadko używany przez żołnierzy, posiadał zbyt małą moc obalającą względem swojego kuzyna, przezywanego ręczną armatą. Podarunek lśnił wspaniale wykonaną stalą, na lufie widniał napis: Shadow. Kolba wykonana z dziwnego brązowego kryształu. Był naładowany i wystarczyło go odbezpieczyć, by móc zabijać.
— Wygląda naprawdę pięknie. — Chyba zabrzmiałem rozczarowany, ponieważ twórca chwilę później odezwał się.
— Nie obawiaj się, w porównaniu do innych modeli strzela potężniejszą amunicją. Wprawdzie od pozostałych egzemplarzy różni się mniejszą ładownością, to jednak te dziewięć pocisków wystarczy. Dzięki gwintowaniu i magicznym runom wewnątrz lufy jest celny i niebezpieczny, nazwałem go kobra. Wygląda niezbyt potężnie, ale potrafi ukąsić. Zapewne zastanawiasz się, dlaczego w kolbie nie ma drewna, tylko śliski kamyk. Otóż Bursztyn Ziemi ma wspaniałe właściwości, odkryłem je, siedząc u Rekinów. Nie ślizga się, nie zależnie od warunków, jest trwalszy i przede wszystkim przewodzi manę.
— Po co w pistolecie mana? Przecież pociski wykonane przez nią, uznano za mało trwałe i szalenie niestabilne, dlatego magiczną energię używa się tylko jako zamiennik prochu, którego przepis zaginął w mrokach dziejów.
— Zgadza się, jednakże odkryłem inny sposób. Mianowicie wyryłem na wewnętrznej części magazynka magiczne znaki, które zapamiętują jego skład i gdy otrzymają energię, odtworzą go. Niestety technologia jeszcze w powijakach, używałbym jej tylko w ostateczności, zużywa bardzo dużo many. Brzytwa ostatecznej szansy, bym powiedział. Teraz musicie mi wybaczyć. Panienko Almo, Shadow. — Skinął głową do każdego z nas. — Obowiązki wzywają, kto wie, czy moi uczniowie już nie wysadzili pracowni. Wprawdzie nadzoruje ich Wodnik, lecz i on posiada mało oleju w głowie. Owocni, ale nieodpowiedzialni i leniwi.
Popatrzyliśmy, jak znika w swojej chacie, dziwny człowiek, ale potrzebny.
— Jaki stan wioski? — spytałem, kontynuując przechadzkę z Almą.
— Zabezpieczona z każdej strony za pomocą solidnych bram i murów. Prawie dokopaliśmy się do zaświatów, tyle kamienia poszło. Paru wieśniaków zginęło w czasie różnych prób, jak twoje plany „ugryźć”, ale wszyscy liczyli się z niebezpieczeństwem i poświeceniami dla wioski. Nowe domy przypadły do gustu, dłużej trzymają ciepło, a w czasie upałów niosą przyjemny chłód. Niestety wzrosło zapotrzebowanie na opał, mury dość wolno się nagrzewają. Na szczęście magia pozwoliła zmniejszyć tę niedogodność. Pola dość średnio obrodziły, jeśli nie będziemy przesadzać, a lasy będą pełne zwierzyny, nie powinniśmy doznać głodu. Populacja wzrosła do czterech setek. Dołączyły Tygrysy, których wioskę spaliła Inkwizycja. — Skończyła na chwile opowiadać, czekając na moją reakcję.
— Czerwoni są aż tak blisko? — W wyobraźni zawitało przeklęte godło, niemal czułem śmierdzący odór krwi i śmierci.
— Nie zaatakują przynajmniej do wiosny. Stracili masę ludzi na ostatnim ataku. Tygrysy to naprawdę wspaniali wojownicy. Niestety oni również doznali ogromnych strat, zginął wódz, twój dawny rywal i wielu innych. Pozostało trochę mężczyzn, ale zasilili nas głównie kobiety i dzieci. Mamy jesień i zimę na przygotowanie obrony.
— Musimy wykorzystać jak najlepiej ten czas. Mamy już wykute miecze i inną broń białą. Wilki nie powinny mieć z nią problemy, ale lwy już tak. Niektóre twoje obowiązki przejmą Freja i Kira, będziesz instruktorem. — Bardziej nadawałby się Ares, lecz jego charakter i zadania, przez niego wykonywane uniemożliwiają objęcie tej funkcji.
— Od kiedy i gdzie?
— Od zaraz i w budynku koszar, który powoli powstaje. Najpierw wytrenuj swoich pomocników, a później reszty. To bardzo ważne zadanie. Wróg dysponuje ogromną przewagą nad nami. — Broń palna, szermierka i inne podstawy to część szkoleń Inkwizycji. Większość wśród nich to tchórze, dekownicy na tyłach, lecz istnieją również fanatycy ze wspaniałymi umiejętnościami, oddani aż do śmierci. Musimy choć trochę zniwelować tę różnice.
— Jestem świadoma tego. Wybacz wodzu, oddale się, by w spokoju przygotować się do zadania. — Skłoniła głowę i odeszła.
     W spokoju spoglądałem na wioskę, która w krótkim czasie urosła w siłę. Czuje, że przekroczyliśmy pewien próg postępu, lecz jeszcze długa droga przed nami. Tuż przed moją chatą dostrzegłem Kirę, która machała do mnie. Zapewne nadszedł czas obiadu. Uśmiechnąłem się do siebie, może i dużo przede mną, ale nie jestem sam. Ruszyłem powoli w stronę upragnionego zakątka, tak bardzo szukanego przez te wszystkie lata. Znalazłem dom i swoją opokę, teraz nadszedł czas, bym to obronił i poprowadził ku przyszłości.

4 komentarze

 
  • emeryt

    emeryt · Przedwczoraj o 21:34 · 202091556

    @krajew34, jednak brakuje mi tego opowiadania, piszesz że masz setki innych pomysłów i że kiedyś do tego wrócisz, lecz ja  już tęsknię za tą czwórką głównych bohaterów. Pozdrawiam.

  • emeryt

    emeryt · 21 lipca · 202091556

    @krajew34, wspaniale, teraz już modę być trochę  spokojniejszy przed zapowiedzianą przerwą w dalszych przygodach głównego bohatera i jego towarzyszy. To wszystko dzięki Tobie.A więc łapka w górze i cały zestaw na tak. przesyłam serdeczne pozdrowienia i trzymaj mocno swoją wenę.

  • shakadap

    shakadap · 21 lipca

    Wielkie dzieki za ta serie. Czytalo sie t ja znakomicie. Jest bardzo wciagajaca i dobrze napisana. Fabula swietna, ciekawi bohaterowie i fenomenalne opisy. Masz niesamowita wyobraznie.
    Gratuluje i serdecznie Cie pozdrawiam.
    Powodzenia!

  • krajew34

    krajew34 · 21 lipca ·

    Po pięciu miesiącach wreszcie ukończyłem "Mur" (nadal pozostają poprawki, ale historia ukończona, przynajmniej w pierwszej części). Kto, by przypuszczał, że tekst napisany na TW okaże się, tak długą serią. Czułem ogromną radość z jego pisania i w przyszłości zapewne wezmę się za drugą część, jednakże na razie przerwa na inną opowieść. Dzięki za czytanie i przepraszam za liczne błędy, staram się rozwijać, lecz nadal długa droga przede mną. Mam nadzieję, że kolejna seria, wyłoniona z ankiety również przypadnie do gustu. Pozdrawiam czytelników i życzę miłej lektury.
    (Pozostała ankieta o przyszłościowej serii, zapraszam do głosowania.)