Mur Zdrajca Ludzkości – Rozdział 15

— Wszystko będzie dobrze, Frejo — rzekła Alma, spoglądając na swoje dzieci. Bliźniaki Aurora i Agis słodko spały w podwójnej kołysce. Ares niezmiernie się zdziwi, gdy wróciwszy z misji, zobaczy tę parkę. Oczekiwał syna, a dostał potomka i córkę. — Usiądź więc spokojnie, zanim ich pobudzisz.
— Wybacz... — Z lekkim wstydem zajęła miejsce na drewnianym krześle.
— Doskonale cię rozumiem, nie masz za co przepraszać. Ja też martwię się o swojego męża. Wiem jednak, że Ares wróci cały i zdrowy. Ty też powinnaś uwierzyć w Shadowa. — Przykryła maleństwa i dołączyła do dziewczyny.
— Jako Srebrna Wiedźma byłam nauczona, by zawierzyć Manitu i duchom, mimo to nie potrafię w spokoju usiedzieć na miejscu, wiedząc, że wraz z Kordelią siedzą uwiezieni pod gruzowiskiem. — Z trudem zatrzymywała głos na poziomie szeptu. — To kłucie w sercu doprowadza do szału.
— Uczucia przewyższają wszystko, co znamy. Nie da się do nich przyzwyczaić, czy w pełni się ich pozbyć. Skoro wierzysz w Manitu i duchy, to czemu się ich nie zapytasz, co dalej masz robić? Na pewno ześlą odpowiednią odpowiedź. — Przymknęła senne oczy, dzieci były darem, ale potrafiły doprowadzić do nieprzespanych nocy.
— Nie chce prosić Silvy o pomoc... Ma umiejętności, ale...
— Jest szalonym dziwakiem, którego jeśli to możliwe należy unikać wielkim łukiem, to chciałaś powiedzieć? — odpowiedziała, nie otwierając oczu. — Z tego, co mi wiadomo, nie na darmo mówią o Srebrnych Wiedźmach jako o zastępczyniach szamanów, no, chyba że plotki o waszych kontaktach ze zaświatami to tylko plotki.
Na uliczkach Frei pojawiły się rumieńce. Jak mogła zapomnieć o naukach Matki? I to ktoś obcy musiał ją uświadomić o dawnych szkoleniach. Z trudem panowała nad zażenowaniem, na szczęście Alma nie widziała jej reakcji.
— Chyba będę musiała przypomnieć sobie odpowiednie rytuał, zawsze miałam problem z nawiązaniem poprawnie więzi, dlatego wolałbym sama tego nie robić. No, ale skoro innej drogi, podobnie jak ja, nie widzisz... — Jakoś wybrnęła z honorem. Nie pamięć to największy wstyd, przynajmniej dla niej. — Pora wracać, cieszę się, że mogłam pomóc przy dzieciach. Nie było łatwo, ale chyba dziewczynki nie uszkodziłam...
— Aurora dostała fantastyczną opiekunkę. – Uśmiechnęła się Alma. – Dzięki tobie mogłam choć trochę odpocząć. Nie mówiąc, o tym, że ten mały trening bardzo ci się przyda na przyszłość.
— Skąd...? — Spojrzała zdziwiona na przyjaciółkę.
— Intuicja, moja droga, intuicja. — Ledwo powstrzymywała głośny śmiech, widząc minę srebrnowłosej. — Kiedy zamierzasz mu powiedzieć?
— Jeszcze nie byłam w pełni pewna... Dopiero wczoraj Matka, nim wyjechała, szybko przebadała mnie swoją magią... — Odczuła ulgę po powiedzeniu nowiny komuś z wioski. Nie cierpiała niepotrzebnych tajemnic, ale strach i pewien rodzaj skrępowania sprawiały, że nie mogła ujawnić tej wiadomości.
— Nie musisz się obawiać, to nic strasznego. To dar Manitu.
— Wiem, wiem. Ale to coś nowego... Czegoś, czego nie da się nauczyć, czy przygotować... — Stanęła chwilę w wejściu, lekko szurając nogą. — Powiem Shadow, gdy wszystko się uspokoi. Nie chcę, by przeze mnie ucierpiała wioska. Nie zasługuję na specjalne traktowanie, czy też uwagę. — Opuściła chatę z lżejszym sercem, taka krótka rozmowa wystarczyła, jeszcze nie była gotowa na coś więcej. Skierowała kroki w stronę ich posiadłości, odpowiadając na pozdrowienia mieszkańców. Będąc niedaleko, musiała przyspieszyć, deszcz powoli zaczął lać się z chmur, przyprawiając swymi kroplami o zimny dotyk.
     Wnętrze przeważnie gwarne, teraz przypominało wymarłe domostwo, brak Kiry do kłótni, Shadowa do rozmowy, czy też Kordelii do pilnowania. Była sama, co miało swoje dobre i złe strony. Jeszcze nigdy nie przeczytała aż tylu książek... Z drugiej strony cisza po kilku godzinach zaczynała irytować. Podeszła do skrzyni na jej rzeczy osobiste, po czym podniosła ciężkie wieko. Była tutaj błękitno-srebrna szata Wiedźm, kostur do kierowania w duchowych podróżach oraz inne mniej lub bardziej potrzebne „graty”, jak to mawiała Kira. Z dna jednak wygrzebała coś, czego jako już nieaktywna członkini wilczego stowarzyszenia nie powinna mieć, czy też nosić. Wilczą skórę. Oczywiście żadna nie podniosłaby ręki na to święte zwierzę, jednakże co innego, gdy ktoś inny go upolował, albo drapieżnik sam zginął. Później specjalne wyznaczone kobiety przygotowywały pozostałości według ściśle przekazywanego z pokolenia na pokolenia rytuału. Nawet Matka nie wiedziała, co tam się dzieje.
     Delikatnie otrzepała skórę z kurzu, odsłaniając przy tym ukryte runy, na pierwszy rzut oka wyglądały, jak te używane do normalnych zaklęć, jednak skrywały o wiele więcej, niż przeciętne znaki. Przynajmniej tak myślała Freja, żaden przedmiot magiczny nie wzmacniał aż tak mocy magicznej. Odłożyła kostur i ubranie na bok. Z bocznej, skórzanej kieszeni wyciągnęła zawiniątko zabezpieczone pieczęcią. Zioła w nim zawarte są niebezpieczne dla laika, czy też amatora „palonych” wrażeń. Bywało, że niedoświadczone adeptki zapadały w kilkuletnią śpiączkę, uczestnicząc w specjalnej ceremonii. Skupiła magię w palcu, następnie wykreśliła nim odpowiedni symbol na pieczęci, otwierając ją. Wszystko było na swoim miejscu, teraz wystarczyło przygotować wnętrze. Wstała z podłogi i zamknęła drzwi na zasuwę, tak samo zrobiła z okiennicami. W pokoju zapanował mrok, tylko ognisko w palenisko ledwie oświetlało najbliższą przestrzeń oraz dalsze kontury obiektów.
     Podniosła kostur, nałożyła skórę wilka na głowę, głośno westchnęła i wzięła odrobinę ziół z woreczka. Zawsze rytuał wzbudzał u niej lekki strach, łączenie się z duchami to nie przelewki, drobne potknięcie może spowodować uszkodzenie ciała, albo co najgorsze duszy. Podeszła do ogniska i cisnęła rośliny w ogień. Momentalnie płomień zmienił swoją barwę, przyjmując błękitny kolor. Pierwszy etap za nią. Nachyliła się i wciągnęła dym do płuc, serce zaczęło szybciej pracować, a świat wręcz odwrotnie zwolnił. Otumaniona zaczęła tańczyć na środku pokoju, wykonując dziwaczne figury, wraz z kolejnymi sekundami przyspieszała coraz bardziej. Aż w końcu całe otoczenie zlało się w płomień, a dźwięk rozmył swe brzmienie.
      Po chwili ściany uległy zapadnięciu, sufit został niebem, a płomień przybrał wilczą postać. Spojrzał na nią, po czym pobiegł niespiesznym tempem w kierunku lasu. Ruszyła za nim, unikając gałęzi i innych przeszkód. Minęło sporo czasu, nim wilk się zatrzymał. Ponownie jego ślepia spoczęły na niej, a następnie przekręcił głowę w drugą stronę. Jakby chciał zwrócić uwagę na konkretne miejsce. Pojęła, o co chodzi i wzrokiem objęła wyznaczony teren. Wystarczyła sekunda, by na drugim brzegu zobaczyła Shadowa i Kordelię, walczących z olbrzymim pająkiem. Nie zastanawiała się długo, niczym wiatr pobiegła po kruchym moście, by wspomóc męża. Niestety, gdy była w połowie drogę zablokował jeden, potężny posąg z wyrytą hieną na piersi. Jego ciężar zniszczył most, wrzucając Freje do wielkiej otchłani. Z krzykiem wylądowała w środku ciemności.
     Obudziła się na podłodze swojego domu. Głośno dysząc, próbowała dociec, co to przed chwilą było. Musiała jeszcze raz sprawdzić wiadomość od Wielkiego Manitu. Z bolącą głową ruszyła po kolejną dawkę ziół, ledwo trzymając się na nogach, powolnym krokami zmierzała do ogniska.
— Na twoim miejscu tego bym nie robił. Zaszkodzisz sobie i dziecku. — Dobiegł do niej głos z wnętrza budynku.

krajew34

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy i przygodowe, użył 1356 słów i 7944 znaków. Tagi: #fantastyka #fantasy #przygodowe #romans

3 komentarze

 
  • Almach99

    No, no, Freya spodziewa sie dziecka 😁

  • krajew34

    @Almach99 dzięki  za wizytę

  • shakadap

    Brawo!
    Pozdrawiam i powodzenia!

  • krajew34

    @shakadap dzięki za wizytę

  • emeryt

    @krajew34, dziękuję Tobie za kolejny odcinek tej wspaniałego opowiadania, które tak mi przypadło do gustu. Ze swojej strony życzę Tobie dużo zdrówka i pogody ducha. Wiem że zawsze brak czasu, lecz trochę zostaw go dla takich jak ja - twoich czytelników.

  • krajew34

    @emeryt dzięki  za  wpadniecie.