Mur-Rozdział 16

     Prowadzony przez nikłe światło kryształu, starałem się, podążać za szamanem. W niemal egipskich ciemnościach słychać było kapiącą wodę, której dźwięk potęgowało wredne echo. Czemu wredne? Otóż wszelki hałas brzmiał inaczej, niż w rzeczywistości, trzeba dodać jeszcze nadpobudliwą wyobraźnię i proszę bardzo! Mamy czerwony alarm wyjący w głowie. Koszmar.
     Droga też nie okazała się przyjemna, naprawdę dobrze widzę w ciemnościach, ale ten mrok był sztuczny, stworzony przez silną magię. Nie wiem, w jaki sposób staruszek omijał wszystkie te przeszkody, o które ja, uderzałem non-stop. Jakbym siniaków i stłuczeń nie miał dość.
Wreszcie mym oczom ukazał się widok zapierający dech w piersiach. Głęboka komnata z licznymi malunkami, rozświetlanymi przez błękitną poświatę niewiadomego pochodzenia .
— Przepiękne, nieprawdaż? — powiedział szaman, z nostalgią rozglądając się wokół. — Patrzysz na tysiące lat historii bestioludzi. Wasi naukowcy i badacze oddaliby wiele, by tu być. Chciałem coś odpowiedzieć, lecz usta pozostały głuche. Czułem, jakby przeszłość była nadal żywa, kierowana przez misternie stworzone malunki. Jednak jeden z licznych przykuł najwięcej moją uwagę, przedstawiał on wysoką istotę ludzką i pięcioro zwierząt siedzących dookoła niego w różnych pozycjach i otoczeniu.
— To przodkowie wszystkich ras nieludzi. Czerwony Leo, Srebrny Lupus, Dostojny Aquila, Przebiegły Anguis i ostatni Drapieżny Pistris. Lew, Wilk,Orzeł, Wąż i Rekin. Pierwsi „oświeceni” wśród mutantów, wykraczający poza swoją rasę. Po śmierci nauczyciela rozeszli się po całym świecie przed murem, następnie założyli swoje plemiona.
— Nauczyciela? Według tego, co wiem, powstaliście z procesu ewolucji mutantów i obserwując ludzi, staliście się tym, kim jesteście teraz. — Powoli zaczęła przepełniać mnie niepewność, brak wiedzy powoduje strach.
— Czas zaciera fakty, a teraźniejszość zapełnia luki rozrzedzonymi wydarzeniami z przeszłości, nadpisując historię. W twoich oczach widzę ciekawość i chęć poznania prawdy, lecz czy jesteś gotów na nią? Po niej nic nie będzie takie same. — Spojrzał na mnie z powagą na twarzy. Chciałem mu wykrzyczeć, żeby skończył pierdzielić i przeszedł do sedna. Tak bardzo zależało mi na dalszym ciągu, jednak zdusiłem emocję, z ich nadmiaru nic nigdy nie wyszło dobrze.
— Prawda jest tylko jedna, muszę ją poznać, bym mógł ruszyć dalej. Konsekwencje fałszu bywają tragiczne.
— Niechaj tak będzie. — Stuknął kosturem o kamień, dodatkowo rozświetlając pierwszy z obrazków na litej ścianie. — Było to tysiące lat temu, gdy ludzie zaczęli podnosić się po wielkiej tragedii i zamiast być pokarmem dla zmutowanych zwierząt, wybrali drogę oporu. Zaczęto budowę muru, a wasi naukowcy zaczęli badać nową faunę i odnogę nauki-magię. Ludzkość ma tendencję do autodestrukcji, jednak oprócz tego posiadacie bardzo szybką przyswajalność do zmiennych sytuacji. Wznieśliście gigantyczny mur, tworząc zaklęcie filtrujące powietrze i tworzące wytrzymałą barierę. Życie toczyło się dalej, lecz pokusa ujarzmienia wszystkiego pod własne dyktando okazała się zbyt duża, nic się nie nauczyliście z błędów poprzedników. Nic. Za cenę wielu żyć pojmaliście kilkanaście mutantów, tylko po to, by przyswoić je do walki z innymi. Niestety istoty te nie posiadały zbyt wielkiego intelektu i kierowały się tylko dzikim instynktem, zabijając i pożerając swych treserów. Wtedy pojawił się nowy pomysł, a gdyby tak upodobnić ich do ludzi? Idea, która stała się dramatem dla innych. — Szaman wyraźnie posmutniał, ale kontynuował swą opowieść. — Wyodrębnili z pomocą potwornych i bolesnych eksperymentów odpowiedni do tego gen, można wręcz powiedzieć, że stworzyli. Cena tego była wysoka, tysiące zmarłych i jeszcze więcej okaleczonych i to z własnej rasy. Zaaplikowali swą nowość do wielu nowych „testerów”, z prawie sześciu tysięcy obiektów, przeżyły tylko pięć. Wtedy sumienie pewnej kobiety dało o sobie znać, niestety jej imię zanikło pośród dziejów, ocalałych zabrała do ciężarówki i chciała wywieźć daleko stąd. Nie udało się, została złapana i zabita, niczym pospolity złoczyńca, zawisła na konopnym sznurze. Jej pracę kontynuował zakochany po uszy profesor. Zrozpaczony po śmierci ukochanej ukradł obiekty i uciekł w głębi lasu, gdzie opad radioaktywny nadal zbierał swe śmiertelne żniwo. Przez kolejne lata opiekował się nowymi podopiecznymi, ucząc ich wszystkiego, co wiedział. Młodzi rośli w zastraszającym tempie, a nabyte umiejętności i rozwinięty intelekt znacznie przekraczały ludzki. Napromieniowany profesor tracił szybko siły i niebawem zmarł, a jego owieczki rozeszły się po świecie.
— Nauczyciel... Rząd ich nie szukał? — Nie chciało mi się wierzyć, że pozostawili coś tak cennego.
— Próbowali, ale mieli wiele na głowie. Stworzenie Rady, wielki głód, brak surowców i tak dalej. Nie mogli rzucić wszystkiego i szukać zgub. Nie posiadali odpowiednich zasobów, by móc tak uczynić. Gdy doszło do pierwszego spotkania z nową rasą, nowa Rada, czyli grupka bogaczy i cwaniaków rządząca naiwną, szarą masą, zatuszowała uczestnictwo człowieka, zwalając to na ewolucję. Z pomocą najlepszego narzędzia, czyli propagandy uczynili z bestioludzi największych wrogów ludzkości. Zaczęła się wojna i koło nienawiści.
— Nie chcesz powiedzieć, że byliście przyjacielscy?
— Z tego, co przekazał mi mój poprzednik, a jemu ktoś inny, plemiona pragnęły trzymać się z dala. Miały na głowie bezmózgie mutanty, dziką florę i wiele innych problemów organizacyjnych, jednak jak wiesz, skończyło się to zupełnie inaczej. Nienawiść wciąż rosła, ludzkość zyskała siłę, a na świecie pojawiły się inne ludy bestioludzi. Działanie na trzy wrogie strony nie prowadzi do niczego konstruktywnego i stąd trwa do dziś ten krwawy impas.
     Historia wydawała się nieprawdopodobna, ale jakże pasująca do działań człowieka. Ktoś zrobił błąd, mleko się rozlało, więc, zamiast je posprzątać, to woleli przykryć je zgniłą mazią, wmawiając, że jest śmiertelnie niebezpieczna. Jednak dopiero teraz zaczęła mnie niepokoić jedna rzecz.
— Mówiłeś, że po tej stronie muru jest śmiertelna dawka promieniowania... — W mym głosie dało się usłyszeć strach.
— Możesz być spokojny, przez ten czas spadł do niższego poziomu i nie działa na istoty z płynącą w ich żyłach maną. Niestety nie będziesz miał kolejnej ręki, czy też nogi. — Uśmiechnął się słabo w moją stronę.
— A co z tym wysokim intelektem? Nadal tkwicie w dosyć prowizorycznych warunkach.
— Okazało się, że wczepiony gen był niestabilny, wraz z uzyskaniem kolejnego potomstwa słabł, aż w końcu zatrzymał się na normalnym poziomie. Czy po usłyszeniu tego nadal twierdzisz, że jesteśmy potworami, albo katami, niezasługującymi na pozytywne uczucia?
Pokiwałem przecząco głową.
— Nie jesteście potworami, lecz rola kata, czy ofiary zależy od danej jednostki i okoliczności. Krew przelana jest po obu stronach.
— Raczej chodziło mi, czy nadal wierzysz, że miłość miedzy bestioczłowiekiem, a człowiekiem jest niemożliwa?
Przed oczyma stanęła mi piękna Kira, jej wspaniałe ciało i piękna twarz, me serce zaczęło szybciej bić.
— Nie wiem starcze, nie wiem. Jestem wojownikiem, mym celem jest sianie zniszczenia i śmierci pośród wrogów, tylko na tym się znam. Wszelkie inne sprawy są dla mnie niezrozumiałe.
Naszą konwersację przerwał gniewny głos wołający szamana, coś działo się na zewnątrz.

2 komentarze

 
  • Almach99

    Smutna to prawda. My ludzie nie lubimy sie uczyc na bledach. Do tego czesto wybieramy mniejsze zlo zamiast rozwiazania problemu

  • krajew34

    @Almach99 taka już natura głupca, którą ciężko porzucić, dzięki za wpadnięcie i przeczytanie

  • emeryt

    @krajew34, tak jak zapowiedziałeś, dotrzymujesz słowa. Z tym opowiadaniem pędzisz szybko do przodu. Najważniejsze że ta szybkość nie wpływa ujemnie na jakość. Ciągle opowiadanie posiada wspaniałą akcję bez dłużyzn. Piszesz ciekawie, tak że czytający/a/ zaczyna mentalnie w tym uczestniczyć. Pozdrawiam i oczywiście łapka na tak.

  • krajew34

    @emeryt dzięki za wpadnięcie i przeczytanie. Jakoś nie potrafię skupić się nad wolnym i bardzo detalicznym rozdziale. :) Może to wada, może nie.