Mur-Część II-Rozdział 3

     Jak bańka mydlana prysła ma nadzieja o pysznym, soczystym mięsku. Strzała nie odleciała daleko, złapana przez szybką rękę Kiry, nawet się nie wzdrygnęła, gdy zraniła ją w rękę.
— Czyś ty oszalał? Życie ci niemiłe? — syknęła do mnie.
— Nie rozumiem, przecież mamy stado na wyciągniecie ręki. — szepnąłem.
— Również śmierć jest, na wyciągniecie ręki, przecież ci mówiłam, że tutejsza zwierzyna, nie jest taka jak wasza. Spójrz. — Podetknęła mi niemal pod nos żywego, piszczącego królika. Rana po strzale zniknęła w zastraszającym tempie. — Wiesz, co to jest?
— Nie rób ze mnie idioty, przecież to zwykły szarak. Nie najemy się nim.
W odpowiedzi dostałem pięścią w ramie.
— Siedź cicho i ucz się. — Jej wzrok sugerował, by lepiej się jej nie sprzeciwiać. Powoli podkradła się do wielkiego samca i tuż przed nim wypuściła swoją zdobycz, która uciekła w drugą stronę. Momentalnie ujrzałem jakby makabrę, odzianą w skórę zwykłego zwierzęcia. Jeleń skubiący dotychczas trawę spojrzał na biegnącego i zaryczał głośno, ukazując rzędy małych, ostrych, jak brzytwa zębów, niektóre miały kształt haczyków, również jego ślepia zamieniły się w krwistą czerwień. O Bogini, któż wydał na świat to dziecko ciemności? Samiec pognał za szarakiem, zostawiając w oddali stado.
— To nasza szansa, szybko. — Za osłoną głębokiego śniegu ruszyliśmy za tamtą dwójką. Gałęzie niemal co krok uderzała o twarz, pozostawiając na niej ślady. Tylko Kira jak zwykle uchylała się z wdziękiem przed wszystkimi przeszkodami. W końcu zziajani, cali czerwoni na twarzy znaleźliśmy samca, jak powoli kawałek po kawałku pożerał swą ofiarę, a gęsta krew powoli skapywała po jego brodzie, plamiąc szkarłatem, śnieżnobiałą biel.
— Strzelaj, tylko celnie. W sezonie zimy są sto razy bardziej niebezpieczne niż zawsze. Szczególnie gdy doskwiera im głód.
Kiwnąłem głową, że zrozumiałem. Zdrętwiałymi od mrozu palcami wyciągnąłem strzałę z kołczanu i nałożyłem ją na cięciwę. Zwolniłem oddech, a świat ponownie zwolnił w powolnym rytmie uderzenia serca. Widziałem jego drgające mięśnie, napiętą skórę i krople potu, spływające po ciele po dość długim pościgu w niewygodnym terenie. Przy kolejnym takcie najważniejszego organu swobodnie wypuściłem strzałę, która najpierw wyginając się w różne strony, pofrunęła w kierunku celu. Minęła jedno drzewo, później drugie, przebiła płatek śniegu i wbiła się prosto w serce zwierzęcia. Głośny jęk zabrzmiał, niesiony przez echo. Zdobycz nasza. Była to tylko chwila, a odczuwałem to, jakby upłynęła godzina.
— Masz pewną rękę Shadow. — Poklepała mnie po ramieniu i z wyciągniętym nożem ruszyła do jeszcze ciepłego truchła.
— Możesz mi do jasnej cholery, powiedzieć co to było? — spytałem, nie siląc się na cisze.
— Udane polowanie i tyle.
— Mam na myśli to coś. — Palcem wskazałem na samca. — Normalne jelenie tak się nie zachowują, uczono mnie, że co najwyżej mogą uciec, a nie bronić się śmiercionośną szczęką, wypełnioną małymi mieczami. Co jest do cholery nie tak z tym miejscem.
— Przecież ci mówiłam, tutejsze zwierzęta nie są takie same, jak u was. — odpowiedziała, szykując się do cięcia.
— Owszem, mówiłaś. Ale myśląc, nie takie same, myślałem o dodatkowej kończynie, innej barwie, czy coś w tym stylu. A nie całkowitej zmienionej orientacji z roślinożercy do drapieżnika. Takie cuda nie dzieją się nawet w balladach lalusiowatych poetów. To tak, jakby śliczna laleczka w nocy wychodziła z szafy, by mordować domowników. — Miałem wiele wyobrażeń tej krainy za murem, ale tego w życiu bym się nie spodziewał.
— No dobrze, nasz lud mówi na nie wściekłe stado, albo pomioty ciemności. Mówiąc inaczej, spokojne zwierzęta w wyniku obecności pewnego dodatkowego organu, nabrały większej agresji i nadzwyczajnych morderczych kończyn np. zatrute szpony, ostre, liczne zęby. W zależności od gatunku i uwarunkowania cielesnego. Widzisz tę kulę pod szyją? — Wskazała na okrągłą rzecz w ciele martwego. — O tym właśnie mówię, jeśli zobaczysz to u jakiegokolwiek zwierzęcia, bądź świadom, że możesz zginąć.
— Czy to nie oznacza, że mięso jest zepsute i toksyczne? No wiesz, to tak, jakbyś zjadła pewne jagody, po których stajesz się dzikim berserkiem. — Wizja smacznego obiadku ponownie oddalała się z mej głowy.
— Możesz być spokojny, wystarczy wiedzieć, jak taką ofiarę oprawić. Po pierwsze nim pozbędziesz się wnętrzności, musisz rozciąć to okrągłe coś i pozwolić, by wszystko wypłynęło, dopiero później możesz kontynuować. Lepiej się odsuń, dla nieprzyzwyczajonych jest to dość nieprzyjemna sytuacja.
     Zignorowałem tę uwagę i nie odsuwając się, obserwowałem jej czynności, wzruszyła tylko ramionami. Zbliżyła ostrze do obrzydliwego czegoś i sprawnym ruchem nacięła je. Z rany wydobyła się śmierdząca, ciemna mazia, od której smrodu zakręciło mi się w głowie, a resztka niestrawionego jeszcze śniadania, znalazła się pod najbliższym drzewem. Nogi też odmówiły posłuszeństwa, trzęsąc się niczym galareta.
— Ostrzegałam. Spójrz, co teraz dzieje się z ciałem. — Po wypłynięciu owej mazi, martwy jeleń dostał drgawek, a z oczodołów poczęła lać się krew, a z uchylonej szczęki wypadły wszystkie zęby. Odsunąłem się, jak najdalej, wznosząc modlitwy do Bogini.
— Cieszy mnie to, że jesteś religijny, ale tu nie było żadnego zagrożenia. — Roześmiała się i przeniosła ciało dalej, by móc kontynuować.
— Możesz nazywać mnie tchórzem, ale z tym czymś nawet po śmierci jest coś nie tak. Każdy truposz, który nie został wskrzeszony leży spokojnie, bierny na otoczenie, a u was? Mają jakieś dziwne krosty, które robią z nich nie wiadomo co, zarówno za życia, jak i po nim. Na miłość wielkiej Bogini, to nie jest normalne. — odpowiedziałem, jąkając się.
�— Wstydź się, stawiasz czoła strasznym wojownikom, a lękasz się zwierzyny i martwych ciał. Żebyś o tym zapomniał, skończę opowiadać dalej. Jak już stado stanie się „wściekłe”, jego zachowanie zostanie uwarunkowane pewnymi czynnikami. Po pierwsze od pór roku, gdy jedzenia nie brakuje, tak jak latem i wiosną, atakują tylko w razie zagrożenia. Wtedy całą sforą starają się zagryźć lub przebić rogami wroga, najgorzej jest podczas głodu. Jak się domyślasz, stają się drapieżnikami, atakującymi w grupie. Jest jeszcze punkt drugi. W czasie okresu rozpłodu, ich agresja osiąga istne apogeum, atakują nawet drzewa, a co dopiero istoty żywe. Te, które są normalne, zwykle od waszych różnią się wzrostem i wagą, można też powiedzieć, że są trochę bardziej inteligentne. — Skończyła, pakując mięso i inne użyteczne rzeczy z truchła do sakw i plecaka.
— Które występują częściej? Pewnie te bardziej krwiożercze.
— Nie wiem, mamy o nich informacje od dłuższego czasu, ale nadal nie znamy odpowiedzi na pytania, kiedy i dlaczego. Są ważniejsze sprawy. — Wstała, podając mi ciężką torbę.
— Zapewne bezpieczeństwo wioski i wojny domowe. — Odpowiedziałem, odbierając pakunek.
— Zgadza się, póki z tym się nie uporamy, nie ma czasu na żadne badania. Zresztą za bardzo nie znamy się na tym, potrafimy tylko obserwować i wnioskować.
— Podobnie jak nasi naukowcy, z tą różnicą, że jeszcze przy tym paplają w dziwnym języku. — Zażartowałem.
— U nas tylko szaman mówi w dziwnym języku. Czas się zbierać, długa droga przed nami. — Ruszyła przede mną jakby nieczuła ciężaru na swoich plecach.
— Obyśmy na nic nie trafili.
Licho nie spało, po mojej wypowiedzi cały las zadrżał od potężnego wrzasku.
— No i wykrakałeś, mój przyszły mężu. Mam nadzieję, że nadal masz siłę na walkę.

2 komentarze

 
  • Almach99

    Niebezpieczne cos te jelenie, takie krwiozercze. A pieczeni jak nie bylo tak nie ma

  • emeryt

    @krajew34, jednak miałem rację: Kira + Shadow to wspaniała para, a ja dziękuję drogiemu Autorowi za ten wspaniały odcinek.