Vive la F... - Stern. (dodatek - cz. 4)

Vive la F... - Stern. (dodatek - cz. 4)-To masz czas do jutra, żeby sobie przypomnieć. Mi na dzisiaj wystarczy. – uśmiechnął się szelmowsko i podszedł do krzesła, gdzie na oparciu wisiała zielona, wojskowa kurtka. Nie patrząc na Cathrine, ubrał się i odszedł w kierunku wyjścia z hangaru. Strażnicy zbliżali się powoli, by odprowadzić ją do celi.
"Blackmountain, ty gnoju!” – Keller przygryzła pękniętą wargę, by nie zakląć na głos. Zrozumiała, że dzisiejszy wieczór zaczął się już na jadalni. "Długo każesz mi teraz mówić, że nie znam hasła mając przed oczami białą naszywkę na amerykańskiej kurtce?” Z goryczą przypomniała sobie własną prośbę – "Naucz mnie jak złamać psychikę”.  

********************************

-Przypomniałaś sobie?  
Głos dochodził z zaciemnionej części hangaru. Odbijał się od ścian, wypełniał każdą szczelinę, wdzierał do głowy, niczym woda do ust.  
Woda. Po porannym dowleczeniu z celi, Cathrine siedziała już którąś godzinę na twardym krześle, ustawionym w samym środku światła. Gdzieś w okolicach południa głodna i spragniona cicho poprosiła o wodę. Z mroku, niosąc metalowe wiadro, wyłonił się jeden ze strażników. Od razu poczuła, że popełniła błąd. Spodziewając się chluśnięcia odruchowo przymknęła oczy. Chwyt za kark kompletnie ją zaskoczył. W momencie, zrzucona z krzesła na kolana, walczyła w wodą wdzierającą się do nosa, gardła, oczu. Po kilkudziesięciu cholernie długich sekundach, dłoń na karku zwolniła uścisk – mogła złapać odrobinę powietrza.
-Przypomniałaś sobie hasło?
-Tak! – krzyknęła, przedłużając chwilę nad powierzchnią. – Tak. Hasło to… "I fucking love swimming.”
Znała konsekwencje. Zdążyła zaczerpnąć jeszcze trochę tlenu. Zacisnęła powieki. Próbowała przywołać obraz migoczącej blaskiem podwodnej jaskini. Jednak nadal było to tylko metalowe wiadro.  
Szarpnięcie w tył. Urwany oddech.  
-Przypomniałaś sobie?  
Kiwnęła głową, łapiąc powietrze.  
-Nie, ale dziękuję. – krzyknęła w pozornie pustą ciemność. - Już mi się nie chce pić.
"Kurwa!” – zaklęła. Już wcześniej miała nadzieję, że szarpiąc się wylała większość zawartości wiadra. Nadal było jej jednak wystarczająco dużo.  
Ktoś musiał powiedzieć dość, bo oprawcy usadzili ją z powrotem na krześle i zniknęli równie szybko jak się pojawili.
-Pomyśl nad hasłem, Cathrine.
Spokojny głos dochodzący z ciemnej pustki zdawał się mieć dużo czasu. Całą wieczność. Był tam. Czuła go. Nie widziała, ale czuła. I to nie był Blackmountain, choć nie zdziwiłaby się, gdyby stał obok, oparty swobodnie o framugę. Obserwując. Mając, jak zawsze, wszystko pod kontrolą. Podświadomie chciała, żeby tam był.  
Czas mijał powoli. Zdawało się, że jest już tam całą wieczność, że przyrosła do krzesła, że uschła w promieniach sztucznego światła. Tymczasem mokre włosy ledwo zdążyły odrobinę przeschnąć.  
-Nie mam czasu, Cathrine. Przypomniałaś sobie hasło?  
Głos nie tylko wyrwał ją z odrętwienia. Wiedziała, że "Nie mam czasu” zapowiadało kłopoty.
Nie zdążyła wymyśleć niczego sensownego, gdy nagle rozbłysnęły wszystkie lampy, oświetlając ogromny magazyn. Z krzesła ustawionego dosłownie dziesięć metrów dalej poderwał się nieznajomy mężczyzna w tej samej co wczoraj wojskowej kurtce. Światło oświetliło też dwóch pomocników. W olbrzymim wnętrzu nie było nikogo więcej.  
Mężczyzna podszedł energicznie do Cathrine. Skuliła się instynktownie, ale nie spuściła z niego wzroku.  
-Hasło!
Sekunda na odpowiedź.
Cios.  
Podłoga.
Samodzielnie silnym szarpnięciem posadził ją z powrotem na krześle. Przed oczami błysnęła naszyta na ramieniu biała gwiazda.  
"Stern” – zdążyła pomyśleć.
-Hasło!
Nawet nie czekał na odpowiedź. Kolejne uderzenie rozniosło się echem po pustym magazynie.
Chłód posadzki koił. Z bólu przymknęła oczy, co też pozwoliło zignorować widok wojskowych butów przed twarzą. Nagle buty zniknęły, a za plecami pojawił się porażający ból w niedawno złamanym nadgarstku. Krzyk wypełnił przestrzeń. Nacisk podeszwy był nie do wytrzymania.
-Błagam, nie ta ręka… -wyszeptała przez łzy.  
"Wiem o tobie wszystko.” – przypomniała sobie banalną groźbę. "Dlatego wybrał prawy nadgarstek? Czy właśnie takich rzeczy nie wie? Do cholery, to tylko szkolenie!” – realnie bojąc się kolejnego złamania, miała ochotę wyrzucić z siebie oczywistą prawdę.  
Nacisk zelżał, ale nie ustąpił całkowicie. Keller z trudem łapała powietrze. Na czole pojawiły się krople potu. Panującego wokół zimna nie czuła już od dawna.
-Wstawaj! – mężczyzna nie czekając szarpnął ją w górę za ramię. – Nie przypomniałaś sobie? Tak źle było w celi?  
Popchnął ja przed siebie.  
-To dzisiaj tutaj spędzisz noc.  
Pośpieszając ponownie pchnął Cathrine przed siebie. Podniosła wzrok i dopiero teraz dojrzała słup na środku magazynu. I wiszący przy nim łańcuch.  
-Nie! Błagam. –nogami zaparła się o podłogę, mając przed sobą na wizję kilkunastogodzinnego podwieszenia za ręce.  
-Dalej, suko!
"Stern! Hasło to Stern! Gwiazda” – zdawała się krzyczeć każda komórka cierpiącego ciała. Rozum próbował zmusić usta do wypowiedzenia wybawczego słowa. "Stern!” – krzyk wypełniał umysł Keller.  
Nagle po bokach pojawili się strażnicy. Chwycili kobietę pod ramiona. Dwa razy więksi, wyrywającą się Cathrine bez problemu zaciągnęli do słupa. Wtem dostrzegła coś jeszcze. Leżący u jego podnóża materac.  
-Nie! Nie możesz! Nie!
W odpowiedzi poczuła, jak uwalnia z kajdanek jedną z rąk. Tylko po to by rzucić Keller na materac i od razu przykuć ją wokół filaru. Leżała na plecach z rękami wyciągniętymi nad głową. A właściwie to chciał by spokojnie leżała, ale w furii wyginała ciało i próbowała zmienić dramatyczną pozycję.  
-Wszystko mogę, Cathrine. – warknął i usiadł na niej okrakiem. – Może jutro rano przypomnisz sobie hasło? A na razie… chyba ci jednak za ciepło.  
Jednym szarpnięciem potargał cienki materiał sukienki. Keller została w samej bieliźnie. Wyeksponowana, podana na materacu jak na tacy.  
-Nie! Błagam! Proszę, powiem wszystko, co chcesz! Tylko nie to!
-Za późno. Nie chciałem tego, ale nie pozostawiasz mi wyboru. Spójrz do czego doprowadziłaś. Przemyśl sobie swoje postępowanie! Teraz to ty masz dużo czasu. – uśmiechnął się szyderczo i wstał z kolan.  
Na ile pozwalały kajdanki Cathrine podniosła głowę, by ujrzeć oddalającą się pojedynczą postać.  
-Zaczekaj! Proszę! Wróć! – krzyknęła desperacko.- Powiem, co chcesz! Błagam!
Metalowe drzwi zatrzasnęły się z hukiem. Spazmatycznie łapiąc powietrze, Keller spojrzała na stojących zbyt blisko materaca strażników. Każdy z nich mógłby przyskrzynić ją choćby jedną ręką. Ich bezruch niewiele ją uspokoił. Wyglądali jakby po prostu wolniej myśleli. Zastanawiali się. Patrząc jeden na drugiego, rozważali wszystkie możliwości.  
Nagle jeden z nich bez słowa odszedł w kierunku drzwi. Cathrine boleśnie wykręcając dłonie, przekręciła się, by obserwować jego ruchy, raz po raz przerzucając wzrok na mężczyznę który pozostał przy niej. Wzdrygnęła się, kiedy uśmiechnął się obleśnie.  
Z przerażeniem stwierdziła, że pierwszy otworzył drzwi, sprawdził coś na zewnątrz i wrócił, przekręcając klucz w zamku. Na ten znak drugi przysiadł przy brzegu materaca i delikatnie musnął zgrabną, nagą łydkę.

1 komentarz

 
  • Somebody

    Somebody · 19 gru 2018

    Standardowo połknęłam wszystko na raz   Super napisane i domaga się dalszego ciągu!